meduza4 13.03.03, 12:53 a sprawca tej zbrodni nie chce przyjac tego do wiadomosci :((( Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
sunrise1 Re: Moja dusza umiera:((( 13.03.03, 13:04 meduza4 napisała: > a sprawca tej zbrodni nie chce przyjac tego do > wiadomosci :((( Moze będę brutalna, ale stawiam 99:100, że nie przyjmie. Twoja dusza natomiast nie umrze, jeśli tylko nie pozwolisz jej na to. Ja swoją od paru dni trzymam krótko, choć to niełatwe i muza gdzieś skryta. Pobądz z nami w kasynie ( forum ) dłużej , może wygrana blisko ? Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Moja dusza umiera:((( 13.03.03, 13:56 sunrise1 napisała: > Moze będę brutalna, ale stawiam 99:100, że nie przyjmie. To nie zadna brutalnosc -ja tez tak obstawiam i dlatego z bolem serca, ale jednak odpuscilam sobie wszelkie proby dyskusji z tym czlowiekiem na temat mojego punktu widzenia. A byloby o czym dyskutowac, gdyby tylko chcial mnie wysluchac i gdyby tylko potrafil spojrzec na siebie krytycznie. Tylko, ze on tego nie zrobi, bo wtedy mogloby sie okazac, ze ma mentalnosc Kalego i moralnosc pani Dulskiej. Ja tez nie lubie odkrywac takich prawd o sobie, ale... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lula del rio Re: Moja dusza umiera:((( IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 13.03.03, 15:06 sunrise1 :))) pozdrawiam meduzo4 1.pamiętaj o innych nieszczęśliwych, razem łatwiej 2.może jednak on cię kiedyś wysłucha,ale bądź cierpliwa 3.trzymaj duszę na mocnych postronkach i serce też,jeśli zranione 4.zdrowy rozsądek x 100, a będzie dobrze Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Moja dusza umiera:((( 13.03.03, 16:34 Tylko... czy za tydzień, miesiąc lub rok będzie mi jeszcze zależało na tym, żeby mnie wysłuchał? Obawiam się, że nie... bo moja dusza jest jak Feniks -odradza się z popiołów, ale za każdym razem jest już inna. I często w tej nowej duszy nie ma już miejsca na stare choć niezałatwione sprawy. Muszę sobie poumierać, żeby się odrodzić... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: Moja dusza umiera:((( IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 13.03.03, 17:31 Meduzo, myślałam, że jesteś przytomnym człowiekiem. W jakim celu czynisz rozważania na temat; okaże się albo się nie okaże - sprawdż!!! I nie umieraj, bo możesz sie odrodzić, ale już nie taka sama jaką byłaś. Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Moja dusza umiera:((( 13.03.03, 17:59 Gość portalu: gb napisał(a): > Meduzo, myślałam, że jesteś przytomnym człowiekiem. W jakim celu czynisz > rozważania na temat; okaże się albo się nie okaże - sprawdż!!! I nie umieraj, > bo możesz sie odrodzić, ale już nie taka sama jaką byłaś. Oj, gb! Cenie sobie twoje zdanie, ale jesli ktos nie ma czasu ( to znaczy -zapewne nie chce tego czasu znalezc) zeby wyjasnic od A do Z wszystkie nieporozumienia miedzy nami i pomimo moich prosb i nalegan -uwaza, ze dobrze jest jak jest... to po co mam jeszcze cokolwiek sprawdzac? Dla mnie sytuacja jest jasna. Chce umrzec, chce sie odrodzic -nawet za cene bycia juz innym czlowiekiem, chce wyrzucic cala sprawe z mojej pamieci i isc dalej swoja droga. Wiec pozwol mi umierac, a poniewaz umieranie to bolesna sprawa wiec podaj mi srodki przeciwbolowe, ale nie kaz mi nic wiecej sprawdzac:( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: Moja dusza umiera:((( IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 13.03.03, 18:22 Brzmi to tak melodramatycznie, że nie wiem; uśmiechnąć się, czy łzę uronić. Środek przeciwbólowy jest jeden, zamknąć sprawę. A to można uczynić w sposób następujący; uznać, że nie ma niczego do wyjaśnienia lub wyjaśnić jeżeli jest co i pogodzić się z efektami. Nie musisz się stosować, ja swojego zdania nie cenię :-) Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Moja dusza umiera:((( 13.03.03, 18:35 Zabrzmialo melodramatycznie bo tak mialo zabrzmiec:))) Jest bardzo wiele do wyjasnienia, a poniewaz druga strona nie okazuje dobrej woli, wiec zamkniecie sprawy oznacza absolutne zerwanie znajomosci. A poniewaz nie chce tego robic, a widze, ze musze posunac sie do tak radykalnego kroku wiec moja dusza umiera. No bo co mi pozostalo? Albo meczyc sie tak w nieskonczonosc, czekajac az sie ulituje i zobaczy we mnie czlowieka, albo wyrwac to z siebie z calym korzeniem... nawet wbrew sobie... I musze postapic wbrew sobie -dla wlasnego dobra... Czy mnie nie wolno