analityczka
07.02.06, 09:58
Wstaję rano a tu niespodzianka!W domu zimno,prądu nie stwierdzono.Dzwonię na
Pogotowie Energetyczne a Pan mi mówi:"Jak się samo do 11 nie naprawi to niech
Pani zadzwoni jeszcze raz.No i koniecznie musi być ktoś w domu jak
ewentualnie przyjedziemy naprawiać".No świetnie!
Warto by się napić kawy-pomyślałam.No ale czajnik jest elektryczny.Gdzie jest
normalny??Szukam.Znalazłam-uff,będzie chociaż kawa.
Zrobiłam ją sobie,siedzę w tej ciemnej chałupie.I nagle olśnienie!Jest póżno
bo zrobienie tej kawy zajęło mi conajmniej 15 minut więcej niż normalnie!
Chyba nie muszę opowiadać biegania po domu i robienia makijażu i ubierania
się jednocześnie.Efekt?Makijaż do poprawy-no ale nie czepiajmy się szczegółów!
No dobra!Wychodzę z domu...
Próbuję otworzyć drzwi-coś to utrudnia.Okazuje się że z nieba wali śnieg a do
tego wiatr nawiewa ten już leżący,zaspy po kolana.Samochód-zapalił.Uff!
Chociaż tyle.Droga od mojego domu do tylko utwardzona nawierzchnia więc jazda
w śniegu nie należy na najłatwiejszych bo samochód zawiesza się na
zaspach.1000 metrów szarpaniny ale co tam!Udało się.Jadę sobie szczęśliwa a
tu coś stuknęło,coś puknęło-samochodzik zgasł.Super!Jacyś uprzejmi panowie
pomagają zepchnąć go na parking-kupa śniegu wszędzie więc nie jest to
najłatwiejsze.Oczywiście nie będę się teraz nim zajmować bo jest diabelnie
poźno i nie mogę się dziś wyjątkowo spóźnić do pracy.
Idę na przystanek.Jedzie autobusik-niech żyje szczęście!Po kilku minutach
utknęliśmy w gigantycznym korku.Potem przesiadka na tramwaj-tylko 17 minut na
przystanku oczekiwania.Śnieg wali,mróz nieziemski-jak miło...
Reasumując poranek: wyglądam fatalnie,przyjechałam do pracy 25 minut
spóźniona,na drugim końcu miasta stoi zepsuty samochód,ja mam stopy jak dwa
sople lodu i zastanawiam się jak ja wróce do domu jak zawali drogę.I niech mi
ktoś powie-nie trafił by Was szlag po takim poranku???