rycerz.krola.artura
27.03.06, 00:39
PIĘKNA TWARZ
Nino był czeladnikiem piekarskim, znanym ze swojej pięknej twarzy. Była to istotnie najpiękniejsza twarz w okolicy i wszystkie dziewczęta odwracały wzrok, kiedy Nino przechodził ulicą, tak przyciągała je piękna twarz młodego piekarza.
Niestety, Nino pracował przy piecu, w wilgotnej i gorącej piekarni, to zaś, jak wiadomo, niedobrze wpływa na piękne twarze. Prócz tego miewał niekiedy zmartwienia, jak wszyscy ludzie, a wiadomo, że zmartwienia szkodzą piękności. W rezultacie Nino, przeglądając się w lustrze, stwierdzał ze smutkiem, że na pięknej twarzy życie zaczyna powoli żłobić swój ślad. Mimo to była ona nadal niezwykle piękna i Nino rad był ustrzec to piękno przed złośliwością czasu. Wybrał się tedy do miasta Lipoli, gdzie sprzedawano specjalne kuferki do przechowywania twarzy. Kuferek taki był kosztowny i Nino musiał pożyczyć pieniądze od sąsiadów, aby za niego zapłacić. Uważał jednak, że sprawa jest na tyle ważna, iż warto się zadłużyć. Kupił tedy kuferek i schował swoją twarz w bezpiecznym schronieniu.
Mieszkańcy miasta zapomnieli niebawem, jak wygląda twarz pięknego Nina, i on sam, ponieważ przestał zaglądać do kuferka, nie pamiętał już prawie, jak wygląda. Mimo to niesłychanie był dumny, kiedy sobie przypomniał, że jest najpiękniejszy w okolicy. Był istotnie najpiękniejszy, ale nikt tego nie mógł zobaczyć na własne oczy.
Pewien znany uczony lailoński imieniem Kru przejeżdżał kiedyś przez miasteczko i złe pogody zmusiły go do zatrzymania się na kilka dni w miejscowej oberży. Dowiedział się z rozmów gości o wypadku Nina i zapragnął go poznać. Udał się przeto do domku, gdzie mieszkał piękny młodzieniec, i wdał się z nim w rozmowę.
- Mówią - zagadnął Kru - że jesteś najpiękniejszym chłopcem w okolicy.
- To prawda - powiedział Nino.
- Czy mógłbyś mi tego dowieść?
- Owszem, mógłbym - powiedział Nino. Zaraz jednak przyszło mu do głowy, że musiałby w tym celu ubrać swoją twarz i wyciągnąć ją z kuferka; tymczasem wiatr i kurz mogły uszkodzić piękne oblicze. Dodał więc szybko: - Mógłbym, ale nie chcę, ponieważ mam twarz schowaną.
- Więc wyjmij ją ze schowka i pokaż.
- Nie mogę, bo mogłaby się zniszczyć. Muszę oszczędzać swoją twarz.
- A dlaczego właściwie nie używasz swojej twarzy?
- Żeby ją mieć dłużej niezniszczoną.
- To znaczy, że w przyszłości będziesz jej używał?
Nino zamyślił się. Właściwie nie rozważał dotąd tej sprawy dokładnie. Sądził, że musi oszczędzać twarz, ale nie wiedział jasno, czy w przyszłości będzie ją jeszcze kiedyś nakładał: Nie wiem - powiedział. - Właściwie nie wiem, po co miałbym jej używać. Doświadczenie moje mnie uczy, że można doskonale żyć bez twarzy.
- Owszem, można - potwierdził uczony Kru. - Wielu ludzi żyło bez twarzy. Ale czy tak żyje się lepiej?
- No, nie - odparł Nino. - Ale twarz się nie niszczy.
- Więc zachowujesz ją jednak na przyszłość?
- Chcę, żeby była wiecznie piękna.
- Dla kogo?
- Dla nikogo. W ogóle żeby była piękna.
- Boję się - powiedział Kru - że chciałbyś rzeczy niemożliwej. To powiedziawszy, pożegnał się z Ninem i odszedł, litościwie kiwając głową.
Tymczasem dawno już minęła pora, kiedy Nino miał spłacić dług zaciągnięty na kupno kuferka. Ale czeladnik piekarski zarabia mało i Nino nie miał pieniędzy. Jego sąsiad wierzyciel domagał się stanowczo zwrotu pożyczki, grożąc sądem i więzieniem. Nino wpadł w rozpacz. Nikt nie chciał mu już udzielić pożyczki, skoro wiadomo było, że poprzedniej nie spłacił. A w Lailonii karze się więzieniem za niespłacone długi. [...]
Nino udał się do lombardu, gdzie pożyczano pieniądze pod zastaw wartościowych przedmiotów.
- Chciałbym uzyskać pożyczkę w wysokości trzystu patronałów - powiedział (Patronał jest to złota moneta lailońska; tyle właśnie kosztował kiedyś kuferek).
- Co mi chcesz dać w zastaw? - spytał właściciel lombardu.
- Daję ci - powiedział Nino - daję ci własną piękną twarz, nietkniętą przez czas oraz kuferek. [...]
Minęło sześć miesięcy, w ciągu których Nino czynił bez przerwy gorączkowe starania o zdobycie jakichś pieniędzy w celu opłacenia sąsiada i wykupienia swojej twarzy z lombardu. Wszystko na próżno. Minęły jeszcze trzy miesiące i zniecierpliwiony sąsiad złożył znów skargę do sądu. Odbyła się rozprawa i Nino został zamknięty w więzieniu za długi.
Właściciel lombardu w Lipoli czekał długo na Nina, który miał wykupić swój kuferek z twarzą. Nie doczekał się jednak. Znudzony, doszedł do wniosku, że nic już z tego nie wyjdzie. Wyciągnął twarz Nina z kuferka i dał ją dzieciom do zabawy. Dzieci z twarzy Nina zrobiły sobie piłkę i grały nią w siatkówkę. Po krótkim czasie nikt już nie mógłby się domyślić, że stara piłka była kiedyś piękną twarzą młodego Nina.
Ale Nino nic o tym nie wie. Siedzi w więzieniu i ma przynajmniej jedną pociechę. Wszystkim, z którymi rozmawia, opowiada, że ma piękną, bardzo piękną twarz, której nic nie zepsuje. - Mam naprawdę najpiękniejszą twarz w okolicy - opowiada. - Jest piękniejsza niż wszystko, co możecie sobie wyobrazić. Jest zamknięta w specjalnym kuferku, gdzie nie może się zniszczyć. Zobaczycie ją jeszcze. Zobaczycie, jaka jest piękna!
Tak pociesza się Nino w więzieniu. Siedzi tam ciągle i jest pewien, że ma najpiękniejszą twarz na świecie.
W miasteczku wielu ludzi go żałuje. Uważają, że Nino jest nieszczęśliwy, chociaż sam jest winien swojemu nieszczęściu, bo przecież powinien był wiedzieć, że tylko bardzo bogaci ludzie mogą sobie pozwolić na kuferki, w których piękna twarz daje się przechować bez skazy.
Tymczasem dzieci właściciela lombardu bawią się na podwórzu piłką, która z dnia na dzień robi się coraz gorsza i coraz mniej zdatna do zabawy.
(autor: Leszek Kołakowski)