cailleach
11.02.03, 11:17
...maybe not?
Budzisz się ze świadomością, że znowu jest dzień. Dzień jak codzień, nic
nadzwyczajnego. Przecież w Twoim życiu nic się nie zmieniło. Nadal jesteś
sam, zimna poduszka obok tak nieskazitelna jak wtedy, gdy ją kładłeś na
łóżku. Sam pijesz kawę, nie masz ochoty na śniadanie. Wychodzisz pewien, że
wrócisz i nic nowego Cie nie spotka. Samotność nie przynosi niespodzianek.
Telewizor nie powie ciepłego słowa. Telefon nie da ukojenia. Idziesz przez
miasto. Senne. Okryte śniegiem lub szarością.
Aż nagle Twoje oczy zostają zaatakowane milionami kolorowych plam. Plamy są
wszędzie. Wystawy sklepów. Ściany wieżowców. Plamy przybierają kształt
serduszek, kiczowatych misiów lub kartek z głupimi wierszykami. Próbujesz ich
nie zauważać, odwracasz wzrok. Znowu serduszko. Oczy uciekają w inną strone,
tylko po to, żeby zobaczyć zakochaną parę. Obejmują się, patrzą sobie w oczy.
Ona niesie kiczowatego misia, on ma w ręku jakąś torebke z rysunkiem serca.
Śmieją sie. Kurczysz się w sobie. Zaciskasz pięści. Odwracasz wzrok. Za
chwile ogarnia Cię złość. Żal i gorycz wypełniają serce. Dlaczego oni?!
Dlaczego nie ja?! Przez głowę przelatują jak błyskawica zasłyszane nie raz
hasła: "Głupie amerykańskie święto!". "Polacy nie potrafią zaczerpnąć od
innych tego co wartościowe. Bierzemy tylko to, co najgorsze: fast food'y czy
szczyt kiczowatości - Walentynki" itd, itd. Wyrzucane w myślach argumenty nie
znajdują ujścia. Przepadają w naszym umyśle. Nie poprawia to humoru, ale
podnosi naszą wartość. No i cóż z tego, że tylko w naszych oczach? Na pewno
znajdziemy innych samotnych, którzy tak jak my nie mają komu kupić tego
cholernego czerwonego serduszka. Nie mają komu wręczyć tej durnej kartki z
napisem: I love you! Durnie!
Mija rok...
Budzimy się, obok poduszka, a na niej głowa. Głowa kogoś, kto jest nam
najbliższy. Komu ufamy, kto nas rozumie. Kogo bardzo pragniesz w tej chwili
objąć, czujesz wręcz fizyczną potrzebę wyciągnięcia ręki. Nie robisz tego.
Nie chcesz budzić. Niech śpi. Kawę pijesz w pośpiechu, zaraz ucieknie Ci
autobus. W ostatniej chwili wskakujesz do środka. Siadasz na wolnym miejscu i
rozglądasz się. Za oknami szaro, śnieg zamienia się w szarą breję. Nie
zwracasz na to uwagi. Myślisz tylko o jednym. O tym, że wrócisz do domu. O
tym, że zanim wrócisz wejdziesz do sklepu i kupisz kiczowatego misia lub
papierowa kartkę z czerwonym sercem. Napiszesz: kocham. I będziesz
szczęśliwy. Nic więcej Ci nie potrzeba...Nie zwracasz uwagi na siedzącą obok
dziewczynę, która patrzy szyderczym wzrokiem na świat przesuwający sie za
oknem dopóki nie odwraca się do Ciebie i mówi: "jak ja nienawidze tych
zakochanych, którzy wzorując się na idiotach zza oceanu obściskują się
pokazując światu, jacy to są szczęśliwi. Jakie to śmieszne, jakie infantylne!"
Patrzysz zdzwiony na nią i myślisz: sama jesteś sobie winna. nie potrafisz
kochać, a szydzisz z innych!
Jeśli jesteś bez winy, rzuć pierwszy kamieniem. Rok szybko mija. Ja to wiem.