poumierac wrzeszczac o tym wnieboglosy na forum? W koncu nie mam gdzie tego odreagowac nie zameczajac tym znajomych :((( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: Moja dusza umiera:((( IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 13.03.03, 18:49 Meduzo, miej litość. Wrzeszcząc? Wniebogłosy? Proszę się natychmiast uśmiechnąć Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Moja dusza umiera:((( 14.03.03, 10:09 Ale ja musze powrzeszczec! Przeciez wiele osob krzyczy z bolu, no wiec wlasnie krzycze! Pokrzyczalam troche i juz na spokojnie i w miare zwiezle opowiedzialam cala historie mojej kolezance proszac o opinie. I jej opinia jest zgodna z moja -sprobowac to wyjasnic, a jak sie nie da to zerwac znajomosc definitywnie, zeby sie nie zadreczac. Poszukam jeszcze mojego dobrego kumpla i jemu tez opowiem i poprosze o opinie, zeby po prostu powiedzial mi jak on, jako mezczyzna ocenia cala sytuacje. Obawiam sie jednak, ze sytuacja jest tak jednoznaczna, ze punkt widzenia na nia nie zalezy od plci rozmowcy... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: Moja dusza umiera:((( IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 14.03.03, 10:17 Meduzo, przyznam, że jestem zaskoczona. Oczywiście pytaj innych o radę, przyglądaj się jak oni rozwiązują swoje problemy ale słuchaj tylko siebie. Nie utwierdzaj się w słuszności decyzji tylko dlatego, że ktoś Ci przytaknie, to absurd. Wyjaśniaj ale staraj się podejść do rozmowy bez przewidywania jej wyniku. Nie musisz też już teraz wiedzieć, co zrobisz, gdy nie stanie się wg Twoich przewidywań. Daj sytuacji się rozwinąć. Pomyśl, jakie to ciekawe, nie znać rozwiązania. Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Moja dusza umiera:((( 14.03.03, 11:04 To troche nie tak -jestem tak psychicznie obolala i zraniona, ze nie wiem czy znajde w sobie na tyle sily, zeby na cokolwiek czekac. Wbrew pozorom mam bardzo mala odpornosc na bol emocjonalny a w tej chwili jestem w tak okropnym stanie, ze musze sie ewakuowac. Natomiast innych pytam o zdanie dlatego, ze nie jestem pewna czy wlasciwie odebralam to co sie stalo. Zdaniem mojej kolezanki mialam prawo poczuc i pomyslec to co poczulam i pomyslalam i jej zdaniem mam prawo zrobic z ta znajomoscia co uwazam za stosowne. Zapytam kumpla o to, jak on to widzi jako mezczyzna, nic wiecej... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: Moja dusza umiera:((( IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 14.03.03, 11:37 Oczywiście, że masz takie prawo:-) Korzystaj więc z niego, to Twoje życie. Powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tess Re: Moja dusza umiera:((( IP: *.telia.com 14.03.03, 12:08 Meduzo! Wiem ,znam Twoje cierpienie. Moim zdaniem,jezeli osoba nie interesuje sie propozycja dyskusji - argumentacji,nie zaslugoje na Twoje uczucia,ba!, nawet na ponowna jakakolwiek rozmowe. Odebralam Twoje desperackie wolanie o pomoc,swierdzajac,ze osoba Ci bliska nie darzy Cie szacunkiem,respektem,brak tolerancji zrozumienia i zaakceptowania ludzi ,takimi jacy sa. I wiesz ,mysle,ze gdyby doszlo w koncu do rozmowy to zapewniam Cie ,ze bedziesz jeszcze bardziej rozczarowana. Sluchaj glosu wlasnego serca i zycze Ci Powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Moja dusza umiera:((( 14.03.03, 12:33 I masz racje Tess -tez doszlam do takich wnioskow i musze sie z tym pogodzic... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: GOŚĆX Re: Moja dusza umiera:((( IP: 158.66.100.* 14.03.03, 12:23 Bardzo Ci współczuję Twojego bólu i smutku. Współczuję bo domyslam się jaki on jest, bo tez tak jak wielu luidzi na świecie - poznałem go juz nie raz. Mozna snuc na ten temat tysiace teorii. Wydaje mi się, że czasem prawda i właściwe rozwiązanie jest "pod latarnią" przy której stoisz. Jest wiele rodzajów osobowości i wiele punktów widzenia. Ale jednej rzeczy jestem pewien. Od samego początku znajomości należy bacznie zwracać uwage na tzw. background potencjalnego partnera. Gdzie sie wychował, w jakim środowisku. Czy w domu był otaczany ciepłem i zainteresowaniem, czy tez nikt sie nim nie przejmował, a on sam został wychowany na podwórkach a potem w akademikach? Sadze ze ma to ogromne znaczenie w postawie takiego człowieka, jaka prezentuje on w tzw. momentach krytycznych dla związku. Wtedy dopiero w praktyce sprawdza się b. madre powiedzenie, że człowieka nie poznaje sie po tym jak zaczyna, ale po tym jak kończy .... Niestety w zbyt wielu przypadkach okazuje się że b. dużo osób, którym zaufaliśmy i ofiarowalismy nasze uczucia - okazuje się zwykłym bydłem demolujacym skład porcelany, do którego zostało dopuszczone . . . Smutne to ale takie życie. GOŚĆX Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: Moja dusza umiera:((( IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 14.03.03, 12:28 Czy jesteś pewien, że "składy porcelany" sa na pewno tym, co powinno przetrwać? Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Moja dusza umiera:((( 14.03.03, 12:32 Troche musze tu sprostowac -jest to osoba mi bliska, ktora darze szczera sympatia i ogromnym przywiazaniem, natomiast nie jest to nikt z kim lacza mnie sprawy damsko-meskie. I nie o te sprawy tu chodzi -pokazalam komus cala moja dusze, obnazylam sie wewnetrznie, zaoferowalam przyjazn i pomoc a kiedy powial przeciwny wiatr i ta tak zwana "przyjazn" wymagala ustepstw i wysilku z jego strony -postanowil ja "zawiesic" i poczekac na przychylniejsze wiatry. A ja ciagle sie upieram, ze prawdziwych przyjaciol poznaje sie w biedzie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tess Re: Moja dusza umiera:((( IP: *.telia.com 14.03.03, 12:52 Jestem tego samego zdaniameduzo. Bo slowo przyjazn to nie tylko "przyjazn"w znaczeniu,rzeczownika,ale w pelni znaczenia ,na dobre i zle ,na upadki i wzloty,na lzy i smiech. wiesz pomyslalam,gdyby doszlo do konfrontacji,to nie bylo by juz to samo co przedtem - dla Ciebie,rane ,ktora otrzymalas w ten sposob nie mozna wyleczyc. Powodzenia i Nowych Przyjaciol Ci Zycze Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Moja dusza umiera:((( 14.03.03, 16:16 No wlasnie przeczytalam maila od tej osoby... i oczy na wierzch wyszly mi ze zdziwienia, bo okazalo sie, ze czlowiek cos sobie ubzdural i zalozyl, ze wie co ja mysle i czego chce od zycia wiec nie uznal za stosowne zadac mi tego pytania. W efekcie postepowal wedlug swojego ubzdurania, uwazajac, ze ja tego oczekuje, przy czym ja oczekiwalam czegos przeciwnego. Niezle jaja, nie ma co... Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 A jednak... 14.03.03, 12:51 winowajca podjal dialog i chociaz wychodzi z tego na razie okropny balagan to juz widze, ze punkt widzenia mamy zupelnie odmienny. Nie wiem, czy sie dogadamy, ale przynajmniej kazdy powie co ma do powiedzenia... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tess Re: A jednak... IP: *.telia.com 14.03.03, 13:13 meduza4 napisała: > winowajca podjal dialog i chociaz wychodzi z tego na > razie okropny balagan to juz widze, ze punkt widzenia > mamy zupelnie odmienny > Nie wiem, czy sie dogadamy, ale przynajmniej kazdy > powie co ma do powiedzenia... Ciesze sie,ze sprawa nabiera rozmiaru dyskusyjnego. Chociasz musz Ci powiedziec mam przyjaciol.Sytuacja z jednym z nich ,mimo naszych roznych pogladow na jeden temat nic nie zmienila -nie zburzyla naszej przyjazni,zaakceptowalismy nasze odmienne synpunkty na sprawe i jest OK,Zycze Ci Tego Samego. Przyjaz wymaga bardzo duzo tolerancji ,niewiem,moze sie myle,ale to funkcjonuje w moich relacjach z moimi przyjaciolmi. Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: A jednak... 14.03.03, 16:09 Na razie zrozumialam tyle, ze ktos nie spytal wprost... i myslal, ze ja chce czegos, czego on nie moze mi dac, natomiast nie zdawal sobie sprawy z tego, ze ja chce od niego czegos innego, co on dac mi moze... Istnieje szansa, ze jest to totalne nieporozumienie i efekt niedogadania sie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tess Re: A jednak... IP: *.telia.com 14.03.03, 17:10 To szansa na dalsza przyjaz istnieje?, to swietnie,glowa do gory, Zycze rostrzygniecia sporu i dalszej glebokiej przyjazni. Pozdrawiam...Tess Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: A jednak... 14.03.03, 17:18 Gość portalu: Tess napisał(a): > To szansa na dalsza przyjaz istnieje?, to swietnie,glowa do gory, > Zycze rostrzygniecia sporu i dalszej glebokiej przyjazni. Mysle, ze istnieje, ale znacznie wiecej trzeba bedzie sobie wyjasnic, bo od tego co sie dzisiaj dowiedzialam -wlosy stanely mi na glowie. W zyciu nie przypuszczalam, ze mozna sobie wbic do glowy tyle bzdur i zachowywac sie jakby byly prawdziwe. Przeciez wystarczylo pytac mnie na biezaco jak ja pewne sprawy widze i czego oczekuje... Ale czy i na ile da sie to naprawic... W koncu nie tylko ode mnie to zalezy... Odpowiedz Link Zgłoś