justiz
22.11.06, 10:00
Ośmiu górników z "Halemby" zginęło...
Najmłodszy miał 21 lat najstarszy 56.
Chłopaczek był pewnie szczęśliwy, że udało mu się załatwić pracę, źle płatną,
niebezpieczną, ale pewną i pewnie jeszcze kultywował tradycje rodzinne..
A ten drugi, po wielu latach tyrania i nerwów odliczał dni do emerytury..
Na co dzień spotykam brudnych górników w ubraniach roboczym, w kaskach, z
lampkami przechodzących z jednego szybu na drugi. Spotykam też tych, którzy
zmęczeni "po szychcie" wracają, z zaczernionymi pyłem węglowym oczami, do
domu..
Wracają.
Wiem, co się czuje, kiedy ojciec nie wraca na czas do domu, kiedy po długim
ślęczeniu przy oknie podjeżdża samochód z kopalni, później pukanie do drzwi i
wiadomość, która czasem uspakaja, ale nigdy nie jest radosna, wiem też ile
nerwów kosztuje akcja ratunkowa, w której bierze udział ktoś bliski...
Myślę, że nigdzie indziej nikt nie ma tyle szacunku i pokory do ciężkiej
pracy, ciężko zarabianych pieniędzy, człowieka i śmierci, co Ślązacy..
Współczuję rodzinom..