Czy rozstania pomagają???

IP: 217.98.54.* 14.04.03, 22:59
3 dni temu rozstalam sie z moim chłopakiem. Bylismy ze soba ponad 2 lata i z
cala odpowiedzialnoscia moge powiedziec ze kocham tego czlowieka nad życie.
Od jakiegos miesiaca jednak nic nam sie nie ukladalo. Ciągle się kłócilismy
ewidentnie z jego winy (sam sie do tego przyznał). Wszystko go we mnie
denerwowało i nie potrafilam sie z nim dogadac w żadnej kwestji.
Zdecydowalismy ze trzeba sie rozstac. Bylo to przyjacielskie rozstanie i
zostawilismy sobie mozliwosc powrotu do siebie za jakis czas.
Prawda jest taka ze moim marzeniem jest to by byc z nim jeszcze kiedyś.
Słyszałam kiedyś że pary które są ze sobą długo często sie potrzebują rozstać
na jakiś czas i że wracaja do siebie np po miesiącu i wszystko układa się
lepiej.
Czy ktoś z was był w takiej sytuacji? Ze byliscie z kims rozstaliscie sie
(moze nawet probowaliscie w tym czasie innych zwiazków) i powrót was umocnił?
Prosze o pomoc bo jesli to co sobie mysle jest utopią to nie chce miec
złudnych nadzieii.

Pozdrawiam




    • quickly Re: Czy rozstania pomagają??? 15.04.03, 00:06
      "Ciągle się kłócilismy ewidentnie z jego winy (sam sie do tego przyznał)."
      Wiem, wiem. I to wszystko z jego winy - nawet sie przyznal do tego...
      Kiedys (bardzo dawno temu) tez cos takiego slyszalem. Teraz juz nie ma tego
      domu i ciosania kolkow na glowie. Nie ma nie konczacego sie klapania dziobem,
      ze czegos nie zrobilem, bo tak chciala tego ona...





      • jmx Re: Czy rozstania pomagają??? 15.04.03, 02:04
        Wydaje mi się, że jeżeli obie strony sie kochają to zawsze można dojść do
        porozumienia, bez rozstań....
        Ale ja chyba jestem idealistka....
      • cal-ineczka do quickly 15.04.03, 19:59
        a nie chciałbyś wrócić?
        Ty potrafisz tak asertywnie podchodzic do sprawy, z poczuciem humoru.
        Tylko że jeszcze oprócz tego trzeba chcieć ją zrozumieć potem, kiedy mijają
        humory, bo problemy same się nie rozwiążą.
        Ale myślę, że masz świetne podejście.
        Nie chciałbyś spróbować z żoną jeszcze raz?
        --
        ***
      • fact Re: Czy rozstania pomagają??? 29.04.03, 01:20
        quickly napisał:

        > "Ciągle się kłócilismy ewidentnie z jego winy (sam sie do tego przyznał)."
        > Wiem, wiem. I to wszystko z jego winy - nawet sie przyznal do tego...
        > Kiedys (bardzo dawno temu) tez cos takiego slyszalem. Teraz juz nie ma tego
        > domu i ciosania kolkow na glowie. Nie ma nie konczacego sie klapania
        dziobem,
        > ze czegos nie zrobilem, bo tak chciala tego ona...


        Wiem cos o tym. a nie moge jej zapomniec.Odeszla do innego a ja ciagle mysle ze
        przeciez ja ja kochalem jak idiota. Zadna nie jest w jej lidze.
    • nancyboy Re: Czy rozstania pomagają??? 15.04.03, 09:12
      > kocham tego czlowieka nad życie.
      > Ciągle się kłócilismy ewidentnie z jego winy (sam sie do tego przyznał).

      Chyba jednak on Cię kocha bardziej niż Ty jego - był w stanie powiedzieć "moja
      wina". Kiedyś, jak pokochasz kogoś naprawdę, zrozumiesz, że to jeden z
      najlepszych sposobów wyznania miłości.
      Każdy głupi umie powiedzieć "Kocham Cię".
      • dziwaq Re: Czy rozstania pomagają??? 25.04.03, 02:09
        nancyboy napisał:

        > > kocham tego czlowieka nad życie.
        > > Ciągle się kłócilismy ewidentnie z jego winy (sam sie do tego przyznał).
        >
        > Chyba jednak on Cię kocha bardziej niż Ty jego - był w stanie
        powiedzieć "moja
        > wina". Kiedyś, jak pokochasz kogoś naprawdę, zrozumiesz, że to jeden z
        > najlepszych sposobów wyznania miłości.
        > Każdy głupi umie powiedzieć "Kocham Cię".

        Podobno jest tak ze gdy kobieta faceta pusci to on jejnigdy nie zapomni. Zawsze
        bedzie do niej wzdychal
      • kohanek Re: Czy rozstania pomagają??? 28.04.03, 00:56
        Rozstania pomagaja, wtedy naprawde mozna sie przekonac czy ta nasz ukochana
        jest nia rzeczywiscie. A mozemy tez po drodze spotkac inna.
        • jmx Re: Czy rozstania pomagają??? 28.04.03, 01:34
          kohanek napisał:

          > Rozstania pomagaja, wtedy naprawde mozna sie przekonac czy ta nasz ukochana
          > jest nia rzeczywiscie. A mozemy tez po drodze spotkac inna.

