quickly
03.02.03, 00:46
Dlugo juz nie padalo. Popekana, wypalona sloncem, szara-brunatna ziemia, a z
nia udreczone zwierzeta i rosliny wyly od kilku miesiecy do nieba o litosc.
(W Australii trwa wlasnie najwieksza w historii tego kraju susza (od czasu
kiedy zaczeto przeprowadzac pomiary meteorologiczne, tzn. od 1869 roku)).
W zeszla sobote spadlo kilka pierwszych kropel, ale tak jak na rozgrzana
patelnie – troche zasyczalo i wyparowalo. W niedziele chmurzylo sie i
ciemnialo, ale zadnego deszczu nie bylo. I znow wszystko, co zylo i nie zylo,
spogladalo w cichej pokorze w niebo proszac Pana Boga, wielkiego inzyniera
wszechswiata, o litosc. I dobry Bog uslyszal ten floro-fauniany skowyt i
postanowil zeslac umeczonym roslinom, zwierzetom, a nawet kamieniom
upragniony deszcz...
Dzisiaj od rana pada. Rosliny powoli odzywaja i juz sie usmiechaja swoimi
liscmi, papugi z innymi ptakami dra sie z radosci, trawa dookola spiewa...
I znow chce sie zyc...