Gość: Złotko
IP: *.acn.pl
19.04.03, 16:18
Kochani,
Jestem gościem na Waszej stronce - to co piszecie - jest ciekawe.
Chcę Wam opowiedzieć pewną historię, związaną blisko z netem. A przydarzyła
się ona mnie.
Od dłuższego czasu byłam bardzo samotna i klikałam sobie w necie. Rozmawiałam
(pracuję dużo na komputerze) z różnymi ludźmi - głupszymi, mądrzejszymi -
różnymi. I w grudniu odezwał się do mnie pewien Pan. Rozmawialiśmy dużo.
Okazało się, że mamy wspólne zainteresowania, podobne poglądy, poziom
inteligencji. Wymieniliśmy sie zdjęciami i oboje stwierdziliśmy, że cos z
tego może byc. Pan planował przeprowadzkę do mojego miasta i to zrobił.
Zaczęliśmy się coraz częściej spotykać, coraz bardziej nam na sobie zależało.
W rzeczywistości, okazał się taki, jak pisał. Tylko nie napisał (bo i jak?) o
jednej wadzie, która w zasadzie przerastała wszystko. Pan okazał się być
mitomanem-zazdrośnikiem. Nim się obejrzałam, zaczął mnie kontrolować. Póki
były to żarty typu: "No to ładnie wracasz z pracy - zwykle jeździsz autobusem
o 15.30..... A gdzie byłaś? Czy przypadkiem nie randkowałaś z kimś?" było to
takie nawet trochę miłe. Ale Pan na tym nie poprzestał. Zaczął wydzwaniać do
mnie do pracy i gdy mnie nie zastawał, to dopytywał się (koleżanki określały
to - "przesłuchiwał")u moich koleżanek, czy napewno poszłam z dokumentami na
naradę, a nie na randkę na miasto. Przykrym zaczęło być, gdy n.p. miałam cos
do załatwienia i mówiłam, że w domu mnie nie będzie o tej godzinie, a potem
ten Pan zaczynał twierdzić coś w stylu: "Przecież byłaś, stałem piętro wyżej
i widziałem, jak od Ciebie wychodził mężczyzna, gdy dzwoniłem do Ciebie na
telefon stacjonarny i nagrałem się, że zaraz przyjdę, bo coś chcę
powiedzieć." Najśmieszniej, że podobne twierdzenia zaczynały powtarzać się
coraz częściej. W końcu właściwie wszystkie nasze rozmowy zaczęły sprowadzać
się do jednego schematu: "Ja lepiej wiem, bo fakty tak świadczą. Żaden szef
nie podwozi pracownika do domu..." (Akurat padało i szef, widząc, że zaraz ja
i koleżanka zmokniemy, zaproponował podwiezienie - pracuję w małej firmie i
tworzymy coś w rodzaju rodziny). Gdy mówiłam, że tak nie jest, zaczynał
wmawiać, że on wie lepiej. W końcu nie wytrzymałam i z bólem serca
stwierdziłam, że zrywam tę znajomość, bo pomimo inteligencji i wszelakich
cech dodatnich, wspólne plany z tym Panem nie mają sensu. Odbyła się straszna
awantura, Pan stwierdził, że żadna kobieta nie odchodzi od mężczyzny, jeżeli
nie ma "na oku" innego. Dalej próbuje nawiązać jakiś kontakt ze mną ale ja
nie mam takiego zamiaru i milczę. Sądzę, że słusznie postąpiłam. Lepiej być
samej, niż mieć życie zamienione w ciągłe piekło podejrzeń i dziwnych
insynuacji.
A jak Wy, Kochani, sądzicie?
P.S. Pozdrawiam Świątecznie - kurczakowo-jajkowo-zajączkowo-dyngusowo.:)
"Złotko"