meduza4
21.11.06, 09:46
a wychodzi, że ja zawiniłam...
Gdzieś jakaś pchła czy inne stworzenie siadło na kablu i przegryzło... Mam
wszelkie podstawy przypuszczać że nie doszło do miejsca przeznaczenia kilka
ważnych rzeczy, które wysłałam, bo gdyby doszły to bym została o tym
poinformowana...
A tak od piątku wysyłam, wczoraj próbowałam powtórnie (jedna rzecz doszła),
dzisiaj chyba spróbuję po raz trzeci -do skutku...
Co gorsza telefony pogłupiały... Dzwonią... albo jak mnie nie ma, albo jak
nie mogę odebrać... a jak jestem i mogę... to nie dzwonią, co wcale nie
znaczy, że nikt tam się dodzwonić nie próbuje po drugiej stronie kabla :-(
I co ja mam poradzić na taaaaaaaakie okropne fatum? Zostane niewinnie
odsądzona od czci i wiary... i posądzona o celowe nieodbieranie telefonu i
niewysyłanie tego, co wysłać powinnam :-(((
I nikt się nad biedną Meduzką nie ulituje, nie okaże odrobiny zrozumienia,
serca i współczucia, bhuuuuu :-(((
P.S. Lamentuję mocno na wyrost, ale sytuacja jest kretyńska -naprawdę można to
tak odebrać jakbym ja nawalała co 5 minut a nie łącza :-(