kolina
21.11.01, 17:43
Od ponad roku jestem związane z mężczyzną.Kocham go, nasz związek jest
intensywny, udany, a mężczyzna wart zachodu i nauczenia sie chodzenia na
kompromis. Niemniej jednak od dłuższego czasu w mojej duszy gości niepokój,
lekkie rozczarowanie. Niby nic wielkiego a jednak zaczyna mnie mocno uwierac,
jak maly, ostry , wredny kamyczek w bucie. Chodzi o to, że do dnia
dziesiejszego nie usłaszam słowa :kocham. Próbowałam rozmawaić, pytac o to
dlaczego to magiczne slowo nie pojawia sie w jego stosunka ze mną. Czy mnie nie
kocha? Odpowiada: to nie tak, wzystko przekręcasz, jestes jedyną osoba, na
której mi zależy, powiem ci to i będe powtarzac kiedy bede pewny... Powiedzcie,
jak dlugo mozna czekac , az druga osoba nabieze pewności? Jak dlugo mozna
udawac, ze tak jest dobrze?Jak dlugo mozna dawac takie uczucie, a nie byc
przekonanym , ze ono do nas wraca w takiej samej postaci? Sprawa jest dla mnie
tak mocno problemayczna, że ostatnio zaczelam sie od niego odsuwac,
jakoś "usztywniać", przygotowywac emocjonalnie do rozstania sie, bo taki bedzie
mialo skutek jego dalsze traktowanie mnie w ten dziwny dla mnie sposób..
No wiec , jak sądziecie - jak długo..?