quickly
30.01.06, 04:25
U mnie ostatnie cztery dni byly ciezkie. dane mi bylo znow przezyc kolejny,
ktorys tam z rzedu, rekord upalow...
I wtedy przychodzi cos do czlowieka i zbiera w nim zal za czyms, czego juz
nie ma.
-----------------------------------------------------------------------------
Wszystko jest zawsze cudowne, ale nigdy nie w taki sposob, jak kiedy bylismy
mali.
W kazdym skraweczku dnia i w kazdym miejscu przestrzeni dzialy sie rzeczy
przerazliwe, albo zachwtycajace. Dzialo sie tysiace wydarzen glebokich i
niesmiertelnych w swojej blahosci, jednakowo godnych, zeby z nich rodzily sie
piorunujace nienawisci, figle i nagle zakochania.
Wiosna...
Nic jeszcze nie bylo z wiosny, oprocz zacieku wody na rudej lace. Ale ten
wiatr, ten wiatr...
Jak mysmy go lykali, pedzac nie wiadomo po co i dokad srod gwizdzacego pod
stopa mokradla.
I wszytsko sie stawalo. Nie wiadomo kiedy... bez nas przebudzila sie wiosna.
Moze w nocy? Bo wszystkie najdziwniejsze rzeczy dzieja sie noca.
Nad mokra sciezka w lesie, za cieplym oddechem roztopow, twarde, kolczaste
galazki okryly sie zabkiem malego liscia.
W czarnych konarach wysokiego grabu lata zielony plomyk. Iskry zielone
wyskoczyly ze wszytskich czarnych witek brzozy, a slonca blask buja sie i
kolysze nad laka i nad lasem.
Ach, ty cudowna alejo, gnieciona jedwabiem gorzko pachnacej majowej zieleni
Ty alejo, pod mroczne kasztanow sklepienie wslizgnieta. Cierpliwa i
wieczna...
Biegalismy po tobie, wrzeszczac – a ty opieralas sie nam o sam szlak nieba.
I nie pojete byla miekkosc powietrza, w ktorym jak wsrod bladego atlasu
spoczywaly wszystkie zazielenione i kwitnace galezie...
Ale z tego zachwytu umielismy sie tylko tarzac po trawie, rwac mlode rozgi
wierzby i swistac nimi w powietrzu. Umielismy tylko obejmowac nogami i
rekami te cudowne pnie i piac sie po nich na sam szczyt i tam, w pachnacym
szumie mlodych lisci, otwierac usta, gdy nadchodzila chmura, i pic majowy
deszcz.