Sama, mimo że...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.03, 21:39
Najgorzej jest być z kimś i czuć że jest się samym
że to wszystko to jakaś gigantyczna pomyłka

Nie mam odwagi być sama
Nie mam siły dzwonić do Niego kolejny raz
Czekać kiedy nieprzychodzi


Mam ochote zwinąć się w taki mały, malutki kłębuszek
Niech mnie ktoś przytuli...
    • Gość: Ania Re: Sama, mimo że... IP: *.fn.pl / 172.16.78.* 09.02.03, 21:56
      Hej Kaju, to chyba jeszcze nie ten...trzymaj się,pozdrawiam Cię,nie jesteś
      sama w tym osamotnieniu.
    • Gość: nieważne_kto Re: Sama, mimo że... IP: 213.17.172.* 09.02.03, 22:21
      Przytulam. Bez złych zamiarów, tak po prostu - żeby Ci dać trochę ciepła. Doskonale rozumiem, jak bardzo czasem tego potrzeba.
      Ale mam też radę: nie proś o miłość. Twoje JA jest zbyt cenne i wartościowe, by je poniewierać. Wiem, że to jest tzw. dobra rada, która niezmiernie trudno zastosować w praktyce, ale naprawdę warto spróbować. Prawdziwe i cenne uczucie to takie, które nie wymaga poniżenia jednej ze stron. Niestety, jestem pod tym względem praktykiem...
      -em, więc widać, żem facet. Dziwne, prawda?
      Ale po prostu uważam, że w stosunkach międzyludzkich powinna panować zupełna symetria. Nie ma stron uprzywilejowanych, wszelka "solidarnoś jajników" i "solidarność plemników" to, moim zdaniem", idiotyzm.
      Trzymaj się ciepło.
      • Gość: samotna Re: Sama, mimo że... IP: PROXY:* / 172.20.6.* 17.02.03, 16:59
        Podobało mi się to co powiedziałeś i muszę powiedzieć, że też dało mi do
        myślenia...mam tu na mysli to proszenie o miłość.... i to jest prawda...
    • motylek26 Re: Sama, mimo że... 10.02.03, 11:13
      moim zdaniem samotnosc jest w Tobie
      druga osoba nie sprawi, ze poczujesz sie zupelnie inaczej
      moze nie chcesz sie tak do konca przed tym kims otworzyc
      zalozylas, ze to nie ta osoba

      mysle, ze jesli dalabys z siebie jak najwiecej i nic bys
      nie poczula
      nie zastanawialbys sie czy to dalej kontynuowac

      druga osoba nie wypelni pustki, ktora mamy w sobie ;-)
    • Gość: Nati Re: Sama, mimo że... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 10.02.03, 20:09
      ale druga osoba moze pomoc ukazac cel w zyciu...jego sens. ale proszenie sie o
      milosc nigdy nie wychodzi na dobre - jesli cos ochasz pusc to wolno- zostanie
      jest twoje, jesli nie- nigdy tego nie bylo!
      Zaproponuj przerwe, przemysl sobie to wszystko, zrozum czeo naprawde chcesz?
      Odkryc sibie? to tego nie potrzebujesz toksycznego partnera
    • Gość: Kaja Re: Sama, mimo że... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.03, 16:20
      Wiem, ze to nie TEN
      On jest wypełnieniem tej pustki
      Gigantycznej pustki,
      Zeby tylko nie byc samym

      Tylko nie mam odwagi byc sama, zostawić go szukać dalej
      To takie beznadziejne podejście typu lepsze cokolwiek niż nic.
      Wiem że on jest odpowiedzialnym, porządnym człowiekiem, a ja...

      Tylko że z moim wyśnionym ideałem nie ma NIC wspólnego (wiem że ideały nie
      istnieją), ale powinno być to Coś...