          czyli: albo zostaje się przy obecnej - bo to jet to, albo - znajduje nową.
          Świetna pomoc :-P
    • Gość: Suzi Re: Czy rozstania pomagają??? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.04.03, 09:21
      Bardzo mi przykro to pisac, ale moim zdaniem koles sie Toba znudzil i szukał
      tylko pretekstu do rozstania.Moze kiedys zrozumie, ze bylas jego swiatem, ale
      pamietaj, nic na sile. Tymczasem zajmij sie soba, i nade wszystko nie okazuj
      mu, jak bardzo jest Ci zle bez niego. To on ma Ciebie zdobywac, a nie Ty jego.
      Zycze Ci szczescia, with or without him. Trzymaj sie!
    • Gość: Dkenka TAK!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.04.03, 10:55
      Poli, oczywiście, że można wrócić do siebie i żyć bardzo szczęsliwie. i nie
      słuchaj tych, którzy piszą, że jak jest rozstanie, to powinno się wracać, że
      odgrzewany obiad i etc. Czasami rozstanie jest kolejnym, niezbędnym etapem
      związku. Ono czegoś uczy, pozwala na dystans i tzw. rachunek sumienia nad sobą
      całym. To znaczy, że można zastanowić się głębiej jakim jest się na prawdę
      człowiekiem, nie tylko w stosunku do osoby, którą z jakiegoś powodu się
      utraciło, bardzo często nasze zachowania, reakcje wypływają jeszcze z
      dzieciństwa a my nawet nie mamy o tym pojęcia. Jest na ten temat b. ciekawa
      książka o kobietach, które kochają za bardzo i wcale nie dotyczy tylko kobiet.
      napisała ją psychoterapeutka pracująca nad parami i osobami, któe z jakis
      powodów mają problemy z uczuciami i nałogami. Bardzo mądra książka - polecam
      (nie pamętam autorki, ale jak zaciekawi Cię, to znajdę tę książkę w domu i
      podam Ci autorkę). Każdy z nas ma jakieś lęki, problemy i choć czasami wydaje
      się, że to dana osoba nie pasuje do Ciebie, to nie zawsze jest prawdą. Bywa
      tak, że nasze problemy zaczynają przyćmiewać wszystko. Jesli zatem kochacie
      się, to na pewno ułoży wam się. Potrzebujecie czasu, dobrze, że macie taką
      świadomość i próbujecie ratować, tak ratować rozstaniem. Powiem Ci jedno, nie
      teoretyzuję, lecz opieram się na faktach, tę wiedzę czerpię z autopsji. Ja
      miałam kilka mniejszych, wiekszych rozstań ze swoją miłością i cały czas oboje
      czuliśmy do siebie ogromne uczucie pomimo przeciwności. Przyszedł czas, że
      zrozumieliśmy,że problemu które nas rozdzielają są poza nami a stają sie
      przyczyną konfliktów. Moja miłość uznała, że potrzebuje hipnozy, żeby oczyścić
      coś z siebie z dzieciństwa (bo to głównie nas niszczyło) i oboje postanowiliśmy
      skorzystać ze wspólnej psychoterapii, żeby łatwiej to przejść. I nie ma się
      czego wstydzić, ani słuchać krytyk, że jak jest źle to jest źle, bo tak patrzą
      Ci, co nie widzą tylko patrzą, są powierzchowni. A my jesteśmy teraz bardziej
      świadomi i ufni wobec siebie. Czego i Tobie i Twojemu chłopakowi też życzę. Ja
      wierzę w Was:)
    • cal-ineczka Pomagają, pomagają.... 15.04.03, 11:06
      Opowiem Ci o mojej koleżance.
      Stwierdziła, że rozstania na jakis czas - to bezsens.
      Jej chłopak (chodzila z nim 7 lat) jej to zaproponowal,
      tak, tylko. A ona - że przerw nie uznaje - tak, albo nie.
      I przerwali...tak troche sie soba znudzili, (ale to bylo przejsciowe!)

      Poznala kogos innego - nie minelo pare miesiecy, może rok -
      - Pobrali się a teraz mają śliczną córeczkę.
      --------------------------------------------
      Ps. No dobra.
      Też miałam w tym swój udział.
      Powiedziałam jej, że w życiu nie zadawałabym się z kimś kto ogląda pornosy.
      Ale......chyba jest szczęśliwa........
      :))))))))))))))))))))
      • nancyboy Re: Pomagają, pomagają.... 15.04.03, 12:41
        > w życiu nie zadawałabym się z kimś kto ogląda pornosy
        A to czemu?
        • cal-ineczka Re: Pomagają, pomagają.... 15.04.03, 19:32
          no bo to mówi samo za siebie........;))
          kim jest ten ktoś.......;))
          • nancyboy Re: Pomagają, pomagają.... 16.04.03, 09:30
            To znaczy kim?
    • taka_tam Re: Czy rozstania pomagają??? 15.04.03, 12:54
      poli, nie rozumiem jednego... nie mogliście się dogadać, kłóciliście i
      przechodzili trudne chwile przez... miesiąc! to chyba ciut za krótko, by na tej
      podstawie kończyć związek, nawet jeśli obie strony deklarują możliwość powrotu
      do siebie? spędziliście ze sobą dwa lata i na podstawie cięższego okresu,
      zamknietęgo w 30 dniach, zdecydowaliście o rozstaniu? albo wasze problemy
      trwały znacznie dłużej, a apogeum miesiąc, albo żadnemu z was nie chciało się
      już nic robić dla związku... w relacjach partnerskich/małżeńskich bywają
      ciężkie okresy, to naturalne... sztuka polega na tym, by obojgu chciało się
      cokolwiek z tym zrobić, przepracować, "przewalić", a nie momentalnie składać
      broń. gdyby ludzie rozstawali się po miesiącu niepowodzeń, nie byłoby w ogóle
      wieloletnich par... rozumiem, że można potrzebować "odpoczynku" od siebie, ale
      to niestety niewiele daje, bo ludzie nie rozwiązują w ten sposób problemu,
      tylko się od niego odsuwają. a on wcześniej czy później powróci...
      pozdrawiam

      Gość portalu: Poli napisał(a):

      > 3 dni temu rozstalam sie z moim chłopakiem. Bylismy ze soba ponad 2 lata i z
      > cala odpowiedzialnoscia moge powiedziec ze kocham tego czlowieka nad życie.
      > Od jakiegos miesiaca jednak nic nam sie nie ukladalo. Ciągle się kłócilismy
      > ewidentnie z jego winy (sam sie do tego przyznał). Wszystko go we mnie
      > denerwowało i nie potrafilam sie z nim dogadac w żadnej kwestji.
      > Zdecydowalismy ze trzeba sie rozstac. Bylo to przyjacielskie rozstanie i
      > zostawilismy sobie mozliwosc powrotu do siebie za jakis czas.
      > Prawda jest taka ze moim marzeniem jest to by byc z nim jeszcze kiedyś.
      > Słyszałam kiedyś że pary które są ze sobą długo często sie potrzebują rozstać
      > na jakiś czas i że wracaja do siebie np po miesiącu i wszystko układa się
      > lepiej.
      > Czy ktoś z was był w takiej sytuacji? Ze byliscie z kims rozstaliscie sie
      > (moze nawet probowaliscie w tym czasie innych zwiazków) i powrót was umocnił?
      > Prosze o pomoc bo jesli to co sobie mysle jest utopią to nie chce miec
      > złudnych nadzieii.
      >
      > Pozdrawiam
      >
      >
      >
      >
    • Gość: Dkenka do cal-ineczki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.04.03, 13:50
      to tak jakby Twój ukochany oświadczył, że nie chce zadawać się z kimś
      kto "marnuje" czas (wg niego, rzecz jasna) na forum a może i czatach, bo tam
      pewnie tez zaglądasz. Mężczyźni lubią oglądać porno, nie dlatego, żeby od razu
      mysleć o zdradzie, zabronisz im? chcesz swoim poczuciem niepewności ograniczać
      kogoś, zwłaszcza jeśli to nie zagraża Twojemu związkowi. Przychodzi czas, że
      sami przestają oglądać, nie trzeba im narzucać, tak jak nam nie trzeba
      zabraniać np. chodzić na zakupy itp. jesteś pewna, że Twój mężczyzna tego nie
      robi?....może ukrywa, bo wie jaka jesteś despotyczna i zaciera wszelkie ślady.
      Despotyzm wcześniej czy później - gubi.
      • dziwaq Re: do cal-ineczki 15.04.03, 13:59
        Gość portalu: Dkenka napisał(a):

        > to tak jakby Twój ukochany oświadczył, że nie chce zadawać się z kimś
        > kto "marnuje" czas (wg niego, rzecz jasna) na forum a może i czatach, bo tam
        > pewnie tez zaglądasz. Mężczyźni lubią oglądać porno, nie dlatego, żeby od
        razu
        > mysleć o zdradzie, zabronisz im? chcesz swoim poczuciem niepewności
        ograniczać
        > kogoś, zwłaszcza jeśli to nie zagraża Twojemu związkowi. Przychodzi czas, że
        > sami przestają oglądać, nie trzeba im narzucać, tak jak nam nie trzeba
        > zabraniać np. chodzić na zakupy itp. jesteś pewna, że Twój mężczyzna tego nie
        > robi?....może ukrywa, bo wie jaka jesteś despotyczna i zaciera wszelkie
        ślady.
        > Despotyzm wcześniej czy później - gubi.


