Warto miec kota (i to nie jednego)!!!

26.06.06, 02:23
"Mruczki które leczą"

Jeździ z kotami do chorych na autyzm dzieci
Dzięki cudownym mruczkom leczy maluchy i dorosłych, chorych ma Alzheimera i
Parkinsona. - One naprawdę pomagają! - mówi Mirosław Wende (41 l.),
felinoterapeuta.

Gucio, Misiu, Niunia, Ruda, Dzidzia, Pusia, Petra, Sunny - osiem dumnych
kociaków przechadza się po mieszkaniu Mirosława Wende. To wyjątkowe koty.
Spokojne, łagodne, serdeczne, odpowiednio wychowywane.

- O kotach mówi się, że są niedostępne i niezależne. Ale nie wszystkie.
Jeszcze takich przylepek, jak te moje, nie widziałem! To dzięki temu chorzy
szybko łapią z nimi kontakt - zachwala podopiecznych właściciel.

Mruczando dla chorego
Wende, chemik z Torunia, jest hodowcą kotów. Kiedyś klient kupił od niego
niebieskiego egzotycznego mruczka dla osoby chorej na schizofrenię, bo tak
zalecił mu lekarz psychiatra.

- Okazało się, że chory zaczął robić postępy. Rzadziej miał ataki, sam zaczął
wychodzić do ludzi - opowiada Wende. - Wtedy zacząłem się tym interesować. I
tak zostałem pierwszym w Polsce specjalistą leczącym za pomocą kotów -
dodaje.

Wyciągnął rączki
Nie każdy kot może leczyć. Najlepsze są persy i "egzotyki". Bo to łagodne,
spokojne zwierzęta, które dają się głaskać, brać na ręce, mocno przytulać.

- Nie drapią i nie wyrywają się, mają z ludźmi świetny kontakt. Dwa razy w
tygodniu jeżdżę z nimi do dzieci ze szkoły specjalnej. Wchodzą maluchom na
kolana, ocierają się. Jeden lękliwy, bojaźliwy chłopczyk z autyzmem, bardzo
zamknięty w sobie, wyciągnął do nich rączki. To było wzruszające - opowiada
hodowca. Koty zabiera też do starszych osób z ośrodka pomocy społecznej.

Nie bierze ani grosza
Ale leczenie to nie tylko przytulanie i głaskanie zwierząt. To także lekcje o
kotach. Mirosław Wende opowiada o mruczkach z całego świata, pokazuje
zdjęcia, skupia uwagę chorych.

- Niektórym osobom ciężko skoncetrować się przed 10 minut, a na moich
zajęciach siedzą jak zaczarowani przez dwie godziny. Ćwiczą pamięć, koty
nawiązują z nimi więź, uczą zaufania, przełamują lęki. Kiedy znowu z nimi
przychodzę, chorzy klaszczą w ręce z radości - dodaje.

Mirosław Wende nie bierze za swoje lekcje ani grosza. Pomaga mu Polski
Związek Felinologiczny. - Mam satysfakcję z tego, że pomagam ludziom. To mi
wystarczy - tłumaczy.

Felinoterapia
czyli leczenie za pomocą kotów, jest najbardziej popularne w Stanach
Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii. Tam terapeuci chodzą z kotami po domach
opieki, do seniorów, a koty są używane nawet przy resocjalizacji więźniów. W
Polsce do tej pory popularna była tylko dogoterapia, czyli leczenie za pomocą
psów i hipoterapia - za pomocą pracy z końmi.

Izabella Kurzejewska (46 l.), psycholog dziecięcy
To świetna metoda
- Ludzie chorzy mają problemy w nawiązywaniu kontaktów z ludźmi zdrowymi. Ze
zwierzętami jest zupełnie inaczej. Z nimi chorzy mają kontakt bezpośredni, są
im w stanie bezgranicznie zaufać, nie czują się oceniani. Taka terapia jest
jak najbardziej wskazana. Dzieciom z chorobami autystycznymi czy upośledzonym
lekarze zalecają posiadanie w domu zwierzęcia. To otwiera je na świat.

autor: Monika Tutak
------------------------------------------------------------------------------
Od quickly'ego:
"Zrob sobie prezent zycia, kup sobie jakiegos czworonoga..."
    • justiz Re: Warto miec kota (i to nie jednego)!!! 26.06.06, 10:19
      Podpuszczasz!

      Już się zainteresowałam moimi wymarzonymi kotkami, okazuje się, że są jedynie
      rodowodowe za 1000 zł... A po jaki gwint mi kociak z rodowodem?!?!?!
      • netka6666 Re: Warto miec kota (i to nie jednego)!!! 26.06.06, 12:38
        No pewnie, że warto mieć koty. Całe życie miałam psy. Mój ex-mąż nie chciał
        słyszec o kocie a o dwóch to już w ogóle! Teraz mam 2 dachowce i cieszą mnie
        każdego dnia. Polecam :))) Uwaga, to wciąga. Przy posiadaniu jednego chce sie
        mieć drugiego a potem trzeciego itd...
        • white.falcon Re: Warto miec kota (i to nie jednego)!!! 26.06.06, 21:23
          A ja nie ukrywam, że kocham koty. To są niepowtarzalne inteligentne czterołapy,
          a dodatkowo - mają nieuczesane charakterki. Każdy kot to odrębna osobowość. Są
          wśród nich weseli rozbójnicy, damy i gentelmani kociego rodzaju, myśliciele,
          wieczni frustraci - do wyboru - do koloru. A o tym, ile radości sprawia
          mruczndo kota, jego przytulanko i widok zadowolonej kociej gracji wie tylko
          ten, kto uchylił rąbka tajemnicy lubienia kota. Kot nie musi być rasowy, by
          stać się wiernym towarzyszem życia. Każdy z nas gdzieś na swojej drodze spotka
          swojego kota, który będzie do nas pasował, choć nigdy nie będzie do nas
          należał, najwyżej zgodzi się nam towarzyszyć i dzielić nasze życie. Kota nie
          zmusisz - on sam podejmie decyzję i dokona wyboru. :-)
          • delusa Re: Warto miec kota (i to nie jednego)!!! 26.06.06, 21:33
            White Falcon, pieknie napisane i w samo sedno. Koty rzeczywiscie wybieraja
            ludzi, a nie my ich. I robia przepiekne numery. Kiedys moja kotka wlazla na
            Mazurach na mloda sosne. nie mozna bylo sie do niej dostac (brak galezi do
            wdrapania sie), wiec spedzilismy godzine z koszykiem zawieszonym na dlugim
            dragu, proszac i mamroczac zaklecia. W koncu moj Tata zdjal pasek i jej
            pogrozil i o dziwo! wlazla do kosza! :):):)
            • white.falcon Kocie historie. :-) 26.06.06, 21:54
              Kocie numery to właściwie niekończąca się opowieść. Mój dawny kot wymyslił -
              przez nikogo nie zachęcany - zabawę w aportowanie. Ja siedziałam przy barku,
              oddzielającym kuchnię od pokoju i czytałam książkę. Nad głową miałam półki, a
              na pólce stał sobie duży kufel, do którego domownicy wrzucali różne drobne
              rzeczy - spinacze, ołówki, jakieś rachunki - takie drobiazgi, które lubią
              poniewierać się po domu. Kufel inspirował kota do różnych pomysłów i tym razem
              zainspirowała go sprzączka od skórzanego paska, także obciągnięta skórką.
              Zgrabnie łapką ją wyłowił, zrzucił na podłogę, hycnął za znaleziskiem, a potem
              zrobił rzecz niezwykłą, wziął sprzączkę do pyszczka, wskoczył na blat i położył
              mi na książkę. Więc mu ją zrzuciłam na podłogę. Pobiegł, ucapił i znów mi
              przyniósł. Tak bawiłam się ze dwie godziny, już mnie to znudziło, ale kotu
              sprawiało niesamowitą frajdę. czas od czasu bawiliśmy się w to aportowanie,
              czasem zamiast sprzączki był to kłębuszek wełenki, czasem długopis. Kot
              najwyraźniej lubił tę zbawę i zgrabnie mu wychodziło noszenie różnych rzeczy. :-
              )
              • quickly Re: Kocie historie. :-) 28.06.06, 01:30
                Przyjemnie sie czyta, o czym napisalas white.falcon.
                ale chyba to tylko moze zrozumiec ten, kto mial takiego zwierzaka. Ja Cie
                rozumie doskonale :))))
Pełna wersja