Gość: generator_nczego
IP: 62.233.211.*
27.03.03, 20:23
Witam. Mam dziewczyne, z ktora jestem od 5 lat. Rok temu wskutek braku
mozliwosci zrozumienia sie rozstalismy sie na pol roku. To nasza wspolna
decyzja. W tym czasie poznalem dziewczyne, z ktora w zasadzie mieszkalem
przez ten czas - laczylo nas ciagle imprezowanie i namietny seks.
Postanowilem jednak wyrwac sie z tego diabelskiego kregu. Prawie zwolnili
mnie z pracy - nie moglem tak zyc. Moja dlugoletnia partnerka rowniez
przestala sie z kims spotykac. Postanowilismy sprobowac zyc znow razem. Jest
cudownie, oboje po okresie nieufnosci otworzylismy sie na nowo. Docieramy sie
i planujemy wspolna przyszlosc. Ale....Czasami dopadaja mnie takie dni...Mam
przed oczami kobiete z ktora bylem przez pol roku. Gdybym mogl rzucilbym
wszystko i do niej jechal...Nie chce do niej jednak nawet dzwonic bo wiem, ze
ja zostawilem. Nie moge jej wiecej krzywdzic...Za chwile pomysle o czys innym
i wraca rzeczywistosc: obecna partnerka, ktora kocham....Choc ja juz nie wiem
kogo kocham....
Nie czekam na rady - chcialem to opisac. Moze ktos ma podobne przezycia i sie
ze mna zsolidaryzuje przez chwile.