myśli błądzące

IP: 213.17.172.* 12.02.03, 22:43
Prawie noc. Spokój, cisza, za oknem wszechobecny biały puch, a w głowie splot myśli. Dobrych, złych, ulotnych i tych odwiecznych. Radość pisania.
To, co chcę Wam "zarzucić" tłucze mi się po głowie od lat. Wróciło, gdy pisałem jedną z odpowiedzi.
Zastanówcie się...

Gdzieś-tam napisałem, że samotność, małe złośliwe zwierzątko, co prawda nas boleśnie gryzie, ale te ukąszenia mogą być stymulacją życia. Nie muszą - mogą.
Czy zastanawialiście się, dlaczego związki ludzi, majace wszelkie dane po temu, by być szczęśliwie wiecznotrwałe, zaczynają się niespodziewanie rozpadać? Często jest tak, że sami ich uczestnicy nie mogą tego zrozumieć. Ranią siebie nawzajem, właściwie bez powodu. Robią rzeczy, których potem żałują. Jeśli to wynika z różnic (charakterów, poglądów, upodobań), wszystko jest zrozumiałe. Ale, w sytuacji, gdy wszystko się układa dobrze - dlaczego?
Może dlatego, że naszym podświadomym, największym marzeniem jest stan zakochania - tej fazy początkowej - stan największych uniesień, niepewnosci, dążenia do...?
Może, jak kania dżdżu, co pewien czas potrzebujemy stymulacji? Będąc w stabilnym, szczęśliwym związku marzymy o tym, by móc marzyć o miłosci, a będąc sami - marzymy o stabilnym, szczęśliwym związku?
Może równina jest zbyt monotonna, by na niej wytrzymać?
Człowiek, stojąc u podnóża góry wie, że droga na szczyt jest męcząca i niebezpieczna. Ale włazi. Widzi piękny, zachwycajacy widok. Siedzi pół dodziny, godzinę, dwie i... ma ochotę zejść. Schodzi, cieszy się że już jest na dole, czasem sobie obiecuje że nigdy więcej. Ale następnego dnia włazi na kolejną, jeszcze trudniejszą, jeszcze wyższą i bardziej niebezpieczną.
Bo monotonia to śmierć za życia.

Jeśli chcecie - napiszcie coś.
Jeśli nie - pomyślcie...
    • meg233 Re: myśli błądzące 12.02.03, 22:52
      często jest tak, że podświadomie boimy się małżeństwa które jest następstwem
      takich wsoaniałych związków, zaczynamy nisczyć to wszystko na czym nam
      zależało...nie chcemy aby ktoś nas kontrolował, wolimy wolne związki bez
      przyszłości...
      to jest moje zdanie, oparte własnymi doświadczeniami, ktoś może pomuysleć, że
      jestem niedorosła, ale każdy ma prawo do swojego własnego pojęcia szczęścia
      Pozdrawiam
    • Gość: Pola Re: myśli błądzące IP: *.extern.kun.nl 12.02.03, 23:00
      Patrzac wokol...widzac to po sobie tez..zwiazki, nawet te
      udane, rozpadaja sie, bo ludzie w pewnym momencie
      przestaja ze soba rozmawiac, gdzies rozchodza sie ich
      drogi, narastaja konflikty. Znudzenie, lenistwo - bo nie
      chce sie pracowac nad zwiazkiem, nic nie przychodzi latwo
      i bez wysilku, takze szczescie w zwiazku. Ludziom wydaje
      sie, ze skoro spotkali swoja milosc, to zawsze bedzie tak
      jak na poczatku i nie trzeba sie zbytnio o to starac, bo
      przeciez kochamy i jestesmy kochani...blad.
      Dopiero teraz to zrozumialam, oswiecilo mnie i wiem, ze
      ...bedzie dobrze :)
      Wspinam sie na te gore i mam nadzieje, ze pozostaniemy
      tam jak najdluzej.
      Hmm, czy to wogole bylo na temat? :)
      Przemysle jeszcze sprawe i moze cos dopisze, ciekawie
      zaczety watek,
      Pola


    • apf Re: myśli błądzące 12.02.03, 23:04
      samotność jest jak rzeka,
      • ja_nek Do Poli 12.02.03, 23:53
        Nic dodać, nic ująć

        Pozdrawiam
        janek
        • Gość: Pola Re: Do Poli IP: *.extern.kun.nl 13.02.03, 00:08
          ech...dobrze mi zrobil ten watek, na kazdym kroku
          czlowiek uswiadamia sobie nowe sprawy ;-)

          Tak daleko....ale JEST :)

          No nic..
          Zycze dobrej nocy
          Pzdr
          Pola
    • messja Re: myśli błądzące 12.02.03, 23:53
      . Ale, w sy
      > tuacji, gdy wszystko się układa dobrze - dlaczego?
      > Może dlatego, że naszym podświadomym, największym marzeniem jest stan
      zakochani
      > a - tej fazy początkowej - stan największych uniesień, niepewnosci, dążenia
      do.
      > ..?
      > Może, jak kania dżdżu, co pewien czas potrzebujemy stymulacji?

      moze nie...


      Będąc w stabilny
      > m, szczęśliwym związku marzymy o tym, by móc marzyć o miłosci,

      raczej nie...

      > Może równina jest zbyt monotonna, by na niej wytrzymać?

      w zwiazku jest idealna.

      > Bo monotonia to śmierć za życia.

      zwiazek bez naglych wzlotow i upadkow nie musi byc monotonny. mysle, ze spokoj,
      zrozumienie i cieplo doskonale moze zastapic uniesienia i niepewnosc.
    • Gość: nieważne_kto Re: myśli błądzące IP: 213.17.172.* 13.02.03, 19:19
      Dziękuję Wam.
      Dziękuję za chwilę zastanowienia. Nieważne, czy ktoś się
      ze mna zgodził, czy nie. Mój list składał się z pytań,
      sam nie wiem, jaka jest na nie odpowiedź. Sam jej szukam,
      tak jak odpowiedzi na setki innych. I pewnie tak naprawdę
      odpowiedzi analitycznej i jedynej po prostu nie ma.
      Przedstawiając, trochę prowokacyjnie, moje przemyślenia
      miałem nadzieję na to, że przystaniecie w pędzie życia i
      odkryjecie coś nowego. Że, być może, będzie Wam łatwiej
      przebrnąć przez trudne chwile. Że, być może, choć jeden
      związek stanie się trwalszy. Bo nie ma na świecie nic
      cenniejszego, niż posiadanie kogoś bliskiego,
      najbliższego. Nie, od razu, żony albo męża. Kogoś, kto
      JEST, wokół kogo odruchowo krążą nasze myśli, kto jest
      cząstką nas. Zawsze i wszedzie, Niezależnie od tego, czy
      jestesmy w pracy, śnimy, albo siedzimy na klozetowej desce.

      Mój tekst to nie abstarkcja. To własne doświadczenia.
      Kilka razy w życiu zrobiłem bliskim osobiom paskudną
      rzecz. Nie czynem, słowem. Kilka razy bardzo tego
      żałowałem. Do dzisiaj nie wiem, dlaczego się tak stało.
      Do dzisiaj nie wiem, jaki to miało udział w późniejszych
      skutkach.

      Polu, szczególnie dziękuję za Twoją odpowiedź! Dla niej
      jednej było warto zacząć.Życzę Ci dużo, dużo szczęścia.
      • messja Re: myśli błądzące 13.02.03, 20:43
        Gość portalu: nieważne_kto napisał(a):

        > Przedstawiając, trochę prowokacyjnie, moje przemyślenia
        > miałem nadzieję na to, że przystaniecie w pędzie życia i
        > odkryjecie coś nowego. Że, być może, będzie Wam łatwiej
        > przebrnąć przez trudne chwile. Że, być może, choć jeden
        > związek stanie się trwalszy.

        gdyby udalo ci sie osiagnac zamierzony efekt, to twoje slowa mialby zprawde moc
        magiczna:)
      • Gość: amaretta Re: myśli błądzące IP: *.chello.pl 13.02.03, 21:00
        Dziękuję za Twoje przemyślenia...bardzo życiowe, bardzo prawdziwe... Też
        zadaję sobie mnóstwo takich pytań...Dlaczego na początku jest pięknie...a
        potem, zupełnie nagle coś zaczyna się pruć, zupełnie jak sweter zrobiony na
        drutach...wszystko leci po kolei...I już nie chce zaczynać się od nowa,
        chociaż sweter był taki piękny...A miłość niepowtarzalna...Kobieta i mężczyzna
        muszą angażować się z taką samą siłą, codziennie podlewać to uczucie, dbać o
        drobiazgi...I rozmowy, rozmowy, rozmowy...Jeśli nie mam ochoty na
        rozmowę...koniec jest bliski...A przecież początki są takie piękne...Nie można
        pozwolić,żeby sweter pruł się, a miłosć niech zawsze otrzymuje odpowiednią
        porcję codziennych pieszczot...Pozdrawiam bardzo serdecznie...
        • Gość: nieważne_kto Re: myśli błądzące IP: 213.17.172.* 13.02.03, 22:37
          Ładne, madre.
          • Gość: śmieszka Re: myśli błądzące IP: *.media4.pl 13.02.03, 22:47
            Gość portalu: nieważne_kto napisał(a):
            > Ładne, madre.