        Swiete slowa. Facet zawsze zechce popatrzec. Moze inna go podniecac bardziej
        niz Ty Cal-ineczko, ale jest z Toba i to sie liczy. Wszedzie jest erotyka, w
        TV, w kinie, w gazetach, na ulicy. Oczu chlopu chyba nie zawiazesz?
        • cal-ineczka Re: do cal-ineczki 15.04.03, 19:43
          Widzisz, Dkenka. Erotyzm sam w sobie jest rzeczą absurdalną. To tak jak
          chodzenie do burdelu czy zaczepianie "brzydkich" pań pod latarnią....
          Jeśli erotyka to tylko z Tą jedną osobą.......
          No co innego oczywiście rozmowa, nawet czaderska rozmowa, śmieszna do bólu
          przez czat czy internet - byle tylko nie erotyczna - bo to podnieca,no poprostu.
          Czy mało jest tematów na ktore można rozmawiac z kobietami?

          dziwaq - a to juz jest inna sprawa, zakupy a ogladanie porna, prawda?
    • Gość: Suzi Re: Czy rozstania pomagają??? Dkenka IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.04.03, 14:34
      Jasne, Dkenka, rób dziewczynie nadzieje, na pewno jej to pomoze. Bedzie sie
      karmic ulotnymi złudzeniami, a chłopak sie bedzie bawil w najlepsze. Ja przez 2
      lata łudziłam sie nadzieja, i wcale mi to na dobre nie wyszło. Trzeba zyc swoim
      zyciem, terazniejszoscia, przyszłościa, a nie wracac do przeszlosci. Jesli
      bedzie dane im wrocic do siebie, to chocby sie mialo to stac za 50 lat-
      nastapi. Tymczasem niech dziewczyna nie traci czasu na rozpamietywanie i
      dolowanie sie. Zycie jest zbyt krotkie na to. Oczyiscie nie mowie ze od razu ma
      stanac na nogi i udawac szczesliwa. Niech podda sie losowi. Jesli chlopak
      naprawde ja kochal, jesli byla dla niego ta jedyna, wroci na pewno. Zastanow
      sie tylko czy naprade chcesz byc z osoba, ktora wpada na pomysly o rozstaniu.
      Jesli macie spedzic ze soba zycie, to chyb cos tu jest nie tak. A moze co dwa
      lata bedziecie brac rozwod? Jesli tak to wspolczuje waszym przyszlym dzieciom.
      I naprawde zycze Ci szczescia. Bo ono na pewno nadejdzie, niekoniecznie bedzie
      nosilo imie Twojego bylego chlopaka. Moze to bedzie ktos nowy, ktos kto nie
      ucieknie w rozstanie przed problemami. Tego Ci zycze z calego serca. Pozdr!
      • Gość: Dkenka Re: Czy rozstania pomagają??? Dkenka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.04.03, 15:55

        > Jasne, Dkenka, rób dziewczynie nadzieje, na pewno jej to pomoze. Bedzie sie
        > karmic ulotnymi złudzeniami, a chłopak sie bedzie bawil w najlepsze. Ja przez
        2
        >
        > lata łudziłam sie nadzieja, i wcale mi to na dobre nie wyszło. Trzeba zyc
        swoim
        >
        > zyciem, terazniejszoscia, przyszłościa, a nie wracac do przeszlosci. Jesli
        > bedzie dane im wrocic do siebie, to chocby sie mialo to stac za 50 lat-
        > nastapi.

        No i tu właśnie zaprzeczasz sobie Suzi. najpierw piszesz, żeby dałą sobie
        spokój i nie łudziła się a potem, że jak mają byc to będą ze sobą. Na pewno nie
        nastąpi to jak usiądzie na wierzbie i będzie czekała na nieg. Ja właśnie o tym
        piszę, że jak mają być to będą. Ona tez może się bawić tak jak on, przecież on
        jej nie zabronił.


        Tymczasem niech dziewczyna nie traci czasu na rozpamietywanie i
        > dolowanie sie. Zycie jest zbyt krotkie na to. Oczyiscie nie mowie ze od razu
        ma
        >
        > stanac na nogi i udawac szczesliwa.


        Ja nie odczytałam z postu Poli, że ona się dołuje tylko zastanawia raczej jakie
        mają szanse i sens. I na takie pytania probowałam jej odpowiedzieć i pomóc,
        biorąc przykłady z własnego i nie tylko doświadczenia.


        Niech podda sie losowi. Jesli chlopak
        > naprawde ja kochal, jesli byla dla niego ta jedyna, wroci na pewno.


        Suzi, oni razem podjęli tę decyzję, tak jak ja zrozumiałam i oboje powinni
        uznać, że są dla siebie, jedyni. Tak samo on jak i ona. To jest dla nich
        sprawdzian ich uczuć.


        Zastanow
        > sie tylko czy naprade chcesz byc z osoba, ktora wpada na pomysly o rozstaniu.
        > Jesli macie spedzic ze soba zycie, to chyb cos tu jest nie tak. A moze co dwa
        > lata bedziecie brac rozwod? Jesli tak to wspolczuje waszym przyszlym
        dzieciom.

        wiesz, rozstanie to jest też etap, tak jak pisałam wcześniej, nie masz
        pewności, że żyjąc z kimkolwiek, nawet jak zawrzesz formalny związek, on Cie
        nie porzuci po roku czy innym czasie. Nie traktuj związku jako tylko dążenia do
        ołtarza, tylko jako chęć kochania i rozumienia drugiej osoby nie tylko siebie
        samej. Choć akcptacja siebie musi być.
        I ja jestem szczęśliwa a moje szczęscie nosi imię mojego byłego i obecnego
        mężczyzny.
    • Gość: Poli Re: Czy rozstania pomagają??? IP: 217.98.54.* 15.04.03, 19:08
      Starsznie wam dziękuje za te wszystkie odpowiedzi (i te optymistyczne i te
      smutniejsze)
      Nie zamierzam narzucać się, zabiegać o niego, czekać zapłakana. Wręcz
      przeciwnie: to on 2 dni po rozstaniu zadzwonił i spytał jak mi minął pierwszy
      weekend "na wolności" i czy już znalazłam sobie nowego faceta. To on nalega
      żebyśmy spotkali się w Wielkanoc, kupili sobie symboliczny prezent i żebyśmy
      nie zrywali kontaktów.
      On jest specyficznym człowiekiem: jest bezkompromisowy, strasznie nerwowy i
      uparty (oczywiście ma też wiele zalet). Dlatego oboje wiemy że to z jego powodu
      się rozstajemy i on temu nie zaprzcza. Wie że wina nie leży we mnie bo ja
      zawsze załagadzałam wszelkie spory i jestem dużo łagodniejsza niż on. Nie
      pomyślcie czasem że narzekam na niego bo takiego człowieka sobie sama wybrałam
      i nie lubię ludzi łagodnych. Tak więc liczę sie z jego trudnym charakterem:-)

