zapomniana1978
17.11.06, 19:32
Zawsze, gdy mnie ktoś rzucał, wydawało mi się, że ja cierpię najbardziej, za
miliony... Może spróbujemy jakoś obiektywnie ocenić, kto z cierpiał/cierpi
najbardziej. Albo przynajmniej, kto z nas miał ku temu najpoważniejszy powód.
Ja zacznę: w czasie stypendium w Niemczech, jeszcze na studiach, poznałam
faceta idealnego, mojego księcia z bajki, pracującego tam na kontrakcie
Holendra. Dla niego przedłużyłam stypendium, zostałam tam rok, potem wzięłam
dzieknankę, żeby móc zostać następny. Planowałam, że za niego wyjdę, urodzę mu
dzieci... Okazało się, że żonę już ma. I dzieci. Przez prawie 2 lata udało mu
się to ukrywać. Na szczęście, jego żona chciała mu kiedyś zrobić niespodziankę
i wpadła do naszego (!!!) wspólnego mieszkania w środku nocy.