            No niewiem, zwyklo sie mowic, ze madre jest to, co
            jest napisane krotko zwiezle i na temat.
            Tu jest raczej lanie w wode, mnie sie nie podoba.
            Jakby bylo krocej napisane, to moze bym przeczytala.
            • Gość: nieważne_kto Re: myśli błądzące IP: 213.17.172.* 13.02.03, 23:18
              Aha!
              Oczywiscie, przecież wszyscy wiedzą, że czytanie męczy, a
              myślenie boli!
              Włączmy więc wszyscy telewizory, przyjmijmy porcję
              nadtrawionej papki informacyjnej. Zamiast Eco, Joyce'a,
              Carrolla, Marqueza, Singera, czy Coelho przeczytajmy
              bryki. Będzie krótko, a więc zapewne mądrze...
              Precz z durniami, którzy napisali opasłe tomiska! Niech
              żyje język wideoklipów!
              Ja się z tego świata wypisuję...
              • Gość: śmieszka Re: myśli nigdy nie błądzą IP: *.media4.pl 13.02.03, 23:22
                Bo ja jestem ścisłowcem i niecierpię teoretyków,
                dlatego mi się nie podoba.
                ---krótko i węzłowato---
                • Gość: nieważne_kto Re: myśli nigdy nie błądzą IP: 213.17.172.* 13.02.03, 23:48
                  Masz pecha, też jestem "ścisłowcem". Dużo bardziej, niż
                  Ci się wydaje.
                  Niestety, jest między nami pewna różnica.
                  Niewątpliwie 2x2=4, a nie 3,876.
                  Ale życie nie ma ścisłego modelu matematycznego. Próba
                  stworzenia takiego modelu prowadzi do powstania równań
                  przestępnych i konieczności identyfikacji parametrów źle
                  uwarunkowanych. Nie istnieją też właściwe procedury
                  optymalizacji.
                  Poszukiwanie gotowych odpowiedzi to prymityw, to
                  uzależnianie od innych.
                  Najcenniejsza cecha człowieka myślącego to stawianie
                  pytań i poszukiwanie odpowiedzi.
                  Pamiętasz, że niewzruszone i wieczne teorie fizyczne
                  czasem upadały z trzaskiem, bo ktoś sie ośmielił zadać
                  przekorne pytanie?
                  • Gość: śmieszka A nauczysz mnie statystyki? IP: *.media4.pl 13.02.03, 23:54
                    Ależ ja nic nie mam do pytań!
                    Krótkich pytań....
                    Krótkie pytania, i krótkie odpowiedzi.....

                    • Gość: nieważne_kto Re: A nauczysz mnie statystyki? IP: 213.17.172.* 14.02.03, 00:11
                      U mnie to się nazywało "metody probabilistyczne" Dawno
                      było, pewnie bym sobie musiał trochę przypomnieć. Ale
                      dałoby się zrobić.
                      Kiedyś też pogardzałem wszystkim, co nie jest naukami
                      ścisłymi. Potem doceniłem MYŚL i SŁOWO.
                      I tak sobie funkcjonuję dwoiście. Jak już mam zupełnie
                      dość myślenia, to zaczynam... myśleć, tyle że inaczej.
                      Albo idę do kina.
                      Ot co!

                      • Gość: śmieszka Re: A nauczysz mnie statystyki? IP: *.media4.pl 14.02.03, 01:39
                        Właśnie kupiłam sobie książkę do statystyki.
                        Mam książki, ale ta jest nowa i ładna.
                        To już duży krok, prawda?

                        Co to jest zmienna losowa? -to przyporządkowanie jakiemuś doświadczeniu
                        konkretnej liczby?
                        W takim razie co to jest zmienna losowa zmiennych losowych?
                        Jakiś następny wymiar?
                        • Gość: wazne_kto nie Typ badacza.... IP: *.telia.com 14.02.03, 10:57
                          Sa dwa sposoby badania swiata / istoty rzeczy/ , pozytywistyczny , majacy swoje korzenie w tradycji
                          empirycznej nauk przyrodniczych ( Auguste Comte) , hipotezy i teorie formulowane w formie
                          matematycznych twierdzen , wiedza oparta o statystyke , empiryczne badania....logika, analiza i
                          obiektywizm......
                          i metoda zwana hermeneutik, przejeta z 1600-1700 wieku ,uzywana przy analizie i tlumaczeniu tekstow
                          bibli.
                          Badacze tej metody zakladaja , ze ludzka egzystencje mozna tlumaczyc i analizowac poprzez jezyk ,
                          ze mozna ludzkie dzialania , poglady, zachowania tlumaczyc poprzez SLOWO. Uwazaja ,ze cala ludzka
                          rzeczywistosc ma slowna nature i ze porzez jezyk mozna zdobyc wiedze o istocie czlowieka.
                          Tych ostatnich charaktetyzuje umiejetnosc wczucia sie w istote badania, zangazowanie , wartosciowanie
                          i subiektywizm ,ich metodologia to - tlumaczenie , zrozumienie.
                          • Gość: xxx Re: Typ badacza.... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.02.03, 22:55

                            > i metoda zwana hermeneutik, przejeta z 1600-1700 wieku ,uzywana przy analizie

                            O w morde! =:-O

                            Jestem jakis zapozniony.
                        • Gość: nieważne_kto Re: A nauczysz mnie statystyki? IP: 213.17.172.* 14.02.03, 16:26
                          Przepraszam, w końcu poszedłem spać.
                          Definicja zmiennej losowej to jedno, a jej zastosowania to drugie.
                          Pewnie na razie myślisz, że statystyka to koszmar. Prawda, w fazie zaliczania przedmiotu to jest koszmar. Ale, wbrew pozorom, statystyka jest naprawdę przydatna. Odchylenie standardowe i mediana mają zastosowania. I, żeby było smieszniej, to właśnie statystyka służy do opisu rzeczywistości i jej nieokreślonosci, niejednoznaczności.
                          Bardzo się cieszę ze lekkiej zmiany tonu Twoich wypowiedzi. Sam lubie być złośliwy i sarkastyczny, ale negowanie wszystkiego nie ma sensu.
                          Powodzenia w nauce statystyki!
                          • Gość: śmieszka Re: A nauczysz mnie statystyki? IP: *.media4.pl 14.02.03, 22:56
                            No dobrze, nie mogę czytać bo za dużo,
                            ale przepisze sobie te regułke na ściągę.
                            (Zrobie xero i pomniejsze)
                            Jeszcze tylko xero z hipotez....
                            Czy o hipotezach też można się dowiedzieć?
                            • Gość: nieważne_kto Re: A nauczysz mnie statystyki? IP: 213.17.172.* 15.02.03, 00:00
                              Można. Może kiedyś...
                              • Gość: śmieszka Re: A nauczysz mnie statystyki? IP: *.media4.pl 15.02.03, 00:14
                                egzamin mam 25-go. Mam nadzieje, że zdazysz sie zastanowić do tego czasu.
                                • Gość: nieważne_kto Re: A nauczysz mnie statystyki? IP: 213.17.172.* 15.02.03, 14:50
                                  Zastanowić - tak. Nauczyć - nie.
                                  Ale życzę Ci powodzenia!
          • Gość: amaretta Re: myśli błądzące IP: *.chello.pl 14.02.03, 11:15
            I na pewno warto wierzyć w miłość, i robić wszystko,żeby ten sweterek nigdy
            nie spruł się, żeby pachniał fantastycznymi wspomnieniami...chwile, gesty i
            mnóstwo innych...Życzę takiego miłosnego sweterka!!! Bardzo, bardzo!!!
    • coco26 Re: myśli błądzące 14.02.03, 12:13
      Ja bym chcial cos napisac do "niewazne_kto"...
      Czytam twoje wypowiedzi i zastanawiam sie dlaczego jest tak malo mezczyzn ktorzy umieja mowic tak jak
      Ty. Chodzi mi o to, ze najczesciej mezczyzni nie lubia rozmawiac a Ty jestes inny.
      Robi mi sie ceplo w sercu jak czytam co piszesz.....
      Dziekuje, ze sa tacy ludzie jak Ty.
      • Gość: nieważne_kto do amaretty i coco IP: 213.17.172.* 14.02.03, 16:15
        Dziękuję Wam.
        Uwielbiam takie sweterkowe porównania. To niesamowite, jak na świecie wszystko sie ze wszystkim zazębia.
        Mam nadzieję, że jednak nie jestem żadnym wyjątkowym wyjątkiem. Gdyby tak było, świat byłby beznadziejny, a nie jest. Myślę, że bardzo wielu ludzi po prostu się boi mówić szczerze. To po trosze wina nas wszystkich, to my w pędzie do zdobywania coraz lepszych samochodów, coraz większych willi i coraz zasobniejszego konta, wytworzyliśmy schemat "silnego faceta". Trzeba mieć naprawdę dużą odwagę, żeby się z tego schematu wyłamać. Ale jakaż to radość, kiedy to się już zrobi i można o sobie powiedzieć: może niemodny, może nudziarz, może "baba", ale za to szczery wobec siebie. I innych.
        Na internetowym forum jestem, jak widać, nowicjuszem. Ale bardzo mi tu dobrze...
        • ja_nek Re: do amaretty i coco 14.02.03, 17:39
          I koniecznie tu zostań.

          Pozdrawiam
          janek
          • Gość: nieważne_kto Re: do amaretty i coco IP: 213.17.172.* 14.02.03, 17:43
            Czytałem, Janku, sporo twoich wypowiedzi. Lubię je
            • Gość: Pola Re: do amaretty i coco IP: *.extern.kun.nl 14.02.03, 17:52
              No wlasnie, zostan, moze w koncy na forum Romantica zrobi
              sie Romanticznie :))
              Pozdrawiam
              Pola
              • ja_nek Re: do amaretty i coco 14.02.03, 18:02
                Dziękuję "niewazne_kto"

                Pozdrawiam
                janek
                • Gość: amaretta Re: do amaretty i coco IP: *.chello.pl 14.02.03, 18:58
                  A ja bardzo dziękuję Tobie, o takich sweterkowych porównaniach mogłabym
                  jeszcze pisać i pisać... Czy za Twoim oknem nadal skrzy się wszechobecny
                  puch??? Z ogromną radością przeczytam kolejną porcję Twoich błądzących
                  myśli...U mnie w głowie ciagle jedne ścigają się z drugimi, piątymi...nie
                  wszystkie dobiegają do mety...czasami gubią się gdzieś po drodze...czasami
                  odpoczywają, a potem znowu biegną... czasami dobiegają zupełnie bezproblemowo
                  do mety ...jak w życiu...Zastanawiam się nad Twoim nickiem, i jest to dla mnie
                  piękne!!! Tak cudowne przemyślenia, a taki "niewidoczny"
                  nick...jesteś KIMŚ!!!Właśnie, KIMŚ kogo doskonale rozumiem...Czasami też mam
                  ochotę spakować się w jedną walizkę wypełnioną jedynie pozytywnymi emocjami, i
                  wypisać się ze świata pełnego 4758odcinkowych telenoweli,języka videoclipów,
                  pogonią za...no właśnie za czym???... Nie widzę siebie z pilotem w dłoni,
                  oglądającą kolejne teleturnieje, czytającą streszczenia bestsellerów
                  typu "słodzimy, słodzimy, słodzimy..."...
                  A u mnie za oknem coraz mniej śnieżnego puchu...za to na stole stoi cudownie
                  pachnący, ciemnoróżowy hiacynt...szkoda,że wirtualnie nie rozchodzą się tak
                  fantastyczne aromaty... ale przesyłam...może doleci do Ciebie!!! W końcu
                  wszystko jest możliwe, jeśli tylko w to uwierzymy...Pozdrawiam bardzo
                  hiacyntowo!!! Z niecierpliwością czekam na kolejną porcję myśli...