      Chcę mieć nadzieję że wszystko się ułoży, bo na prawde jestem osobą dość
      lojalną i wierną swoim sympatią i tak samo jak trudno było mi kogokolwiek
      pokochać tak samo trudno będzie mi o nim zapomnieć i związać się z kimś innym.
      Prawdę mówiąc też bardziej uważam to za etap związku a nie za jego koniec tylko
      nie chciałabym się łudzić w nieskończoność.

      • cal-ineczka Wesołych Świąt!!! 15.04.03, 20:03
        A więc pościcie.....
        to dobrze, że już niedługo święta ;))
    • Gość: Suzi Re: Czy rozstania pomagają??? IP: *.chello.pl 15.04.03, 22:28
      Wszystkiego najlepszego zatem dla Ciebie i Twojego chlopaka z okazji świąt.
      Bądzcie szczesliwi!
      • cal-ineczka Ale jaja......... 15.04.03, 23:09
        Tak. A teraz niech wam się aniołki przyśnią!
        • ja_nek Re: Ale jaja......... 15.04.03, 23:58
          Myślę, że czasem trzeba trochę od siebie odpocząć, nabrać dystansu, przemyśleć
          w spokoju wiele spraw. Poli z racji nerwowości i bezkompromisowości miała –
          myślę – już z nim wcześniej spory. Tylko myślę, że teraz trochę ta czara się
          przepełniła (sorry za teatralność).

          Chciałbym na coś zwrócić uwagę: on dzwoni po dwóch dniach i pyta, jak Poli jest
          na tej wolności i czy kogoś ma. To dość dziwne, jeśli przyjąć, że już mu nie
          zależy.

          Dkenka, napisałaś bardzo dojrzały list.
          A tak swoją drogą Calineczko, nie znam faceta, który by nigdy w życiu nie
          obejrzał filmu erotycznego.

          Pozdrawiam
          janek
          • cal-ineczka Re: Ale jaja......... 16.04.03, 00:11
            No to szkoda że tak jest.
            Taki zdewastowany ten świat.
            Jako kobieta czuje sie wiec molestowana!
            Przez was wszystkich./ogladajacych to i owo/
            • Gość: Dkenka do cal-ineczki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.04.03, 09:58
              cal-ineczka napisała:

              > No to szkoda że tak jest.
              > Taki zdewastowany ten świat.
              > Jako kobieta czuje sie wiec molestowana!
              > Przez was wszystkich./ogladajacych to i owo/

              czy to oznacza, że wystepujesz w filmach porno:). Jak możesz czuc się
              molestowana, kiedy ani nikt Cię nie podgląda z nas, ani nie zrzuca dwuznacznymi
              propozycjami i etc. No chyba, że o czymś nie wiemy......Przesadziłaś z lekka
              kobieto, czy wiesz co oznacza słowo "molestowanie"?:)
              • peszka Re: do cal-ineczki 16.04.03, 10:04
                Gość portalu: Dkenka napisał(a):
                > czy to oznacza, że wystepujesz w filmach porno:). Jak możesz czuc się
                > molestowana, kiedy ani nikt Cię nie podgląda z nas, ani nie zrzuca
                dwuznacznymi
                >
                Moze czuje ze jej psychika jes molestowana? Moze calince chodzi ze ona sie
                czuje zazdrosna, niewartosciowa przy tych kobietach, porownywana? Ale ja
                osobiscie uwazam ze to co te kobiety robia to jest ich wybor i kazdy mezczyzna
                jest wzrokowcem. Zawsze sie ogladnie za czyms seksownym.
                • cal-ineczka tak żeby nikogo nie podniecić...... 16.04.03, 14:56
                  do peszki
                  -nie, nie czuje sie molestowana w takim sensie jakim myślisz.
                  do Dkenki
                  - nie, nie wystepuje w porno, przykro mi.
                  do nancyboy
                  - zboczeńcem oczywiście.

                  ku wyjaśnień w sprawie Erotyzmu:
                  -Mowilam ogolnie. Faceci dzieki temu ze wychowywani sa w swiecie erotyzmu maja
                  zacmiony obraz o kobietach - patrza na cialo a nie na dusze. Mysla o jej ciele
                  a nie o pieknosci wewnetrznej.

                  Dobra, ale to koniec na ten temat, bo o erotyzmie za dlugo mowic nie mozna.
          • ale_kobietka do Ja_nka 16.04.03, 12:37
            Cześć,
            Problem mam podobny jak Poli... odszedł, bo był zmęczony wszystkim (problemami,
            sytuacją, mną i sobą) a teraz jest kochający jak nigdy wcześniej - ale nic nie
            mówi....na nasz temat. Kompletna cisza. Nie wrócił do mnie, ale jest przy mnie,
            interesuje się moimi sprawami, jest opiekuńczy...widać ,że kocha.
            Co mam o tym mysleć??? Powiedz mi , jak facet: Co mam o tym mysleć?










            ja_nek napisał:

            > Myślę, że czasem trzeba trochę od siebie odpocząć, nabrać dystansu,
            przemyśleć
            > w spokoju wiele spraw. Poli z racji nerwowości i bezkompromisowości miała ̵
            > 1;
            > myślę – już z nim wcześniej spory. Tylko myślę, że teraz trochę ta czara
            > się
            > przepełniła (sorry za teatralność).
            >
            > Chciałbym na coś zwrócić uwagę: on dzwoni po dwóch dniach i pyta, jak Poli
            jest


            >
            > na tej wolności i czy kogoś ma. To dość dziwne, jeśli przyjąć, że już mu nie
            > zależy.
            >
            > Dkenka, napisałaś bardzo dojrzały list.
            > A tak swoją drogą Calineczko, nie znam faceta, który by nigdy w życiu nie
            > obejrzał filmu erotycznego.
            >
            > Pozdrawiam
            > janek
            • Gość: kaja Re: do Ja_nka IP: 193.174.103.* 16.04.03, 12:45
              nie jestes sama, ja juz od dwoch miesiecy strasznie sie mecze. sa lepsze i
              gorsze dni. niestety tych gorszych jest wiecej-nie moge z tego wyjsc. to jest
              straszne-te gorsze chwile dopadaja znienacka-nie wiadomo kiedy i moge sie
              rozplakac.
            • ja_nek Re: do Ja_nka 16.04.03, 16:16
              Myśl pierwsza : może po prostu głupio mu powiedzieć, ze odszedł i głupio
              zrobił? A może jest po prostu typem faceta, któremu niełatwo mówić o uczuciach?
              Myśl druga : moze przespał się z myślami, przeanalizował i wybrał Ciebie.
              Odpoczął i stwierdził ,ze Wy to jest to?