      • walentyna Re: Sama, mimo że... 11.02.03, 17:44
        Być z kimś tylko po to, by nie doświadczyć samotności, to porażka.
        Skoro juz o tym myslisz, zrobiłas pierwszy krok. Nie przegrywaj sama siebie.
        Znam samotność. Jesteśmy na "ty" od czasu dłuższego, niz bym chciała. To dzikie
        zwierzątko, gryzie i demoluje duszę. Ale daje sie oswoić. A w końcu i opanować.
        Jesli się boisz - zmierz się z tym, co Cie przeraża. Inaczej lęk zapanuje nad
        Tobą, a nie Ty nad lękiem. A niewola jest okropna.
        Oszukując siebie, nie dowiesz się, czego naprawde pragniesz.
        Cokolwiek zrobisz, czy zdecydujesz - kieruj się tym, co w Tobie najważniejsze.

        Pakiecik dobrych rad. W kilku słowach trudno zawrzeć coś więcej.
        Jesli masz ochotę pogadać "bardziej" - napisz na adres gazetowy.
        Walentyna
        • Gość: nieważne_kto Re: Sama, mimo że... IP: 213.17.172.* 11.02.03, 18:11
          Dzikie zwierzątko...
          Potrafi się zadomowić na bardzo długo. Z czasem, niestety, zaczynasz je lubić, a ono co jakiś czas wyciąga pazury i wbija Ci je do krwi. Tylko w miarę upływu czasu powstałe rany goją sie coraz gorzej, jątrzą się i coraz bardziej bolą. Ile ich potrzeba, żeby żeby została zabita wrażliwość i chęć życia?
          Ale "być" z kimś tylko po to, by tego zwierzątka nie spotkać - to jeszcze gorzej. To przestać byc sobą od razu i na własną prośbę, to wegetacja.
          • m234 Re: Sama, mimo że... 11.02.03, 19:11
            Czasami lepiej spróbować samotności niż tkwić w układzie który nie daje nic
            czego oczekujesz. A może jednak nie do końca jest tak jak myślisz i Twe myśli
            (marzenia?) są wyrazem czegoś co niedoścignione???
            • ja_nek Re: Sama, mimo że... 11.02.03, 22:22
              Niespełnione uczucia, to jeszcze nie oznacza, że nic nie wystąpi, nie narodzi
              się z kimś innym. Człowiek potrafi podnieść się mimo maksymalnego zaangażowania
              emocjonalnego, które zostało odrzucone i znów szukać, a w końcu znaleźć kogoś z
              kimś bedzie szczęśliwy.
              Trzeba wierzyć.

              Jeśli zaś mamy w sobie obawę, że będziemy sami, nie można tym się sugerować,
              późniejsze konsekwencje mogą być równie poważne, bo szczęście z kimś, kto nie
              jest TYM będzie wątpliwe w takim związku...

              Pozdrawiam
              janek
          • walentyna Re: Sama, mimo że... 12.02.03, 09:22
            Gość portalu: nieważne_kto napisał(a):

            > Dzikie zwierzątko...
            > Potrafi się zadomowić na bardzo długo. Z czasem, niestety, zaczynasz je
            lubić,
            > a ono co jakiś czas wyciąga pazury i wbija Ci je do krwi. Tylko w miarę
            upływu
            > czasu powstałe rany goją sie coraz gorzej, jątrzą się i coraz bardziej bolą.
            Il
            > e ich potrzeba, żeby żeby została zabita wrażliwość i chęć życia?
            > Ale "być" z kimś tylko po to, by tego zwierzątka nie spotkać - to jeszcze
            gorze
            > j. To przestać byc sobą od razu i na własną prośbę, to wegetacja.

            To wszystko prawda.
            Bywają dni, tygodnie, może nawet miesiące, kiedy toczysz batalię z samotnością.
            Ale walka nie polega na łapczywym poszukiwaniu kogoś, kogokolwiek. Wygrywasz
            własnie wtedy, jeśli samotność nie jest w stanie zmusić Cię do tego. Nie jest
            to łatwe. Raz jest lepiej, a raz - czarna rozpacz.
            Ale chyba warto podjąć to wyzwanie.
            A nadzieja i tak jest najtrwalsza!
            Walentyna
            • kusy999 Re: Sama, mimo że... 12.02.03, 09:47
              Rzuc to wszystko i zacznij od nowa poki nie jest za pozno, bo zanim sie
              obejrzysz Twoje najpiekniejsz chwile ktore mozesz przerzyc mina bezpowrotnie.

