czy jeszcze...?

13.08.06, 21:32
3lata temu poznalam faceta mych marzen.urodzilam mu dziecko,mimo tego nie
mial zamiaru uczynic mnie swoja zona (specyficzny swiatopoglad).teraz
odchodzi,poniewaz wciaz szuka swojej muzy.w takim skrocie.a ja...mam
25lat,syna,status :panna.co z tego,ze wyksztalcona i podobno ladna.faceci
wieja na samo slowo dziecko.mam na mysli tych w okolicach 30tki,starszych nie
szukam,choc oni sie mna interesuja(tzw.po przejsciach).watpie by jeszcze
istnieli takowi,dla ktorych liczy sie tez cos innego niz
szalenstwa,zabawy,wycieczki,zarabianie super kasy itp.a ja wole piknik pod
miastem i film na dvd...jestem sama,opiekuje sie synkiem,moj eks bawi sie w
tetniacym nocnym zyciem Krakowie.mieszkam w tym samym miescie,a chce inaczej
korzystac z jego urokow....zupelnie jak kobieta ze slusznym stazem
malzenskim.bo zaznawszy zycia w rodzinie,o ktorej zawsze marzylam,nie pragne
juz niczego innego.chyba nie musze dodawac jak rozumiem sie z
rowiesnikami.wsrod szczesliwych malzenstw z dziecmi z mojego osiedla czuje
sie nieswojo...gorzej...czasami samotne wieczory tak mnie dobijaja,ze nie
chce mi sie rano wstawac z lozka.tak,tak,to pisze 25latka.uzewnetrznilam
sie,wreszcie to zrobilam.nikt nie wie jak zle znosze zycie tylko we dwoje(ja
i syn).
    • Gość: Petal2 Re: czy jeszcze...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.08.06, 21:38
      A ja jestem bezdzietna i w separacji,
      zakochana w kims innym,
      chce w przyszlym roku a najdalej za dwa lata miec dziecko
      tyle ze jeszcze nie znam jego taty (???)
      raczej bede samotnie wychowujaca matka,
      ale nie chce dluzej czekac na ksiecia z bajki,
      nigdy nie myslalam o dzieciach
      a tu taka niespodzianka.
      Chce miec kogos kogo bede kochac
      i kto mnie pokocha
      bezinteresownie
      i na zawsze.
      Na faceta to chyba nie ma co liczyc.
      Chce byc potrzebna
      i miec inne cele w zyciu niz dotad.
      Spojrz na Twa sytuacje z mojego punktu widzenia.
      Jestes wolna,
      swiat przed Toba.
      Ja bym sie z Toba zamienila
      (nie masz na karku bylego meza i jego rodziny) ;-)
      • mala.brunetka Re: czy jeszcze...? 13.08.06, 22:09
        nie krzywdz dziecka decydujac sie na jego samotne wychowywanie.dziecko
        potrzebuje do pelni szczescia obojga rodzicow...nie zastapisz mu ojca.bedzie
        potrzebowac meskich wzorcow.a tych mu nie zapewnisz sama chocby nie wiem
        co.lepiej poczekac na tego,kto faktycznie da Ci to,czego szukasz,Tobie i
        Waszemu dziecku.i tego Ci zycze.
        a rodzina eksa JEST w moim zyciu,poniewaz jest to rowniez rodzina mojego syna i
        nie mam prawa go jej pozbawiac.
    • marbit_0000 Re: czy jeszcze...? 13.08.06, 21:52
      coz Ci moge powiedziec.Twoj byly ma mniej rozumu w glowie niz 15-latek.uwazam ze
      przecietny nastolatek jest bardziej odpowiedzialny niz on.z tego co napisalas to
      jestes osoba dojrzala,odpowiedzialna,w pelni zrownowazona.facetami ktorzy
      ,,uciekaja,, od Ciebie sie nie przejmuj gdyz to swiadczy ze oni szukaja przygod
      a nie ustatkowania i szczesliwej rodziny.jesli facetowi zalezy na kobiecie to
      nie zwraca on uwagi na to czy kobieta ma dziecko czy nie.zraszta to ze daja noge
      to jest ewidentny dowod na to ze rola ojca ich przerasta a po co Ci jeszcze
      jeden koles dla ktorego wazniejsza jest zabawa w klubie niz kobieta i
      dziecko.coz ten swiat jest juz tak poukladany ze jeden dojrzewa emocjonalnie w
      wieku 17 lat a drudi w wieku 35 lat.nie zalamuj sie , znajdziesz jeszcze
      mezczyzne z ktorym stworzysz szczesliwa rodzine,z ktorym bedziesz jezdzic na
      pikniki,wieczorami ogladac filmy.swoja droga nie sadzilem ze 25-latka moze miec
      tak poukladany swiat wartosci...
      • mala.brunetka Re: czy jeszcze...? 13.08.06, 22:10
        dyg;)
    • kacper31 Mała brunetko 13.08.06, 21:52
      Głęboko poruszony Twoją historią zastanawiam się jak taka kobieta w naszym
      mieście (tez jestem z Krakowa)może czuć się samotna. Chętnie pomogę Ci korzystać
      z uroków naszego miasta i nie tylko. Daj znać na priva, kiedy.
      • rycerz.krola.artura Kacprze 13.08.06, 23:40
        czy Ty umiesz czytać za zrozumieniem???