              Mniej istotne (nieco mniej prawdopodobne)
              Myśl trzecia : może z inną mu poszło jeszcze gorzej i zaczął Ciebie doceniać?
              Myśl czwarta: może po prostu ceni Ciebie i chce być z Tobą na płaszczyźnie
              przyjaźni?

              Pozdrawiam
              janek
              P.S. Przepraszam, że odpowiadam pytaniami na pytanie, ale trochę trudno
              powiedzieć coś "na pewno"
              • Gość: ale_kobietka Re: do Ja_nka IP: *.organika.pl / 192.168.10.* 17.04.03, 12:48
                Dzięki Janek.
                A ty gdybyś porzucił kobietę, a potem stwierdził, że jednek ja kochasz.....co
                bys zrobił najpierw?

                • ja_nek Re: do Ja_nka 18.04.03, 14:54
                  Gość portalu: ale_kobietka napisał(a):

                  > Dzięki Janek.
                  > A ty gdybyś porzucił kobietę, a potem stwierdził, że jednek ja kochasz.....co
                  > bys zrobił najpierw?

                  Kiedy rezygnuję z kobiety ma to charakter niemal nieodwołalny.... Decyzja
                  została bowiem podjęta na jakiejś podstawie.
                  Gdyby jednak....
                  Wysondowałbym jak reaguje na mnie, szukałbym kontaktu, powoływałbym się na nić
                  przyjaźni jaka nas łączyła / czy też łączy (jeśli rozstanie nie odbyło się w
                  charakterze karczemnej awantury), a gdyby reagowała pozytywnie, to bym
                  zasygnalizował słownie, gestem, że mi zależy, że chcę wrócić, że się pomylilem
                  odchodząc. Pewne rzeczy da się wyczytać w oczach, a kobiety widzą to zawsze.

                  Pozdrawiam
                  janek
    • Gość: Poli Re: Czy rozstania pomagają??? IP: 217.98.54.* 16.04.03, 22:35
      Dzisiaj napisał maila w który życzył mi aby święta przyniosły mi miłość i
      nadzieję....
      Nadzieję na co kurde???? Na to że on wróci czy na to że zdołam kiedyś o nim
      zapomnieć. Och jakże bym chciała siedzieć w tej jego główce i wiedzieć jak
      interpretować jego słowa.
      Za kilka dni mamy się spotkać i aż dostaję gęsiej skórki ze strachu. Nie wiem
      co nowego przyniesie to spotkanie.
      Jejku jak świetnie że znalazłam to forum, daliście mi na prawde dużo wiary w to
      że niekoniecznie trzeba się załamywać.
      D
    • Gość: Dkenka Re: Czy rozstania pomagają??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.03, 09:56
      Poli, przetrzymaj go troszkę, nie bądź na każde tzw. jego zawołanie:)
    • Gość: Suzi Re: Czy rozstania pomagają??? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.04.03, 14:33
      Dkenka a nie masz jeszcze jakis innych imion w zanadrzu? Myslalam ze ten jeden
      jedyny jest ... jeden jedyny ... i nie nosi imion byłego, poprzedniego, przed
      poprzedniego, tego z podstawówki, przedszkola i żłobka. Przynajmniej ja
      wychodze z takiego założenia.
      • Gość: Dkenka Suzi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.03, 10:00
        Gość portalu: Suzi napisał(a):

        > Dkenka a nie masz jeszcze jakis innych imion w zanadrzu?

        A co ty taka ciekawa?

        Myslalam ze ten jeden
        > jedyny jest ... jeden jedyny ... i nie nosi imion byłego, poprzedniego, przed
        > poprzedniego, tego z podstawówki, przedszkola i żłobka. Przynajmniej ja
        > wychodze z takiego założenia.


        Widać myślenie Ci szkodzi, więc nie myśl tyle i lepiej czytaj wątki. Nie
        powiedziałam, że mój obecny i były to tylko jedyny jakiego miałam. Zanim zadasz
        pytanie i przyczepisz się zastanów się, bo jakie pytanie taka będzie odpowiedź.
        • Gość: Suzi Re: Suzi... IP: *.chello.pl 18.04.03, 16:56
          I ja jestem szczęśliwa a moje szczęscie nosi imię mojego byłego i obecnego
          mężczyzny.

          No przepraszam Cie bardzo, ale chyba wlasnie tak napisalas... A moze ja tez
          powinnam isc na psychoterapie?
      • Gość: Suzi Re: Czy rozstania pomagają??? IP: *.chello.pl 18.04.03, 16:58
        A tak na marginesie nie obraź sie, ale Twoje wypowiedzi sa niezrownowazone.
        • Gość: Dkenka Suzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.03, 09:27
          po pierwsze wypowiedzi nie mogą być niezrównoważone Suzi....(z polskim jestesmy
          troche na bakier widzę)...
          po drugie, nie obrażam się, bo musiałoby mi zależeć na Twojej opinii, a tak nie
          jest Suzi...nie powiedziałaś ani niczego mądrego, ani sensownego ani nawet
          zrozumiałego....z czym nawet mogłabym się nie zgodzić. Nie jesteś dla mnie
          żadną partnerką w dyskusji, także spox, nie obrażam się...
          • Gość: Suzi Re: Suzi IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.04.03, 14:08
            Niezrównoważone może być wszystko kolezanko. Poza tym skoro nie zalezy Ci na
            mojej opinii, po co tu zaglądasz? Bynajmniej nie po to, by pomagac autorce
            wątku. Myślałam, ze jestes naprawdę mądrą istotą, a moja polemika z Tobą była
            troszkę z przekory. Ja Ci mogę przyznać rację w wielu kwestiach. Niestety Twoja
            ostatnia wypowiedz skresliła całą mądrosc, którą przekazałaś tu wczesniej. I
            nie chodzi o Twoj stosunek do mnie. Chodzi o sposób w jaki prowadzisz dyskusję.
            Nie bronisz sie argumentami, tylko skreslasz swojego rozmówcę. A tak nie
            postepuje madra i inteligentna osoba. Dlatego mam nadzieje ze mi juz nie
            odpiszesz, bo moja wrodzona przekora bedzie mi kazala dalej toczyc dyspute,
            ktora niestety do niczego nie doprowadzi. Chociaz szczerze mowic myslalam ze
            bedzie inaczej i ze dojdziemy do jakiegos konsensusu. Tak wiec zegnaj
            kolezanko, z calym szacunkiem, milo bylo z Toba dyskutowac, az do Twojego
            ostatniego wpisu. Spalilas. Ale i tak Ci pozdrawiam.
            • Gość: Dkenka Re: Suzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.03, 14:49
              Gość portalu: Suzi napisał(a):

              > Niezrównoważone może być wszystko kolezanko.