                  • Gość: nieważne_kto do amaretty IP: 213.17.172.* 14.02.03, 21:13
                    To pisz i pisz! Umiejętność pisania tak, żeby to nie był tylko zimny przekaz informacji, jest zanikającą sztuką.
                    Wiesz, co mnie skłoniło do zagnieżdżenia się tutaj na dłużej? To, że znalazło się kilka osób, które potrafią wyrażać swoje myśli pięknie i szczerze. To, że się tego nie boją ani nie wstydzą.
                    Dlaczego jestem nieważne_kto? Pisząc pierwszy raz zstanawiałem się dłuższą chwilę, co mam wpisać w górne okienko. A potem doszedłem do wniosku, że przecież to nieważne, jak się nazywam, czy jak się przezwę. Przecież tutaj się nie określamy przez podpisy, tylko przez wyrażone myśli. Przecież jeśli zostanę, na potrzeby forum - dajmy na to kotkiem, Michałem, czy fąflem - i tak każdy czytajacy moje słowa będzie mnie sobie wyobrażał inaczej. Więc... nieważne_kto. Ważne_co.
                    Dużą przyjemność sprawiło mi przekomarzanie się ze "śmieszką". Właściwie po pierwszym wpisie należało się obrazić. Ale wspaniale jest się "wziąć za bary" z kimś, kto myśli inaczej, komu mozna pokazać kawałek swojego, innego, pojmowania rzeczywistosci. Myślę, że obojgu nam to coś dało. Mam nadzieję, że coś po sobie pozostawiłem.
                    Myślę, że każda rozmowa wnosi coś nowego do życia. Taka z pijakiem pod sklepem też.
                    Pijak, bezdomny... Jakże samotni muszą być ci ludzie! To oddzielny temat...
                    Wiesz, jak już zniknie otaczajaca nas białość, nastąpi coś wspaniałego. Królestwo zieleni. A potem będą miliony różnokolorowych kwiatów. Będzie można otworzyć okna na cały dzień. Będą muchy. I będzie maj, a na jego początku będzie kilka dni, kiedy będzie można znowu trochę powędrować.
                    Ciepłego sweterka, bez oczek!
                    • Gość: amaretta Re: do amaretty IP: *.chello.pl 14.02.03, 21:57
                      Oczywiście maj już niedługo...I Królestwo zieleni..Uwielbiam ten czas...I
                      niekończące się wędrówki...truskawki!!!...I zapach bzu...I otwarte okna...a
                      gdzie biały puch??? I nie trzeba tak myśleć o sweterkah jak w zimie...Może w
                      lecie rzadziej lecą oczka, jak myślisz???...Może ciepła aura tak wpływa na
                      uczucia...Coś w tym jest!!! A mój hiacynt pachnie coraz intensywniej i wprawia
                      mnie w coraz lepszy nastrój!!! Taki mały ciemnorózowy hiacynt, a tyle
                      radości...Dlaczego czasami gubimy po drodze takie właśnie hiacynty??? Zaczyna
                      się od hiacyntów, a potem już nie można znaleźć samego siebie...Zagubić jest
                      się bardzo łatwo, ale później trudno odczytać drogowskazy, są jakieś zamglone,
                      prowadzą w zupełnie nieznanych kierunkach... Znacznie przyjemniej jest
                      pamiętać o stokrotkach, ćwierkających wróblach,stukajacym o szyby
                      deszczu...Pozdrawiam i życzę sweterka bez oczek na cztery pory roku!!!
                      • Gość: nieważne_kto Re: do amaretty IP: 213.17.172.* 14.02.03, 23:54
                        To fantastyczne, że człowieka czasem może najbardziej cieszyć coś tak nietrwałego, jak kwiat. To nieprawda, że jego zapachu nie da się przesłać przez Internet. Może to nie taki realny i "nawąchalny" zapach, ale jednak...
                        Sweterki miłości, sweterki przyjaźni. Sami je tkamy na drutach życia, mniej lub bardziej udolnie. Czasem się prują i wtedy najważniejsze, by za bardzo nie pouszkadzać nici. Tak zupełnie bez strat się nie da. Z czasem nici są coraz bardziej poplątane, coraz bardziej wyblakłe, coraz słabsze. Kolejny sweter tkamy coraz ostrożniej, ale i coraz umiejętniej. Jeśli mamy szczęście, któryś leży na nas idealnie. Jeśli tego szczęścia zabraknie albo po prostu jesteśmy nieostrożni - nić się porwie, zużyje. Z resztek, w najlepszym razie wyjdzie kamizelka albo rekawiczki. Albo nic. Wtedy jest nam na świecie zimno.
                        Dziwne to sweterki, chcemy je nosić i latem i zimą. Niektórzy mówią, że są im niepotrzebne. Żeby nie zmarznąć, używają środków zastępczych. Buńczucznie przytupują, pija kielicha, by być w ciągłym ruchu rzucają się w wir pracy. Aż pewnego dnia dopadają ich dreszcze. Zaczynają gorączkowo szukać kłębka wełny, przypominają sobie zapomniane ściegi. Często, w desperacji, wytwarzają z przypadkowo znalezionego motka coś, co jest niewygodne i gryzie. Ale chodzą w tym uparcie pamiętając, jak może być lodowato. Tak powstaje samotność we dwoje - jedna z jej najsmutniejszych postaci.
                        Warto więc dbać o swój sweter, jeśli się go ma, jeśli jest w nim wygodnie. Dziury cerować delikatnie - tak, żeby nie "poleciały" kolejne oczka. I nie pruć ze złością tylko dlatego, że się opatrzył. Przecież można doszyć ładne dodatki, można przefarbować, można...

                        Powiedziałem, że monotonia to śmierć za życia. Ale walenie kilofem na oślep to zły sposób walki z nią. Jeśli już się nasiedzieliśmy na szcycie, możemy RAZEM pójść granią na następny.
                        Chociaż czasem trzeba zejść, by nie zginąć...
                        • lokaut Re: drobna uwaga 15.02.03, 10:00
                          Gość portalu: nieważne_kto napisał(a):

                          > Jeśli już się nasiedzieliśmy na szcycie, możemy RAZEM p
                          > ójść granią na następny.
                          > Chociaż czasem trzeba zejść, by nie zginąć...
                          To nie szczyty są problemem - tam zawsze jest dobrze, bez złych, niepotrzebnych
                          słów. To nie otchłanie morskie powodują wypowiedzenie raniących słów - w
                          sytuacjach kryzysu, upadków życiowych, choroby umiemy się porozumieć. Ale nie
                          umiemy spędzić życia na grani, tam tylko wchodzimy z rzadka, natomiast jeść,
                          spać, pracować, milczeć, płacić rachunki, sprzątać - to większość dni w roku.
                          I, może to samoobrona naszej prywatności, ale często rzucamy w przestrzeń
                          uszczypliwe słowa, których nie potrafimy cofnąć lub za nie przeprosić. Pruje
                          się więc ten nasz sweterek i czy komuś chce się jeszcze przypominać naukę
                          cerowania i splatania delikatnych ściegów? Po co, jeśli obok, za psie pieniądze
                          możemy dostać nowy, kuszący kolorem, inaczej przylegający do ciała i motywujący
                          swą nowością do zdobywania kolejnych głębin i wspinania się na niezdobyte.
                          Ile trzeba, by umieć docenić to, co jest i w pewnym momencie życia zacząć
                          zauważać i cenić te chwile w dolinach? A może każdy z nas ma nigdy nie kończącą
                          się potrzebę eksploracji otoczenia (w tym sweterków)?
                        • Gość: amaretta Re: do amaretty IP: *.chello.pl 15.02.03, 12:09
                          Ogromnie cieszę sie, że ten hiacyntowy zapach jednak można poczuć...oczywiście
                          można...nawet wirtualnie...nawet w bardzo odległym miejscu...wszystko można
                          poczuć, jeśli naprawdę pragniemy poczuć...Hiacynt oczywiście nadal wprawia
                          mnie w bardzo przyjemny nastrój...Czytając Twoje sweterkowe przemyślenia, od
                          razu pomyślałam o słowach piosenki, którą śpiewa A.M. Jopek...
                          Oczywiście, zawsze warto farbować, ten sweterek który już nie jest taki jak
                          był na początku, doszywać fantazyjne dodatki, i dbać, aby oczka nie leciały z
                          zawrotną prędkością...na pewno warto...A czy ciągłe poszukiwanie wciąż nowych,
                          i jeszcze nowszych kłębków nie powoduje w końcu totalnej pustki...w końcu te
                          wszystkie kłębki zaczynają się mieszać...i jesteśmy zaplątani, tak,że już nic
                          nie pomoże, jakaś klatka z poplątanych motków...I chcemy wrócić do tego
                          sweterka, który kiedyś był najpiękniejszy, i najważniejszy... Ale on już nie
                          pasuje, nie potrafi dopasować się do naszych nowych emocji...bo emocje
                          szybciutko zmieniają rozmiary...