              Amen
              Pozd.
              Kusy
              • Gość: nieważne_kto Re: Sama, mimo że... IP: 213.17.172.* 12.02.03, 15:26
                Odpowiem jednak innym językiem...

                Njpiękniejsze chwile życia nie mijają nigdy. Może stają się inne, może zmieniają się priorytety, może coś blaknie a coś innego nabiera barw, ale...
                Nadzieja pozostaje.
                Nią żyjemy.
                Jeśli jej nie ma, umieramy.
                Życzę Tobie i Wam wszystkim, byście ją mieli nawet nad grobem, nawet jak będziecie mieli po 250 lat.
                • Gość: samotna Re: Sama, mimo że... IP: PROXY:* / 172.20.6.* 17.02.03, 17:03
                  I tu też masz rację - nadzieja nie umiera nigdy...
            • Gość: nieważne_kto Re: Sama, mimo że... IP: 213.17.172.* 12.02.03, 15:17
              Poszukiwanie na siłę, w desperacji, to sprowadzanie sobie do życia nie małego, dzikiego zwierzątka, lecz potwora, którego się nie da ujarzmić i można tylko zabić, zanim on zabije Ciebie. To koszmar. Zrozumienie tego to jedno z najenniejszych życiowych doświadczeń.
              A co do tego złośliwego i kąśliwego malucha - póki próbuje gryźć, póki czujesz jego niebezpieczną obecność i póki w miarę możesz nad nim panować, uprzedzać jego ruchy, łagodzic ataki - nie jest źle. To boli, ale stymuluje, pozwala czuć że się żyje (prawdę mówiąc, czasem się zastanawiam, czy nietrwałość udanych, wydawałoby się, związków nie wynika między innymi z... braku tej stymulacji).
              Myślę, że człowiek umiera emocjonalnie wtedy, kiedy zwierzątko staje się "przyjacielem" i kiedy jego niespodziewane ataki mają wyłącznie moc niszczącą, kiedy prowadzą wyłącznie do stopniowego zgorzknienia i zatracenia chęci Życia.
              Na szczęście ZAWSZE może się zdarzyć coś, co nas obudzi, nawet po latach.
              To jest właśnie nadzieja, jedna z kilku cudownych rzeczy, w którą jest wyposażony nasz piękny świat.

              • messja Re: Sama, mimo że... 12.02.03, 15:51
                ladnie piszesz.


                Gość portalu: nieważne_kto napisał(a):

                > Poszukiwanie na siłę, w desperacji, to sprowadzanie sobie do życia nie
                małego,
                > dzikiego zwierzątka, lecz potwora, którego się nie da ujarzmić i można tylko
                za
                > bić, zanim on zabije Ciebie. To koszmar. Zrozumienie tego to jedno z
                najenniejs
                > zych życiowych doświadczeń.
                > A co do tego złośliwego i kąśliwego malucha - póki próbuje gryźć, póki
                czujesz
                > jego niebezpieczną obecność i póki w miarę możesz nad nim panować, uprzedzać
                je
                > go ruchy, łagodzic ataki - nie jest źle. To boli, ale stymuluje, pozwala czuć
                ż
                > e się żyje (prawdę mówiąc, czasem się zastanawiam, czy nietrwałość udanych,
                wyd
                > awałoby się, związków nie wynika między innymi z... braku tej stymulacji).
                > Myślę, że człowiek umiera emocjonalnie wtedy, kiedy zwierzątko staje
                się "przyj
                > acielem" i kiedy jego niespodziewane ataki mają wyłącznie moc niszczącą,
                kiedy
                > prowadzą wyłącznie do stopniowego zgorzknienia i zatracenia chęci Życia.
                > Na szczęście ZAWSZE może się zdarzyć coś, co nas obudzi, nawet po latach.
                > To jest właśnie nadzieja, jedna z kilku cudownych rzeczy, w którą jest
                wyposażo
                > ny nasz piękny świat.
                >
                • Gość: nieważne_kto Re: Sama, mimo że... IP: 213.17.172.* 12.02.03, 15:53
                  cóż, tak myślę...
                  Dzięki
                • Gość: nieważne_kto Re: Sama, mimo że... IP: 213.17.172.* 13.02.03, 08:19
                  Oczywiście nie "myślę, że ładnie", tylko "piszę tak, jak myślę".
    • Gość: śmieszka Jak sama to do klasztoru!!! IP: *.media4.pl 13.02.03, 20:50
      Wiesz co? Najlepiej pojsc do siostr klarysek, albo karmelitanek.
      O, albo kamedulek. Kamedulki nic nie mowia.
      To dopiero sa samotne, nie?