              A ja upieram się, że ten przymiotnik raczej uzywany jest do osób a nie ich
              wypowiedzi. Conajwyżej to ja według Ciebie moge byc niezrównoważona.

              Poza tym skoro nie zalezy Ci na
              > mojej opinii, po co tu zaglądasz?

              Bynajmniej nie dla oczekiwania na Twoją opinię, zwłaszcze, że nie był to Twój
              post i w zasadzie nie powinnam z Tobą dyskutować, zwłaszcza, ze mnie niczym nie
              urzekłaś.

              Bynajmniej nie po to, by pomagac autorce
              > wątku.

              Tę kwestię pozostaw autorce postu koleżanko:)

              Myślałam, ze jestes naprawdę mądrą istotą, a moja polemika z Tobą była
              > troszkę z przekory. Ja Ci mogę przyznać rację w wielu kwestiach.

              Być może nie myśl tyle Suzi. A co mnie tak naprawdę interesuje z czego wynikała
              Twoja polemika, przekornym też trzeba umieć być! I nie zależy mi czy przyznasz
              mi rację czy nie, powtarzam. wypowiedziałam się w kwestii autorki postu i tyle.
              Czy masz się za Panią wszechświata, że wszystkim zależy na tym co ty myślisz o
              kim i w ogóle. To mylisz się kolezanko.

              Niestety Twoja
              >
              > ostatnia wypowiedz skresliła całą mądrosc, którą przekazałaś tu wczesniej.

              twoja subietywna ocena. Nie interesuje mnie to za specjalnie abyś uznawala mnie
              za mądrą czy nie. Zwłaszcza Ty:)Odnoszę wrażenie, że nic innego nie powinnnam
              robić tylko liczyć się z twoim zdaniem...a skreślaj sobie...może pożyczyć ci
              flamaster, na wypadek gdyby twój sie wypisał?

              I
              > nie chodzi o Twoj stosunek do mnie. Chodzi o sposób w jaki prowadzisz
              dyskusję.
              >
              > Nie bronisz sie argumentami, tylko skreslasz swojego rozmówcę. A tak nie
              > postepuje madra i inteligentna osoba. Dlatego mam nadzieje ze mi juz nie
              > odpiszesz, bo moja wrodzona przekora bedzie mi kazala dalej toczyc dyspute,
              > ktora niestety do niczego nie doprowadzi.

              dobrze chociaż, że masz świadomośc, że twoja wątpliwa przekora i dyskusja
              prowadzi do nikąd




    • Gość: Poli Re: Czy rozstania pomagają??? IP: 217.98.54.* 21.04.03, 17:35
      Spotkałam się z nim wczoraj, pojechaliśmy do pubu na herbatke, dalismy sobie
      prezenty, byl mily kochany, glaskal mnie, drapał za uchem (czego nie robil za
      czesto nawet jak bylismy razem bo nie nalezy do czulych)ale o powrocie nie było
      mowy.
      • Gość: Dkenka Re: Czy rozstania pomagają??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.03, 14:53
        i pewnie Poli na razie nie będzie. Ale skoro kontaktujecie się to tylko
        przedłuży to wasze czy jego decyzje. W końcu spotyka się z Tobą kiedy Cię o to
        poprosi i może pogłaskać itp. Obyś nie cierpiała....Pozdrawiam
        • Gość: Poli Re: Czy rozstania pomagają??? IP: *.vline.pl / 172.16.11.* 23.04.03, 18:48
          Cierpię po takim rozstaniu bo trochę rozdrapuję w ten sposób świerze rany ale z
          kolei gdy go nie widze to tak tęsknię źe nie potrafię z niczy sobie poradzić.
          Jedno gorsze od drugiego:-(
          Ale wiem że gdybyśmy do siebie wrócili nawet teraz to na pewno nie poprawi
          sytuacji między nami i nie umocni naszego związku. Na to trzeba chyba dłuższego
          rozstania??
          Dkenka, czy nie sądzisz że nasze uczucie wzmocni tylko rozstanie na tyle długie
          żebyśmy mogli za sobą porządnie zatęsknić? Ze tylko pożądna rozłąka może
          uświadomić nam że na prawdę jesteśmy dla siebie stworzeni?
          Uważasz że lepiej się nie spotykać i w ogóle zerwać kontakty na jakiś czas, czy
          na stopie koleżeńskiej warto się spotkać powiedzmy raz na tydzień?
          • Gość: Dkenka Poli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.04.03, 10:26
            Gość portalu: Poli napisał(a):

            > Cierpię po takim rozstaniu bo trochę rozdrapuję w ten sposób świerze rany ale
            z
            >
            > kolei gdy go nie widze to tak tęsknię źe nie potrafię z niczy sobie poradzić.
            > Jedno gorsze od drugiego:-(

            Ale chyba z tego dwojga, już lepiej cierpieć z tęksnoty niż z faktu spotkania
            się z nim i rozdrapywania ran...wiem, jak to boli...

            > Ale wiem że gdybyśmy do siebie wrócili nawet teraz to na pewno nie poprawi
            > sytuacji między nami i nie umocni naszego związku. Na to trzeba chyba
            dłuższego rozstania??

            Potrzebujecie oboje czasu, takie jest moje zdanie.

            > Dkenka, czy nie sądzisz że nasze uczucie wzmocni tylko rozstanie na tyle
            długie żebyśmy mogli za sobą porządnie zatęsknić? Ze tylko pożądna rozłąka może
            > uświadomić nam że na prawdę jesteśmy dla siebie stworzeni?
            > Uważasz że lepiej się nie spotykać i w ogóle zerwać kontakty na jakiś czas,
            czy na stopie koleżeńskiej warto się spotkać powiedzmy raz na tydzień?