                          "....Bo szczęście to przelotny gość. Szczęście to piórko na dłoni,
                          co zjawia się gdy samo chce, i gdy się za nim nie goni (...)
                          ...Szczęście to ta chwila co trwa, niepewna swojej urody.
                          To zieleń drzew, to dzieci śmiech, słońca zachody i wschody.
                          Więc nie patrz w dal, bo szczęście jest tuż obok nas.
                          W zwyczajnym dniu, w zapachun domu, wśród chmur, w ciszy traw.
                          Szczęście to przelotny gość, przebłysk słonecznej pogody
                          I dużo wie, kto pojął,że szczęście to garść pełna wody"

                          i...hiacynty,o których warto pamiętać!!!
                          przesyłam hiacyntowe, aromatyczne pozdrowienia...



                          • Gość: nieważne_kto Re: do amaretty IP: 213.17.172.* 15.02.03, 13:50
                            W dziesiątkę!
                            Anna Maria to jedno z tych zjawisk, których istnienie wydaje się aż niemożliwe.
                          • Gość: nieważne-kto Re: do amaretty ponownie IP: 213.17.172.* 15.02.03, 14:46
                            A chyba najważniejsze, czego wcześniej nie napisałem, to żeby tkać z całym kunsztem, jaki się posiada. Żeby tak naprawdę nigdy nie trzeba było farbować. Żeby wyszedł taki, który cieszy i od święta i w normalne, szare dni.
                            Ludziom czasem zostaje zabawka z dzieciństwa. Po kilkudziesięciu latach jest wyświechtana, wyłysiała i całkowicie zuzyta. Ale to jest ta najukochańsza, jedyna. Człowiek już dawno jest bogaty i może sobie kupić tysiąc innych, bardziej kolorowych. Jednak one juz nie będą równie cenne. Tak samo bywa z parą znoszonych butów, czy... swetrem.
                            • Gość: amaretta Re: do amaretty ponownie IP: *.chello.pl 15.02.03, 15:36
                              Oczywiście fantastycznie mieć taką zabawkę z dzieciństwa...Misia z naderwanym
                              uszkiem albo całkowicie wykolejoną kolejkę (ale przytulanki są dużo
                              przyjemniejsze, od zabawek, które mogą się wykolejać, prawda? Właśnie słucham
                              A.M. Jopek...a hiacynt coraz piękniejszy!
                              "...Nie wiem skąd to wiem, ale taką pewność mam,
                              że tym razem los nie myli się.
                              W sieci szarych dni słońce dużo jaśniej lśni,
                              a nadzieja lubi mnie.
                              Serce jak liść na wietrze drży, sekret mój dobrze zna
                              Cicho serce sza, żadnych szabada
                              nie płoszmy chwili tej, niech trwa..."

                              i oczywiście,lepiej od razu dbać o sweterek, potem nawet po wielu latach nie
                              trzeba żadnych farbek, wzorków i innych dodatków...jedynie możemy dodawać
                              więcej dobrych emocji!!!A dobrych emocji nigdy za wiele...



                              • Gość: nieważne_kto Re: do amaretty ponownie IP: 213.17.172.* 15.02.03, 15:53
                                "Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat,
                                ja wysiadam!
                                Przez życie nie chcę gnać bez tchu".
                                • Gość: amaretta Re: do amaretty ponownie IP: *.chello.pl 15.02.03, 16:41

                                  "A życie przecież po to jest żeby pożyć
                                  By spytać siebie: mieć czy być
                                  A życie przecież po to jest, żeby pożyć
                                  Nim w kołowrotku pęknie nić"

                                  • Gość: nieważne_kto Do amaretty i nie tylko - następna uliczka? IP: 213.17.172.* 15.02.03, 23:02
                                    Jakże rzadko, słuchając muzyki, ludzie słuchają słów. Coś tam brzęczy w domu, samochodzie, sklepie, biurze. Tło. A u Anny Marii co utwór, to pożywka dla myśli, emocji, wzruszeń.
                                    "Przypływ - odpływ, fala za falą..." Monotonia? Nie! Ciągły ruch.

                                    Coś, na co też kiedyś szukałem odpowiedzi.
                                    Ja znalazłem. Czy właściwą?
                                    "Bo życie po to przecież jest, żeby pożyć".
                                    Tak, na pewno. Z życia należy czerpać tyle, ile tylko można. Mamy jedno i tylko w grach komputerowych (a fe!) jest inaczej. Ale gdzie jest granica naszej wolnosci? Moim zdaniem tam, gdzie koszty naszego postępowania zaczyna ponosić ktoś inny. Wolno nam wszystko, póki to się odbywa na nasz rachunek. Każdy krok dalej to zbrodnia.

                                    "Nauczyłem się, że że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, by się podniósł". Marquez.


                                    • Gość: amaretta Re: Do amaretty i nie tylko - następna uliczka? IP: *.chello.pl 16.02.03, 15:25
                                      Tak, słowa gdzieś rozpływają się...ciągle gdzieś są tłem, na które nie zwraca
                                      się uwagi. Przykre jest to,że wiele z tych słów rzeczywiście nie kryje w sobie
                                      żadnej tajemnicy. Ale u Anny Marii, co utwór to mnóstwo emocji...przypływy
                                      pozytywnych wibracji...

                                      "Jeżeli pojedynczy liść posiada sens
                                      i miejsce, czy wolno nam zadecydować
                                      i zgasić choćby jedno serce?
                                      Jeżeli już jesteśmy tu na tę jedyną chwilę,
                                      czy nie umiemy pojąć,że dano nam aż tyle?"

                                      Właśnie, te hiacynty są tak potrzebne w życiu...krokusy, stokrotki i liście
                                      akacji...wiosna, zima, jesień i lato...deszcz i wiatr, słońce i śnieg...

                                      Myśl Marqueza przepiękna! Podobnie jak magiczny świat Macondo.
                                      Pamiętam też jedną z jego wypowiedzi, kiedy powiedział,że gdyby mógł cofnąć
                                      czas,to oceniałby rzeczy nie ze względu na ich wartość, ale na ich znaczenie...
                                      Ale to znowu kolejny temat...tematów jest mnóstwo, prawda???

                                      • Gość: nieważne_kto Re: Do amaretty i nie tylko - następna uliczka? IP: 213.17.172.* 16.02.03, 19:17
                                        Tematów jest nieskończenie wiele. Każdy jak rzeka - wijący się, czasem burzliwy, czasem szeroki i powolny. Czasem można na nim odpocząć, czasem bywa zdradliwy i niebezpieczny. Aż dziw, że ludzie tego nie widzą. Rozmowa nie jest teraz modna...
                                        Odkąd się nauczyłem wyrażać otwarcie i szczerze swoje myśli, to jest jak narkotyk. Uwielbiam rozmowę, dyskusję. Ale uwielbiam też skrzący się dowcip, czasem ironię (najchętniej auto-, to nikogo nie rani).
                                        Piszę teraz trochę rzadziej. nie chcę "zagadać" tego wątku, jest dla mnie zbyt cenny. A może już to zrobiłem? Może należy zacząć następny? Może się wyprowadzić? Nie wiem.

                                        z Marqueza, znowu:
                                        "Nikt Cię nie będzie pamiętał za twoje myśli sekretne.
                                        Proś więc Pana o siłę i mądrość, abyś mógł je wyrazić".

                                        S.
                                        • Gość: amaretta Re: Do amaretty i nie tylko - następna uliczka? IP: *.chello.pl 16.02.03, 19:49
                                          Tematy...fantastyczne jest to, że nie ma liczby, która by je określiła...są
                                          niepoliczalne,nieprzewidywalne...rozmawiać można o wszystkim...o miłości i o
                                          gołębiu, który właśnie usiadł na parapecie...

                                          A nawet o takim hiacyncie można rozmawiać bardzo długo...on chyba wie,że jest
                                          taki inspirujący...jest coraz piękniejszy!

                                          I proszę o jedno, nie wyprowadzaj się! To nie jest dobry pomysł...Naprawdę!
                                          • Gość: nieważne_kto Re: Do amaretty i nie tylko - następna uliczka? IP: 213.17.172.* 16.02.03, 20:46
                                            Internetowe dyskusje dają, niestety, nowe i paskudne możliwości. Można się pod kogoś podszyć, można występować w kilku postaciach na raz, można kogoś bezkarnie obrazić, można wyjść bez słowa...
                                            Ale można też pozostać wiernym swoim zasadom. Przecież w codziennym życiu nie zostawiamy kogoś samego w połowie rozmowy. Nie podpisujemy sie raz jako Abacki, a raz jako Babacki. Jeśli więc wyjdę, to pewnie wtedy, kiedy zobaczę że powinienem - ze względu na innych, nie na siebie. Bo "wiedzieć, kiedy wstać i wyjść" (Młynarski) to kolejna bardzo cenna umiejętność, którą warto posiąść.
                                            A jeśli zdecyduję się zmienić swoje inter-imię, też to moim rozmówcom powiem. Zwłaszcza, że za "nieważne_kto" naprawdę nie stoi jakaś wielka tajemnica ani ideologia. To po prostu pewien ciąg znaków, który mnie (naprawdę) jednoznacznie identyfikuje.
                                            A Tobie ogromnie dziękuję, że cały czas chcesz mnie jeszcze "słuchać". Do "usłyszenia".