        Mala.brunetko - wszystkiego co najlepsze Ci życzę:)
        ale też zapytam - czy nie jest tak, że chciałaś złapać faceta na dziecko?
        • white.falcon Przyganiał kocioł garnkowi... ;-) 14.08.06, 00:08
          Rycerzu, przesympatyczna Brunetka ma już dziecko, więc nie sądzę, by na nie
          kogoś łapała lub miała taki zamiar. "Złapać kogoś na dziecko" oznacza zmusić do
          małżeństwa poprzez zajście w ciążę, a nie przez posiadanie dziecka z kimś innym.

          Autorka mówi, że ma synka i tyle, a Wy tu rozważacie - jeden o zapewnieniu jej
          rozrywek, a drugi - wmawia jej łapanie kogoś na dziecko. Czytajcie, chłopaki,
          ze zrozumieniem. :-)
          • rycerz.krola.artura Re: Przyganiał kocioł garnkowi... ;-) 14.08.06, 00:15
            Sokólko - pytając Brunetke, czy nie chciała złapać faceta na dziecko, miałem na myśli faceta jej marzeń, który - jak pisze - od niej właśnie odchodzi. Myślałem, że się jasno wyraziłem;)
            • white.falcon To chyba nieistotne... 14.08.06, 00:37
              A czy to ważne, co ktoś chciał, czy nie chciał kilka lat temu? Ludzie zmieniają
              się. I gwoli ścisłości - facet już odszedł w siną dal i go nie ma (zajrzyj to
              tekstu Autorki). No niezbyt jasno wyraziłeś się, Rycerzu. Chyba dłuższa
              nieobecność sprawiła, że trochę wyszedłeś z wprawy. Ale nadrobisz to, jak
              sądzę. :-)
              • rycerz.krola.artura chyba... 14.08.06, 02:15
                Sokółko - pamiętasz jak swego czasu przekonywałaś mnie - z pewnym sukcesem - iż to błąd, gdy odnioslem się do autora jednego z postów, deklarując, że nie bede z nim dyskutował? Mówiłaś, że każda dyskusja jest lepsza niż jej brak. A w tej chwili mam wrażenie, że próbujesz ją sama ograniczyć;)

                Po pierwsze, myśle, że sie jasno wyraziłem - pisząc w czasie przeszłym; zadałem pytanie - nic nie wmawiawiałem nikomu! :)

                Po drugie - też odniosłem wrażenie, iż mala.brunetka jest sympatyczną osobą:) Zgadzam się z tym co napisał marbit_0000 (może poza takim szybkim pisaniem: "jestes osoba dojrzala,odpowiedzialna,w pelni zrownowazona", gdyż nie znam autorki wątku). Zadałem takie pytanie jak zadałem - i nie do Ciebie było ono skierowane Sokólko:) Być może mala.brunetka odpowie, a być może nie. To już jej sprawa.

                Mala.brunetko - jeszcze raz życzę Tobie i synkowi dużo szczęscia i radości:) Tacy faceci, w których istnienie wątpisz istnieją więc głowa do góry:)
                • white.falcon Do Brunetki i do Rycerza. :-) 14.08.06, 02:24
                  Ależ skądże. Poprostu powiedziałam tyle, co mojego i to byłoby na tyle. Nie
                  sądzę, by akurat moje wypowiedzi szkodziły tej miłej osobie, więc pozwoliłam
                  się wtrącić. Ale nie ma sprawy. Mnie już tu nie ma. Właściwie prawie wcale nie
                  ma na FR.

                  Miła Dziewczyno, Brunetko, życie przed Tobą i nie myśl, że będzie cały czas
                  wyglądało tak, jak teraz. Wszystko się zmienia, tylko z jednej strony - warto
                  czekać i nie brać tego, co się nawinie pod rękę bezmyślnie, a z drugiej strony -
                  pracować nad sobą i to akurat masz dla Kogo robić - dla synka. :-)

                  Pozdrawiam serdecznie, :-)
                  Sokółka
            • mala.brunetka Re: Przyganiał kocioł garnkowi... ;-) 14.08.06, 08:59
              faktycznie,mozna by wywnioskowac,ze chcialam usidlic go ze wzgledu na
              dziecko.ale tak nie bylo.i w taka calkiem sina dal nie odszedl,bo los syna mu
              nieobojetny(choc gdyby faktycznie byl to...)
              • samowolny Re: Przyganiał kocioł garnkowi... ;-) 14.08.06, 12:00
                jak "los syna mu nieobcy" to z niego nie taki ostatni drań , cóz rodzice sie
                rozstaja ale dziecipowinny czuc ze maja nadal oboje rodziców...
                brunetko masz jeszcze całe zycie przed sobą a moja rada jest taka..jesli chcesz
                znaleść kogoś to ...wyłącz DVD i wyjdź jemu z domu na przeciw:)
Pełna wersja