      I juz powinno byc ci lzej :)

    • tonik2 jestem facetem a czuje to samo 14.02.03, 19:06
      do dzisiaj czulem to samo, czekac na telefon, wiadomosc moglem w nieskonczonosc, ciagle nie miala czasu, bo zawsze sobie wyszukiwala nowe obowiazki, w koncu dzis odeszla od mnie. i jak ja sie mam czuc w walentynki?
    • Gość: Kaja Re: Sama, mimo że... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.03, 15:22
      Piszecie, żę samotność się da oswoić, wiem..
      Byłam sama
      Dało sie to przeżyć
      Przeżyłam to że któregoś dnia facet którego naprawdę kochałam powiedział że już
      nic do mnie nie czuje

      I zostałam sama
      Pomógł mi przyjaciel
      a teraz...
      Jestem z jego najlepszym kumplem

      Jezeli to się skończy to rozpadnie się wszystko
      totalnie wszystko


      Najgorsze jest to że jak ON dzwoni, przychodzi to wszystko jest tak pięknie,
      jest z kim iść do kina i na imprezy typu "imieniny ciotki"

      • Gość: kaja Re: Sama, mimo że... IP: 141.46.230.* 04.03.03, 12:00
        mnie niedawno spotkala taka sytuacja jak ciebie kiedys, facet powiedzial po 3
        latach ot tak, ze juz nie kocha. cierpie strasznie i nie wiem jak z tego wyjsc.
        zarzucil mi na koniec ze czul sie samotny w naszym zwiazku-ja naprwde sie
        staralam i stawialam jego na pierwszym miejscu-ale on tego nie dostrzegal. nie
        wiem jak ty czujesz sie samotna-jezeli kogos masz, mi jest to wlasnie trudno
        zrozumiec. chyba ze ten facet z ktorym jestes nie jest zawsze dla ciebie, nie
        pomaga....ja nie wiem, ja tego tez nie mialam, a kochalam go bardzo-nie pomagal
        mi tyle ile bym chciala, nie mialam w nim wsparcia a mimo tego tak bardzo go
        kochalam a teraz cierpie jak glupia.

    • Gość: Kaja Re: Sama, mimo że... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.03, 15:26
      Może to nawet nie jest tak że ja się boję
      Ale tak bardzo nie chcę być sama
      • ja_nek Re: Sama, mimo że... 17.02.03, 16:24
        Kaju, desperacja i paląca potrzeba bycia z kimś są najgorszymi doradcami.
        Łatwo jest nie ulokować swych uczuć zbyt dobrze.
        Łatwo też zyskać relację, której druga strona nie traktuje tak śmiertelnie
        poważnie. i wtedy znów boli.
        Jak w zamkniętym kręgu.

        Pozdrawiam
        janek

    • Gość: K. Re: Sama, mimo że... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.03, 01:08
      przez te pare misięcy przyzwyczaiłam się zę jest ktoś z kim mogę pogadać i na
      kogo mogę liczyć. Mieć jakiś oparcie.

      a przecież zawsze było inaczej
      to ja komuś pomagałam, ja byłam oparciem, tą silniejszą

      Z jednej strony czuje sie teraz tak bezpiecznie, a z drugiej, wiem że to nie
      będzie trwać wiecznie

Pełna wersja