                                            S.
                                            • Gość: amaretta Re: Do amaretty i nie tylko - następna uliczka? IP: *.chello.pl 16.02.03, 21:54
                                              Wieczór, za oknem już nie ma wszechobecnego śnieżnego puchu...a myśli błądzą...
                                              A hiacynt nadal pachnie, i rozkwita! Oczywiście,z ogromną przyjemnoscią czytam
                                              Twoje przemyślenia...Nick, to rzeczywiście tylko kilka połączonych znaków...w
                                              dodatku sama nazwa nie jest ciepła...nick...Twoje przemyślenia są za to pełne
                                              ciepła!!! A to najważniejsze!!!
                                  • Gość: nieważne_kto Mieć, czy być? IP: 213.17.172.* 16.02.03, 13:55
                                    Mieć, czy być?
                                    Pytanie zupełnie podstawowe, a jednocześnie tak bardzo wieloznaczne. Trzy słowa, a temat na niejedną nocną rozmowę.
                                    Bo "mieć" rozumiemy najczęściej jako "mienie" rzeczy. "Mania mienia, do znudzenia..." (znowu A.M.J)
                                    Ale przecież "mieć" to nie tylko to. To też mieć kogoś bliskiego, mieć jego uczucia, opiekę, myśli. Mieć też to wszystko dla niego.
                                    Jakże cenną rzeczą jest mieć własne myśli, czuć ich swobodę.
                                    A czasem, w jednej krótkiej chwili, wystarczy mieć tak bardzo mało, które znaczy tak bardzo wiele. Hiacynta, kilka zapisanych na kartce słów, czyjś uśmiech...
                                    Tylko...
                                    to wszystko, co napisałem wyżej to przecież... być. Czy jest więc ostra granica między "mieć" i "być"?

                                    Z drugiej strony - proza życia. Żeby móc się sycić szczęściem bycia, trzeba przecież mieć warunki do egzystencji. A więc: żeby być, trzeba mieć.
                                    I przewrotnie: przecież żeby móc mieć, trzeba być.

                                    Myślę, że życie człowieka to nieustanne dążenie do znalezienia równowagi między tymi dwoma pojęciami. A odnalezienie jej to wielkie szczęście.
                                    • Gość: amaretta Re: Mieć, czy być? IP: *.chello.pl 16.02.03, 15:50
                                      Mieć czy być?

                                      Pytanie proste, krótkie...a jakże wieloznaczne!
                                      Zgadzam się oczywiście - życie człowieka to nieustanne dążenie do znalezienia
                                      równowagi pomiędzy mieć, a być. Czasami wystarcza mieć tak niewiele, czasami
                                      szukamy wielkiego szczęścia, zapominając o porach roku, które mijają, o
                                      ważnych datach...I znowu powraca hiacyntowy wątek...Ten ciemnoróżowy kwiatek
                                      ciagle przypomina o chwili, która trwa! To chyba najważniejsze, prawda?
                                      A czasami dobrze w życiu zagubić się, bo można odkryć nowy kontynent, swój
                                      własny!Warto mieć takie swoje miejsce! Warto być!Na pewno warto...
                                      • Gość: nieważne_kto Re: Mieć, czy być? IP: 213.17.172.* 16.02.03, 21:10
                                        Może bardziej: zapomnieć się, niż zagubić. A może to jest mniej więcej to samo?
                                        Tak, czasem warto mieć odwagę rzucić się w przestrzeń nie wiedząc, czy na pewno mamy jakąś asekurację. Cóż, być może się rozbijemy. Ale jeśli nie - być może właśnie odnajdziemy ten swój własny, niepowtarzalny kontynent, to swoje jedyne miejsce na Ziemi.
                                        Wraca porównanie do wielkiej góry. Jakże tam może być niebezpiecznie. A jakże pięknie...
                                        • Gość: amaretta Re: Mieć, czy być? IP: *.chello.pl 16.02.03, 21:29
                                          Oczywiście, na pewno warto być Magellanem swojego życia, odkrywać własne
                                          kontynenty, wcale nie na końcu świata...zupełnie blisko, czasami blizej niż
                                          myślimy...I to jest piękne...Zawsze warto być odkrywcą...wchodzić na wielką
                                          górę... Często ludzie chcą być na wierzchołku góry, zapominając,że prawdziwe
                                          szczęście kryje się w samym wspinaniu się na nią...coś w tym jest, prawda?
                                          A na samym szczycie też jest przepięknie, i właśnie tam docenia się te chwile,
                                          kiedy cel wydawał się nieosiągalny, a jednak...udało się!
                                      • Gość: nieważne_kto Re: Mieć, czy być? IP: 213.17.172.* 16.02.03, 21:10
                                        Może bardziej: zapomnieć się, niż zagubić. A może to jest mniej więcej to samo?
                                        Tak, czasem warto mieć odwagę rzucić się w przestrzeń nie wiedząc, czy na pewno mamy jakąś asekurację. Cóż, być może się rozbijemy. Ale jeśli nie - być może właśnie odnajdziemy ten swój własny, niepowtarzalny kontynent, to swoje jedyne miejsce na Ziemi.
                                        Wraca porównanie do wielkiej góry. Jakże tam może być niebezpiecznie. A jakże pięknie...
                                    • jayne Re: Mieć, czy być? 16.02.03, 15:56
                                      To nie czas na "nocne rozmowy", więc tylko popołudniowymi słowami się wypowiem:
                                      najpierw się jest: nieporadnie, zależnie ale ufnie podchodzimy do całego
                                      wszechświata. Później się kłujemy w szkole, w domu i na ulicy i uczymy się
                                      wyhamowywać swe pragnienia i bezpośredniość. To czas bycia "na trochę" i wtedy
                                      pojęciem "mieć" chcemy nabrać więcej "być" - tego bowiem uczymy się, patrząc na
                                      innych. Jeśli zdobycie zadowalającej nas ilości "mieć" jest problemem - wtedy
                                      jest dobrze, dążymy do jakiegoś celu wyobrażając sobie, że znajdzie się ten
                                      punkt zero w którym osiągniemy pełną zgodność "mieć" i "być", ale mamy
                                      marzenia, siłę i wiarę, choć ufność chowamy do kieszeni. Gorzej jest w
                                      sytuacji, kiedy jesteśmy już w punkcie "mieć" i rozejrzymy się dookoła. Kim
                                      jestem? Gdzie doszłam? Iść naprzód, wracać czy zmieniać ścieżkę?
                                      Cyt.: za Tobą "żeby móc mieć, trzeba być". Na szczęście dla większości z nas
                                      nadchodzi w życiu taki moment, że te słowa stają się najistotniejsze w
                                      konkretnym już działaniu.
                                      • Gość: nieważne_kto do jayne IP: 213.17.172.* 16.02.03, 19:38
                                        Nieważne, że popołudniowe, ważne że mądre. I celne.
                                        Tak, przez człe życie napotykamy schematy, które próbują zabić nasze "być" i pozostawic czyste "mieć". Bardzo trudno się temu oprzeć. Dziecko, które się wyłamuje ze szkolnego schematu, jest narażone na ostracyzm. Dorosły, który nie marzy o najnowszym samochodzie, domu, wycieczce na Karaiby - to wariat. Rozmowa to strata czasu, życie uczy nas nadawać suche komunikaty, pozbawione piętna osobowości nadawcy. Nie piszemy, tylko wypełniamy "listy z rubrykami wolnymi". Podobno tak jest najlepiej.
                                        Na szczęście można ładnie dorosnąć. Można, jak dziecko, znów stać się sobą. Można odzyskać naiwną ciekawość świata. Trzeba tylko chcieć. I zrozumieć.
                                        • jayne Re: do jayne 16.02.03, 21:25
                                          Nie można stać się znowu dzieckiem. Natomiast można zejść do poziomu zmysłowego
                                          dotknięcia otoczenia: powąchać, usłyszeć, spróbować, zobaczyć. Rutyna
                                          codzienności czyni ułomnymi zmysły, chwytamy tylko te najbardziej agresywne,
                                          które zagrażają naszemu "mieć", sprowadzając "być" do utrzymania wiary w swoje,
                                          oby jeszcze istniejące na poziomie samoakceptacji, "ja".
                                          Nie można wrócić do ciekawości dziecięcego poznawania świata a czasami
                                          samo "chcieć" nie wystarczy, pomimo zrozumienia mechanizmów, za pomocą których
                                          nasze życie ma ten niby - sens. Bo jest "mieć". I pomijając stan konta, wiąże
                                          się to z potrzebą człowieka do ciągłego udowadniania swojej wartości na tle
                                          innych. Niestety. Zostają więc tylko chwile...
                                          • Gość: nieważne_kto Re: do jayne IP: 213.17.172.* 16.02.03, 23:37
                                            Nie chodzi o to, by się stać dzieckiem. Ale można zacząć obserwować swoje stawanie się dorosłym. Bo dorosłym się nie staje z dnia na dzień. Dorasta się przez całe życie. Tym swoim dorastaniem można, w pewnym stopniu, sterować. Świadomość niszczącego wpływu otaczającej rzeczywistości może, jeśli tego chcemy, pomóc ocalić możliwie największą część swego pierwotnego "ja", pomóc "być".
                                            Wyciągając rękę po coś, co pomnoży nasze "mieć", warto się zastanowić, czy to nie zuboży "być" - naszego albo, co gorsze, cudzego.
                                            Do dzieciństwa wrócić się nie da, zresztą po co? Siusianie w majtki to nie jest najprzyjemniejsza rzecz na świecie. Jednak można, po dziecięcemu, ciągle pytać "dlaczego?" i "po co?". I nie zadowalać się odpowiedziami "bo tak" albo "bo tak robią wszyscy".

                                            Czy trzeba udowadniać swoją wartość? Rzeczywistość próbuje od nas tego wymagać. Czasem po prostu musimy się jej poddać, by przetrwać. Niestety. Ale ułomnym (a może tylko niedojrzałym - to pozostawia nadzieję) jest ten, kto musi swoją wartość udowadniać sobie samemu. Myślę, że zauważenie własnej wartości, akceptacja własnego miejsca na świecie, to ogromny krok w kierunku BYĆ.

                                            "Chcieć" nie wystarczy, ale chcieć to bardzo dużo. Pozwala zbliżyc się, choćby asymptotycznie, do upragnionego celu, jaki by on nie był.

                                            S.
                                            • jayne Re: ... 17.02.03, 10:28
                                              "Niszczący wpływ otoczenia" może wpłynąć na uświadomienie sobie własnego
                                              miejsca w szeregu dziobania a dorastanie jest - być może - drogą dojścia do
                                              miejsca w którym chcemy, już indywidualnie, kształtować swój czas
                                              przyszły;dorastanie do samosterowania?
                                              Człowiek jest jednak zwierzęciem stadnym, potrzebuje porównań; jeśli nie w
                                              kontekście osiągnięć grupowych to w subiektywnym poczuciu własnej wartości.
                                              Jeśli zrzucę szpilki, zdejmę garnitur i spróbuję od nowa odkrywać świat nagą
                                              stopą, mogę się sparzyć - moja skóra nie przywykła do tak gwałtownych
                                              ekspozycji na słońcu (a lata dorastania - do tak gwałtownej zmiany nawyków).
                                              Trzeba umieć "być" i nie wolno zakopywać talentów, ale często wątpimy w siebie
                                              i swoje talenty: czy one wystarczą na "mieć"? Stąd ciągły kompromis, dawkowanie
                                              słońca, poluzowanie krawata i zastąpienie szpilek sandałami. I tylko od czasu
                                              do czasu wakacje od "mieć": na pełen gaz, maksymalna fizyczność w doświadczeniu
                                              bólu, potu, wysokości czy głębi. Ale takie "być" pogłębia późniejszą
                                              frustrację - czy jestem tchórzem? A może gdybym "była" już na zawsze, nie
                                              umiałabym docenić tego tak mocno, jak w te wykradzione "mieć" chwile?
                                              Obyśmy nigdy nie zbliżyli się do upragnionego celu, jaki by on nie był, niech
                                              te asymptoty zbliżają się w przestrzeni wielowymiarowej, nigdy nie osiągając
                                              punktu stycznego. "Nie rozstawajmy się ze swymi złudzeniami. Kiedy nas
                                              opuszczą, może wciąż jeszcze będziemy egzystować, ale przestaniemy już żyć"
                                              • Gość: nieważne_kto Re: ... IP: 213.17.172.* 17.02.03, 23:07
                                                Zdjęcie szpilek i założenie sandałów to, wydaje mi się, nie tyle przełączenie się z "mieć" na "być", co czasowa zmiana proporcji składników w zupie życia. Jednak jeśli to jest pomidorowa, to (niech) zostaje pomidorową - jeśli nawet za każdym razem trochę inaczej smakuje. Inaczej mówiąc: czy w sandałach, czy w szpilkach, warto dbać o to, by pozostawać sobą. Bo dorasrtanie oznacza też stopniowe krystalizowanie pewnego osobistego zbioru podstawowych reguł, których naruszenie prowadzi nieuchronnie do konfliktu z własną osobowością. Dla jednego może to być: "żony, samochodu i wiecznego pióra nie pożyczam", dla drugiego: "nie mijam się z prawdą" , a dla trzeciego i jedno i drugie. Ukształtowanie takiego zbioru podstawowych pryncypiów to niewątpliwie jeden z ważniejszych elementów naszego "być".
                                                Czy się pomylę, jeśli powiem że zgodność tych podstaw jest warunkiem koniecznym (choć nie wystarczającym) do powstawania trwałych związków międzyludzkich? Dla mnie na pewno tak.

                                                Ostatnie zdanie z Twojego listu to sedno rzeczy. Jeszcze raz posłużę się cytatem (ech, powinno być "cytatą", ale kto teraz tak pisze...):
                                                "...wszyscy chcą żyć na wierzchołku góry zapominając, że prawdziwe szczęście kryje się w samym sposobie wspinania się na nią".
                                                Złudzenia, nadzieja, dążenia - to sedno życia. Ich brak to śmierć za życia - czyli wegetacja.

                                                Po co zacząłem ten wątek? By pokazać, że naturalna konieczność bezustannego poruszania się po asymptotach może być, jeśli sobie tego nie uświadomimy, siłą niszczącą. Jak temu zapobiegać? W odpowiednim momencie zmienić krzywą, po której się poruszamy. Sformułować nowe dążenia, nabrać nowych złudzeń. Recepta prosta, tylko by ją zastosować, trzeba o tym wszystkim wiedzieć.

                                                • jayne Re: wiedzieć czy umieć 18.02.03, 11:41
                                                  Wybacz, ale - przynajmniej częściowo - nie zgodzę się z Tobą. Napisałeś:
                                                  >
                                                  > naturalna konieczność bezustannego por
                                                  > uszania się po asymptotach może być, jeśli sobie tego nie uświadomimy, siłą
                                                  nis
                                                  > zczącą. Jak temu zapobiegać? W odpowiednim momencie zmienić krzywą, po której
                                                  s
                                                  > ię poruszamy. Sformułować nowe dążenia, nabrać nowych złudzeń.

                                                  Niektórzy spośród nas nie mają możliwości ani nawet siły do spojrzenia w głąb
                                                  siebie - rozejrzyj się dookoła! "Mieć" by przeżyć, by móc fizycznie istnieć
                                                  sprowadza marzenia do bezwolnego wpatrywania się w ekran telewizora lub
                                                  czytania książek o pięknie, szlachetności, pasji, samorealizacji. Często tylko
                                                  siła biologi sprawia, że jeszcze chce się chcieć - cóż z tego, że większość
                                                  pragnień sprowadza się do zaspokojenia potrzeb żołądka. A później to już tylko
                                                  paść i nie myśleć, bo ta akurat czynność mogłaby doprowadzić do samozniszczenia.
                                                  "Być" stało się luksusem - na ten towar mogą sobie pozwolić tylko ci, którzy
                                                  już "mają", albo desperaci. Zmienić krzywą, czyli zrobić skok do płytkiej wody?
                                                  Może się uda, tak jak bohaterom książek K. Hamsuna, ale wtedy z pełną
                                                  premedytacją przekreślamy kilka lat sewgo życia - osiągnięć, które zdarzyły się
                                                  co prawda na tej innej krzywej, lecz jednak ich żal...
                                                  Bardzo często, szczególnie podczas spotkań ze swoimi znajomymi, w pewnym
                                                  momencie zaczynamy mówić o tych swoich chęciach skoku na "być". Czyż oni nie
                                                  otwierają się wtedy? Oni też chcą być! Wspominamy, analizujemy wspólnie pewne
                                                  ścieżki, którymi kiedyś chodziliśmy, mając poczucie swobody oddychania "być" aż
                                                  do zachłyśnięcia się - a może tak nam się tylko wtedy wydawało? Może nasze
                                                  złudzenia, przefiltrowane minionymi latami czy miesiącami nabrały teraz
                                                  dodatkowych barw, które obecnie kuszą, ale w rzeczywistości mogły być być
                                                  zwyczajnymi, pastelowymi (b. lubię pastele:). Spotkanie przy butelce wina się
                                                  kończy, wszyscy wracamy do domu i...następnego dnia szpilki na nogi lub
                                                  marynarkę na ramiona, zupa pomidorowa na deser - witaj codzienności!
                                                  Zmienić krzywą? Nie.
                                                  Moglibyśmy tak zrobić, gdybyśmy nie przywiązali się do niej milionami nitek -
                                                  może pajęczych, ale jakże mocno one trzymają! Nie chcemy rezygnować z telefonu,
                                                  komputera, samochodu, ale - o tym już pisałeś - w pewnym momencie życia
                                                  powinniśmy sie nauczyć wartościowania i dystansu do naszego "mieć". Tylko czy
                                                  umiemy na siebie spojrzeć bez złudzeń? Najlepszym - w/g mnie - układem z sobą i
                                                  z własnym dojrzewaniem byłoby móc tak żyć, by - nawet jeśli kiedyś w
                                                  przeszłości doszło do rozszczepienia "być" i "mieć" - w pewnym momencie umieć
                                                  jedno spleść z drugim. Tylko po co było to wcześniej rozdzielać???

                                                  > Recepta prosta,
                                                  > tylko by ją zastosować, trzeba o tym wszystkim wiedzieć.
                                                  >
                                                  Wiedzieć czy umieć - oto jest pytanie
                                                  • Gość: nieważne_kto Re: wiedzieć czy umieć IP: 213.17.172.* 18.02.03, 19:19
                                                    Dzisiaj, niestety, krócej - muszę się zająć prozą życia...
                                                    Nie jestem żadnym idealistą. Jak wygląda moje "dookoła", doskonale widzę. Widzę w gigantycznym nasileniu to, o czym piszesz - czyli wszechobecne popadanie w schemat i psychiczne odrętwienie. Praca, samochód, zakupy (koniecznie w supermarkecie), obiad, wrzask na dzieci, telewizor, wódeczka, standardowa kłótnia z żoną/mężem, wyro, nerwowy sen, budzik, kawa, praca, samochód, zakupy... itd. Przerwa w niedzielę - nie ma pracy w pracy, jest praca w domu. Kontakty z drugim człowiekiem ograniczone do nadawania i odbierania komunikatów w stylu pop. W końcu nerwica, rozwód, zawał, krótkie otrzeźwienie, potem wszystko od nowa.

                                                    Zdaję sobie sprawę z tego, że piszę i ideałach. Ale uważam, że o tych ideałach trzeba mówić, pisać, opowiadać, Być może 80% naszego otoczenia jest zupełnie zaimpregnowane i nigdy się nie zastanowi nad sensem swojego życia. Ale zawsze zostaje jeszcze 20%, z czego połowa myśli podobnie, a druga połowa jest do uratowania. Z pierwszą połową warto nawiązać kontakt, bo to cudowne uczucie móc dyskutować, druga połowa daje szansę na powiększenie pierwszej grupy.
                                                    Może to, co napisałem, jest brutalne, może proporcje są nieco inne, ale trudno - jest jak jest.
                                                    Na koniec: nie masz pojęcia, jak się cieszę, że na tym - przepraszam, dość monotematycznym i drętwym forum - odnalazłem kilka osób, dla których było warto zacząć.
                                                    Pozdrawiam,
                                                    S.
                                                  • Gość: nieważne_kto Re: wiedzieć czy umieć IP: 213.17.172.* 18.02.03, 19:22
                                                    aaa, jeszcze jedno:

                                                    oczywiście, że jedno i drugie. Najpierw mysleć, żeby się dowiedzieć, potem się uczyć, żeby umieć.
                                                    S.
                                                  • jayne Re: :))) 19.02.03, 18:45
                                                  • Gość: nieważne_kto Re: :))) IP: 213.17.172.* 20.02.03, 00:11
                                                    A tak już gdzieś było?
                                                    :-))))(((((

                                                    To wtedy, jak człowiekowi w zderzeniu z rzeczywistością rączki opadają...
              • messja Re: do amaretty i coco 14.02.03, 23:54
                Gość portalu: Pola napisał(a):

                > No wlasnie, zostan, moze w koncy na forum Romantica zrobi
                > sie Romanticznie :))
                > Pozdrawiam
                > Pola

                :))))
                bo do tej pory tylko Pola sie starala, zeby bylo tutaj romantycznie...
                (a pomagali jej tygrysek i mario2)
                • Gość: cal-ineczka Re: do amaretty i coco IP: *.media4.pl 15.02.03, 00:12
                  >Dlaczego jestem nieważne_kto? Pisząc pierwszy raz zstanawiałem się dłuższą
                  >chwilę, co mam wpisać w górne okienko.
                  >A potem doszedłem do wniosku, że przecież to nieważne, jak się nazywam, czy
                  >jak się przezwę. Przecież tutaj się
                  > nie określamy przez podpisy, tylko przez wyrażone myśli. Przecież jeśli
                  >zostanę, na potrzeby forum - dajmy na to
                  >kotkiem, Michałem, czy fąflem - i tak każdy czytajacy moje słowa będzie mnie
                  >sobie wyobrażał inaczej. Więc...
                  >nieważne_kto. Ważne_co.

                  Jestem jednak przeciwnego zdania. Każdy człowiek ma swoje imie i powinien
                  miec, poniewaz jest kims waznym, jest darem dla nas wszystkich tutaj - nawet,
                  jesli tego nie wie, lub nie dostrzega.
                  Człowiek bez imienia?
                  To takjakby bez własnej osobowości, bez siebie..
                  • Gość: zx Re: do amaretty i coco IP: *.proxy.aol.com 15.02.03, 00:16
                    cyber-dusza ?
                    • Gość: śmieszka Duch? Tu? IP: *.media4.pl 15.02.03, 00:18
                      No tak...bez imienia - to może być i ten duch...
                      • Gość: zx Re: Duch? Tu? IP: *.proxy.aol.com 15.02.03, 00:20
                        skoro jest krolewna smieszka to czego ma nie byc ducha ??
                        • Gość: śmieszka Królewna śmieszka i 7-miu interludków IP: *.media4.pl 15.02.03, 00:25
                          Pewnie są..dlatego nikogo tu nie ma o tej porze
                          • Gość: nieważne_kto Re: Królewna śmieszka i 7-miu interludków IP: 213.17.172.* 15.02.03, 13:55
                            Jeśli dobrze policzyłem, to dwunastu. Oj, chyba z arytmetyką też nie najlepiej!
                            A może będzie Śmiecho-baba i czterdziestu rozmówników?
                          • Gość: nieważne_kto Re: Królewna śmieszka i 7-miu interludków IP: 213.17.172.* 15.02.03, 13:57
                            No dobrze, dobrze. Twój tytuł bardzo mi się spodobał.
                          • Gość: zx Re: Królewna śmieszka i 7-miu interludków IP: *.proxy.aol.com 17.02.03, 23:51
                            mam rozumiec ze jestem z tych zlych duchow ?
                  • Gość: nieważne_kto do Cal-ineczki IP: 213.17.172.* 15.02.03, 13:44
                    Cal-ineczko, to bardzo mądre słowa.
                    Nie powiedziałem, że chcę być nikim. Jestem normalnym człowiekiem, z krwi i kości. I w kilkudziesięciu procentach z wody. Imię też mam całkiem normalne.
                    Mam nadzieję, że w tym co piszę, jestem JA.
                    Przecież też się, zapewne, nie nazywasz Cal-ineczka. Chociaż szkoda, bo to bardzo ładne "imię" (wybacz, nie znoszę określenia "nick").

                  • Gość: nieważne_kto do cal-ineczki raz jeszcze IP: 213.17.172.* 15.02.03, 14:00
                    Mam nadzieję, że dzisiaj też będzie podsumowanie dnia?
                    • Gość: cal-ineczka Re: do cal-ineczki raz jeszcze IP: *.media4.pl 15.02.03, 14:53
                      A po co, jak nikt tego nie czyta?
                      • Gość: cal-ineczka do....? IP: *.media4.pl 15.02.03, 15:01
                        Właśnie problem w tym, ze tego 'JA" u Ciebie nie ma.
                        A czemu, nie chcesz zeby było skoro jest?
                        Cal-ineczka - ładnie? Dzięki.
                        Szkoda, że nie wiesz jak naprawde mam na imie,
                        wiedział co znaczy słowo ładnie.
                        • Gość: nieważne_kto Re: do....? IP: 213.17.172.* 15.02.03, 15:13
                          Hm...
                          albo mi nie wyszło, albo sie minęliśmy. Tak bywa.
                      • Gość: nieważne_kto Re: do cal-ineczki raz jeszcze IP: 213.17.172.* 15.02.03, 15:06
                        Nikt, nigdy, Kwantyfikatory ogólne. Zbyt ogólne.
                        A jeśli nawet czyta tylko kilka osób, znaczy że nie warto?
                        Czasem to, że Cię wysłucha tylko jedna osoba jest więcej warte niż aplauz tłumu.
                        • Gość: cal-ineczka Re: do cal-ineczki raz jeszcze IP: *.media4.pl 15.02.03, 15:14
                          Warto, pewnie, ze warto, ale z godnością i imieniem.
                          Bo keżdy człowiek jaki by nie był - ma imię.
                          Ma, bo istnieje, a nie dlatego, ze pisze.

                          • Gość: nieważne_kto Re: do cal-ineczki raz jeszcze IP: 213.17.172.* 15.02.03, 23:35
                            Ma imię, bo mu je rodzice nadali.
                            A pisze dlatego, że istnieje.

                            Sergiusz. Teraz lepiej?
                            • cal-ineczka Lepiej jak jest w nicku, tu obok. 15.02.03, 23:39
                              :) Pewnie, że teraz lepiej :)
                              • Gość: nieważne_kto Re: Lepiej jak jest w nicku, tu obok. IP: 213.17.172.* 15.02.03, 23:40
                                ;-))))))))))))))))))))))
                              • Gość: nieważne_kto Re: Lepiej jak jest w nicku, tu obok. IP: 213.17.172.* 15.02.03, 23:42
                                Aaaa,
                                i dzięki za "rozmowy niedokończone"!
                                • cal-ineczka Re: Lepiej jak jest w nicku, tu obok. 15.02.03, 23:46
                                  Jutro ty piszesz, ok?
    • taka_tam Re: myśli błądzące 17.02.03, 09:50
      Czytam Twoj watek i zastanawia mnie, czy Twoje podejscie nie jest forma
      ucieczki przed rzeczywistoscia? Wszelkie zwiazki, relacje milosne i
      przyjacielskie, to zawsze gory i doliny, momenty magiczne i zwykle, przecietne,
      poczatki i konce czegos. I to jest wpisane w zycie, bo jest jego czescia. Stan
      zakochania nie trwa wiecznie, pragnienie ciaglego odczuwania "motyli w brzychu"
      jest infantylne i zludne. Po czasie pierwszych uniesien przychodza rownie
      wartosciowe, jesli nie wartosciowsze nawet momenty. Ludzie zaczynaja uczyc sie
      siebie, poznaja sie takimi, jakimi naprawde sa, sprawdzaja sie w roznych
      sytuacjach, rozpoczynaja prace nad swoja relacja i to jest dopiero prawda o
      tych ludziach i ich zaangazowaniu wzgledem siebie. I wtedy dopiero mozna
      powiedziec, czy to jest milosc/przyjazn, czy chwilowa fascynacja. "Motyle" moga
      rownie pieknie rozposcierac skrzydla w dlugotrwalych, wieloletnich zwiazkach,
      tylko nad tym trzeba pracowac, tego trzeba chciec - kazdego kolejnego dnia na
      nowo i od poczatku. Wtedy nie ma sie potrzeby ranienia partnera/przyjaciela,
      wtedy docenia sie go takim, jaki jest i chce sie go wciaz odkrywac i czytac,
      jak ulubiona lekture. Takich zwiazków Ci zycze...

      • Gość: nieważne_kto Re: myśli błądzące IP: 213.17.172.* 17.02.03, 10:14
        Zauważ, że nie przedstawiłem opinii, tylko postawiłem pytania. Nie zamierzam uciekać od rzeczywistości, ale próbuję ją zrozumieć. Dzielę się swoimi przemyśleniami bo mam nadzieję, że mogą być coś warte. Sprzeciw wobec nich jest bardzo cenny - nie tylko dla mnie, dla (s)przeciwnika też.