            Nie wiem do końca co jest akurat dla was, dla Ciebie lepsze, decyzję musisz
            podjąć sama. Moim jednak zdaniem Ty przeżywasz wasze spotkania, nie są one z
            gryntu rzeczy koleżeńskie, choć tak je nazywasz. Każde spotkanie będzie dla
            Ciebie nadzieją, że to już teraz się zejdziecie,będziesz żyła tym, nie wiedząc
            co Cię jutro czeka z jego strony. Wystarczy mały konflikt między wami i urośnie
            on do wielkie rangi, bo nie macie pewnej odporności. Myślę, że jeśli zostało
            postanowione, że rozstajecie się, to na jakiś czas w ogóle nie powinniście się
            spotykać. Każde z was będzie osobno, będzie miało czas na przemyślenia,
            nie "zakłócane" obecnością, spotykaniem drugiej strony. Nie wspomnę już o
            takiej ewentulności (ale podreślam, ewentualności), że jemu będzie tak wygodnie
            i wcale nie będzie myślał o zmianie sytuacji między wami. Najpierw będzie jedno
            spotkanie w tygodniu, potem coraz częściej, ale de facto parą nie będziecie.
            Pomyśl, to w pewnym sensie komfortowa sytuacja dla osoby, która nie wiem, nie
            chce, nie potrafi podjąć decyzji żadnej. Lepiej dla Ciebie jak nie będzie Cię
            widział, niech potęskni, bo na pewno jak mu zależy to to uczucie będzie mu
            towarzyszyć, ale zwróći się do Ciebie o wspólną rozmowę o was, kiedy będzie
            naprawdę gotowy, bo tylko wtedy jest szansa na lepsze. Oczywiście w Tobie też
            może coś się zmienić lub nie. Czas pokaże. Ja odradzałabym spotkania na razie.,
            lecz to musi być Twoja decyzja.Pozdrawiam
            • elunka Do cali-neczki 24.04.03, 11:29
              cali-neczko, przeciez erotyka to cos pieknego. Mam wrazenie ze nigdy jej nie
              doswiadczylas a juz z gory przekreslasz ja. To nie jest ani grzech, ani nic
              nieprzyzwoitego, to jest czescia duza ludzi, wiekszosci ludzi.
    • Gość: Suzi Re: Czy rozstania pomagają??? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.04.03, 11:41
      Dkenka, poziom przekroczył granice dobrego wychowania. To zle swiadczy nie
      tylko o Tobie. Prosze, przestan zrzędzić. Przynajmniej do mnie. A biedną Poli
      niech los uchroni przed Twoimi radami. Bo chyba zapomnialas o tym, ze kazdy
      jest inny i trudno cokolwiek przewidziec.
      • Gość: Poli Re: Dkenka IP: *.vline.pl / 172.16.11.* 25.04.03, 21:28
        Masz chyba dużo racji. Jutro urządzam imprezę dla naszych wspólnych znajomych
        więc głupio było mi go nie zaprosić, ale potem chyba ograniczymy spotkania do
        minimum. Tyle że czasami mam tak silną potrzebę żeby chociaż usłyszeć jego
        głos...
        Oby wszytsko się jakoś ułożyło bo nie wyobrażam sobie żebym mogła być z kimś
        innym. Byłaś też w takiej sytuacji więc wiesz pewnie o co mi chodzi.
        Każdy mi też mówi że powinnam mieć się na baczności na tej imprezie bo wiadomo
        że ludzie po alkoholu nie zawsze panują nad instynktami i mogą zrobić wiele
        rzeczy których będą później żałować. A chuć do siebie czujemy wyjątkową mimo
        rozstania:-)Zobaczymy jak będzie.
        Pozdrawiam.
    • Gość: Poli Straszny błąd:-( IP: *.vline.pl / 172.16.11.* 02.05.03, 11:49
      Spotkalismy sie na wspolnej imprezie i niestety przespałam się z nim. Kazdy mi
      mowil ze to bylo nieuniknione ale ja uwazalam ze zdolam mu sie oprzec, mimo
      tego ze bylam pod wplywem alkoholu.
      Strasznie tego zalowalam. On nie, uwaza ze nic takiego sie nie stalo, bo i tak
      kiedys na pewno do siebie wrócimy
      Dkenka, miałas rację chyba na prawde powinnismy ograniczyc wszelkie kontakty,
      bo chyba nie wychodzi nam one na dobre.
      • Gość: Suzi Re: Straszny błąd:-( IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.05.03, 08:23
        Poli wiem, ze to strasznie przezywasz, ale to sie zdarza. Po prostu nie rob tak
        nigdy wiecej, nie doprowadzaj do takich sytuacji. Wiesz hormonow sie nie da
        oszuka, wiec musisz uwazac na swoje zachowanie. Zycze powodzenia! A moze byscie
        jeszcze raz sprobowali...:)
        • ciekava1 Re: Straszny błąd:-( 05.05.03, 08:30
          No ale czemu straszny blad Poli? Przeciez seks zbliza!!!
    • Gość: Dkenka Poli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.03, 09:35
      Nie żałuj tego co zrobiłaś, tylko tego czego jeszcze nie zrobiłaś:). To
      naturalne, kiedy ludzie się kochają pomimo przeciwności. Ciekava, seks zbliża,
      ale niczego nie rozwiązuje....
    • Gość: Poli Re: Czy rozstania pomagają??? IP: *.vline.pl / 172.16.11.* 09.05.03, 13:26
      Nas ten seks nie zblizyl ani nie rozdzielil. Wlasciwie nic sie nie zmienilo.
      Poznalam teraz nowego chlopaka, staram sie nie myslec o przykrych rzeczach,
      chwilami mi sie to udaje czasem nie.
      Moj ex tez spotykal sie z roznymi dziewczynami lecz kazda nowa znajomosc konczy
      sie po kilku dniach gdzyz jak twierdzi kazda z tych nowych lasek okazuje sie
      nudna.
      Jakos sobie radze, staram sie o nim powoli zapominac, Jesli jestesmy sobie
      przeznaczeni to kiedys moze do siebie wrocimy ale potrzeba nam na prawde
      duuuuzo czasu.
      Bardzo dziekuje wam za pomoc, dodaliscie mi duzo otuchy, dzieki wam bylo mi
      lzej. Caluje i pozdrawiam.
      • cancun Re: Czy rozstania pomagają??? 11.05.03, 12:41
        Cześć Poli!

        w moim związku kilka dni temu zaszło to samo co w Twoim. Z mojej inicjatywy
        dalismy sobie trochę czasu żeby zrozumieć co się czuje do drugiej osoby. Z
        jednej strony wiele nas łączy (byliśmy prawie 2 lata ze sobą) a z drugiej jest
        wiele rzeczy które mnie drażnią i przeszkadzają w niej. Było nam dobrze ale
        gdybym miał powiedzieć czy to TA jedna jedyna, nie miałbym 100% pewności.
        Dlatego postanowiłem że potrzebuję trochę czasu aby zrozumieć co do niej czuję.
        Nie wiem czy zrobiłem dobrze.

        To dopiero kilka dni, ale nie jest łatwo. Myślę o niej, o nas, o swojej
        decyzji. Oglądam zdjęcia i wspominam. Nie za bardzo potrafię sobie wyobrazić
        kogoś innego obok mnie na tych zdjęciach. Co prawda rozglądam się za innymi ale
        często przyłapuję się na szukaniu w nich chech mojej byłej. Może źle zrobiłem.
        Sam nie wiem, jestem pełen niepewności. Boję się że gdy zechcę naprawić to co
        zrobiłem, nie będzie już można...
        • messja Re: Czy rozstania pomagają??? 11.05.03, 17:32
          > Sam nie wiem, jestem pełen niepewności. Boję się że gdy zechcę naprawić to co
          > zrobiłem, nie będzie już można...

          mysle, ze dobrze zrobiles - nic na sile. a jesli wasz zwiazek byl warotsciowy i
          obje strony w niego duzo uczuciowo zainwestowaly, to tak szybko nie zrobi
          sie "za pozno"...
          dajcie sobie troche czasu. lepiej w spokoju przemyslec wszystko i nabrac
          dystansu, niz ze strachu przed samotnoscia nakrecac sprezyne wzjamneych
          nieporozumien i irytacji...

          tak ja to sobie wyobrazam. ale byloby milo gdybys jeszcze raz wpadl by
          opowiedziec jak dalej wam sie ulozylo. zapraszam:)
        • Gość: Poli Re: Czy rozstania pomagają??? IP: *.vline.pl / 172.16.11.* 12.05.03, 15:48
          cancun napisał:

          > Cześć Poli!
          >
          > w moim związku kilka dni temu zaszło to samo co w Twoim. Z mojej inicjatywy
          > dalismy sobie trochę czasu żeby zrozumieć co się czuje do drugiej osoby. Z
          > jednej strony wiele nas łączy (byliśmy prawie 2 lata ze sobą) a z drugiej
          jest
          > wiele rzeczy które mnie drażnią i przeszkadzają w niej. Było nam dobrze ale
          > gdybym miał powiedzieć czy to TA jedna jedyna, nie miałbym 100% pewności.
          > Dlatego postanowiłem że potrzebuję trochę czasu aby zrozumieć co do niej
          czuję.
          >
          > Nie wiem czy zrobiłem dobrze.
          >
          > To dopiero kilka dni, ale nie jest łatwo. Myślę o niej, o nas, o swojej
          > decyzji. Oglądam zdjęcia i wspominam. Nie za bardzo potrafię sobie wyobrazić
          > kogoś innego obok mnie na tych zdjęciach. Co prawda rozglądam się za innymi
          ale
          >
          > często przyłapuję się na szukaniu w nich chech mojej byłej. Może źle
          zrobiłem.
          > Sam nie wiem, jestem pełen niepewności. Boję się że gdy zechcę naprawić to co
          > zrobiłem, nie będzie już można...



          Sądze ze powinienes podjac decyzje jak najszybciej. Ja z kazdym dnie coraz
          bardziej oddalam sie od mojego bylego chlopaka. Wytwarza sie miedzy nami
          nieprzyjemna wrecz atmosfera. Bardzo go kocham ale boje sie ze za jakis czas
          przepasc miedzy nami bedzie nie do przekroczenia.
          Widujesz sie z nia po rozstaniu czy nie utrzymujecie chwilowo kontaktow?
          • Gość: Dkenka Re: Czy rozstania pomagają??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.03, 09:32
            Gość portalu: Poli napisał(a):

            > Sądze ze powinienes podjac decyzje jak najszybciej. Ja z kazdym dnie coraz
            > bardziej oddalam sie od mojego bylego chlopaka. Wytwarza sie miedzy nami
            > nieprzyjemna wrecz atmosfera. Bardzo go kocham ale boje sie ze za jakis czas
            > przepasc miedzy nami bedzie nie do przekroczenia.


            właśnie o to chodzi, czy to oby miłość Poli?...oddalasz się, poznałaś kogoś
            nowego (to dobrze), ale mam wrażenie, że po prostu podświadomie oboje
            chcieliście tego rozstania i tak juz pozostanie. On się spotyka, Ty też....w
            zasadzie nie macie czasu myśleć o was, o sobie....pozdr
            • Gość: Poli Re: Dkenka IP: *.vline.pl / 172.16.11.* 13.05.03, 10:09
              Trudno powiedziec czemu tak sie dzieje. On spotyka sie z wieloma dziewczynami
              ale zadnej nie traktuje powaznie, gdy tylko widzi ze jakas dziewczyna zaczyna
              na niego powazniej patrzec zrywa z nia kontakt.
              Ja natomiast poznalam jednego faceta, nasza znajomosc rozwiaj sie bardzo
              powoli, ale zaprzata on moje mysli do tego stopnia ze na prawde coraz rzadziej
              mysle o swoim bylym chlopaku.
              Niemila atmosfera wynika z tego ze moj ex wypytuje mnie ciagle o Tego nowego
              chlopaka, robi mi jakies wyrzuty a czasem sie nawet obraza. Wczoraj na przyklad
              napisal mi ze moj nowy przyjaciel strasznie mnie zmienil i ze juz nie jestem ta
              sama dziewczyna ktora znal.
              Denerwuja mnie tego typu zachowania bo sam chcial rozstania a poza tym ja mu
              nie robie wymowek. Boje sie strasznie ze za chwile przestaniemy w ogole ze soba
              rozmawiac i wszystko sie popsuje do tego stopnia ze bedzie nienaprawialne:-(
              • Gość: Dkenka Re: Dkenka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.03, 11:55
                Gość portalu: Poli napisał(a):

                > Trudno powiedziec czemu tak sie dzieje. On spotyka sie z wieloma dziewczynami
                > ale zadnej nie traktuje powaznie, gdy tylko widzi ze jakas dziewczyna zaczyna
                > na niego powazniej patrzec zrywa z nia kontakt.
                > Ja natomiast poznalam jednego faceta, nasza znajomosc rozwiaj sie bardzo
                > powoli, ale zaprzata on moje mysli do tego stopnia ze na prawde coraz
                rzadziej
                > mysle o swoim bylym chlopaku.
                > Niemila atmosfera wynika z tego ze moj ex wypytuje mnie ciagle o Tego nowego
                > chlopaka, robi mi jakies wyrzuty a czasem sie nawet obraza. Wczoraj na
                przyklad
                >
                > napisal mi ze moj nowy przyjaciel strasznie mnie zmienil i ze juz nie jestem
                ta
                >
                > sama dziewczyna ktora znal.
                > Denerwuja mnie tego typu zachowania bo sam chcial rozstania a poza tym ja mu
                > nie robie wymowek. Boje sie strasznie ze za chwile przestaniemy w ogole ze
                soba
                >
                > rozmawiac i wszystko sie popsuje do tego stopnia ze bedzie nienaprawialne:-(

                Może to i dobrze, zobaczysz też, co był wart Twój były. Nie powinien Cię
                oceniać, ale tak to jest. Jemu było wolno, i liczył pewnie na to, że będziesz
                za nim płakać i prosić żeby wrócił. w zasadzie to rozstanie może wyjśc Ci tylko
                na dobre. Także rób swoje:)
      • kwasna_cytryna Re: Czy rozstania pomagają??? 11.05.03, 13:10
        Poli, jesli juz ochłonęłaś po pierwszych emocjach, to weź kartkę papieru i
        wypisz na niej wszystko to, co przemawia za tym związkiem, a co nie. Postaraj
        sie być uczciwa sama w stosunku do siebie. Czasem takie ćwiczenie potrafi
        wykazać zaskakujące rzeczy. Formułując wszystkie za i przeciw zaczynasz myśleć,
        a nie kierować się emocjami.
Pełna wersja