prowadzę podwójne życie i jest fajnie

IP: *.man.polbox.pl 27.04.03, 18:54
z jednym mieszkam, z drugim spotykam się prawie codziennie, ukradkiem,
popołudniami i wieczorami, w ciemności, w ciemnym parku... mmmm. Jeden jest
zrównoważony, wierny i praktyczny, czuję się pry nim bezpiecznie, drugi to
niesamowita przygoda, jest natchnieniem, tajemnicą namiętnością... niczego mi
w życiu nie brakuje, taka ze mnie hipokrytka, oszukuję obydwu. boję się, że
to szię wyda, że wreszcie zostanę szma jak ten palec, ale nie chcę z niczego
rezygnować. CZy ciagnąć to dalej, tak dla pięknych wspomnień???
    • Gość: rumunska tyka Re: prowadzę podwójne życie i jest fajnie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.04.03, 20:02
      To ty poprostu jestes kurwa :-/
      • ja_nek Re: prowadzę podwójne życie i jest fajnie 27.04.03, 23:05
        Skończy się na tym, że obydwaj Cię zostawią. I będą mieli rację.
        • maria.magdalena za zdrowie rozpadu 27.04.03, 23:39
          za dzień, za rok, za chwilę razem nie będzie nas...
    • messja dygresja 28.04.03, 02:20
      znalam kiedys pewna dziewczyne. nawet przez pewien czas bylysmy przyjaciolkami.
      pozniej bardzo wyraznie nasze drogi sie rozeszly. mimo to pewnego razu
      zadzwonila do mnie i zaczela opowiadac mi podobna historie: jak to trzyma
      wrobla w garsci i golebia na dachu...
      po kilkunastu minutach rozmowy zorientowalm sie, ze nie zadzwoinila po to by
      rozwiazac problem, kotrego wybrac, ale jak utrzymac sutuacje, w ktorej da sie
      oszukiwac obu... wymowilam sie, ze jestem zajeta i odlozylam sluchawke.

      po kilku latach spotklam sie z kolezanka, ktora dobrze znala przyjaciolke
      tamtej dziewczyny...
      dowiedzialam sie, ze jeden z oszukiwanych panow zorientowal sie w koncu co jest
      grane i zadzwonil do drugiego wyjasniajac sytuacje. ale tamten (oddany jej od
      lat) nie uwierzyl i po jakims czsie sie pobrali. ona zaszla potem w ciaze, ale
      poronila - wynik wczesniejszej skrobanki (o ktorej oczywiscie maz nic nie
      wiedzial).
      kolezanka mi powiedziala, ze ta przyjaciolka tak to wydarzenie skomentowala:"to
      swiadczy, ze jest sprawiedliwosc na tym swiecie" czy tak jakos...




      (
      • nancyboy Re: dygresja 28.04.03, 09:51
        > ale tamten (oddany jej od lat) nie uwierzyl
        Jestem w szoku. Przecież nie da się udawać miłośći przez lata.
        Chyba, że on widział to, co chciał widzieć.
        Innymi słowy "nie obchodzi mnie czy mnie kocha, ważne że ze mną jest".
        • messja Re: dygresja 28.04.03, 12:48
          nancyboy napisał:

          > > ale tamten (oddany jej od lat) nie uwierzyl
          > Jestem w szoku. Przecież nie da się udawać miłośći przez lata.
          > Chyba, że on widział to, co chciał widzieć.
          > Innymi słowy "nie obchodzi mnie czy mnie kocha, ważne że ze mną jest".

          moze masz troche racji. mysle, ze raczej widzial ja taka jaka chcial widziec,
          niz taka jaka byla. taka sytuacje napewno ulatwial fakt, ze jest ona kobieta
          bardzo ladna, mila, inteligentna, wyksztalcona.
          w kazdym razie, poznali sie, kiedy byli jeszcze bardzo mlodzi.
          mysle, ze na poczatku oboje byli w sobie zakochani. pozniej pewno u niego to
          uczucie przeszlo w gleboka i dojrzala milosc, a ona kierujac sie pewnego
          rodzaju instynktem, nigdy nie chciala stracic oddanego i dobrego przyjaciela,
          jakiego w nim miala.
          po dorodze byla zaintereswoana kilkoma innymi facetami, ale nigdy z tego powodu
          nie zrywala zs swoim stalym chlopakiem. mysle, ze przez lata oboje sie do
          siebie przyzwyczaili, on z oddaniem i miloscia, ona dla poczucia bezpieczenstwa.
          tak to widze. ale od dawna nie wiem u nich slychac. moglo sie duzo zmienic.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja