prosze o otuche....

19.02.06, 17:25
Pogubilam sie...Na zewnatrz jestem zadbana 30, ktora sobie w zyciu poradzi
bez niczyjej pomocy... I tak jest, potrafie podjac odpowiednie decyzje,
potrafie wysluchac innych i im pomoc jak tylko potrafie... Ale jest cos
innego, czego nie umiem . Nie umiem poradzic sobie z moim zyciu prywatnym.
Jestem z mezczyzna, ktorego bardzo kocham... Przez caly rok byly wzloty i
upadki naszego zwiazku, ale zawsze sie godzilismy moze nie umiemy bez siebie
zyc (smieja sie inni) . Ostatnio przesadzil, w klotni przy innych wykrzyczal
mi tyle przykrych rzeczy , ze do tej pory dzwoni mi w uszach. Po miesiacu
wrocilam do niego , bo jakos tak wyszlo. Stara sie widze to po nim, ale jest
jeszcze cos... Sa imprezy z kolegami. Ja pracuje do pozna, ( nie umialam sie
jeszcze do niego po tym wszystkim wprowadzic) i ile razy do niego zadzwonie,
to jest juz po kilku glebszych. najgorsze jest to, ze pije sam na to tez mam
dowody...Inni mi mowia, zebym odeszla, nie mam z nim nic: mieszkania,
dzieci , slubu ... Ale moze jeszcze sie cos uda uratowac, tylko nie wiem
jak . Dlatego prosze o rade...Moze ktos jest w podobnej sytuacji ...
    • kamea5 Re: prosze o otuche.... 19.02.06, 17:49
      moze zbyt moco podkreslasz Swoja samodzielnosc,daj mu szanse...badz
      zagubiona,nieporadna,daj mu do zrozumienia ze Twoja siła to pozory a tak
      naprawde potrzebujesz Jego pomocy i wsparcia:)
      alkohol,to skutek stresu i ucieczka od rzeczywistosci,przeanalizuj to co Ci
      wykrzyczał i wyciagnij wnioski...dostrzez jego potrzeby,marzenia,pragnienia:)
      zacznij z nim rozmawiac,nie tylko o sukcesach...moze to go przytłacza?
      • mmmkkk2 Re: prosze o otuche.... 19.02.06, 18:18
        Dziekuje, tak myslisz ? Dlaczego jest tak trudno, ja caly czas myslalam ze
        mezczyzna musi byc dumny ze kobieta pracuje, dba o siebie i o niego... A on mi
        to wykrzyczal...
        • kamea5 Re: prosze o otuche.... 19.02.06, 18:39
          jego poglad wynika zapewne z obawy o samego siebie..zaradna,przebojowa..czuje
          sie zagrozony i tu zapewne tkwi problem:)
          wyjasnienie sobie sytuacji jest nieuniknione,najgorzej jest gdy do tego
          dochodza negatywne emocje i brak jest płaszczyzny porozumienia:)
      • wietka Re: prosze o otuche.... 19.02.06, 18:19
        Na poczatek długa, szczera rozmowa o Tobie, o nim, o was , nie tylko o
        zachowaniu, ale o uczuciach, gdyż one są motorem zachowania.
        • mmmkkk2 Re: prosze o otuche.... 19.02.06, 18:30
          rozmawialam, tylko to nic nie zmienia...Na poczatku jest dobrze, dwa trzy dni,
          a pozniej znowu zle. Najgorzej sie boje, rozmowy na temat picia.
          • wietka Re: prosze o otuche.... 19.02.06, 18:35
            Może on czuje się zdominowany przez Ciebie, gorszy, mało męski?
            Mężczyzni zazwyczaj nie lubia kobiet silniejszych od siebie, lepiej zarabiających.
            Spróbuj go czasami dowartosciowac, daj odczuć,ze jestes w jakims sensie od niego
            zalezna, ze potrzebujesz jego rady, pomocy.
          • kamea5 Re: prosze o otuche.... 19.02.06, 18:36
            postaw wszystko na jedna karte,to w koncu głowny problem Twojego rozgoryczenia..
            albo jest dobrze ,albo nie:)
            zyc cały czas w poczuciu winy,to nie ma sensu:)
            • wietka Re: prosze o otuche.... 19.02.06, 18:39
              Ale autorka watku pisze, ze bardzo kocha i odejść nie potrafi. W takiej sytuacji
              powinna nad naprawą tego związku popracować :)
              • kamea5 Re: prosze o otuche.... 19.02.06, 18:40
                wietko,masz racje:)
                ale oboje musza tego chciec i rozumiec co do siebie mowia:)
                • wietka Re: prosze o otuche.... 19.02.06, 18:46
                  Oczywiście, moze wiec powinni trochę pobyć z sobą sam na sam bez pracy,
                  pośpiechu, obowiązków? Wyjechać, odocząć...i spokojnie wyjasnić co im na sercu
                  lezy .
                  • kamea5 Re: prosze o otuche.... 19.02.06, 18:50
                    jak byłam dzieckiem,wpajano mi ze mezczyzna to silna osobowosc,typ
                    przywodzczy,panujacy nad soba i tym co go otacza:)
                    zycie pokazało co innego,role sie odmieniły...niektorym trudo sie z tym
                    pogodzic i zyc ze swiadomoscia ,ze to kobieta przejeła pałeczke;)
                    • wietka Re: prosze o otuche.... 19.02.06, 18:57
                      No właśnie, jeśli mężczyzna nie potrafi się odnależć w takiej rzeczywistości,
                      kobieta powinna dac mu odczuć, ze nadal jest dla niej ważny, silny, wspanialy...
                      itd. :)
                      • kamea5 Re: prosze o otuche.... 19.02.06, 19:15
                        w tym przypadku chyba nie przyswaja i nie potrafi docenic Jej atrybutów...albo
                        boi sie i reaguje agresywnie,w koncu to tez forma obrony:)
                        • wietka Re: prosze o otuche.... 19.02.06, 19:20
                          własciwie to trudno radzic, jak się nie zna ludzi i scczegółów , każdy ocenia
                          troszke wg siebie i swoich doświadczeń, a to nie zawsze się sprawdza :)
                          • kamea5 Re: prosze o otuche.... 19.02.06, 19:24
                            czasem to nie chodzi o porade a o mozliwosc wyrzucenia z siebie tego co w nas
                            siedzi:)
                            decyzja nalezy do autorki,jest rozsadna i powinna sama wyciagnac wnioski:)
                            • wietka Re: prosze o otuche.... 19.02.06, 19:29
                              I w tym właśnie tkwi terapeyczna moc forum! :)
                              Pozdrawiam, Kameo :)
                              • kamea5 Re: prosze o otuche.... 19.02.06, 19:33
                                rowniez,serdecznie:)
              • mmmkkk2 Re: prosze o otuche.... 19.02.06, 19:06
                Jest mi bardzo trudno...Wszyscy wkolo "kochani przyjaciele" mowia mi ze nie
                jest mnie wart itd... A ja sie staram , potrafilam mu wybaczyc rzecz, gdzie
                ktos inny odszedlby od razu ... JA wrocilam , wybaczylam ...Chociaz nie jest
                moim mezem, chociaz nie mam z nim wspolnego majatku, chociaz nie mam z nim
                dzieci...
                • kamea5 Re: prosze o otuche.... 19.02.06, 19:13
                  poza uczuciem,dosc silnym z Twojej strony...chyba niewiele Was łaczy..wybacz:)
                  moze Oni maja racje,w koncu sa obok i widza co sie dzieje...zycie jest
                  piekne,pełne niespodzianek,moze zacznij od samego poczatku z kims innym:)
                  ale jedza jestem,nie gniewaj sie;)
    • white.falcon Re: prosze o otuche.... 20.02.06, 00:13
      Nie obraź się, Mmmkkk2, ale zastanów się nad czymś innym, niż Twoje uczucie.
      Domyślam się, że jest to uczucie z kalibru rzadko zdarzających się,
      poprostu "zapadłaś" na tego człowieka, ale oceń realnie. Skoro człowiek pije
      sam do lusterka i gdy dzwonisz, jak sama piszesz - "ile razy nie zadzwonię, to
      jest po patu głębszych..." - to naprawdę zastanów się. Alkoholizm to jest
      choroba i z niej rzadko ktoś wychodzi, niezmiernie rzadko. To jest nieprawda,
      że po tym, gdy razem zamieszkacie, gdy będziecie małżeństwem wszystko się
      zmieni. Nie zmieni się nic oprócz Twojego życia, które sobie skutecznie
      spaprzesz. Wierz mi, ja wiem, co mówię. Nie szkoda Ci siebie? To co, że nie
      masz domu (przecież chyba gdzieś mieszkasz, nie pod gołym niebem), dzieci
      (ciesz się, bo samej albo z mężem-alkoholikiem ten "wózek" pociągnąć trudno i
      zdegradujesz się psychicznie i fizycznie, robiąć i za Mamę, i za Tatę i za
      ochronę dzieci przed Tatą), ślubu (a co Ci dał by ślub z alkoholikiem - oprócz
      papierku)? Kiedyś będziesz miała. Wiem, że bardzo smutne rzeczy piszę, ale
      jesteś dorosła, nie masz -nastu lat i chyba umiesz ocenić, czy rzeczywiście
      Twoi Przyjaciele z realnego świata są Ci życzliwi. Możesz popełnić błąd, który
      będzie Ciebie kosztował dużo - bo całe spaprane życie. Zastanów się. Moje
      zdanie: zostaw tego człowieka dla własnego dobra i daj sercu przeboleć, a potem
      zobaczysz, że da się żyć. I kiedyś spotkasz kogoś, kto nie jest alkoholikiem,
      tylko zdrowym człowiekiem.

      Pozdrawiam serdecznie,
      Sokółka
Pełna wersja