        Dziękuję za życzenia. Też sobie życzę udanych związków. I właśnie dlatego zastanawiam się, jak ominąć pewne rafy, jak nie powtarzać błędów. Czy zastanawianie się nad ich przyczynami to coś niewłaściwego?
      • messja Re: myśli błądzące 17.02.03, 11:32
        brawo! podpisze sie z przyjemnoscia pod kazdym slowem. tez uwazam, ze to wazna
        kwestia by umiec odroznic fascynajce od milosci.


        taka_tam napisała:

        > Czytam Twoj watek i zastanawia mnie, czy Twoje podejscie nie jest forma
        > ucieczki przed rzeczywistoscia? Wszelkie zwiazki, relacje milosne i
        > przyjacielskie, to zawsze gory i doliny, momenty magiczne i zwykle,
        przecietne,
        >
        > poczatki i konce czegos. I to jest wpisane w zycie, bo jest jego czescia.
        Stan
        > zakochania nie trwa wiecznie, pragnienie ciaglego odczuwania "motyli w
        brzychu"
        >
        > jest infantylne i zludne. Po czasie pierwszych uniesien przychodza rownie
        > wartosciowe, jesli nie wartosciowsze nawet momenty. Ludzie zaczynaja uczyc
        sie
        > siebie, poznaja sie takimi, jakimi naprawde sa, sprawdzaja sie w roznych
        > sytuacjach, rozpoczynaja prace nad swoja relacja i to jest dopiero prawda o
        > tych ludziach i ich zaangazowaniu wzgledem siebie. I wtedy dopiero mozna
        > powiedziec, czy to jest milosc/przyjazn, czy chwilowa fascynacja. "Motyle"
        moga
        >
        > rownie pieknie rozposcierac skrzydla w dlugotrwalych, wieloletnich zwiazkach,
        > tylko nad tym trzeba pracowac, tego trzeba chciec - kazdego kolejnego dnia na
        > nowo i od poczatku. Wtedy nie ma sie potrzeby ranienia partnera/przyjaciela,
        > wtedy docenia sie go takim, jaki jest i chce sie go wciaz odkrywac i czytac,
        > jak ulubiona lekture. Takich zwiazków Ci zycze...
        >
        • Gość: nieważne_kto Re: myśli błądzące IP: 213.17.172.* 17.02.03, 14:41
          Świetnie. Jeśli tak doskonale wiadomo, jak powinno być, to dlaczego, wcale nierzadko, jest inaczej? Czy krótkie stwierdzenie o "niedopasowaniu osobowości" albo "nieodnalezieniu właściwej osoby" załatwia sprawę? Już? Problem rozwiązany?
          Zwróćcie uwagę na to, że nie drę szat, nie płaczę, jaki jestem samotny i nieszczęśliwy i nie proszę o pomoc i wsparcie. Nie przeżywam intensywnego bólu istnienia, nie jestem w czarnej rozpaczy. Może w moim życiu nie wszystko jest takie, jakbym chciał ale, ogólnie rzecz biorąc, nie narzekam.
          Postawiłem publicznie pytanie i uważam, że KAŻDA wypowiedź jest cenna. A szczególnie cenna jest ta chwila zastanowienia, której wynikiem jest wyrażenie swojego zdania.

          Przekażę Wam myśl, która się stała jednym z mott mego życia:

          "Piękno świata polega na jego różnorodności". Tego nie powiedział żaden znany myśliciel, ale zwykły - bardzo mądry - CZŁOWIEK.

          S.
          • Gość: amaretta Re: myśli błądzące IP: *.chello.pl 17.02.03, 22:38
            "Piękno świata polega na jego różnorodności"

            Piękna myśl! A jeśli różnorodność,to odkrywanie tej różnorodności... a jeśli
            odkrywanie, to wcześniej poszukiwanie...a jeśli poszukiwanie, to najpierw
            ustalanie celu (albo i nie!)... Czy aby odkryć piękno świata trzeba wyruszyć w
            niekończącą się podróż? Chyba niekoniecznie! Czasami to może być
            kilkunastominutowy spacer!Warto na pewno wyruszać, i szukać tej
            różnorodności... A każdy dzień jest dobry na poszukiwanie, odkrywanie piękna
            świata w różnorodności!
            I warto wziąć w taką podróż mnóstwo dobrych emocji, i potem zmieszać je z tymi
            nowymi. Na pewno powstanie jedyny w swoim rodzaju życiowy koktajl...bardzo
            esencjonalny albo zupełnie bez smaku... Dobrze, gdyby jak najczęściej
            powstawała wyśmienita mieszanka różnorodności! I takiego apetycznego koktajlu
            bardzo życzę!
            • Gość: nieważne_kto o pięknie swiata IP: 213.17.172.* 17.02.03, 23:21
              Trudno to nawet nazwać myślą (choć sam tak nazwałem - ot, moja wewnętrzna różnorodność...). To raczej stwierdzenie rzeczy oczywistej - jak to, że wiosną ze śniegu powstaje woda.
              Poznajemy tę różnorodność i w długiej podróży i na spacerze i w każdej sekundzie życia. Często trudno nam ją zaakceptować, lecz im bardziej nam się to udaje, w tym większej harmonii ze światem żyjemy.

              Jako dzieci uczymy się mówić, jako dorośli uczymy się słuchać.Przynajmniej mam taką nadzieję.
              • Gość: amaretta Re: o pięknie swiata IP: *.chello.pl 18.02.03, 00:03
                nocne rozmyślania o pięknie świata...

                Zastanawiam się czy poranne, czy popołudniowe rozmyślania będą inne...chyba
                nie...a może?
                Ale to jest temat na co najmniej kilka nocnych rozmów! Chyba nie odważę się
                zamknąć go w kilku zdaniach...chyba nie...może nad ranem? może w południe?
                Piękno świata chyba najlepiej po prostu czuć wszystkimi zmysłami! A wtedy już
                opisy nie są potrzebne...Podobnie jest ze szczęściem...co to jest? Proste
                pytanie, a tak naprawdę nie potrafię na nie odpowiedzieć...wiem, i nie
                wiem...Już wydaje mi się, że znam odpowiedź...ale czy na pewno??? I wcale nie
                wiem czy tak naprawdę chciałabym poznać jedną jedyną definicję szczęścia,
                która oczywiście nie istnieje...
                • Gość: nieważne_kto Re: o pięknie swiata IP: 213.17.172.* 18.02.03, 19:33
                  Zgadzam się i się nie zgadzam.
                  Czuć piękno swiata wszystkimi zmysłami? Oczywiście! Nawet przez skórę. Zauważać je wszędzie, w każdym najmniejszym pyłku.
                  Ale że nie opisywać, to już protestuję! Moim zdaniem pokazywac, opisywac, fotografować, malować, rzeźbić. Żeby pokazać niewidzacym i żeby je, tworząc, powiększyć.

                  Coś ze mną nie tak. Mam przed sobą kawał nieciekawej roboty, a jakoś mi wesoło na duszy.

                  No to ciepłej nocy i bajkowych snów!
                  S.
                  • Gość: amaretta Re: o pięknie swiata IP: *.chello.pl 18.02.03, 20:41

                    Oczywiście, to chyba wczorajsza bardzo późna pora spowodowała,że napisałam,że
                    jeśli czujemy piękno świata wszystkimi zmysłami, to już nie trzeba go
                    opisywać... Zastanawiałam się nad tym czy pora dnia(nocy) ma jakieś znaczenie
                    na efekt rozmyślań...chyba jednak ma!!! Może hiacyntowa cisza cisz miała wpływ
                    na to, że tak skupiłam się nad zmysłami??? Opisy są potrzebne, i to nie tylko
                    pełne uskrzydlającej poezji, ale zaklęte w fotografii,w rzeźbie,w obrazie,
                    wyryte w kamieniu, gdziekolwiek - w ulotności chwili, choćby tylko (aż!)
                    zapamiętane...zamknięte w dłoni!!! I sam fakt,że to piękno może czaić się za
                    rogiem, gdzieś bardzo blisko... Nie trzeba wcale mieć szkła
                    powiększającego,żeby je dostrzec... Wystarczy mieć szeroko otwarte
                    oczy...serce oczywiście też!!! Szczęście jest jak polne kwiaty, można je
                    znaleźć w miejscu, gdzie się go zupełnie nie spodziewamy! A szczęście tworzy
                    piękno świata...

                    "...Uśmiecham się do każdej z chwil, którą los daje nam..."
                    skąd my to znamy, prawda???

                    życzę bardzo owocno-owocowej nocnej pracy i oczywiście wesołości duszy
                    nieopisanej!!!

                    • Gość: nieważne_kto Re: o pięknie swiata IP: 213.17.172.* 20.02.03, 00:07
                      Jestem dzisiaj tak padnięty, że daję znak życia i idę spać.
                      S.
                      • Gość: amaretta Re: o pięknie swiata IP: *.chello.pl 20.02.03, 11:11
                        Taki bieg też jest potrzebny...taki,że sen to jest to! mnóstwo snu! Dzięki
                        temu bardziej dostrzega się czas, kiedy można zatrzymać się i złapać kilka
                        ulotnych chwil!!! I one są wtedy bardziej nasycone smakiem, aromatem...
                        Życzę hiacyntowego dnia, czyli pełnego jak najlepszych emocji!!!
    • Gość: Sergiussz na koniec - podziękowania IP: 213.17.172.* 27.02.03, 22:29
      Cóż, wątek wygasł...
      Może to i dobrze, zrobił się z niego straszliwy tasiemiec.
      Na koniec dziękuję (w kolejności przypadkowej):

      amaretcie - za cudny sapach hiacynta i ciepły sweterek,
      Poli - za dobre słowa na początek,
      cal-ineczce - za to, że występuję w nowym wcieleniu
      (muszę przyznać, lepiej się w nim czuję),
      jayne - za fantastyczną rozmowę,
      śmieszce - za sprowadzanie do rzeczywistości,
      jankowi - za przekonywanie mnie, że warto zostać.
      Zostałem i nie żałuję,

      i wszystkim innym, którzy znaleźli chwilę czasy, by coś
      przeczytać i coś napisać.

      Życzę Wam wszystkim dużo, dużo szczęścia!

      Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy?

      S.


      • a.polonia Re: na koniec - podziękowania 27.02.03, 22:51
        a dokad sie wybierasz? :))
        • Gość: Sergiusz Re: na koniec - podziękowania IP: 213.17.172.* 27.02.03, 22:56
          Tak to zabrzmiało? Donikąd, zostaję u siebie i u Was.
          S.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja