Natura zycia a reakcja czlowieka

05.06.03, 00:48
vazniak napisał:

> No to teraz ja JESZCZE RAZ!
> A czy naturalnosc idzie w parze z akceptacja???
> A czy to ze sie starzejemy ( co jest procesem naturalnym) jest akceptowane
i
> nie frustruje???
> A to ze smierc jest nieunikniona (naturalne!) nie jest frustrujace???
> A to ze choroby przychodza (taka natura) nie boli Cie?
> sam sobie dospiwaj przyklady

jmx
Nie. To są rzeczy nieuniknione. I trzeba się z nimi pogodzić a nie buntować
się. Na tym polega m. inn. dojrzałość - moim zdaniem.

vazniak
Posluchaj, jeszcze raz (mam nadzieje ze ostatni).
Nikt nie mowi o buntowaniu sie. Bunty sa
w czasie rewolucji. A ludzka natura ma to do siebie ze jest zywa czuje! A
wiec czujesz smutek, radosc no i.... frustracje bo zycie jest jakie jest. No
ale ludzie sa rozni, wygladasz mi na racjonalna (wylacznie)osobe bez emocji,
ktora nic nie czuje.
Gratulacje! Jestes unikatem.



    • jmx Ostatni raz? ;-) 05.06.03, 01:20
      Jeśli natura ludzka ma to do siebie, ze czuje a ja 'wyglądam Ci' na osobę,
      która nic nie czuje - to znaczy, ze nie jestem człowiekiem.
      To interesujący pogląd ale nieprawdziwy.

      Ludzie są rózni i, masz rację, odczuwają frustrację z różnych przyczyn. I fakt,
      że odczuwam frustrację z innych powodów niz Ty nie upoważnia Cię do wyciągania
      wniosku, ze jestem pozbawiona uczuć.
      A życie? Jest jakie jest, raz lepsze raz gorsze. Wolę, przynajmniej staram się,
      patrzeć na pozytywne aspekty istnienia niż zajmować się frustrującymi - bo to
      do niczego dobrego nie prowadzi.

      I, na zakończenie, cytat:
      "Świat jest oceanem szczęścia.
      Że się ten i ów zachłysnął, a ktoś inny utonął, to nie argument."
      B. Prus
      • Gość: agnes Re: Ostatni raz? ;-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.06.03, 09:42

        >
        > I, na zakończenie, cytat:
        > "Świat jest oceanem szczęścia.
        > Że się ten i ów zachłysnął, a ktoś inny utonął, to nie argument."
        > B. Prus

        Moze wyrwane z kontekstu dyskusji ale ja sobie napisze, wydrukuje powiekszone i
        przyczepie nad łóżkiem.

        Dziękuje jmx :)
    • Gość: oak Re: Natura zycia a reakcja czlowieka IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 05.06.03, 08:11
      vazniak napisał:

      > Gratulacje! Jestes unikatem.
      >

      Dziekuję. ) Też się podczepię pod ten komplement. Bo taka już moja zadufana
      natura ludzka - dumna z tego, że ma emocje ale po to by nad nimi w miarę
      możliwości panować. Jakoś tak dobrze wpływa na mnie fakt, że potrafię trzymać
      mocz, a nie ulżyć sobie na środku chodnika, choć emocje podpowiadałyby
      natychmiastowe załatwienie problemu. Jakoś tak miło łechce moje ego świadomość
      posiadania skradzionego Bogu (za jakże wysoką cenę) daru odróżnienia dobra od
      zła (nawet jeśli to tylko ocena subiektywna). A co za tym idzie, przyjemnie
      podbudowuje mnie możliwość świadomego kąsania i świadomego łaszenia się.
      Zwierzęta które ponoć mają tylko instynkty to opanowały akurat opanowały. A ty
      o człowieku, który szczycisz się posiadaniem rozumu chcesz mi wmówić, że życie
      jest jak miotanie się rannego zwierza, kąsającego na oślep .... bo emocje.

      sustine et abstine. :-)
      • vazniak Re: Natura zycia a reakcja czlowieka 05.06.03, 08:23
        Gość portalu: oak napisał(a):

        > vazniak napisał:
        >
        > > Gratulacje! Jestes unikatem.
        > >
        >
        > Dziekuję. ) Też się podczepię pod ten komplement. Bo taka już moja zadufana
        > natura ludzka - dumna z tego, że ma emocje ale po to by nad nimi w miarę
        > możliwości panować. Jakoś tak dobrze wpływa na mnie fakt, że potrafię trzymać
        > mocz, a nie ulżyć sobie na środku chodnika, choć emocje podpowiadałyby
        > natychmiastowe załatwienie problemu. Jakoś tak miło łechce moje ego
        świadomość
        > posiadania skradzionego Bogu (za jakże wysoką cenę) daru odróżnienia dobra od
        > zła (nawet jeśli to tylko ocena subiektywna). A co za tym idzie, przyjemnie
        > podbudowuje mnie możliwość świadomego kąsania i świadomego łaszenia się.
        > Zwierzęta które ponoć mają tylko instynkty to opanowały akurat opanowały. A
        ty
        > o człowieku, który szczycisz się posiadaniem rozumu chcesz mi wmówić, że
        życie
        > jest jak miotanie się rannego zwierza, kąsającego na oślep .... bo emocje.
        >
        > sustine et abstine. :-)

        holaaaaa. A gdzie ja Tobie chce cos wmowic? A "miotanie sie i kasanie" jak to
        nazywasz to jest (lub moze byc) KONSEKWENCJA emocji. Ja twierdze ze emocje sie
        ma, a co sie z nimi zrobi to Twoja sprawa.
        • Gość: oak Re: Natura zycia a reakcja czlowieka IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 05.06.03, 08:44
          No chwileczke. To nie ja napisałem, że racjonalne zachowania oznaczają brak
          uczuć ? /dźwięczy negatywnie i komplementem na pewno nie jest/

          Emocje mamy wszyscy ... i dwie "religie" związane z ich posiadaniem:
          - daj się im ponieść będzie ci łatwiej i lepiej
          - panuj nad nimi będzie innym z tobą lepiej

          Dwie wiary wzajemnie sprzeczne. Ta druga zupełnie niemodna w dzisiejszych
          czasach dysleksji, genomów i ogólnej wygodnej niemożności.


          ------------------------------------------------------------------------------
          sibi imperare maximum imperium est, sibi servire gravissima servitur
          • vazniak Re: Natura zycia a reakcja czlowieka 05.06.03, 09:03
            Gość portalu: oak napisał(a):

            > No chwileczke. To nie ja napisałem, że racjonalne zachowania oznaczają brak
            > uczuć ? /dźwięczy negatywnie i komplementem na pewno nie jest/
            >
            > Emocje mamy wszyscy ... i dwie "religie" związane z ich posiadaniem:
            > - daj się im ponieść będzie ci łatwiej i lepiej
            > - panuj nad nimi będzie innym z tobą lepiej
            >
            > Dwie wiary wzajemnie sprzeczne. Ta druga zupełnie niemodna w dzisiejszych
            > czasach dysleksji, genomów i ogólnej wygodnej niemożności.
            >
            >
            > ------------------------------------------------------------------------------
            > sibi imperare maximum imperium est, sibi servire gravissima servitur


            No to zobacz caly watek to zrozumiesz o co chodzi.To jest kontynuacja innego
            watku.

            Ja twierdzilem ze trudno nie czuc frustracji gdy nasz partner/partnerka woli
            inna osobe. jmx twierdzila ze nad uczuciami trzeba panowac. Panowac czyli nie
            czuc??? Zauwaz ze nie bylo mowy o symptomach (dla innych) tych odczuc.

            A ja na to ze przeciez doswiadczanie uczuc jes ludzkie, jezeli ona nic nie
            czuje,albo udaje ze nic nie czuje (bo przeciez panowac musi) to jest
            manekinem. Zgoda, mozna panowac nad symptomami uczuc (szczegolnie jak one
            groza innym).

            • jmx Do Oaka 05.06.03, 16:08
              vazniak napisał:

              > No to zobacz caly watek to zrozumiesz o co chodzi.To jest kontynuacja innego
              > watku.
              >

              No właśnie, przeczytaj całą rozmowę (moją i nie tylko moją) z Vazniakiem -
              wątek Niezdecydowanego, to jest na początku, pierwsza 'strona' ;-).
              Bardzo jestem ciekawa Twoich opinii na ten temat.
              • Gość: oak Re: Do Jmx IP: iB.rudanet.com:* 05.06.03, 21:30
                dziś się nie da połknąć tego mega wątku, zresztą nie wiem czy to konieczne.

                Zgadzam się z Tobą, że akceptacja drobnych negatywnych elementów, które są
                nieodzowną solą szczęścia jest rzeczą jak najzupełniej naturalną. I z brakiem
                uczuć nie ma nic wspólnego, co najwyżej z ich gradacją. "Prawdziwa radośc to
                rzecz serio" i "Dropgie jest to co rzadzkie". Jak bardzo się nie lubi nocnych
                wrzasków niemowlaka, tych powszednich świtów nad kubkiem kawy i papierosem w
                ręce, gdy za oknem deszcz, chłod i wiatr, powieki mają urwać się podwpływem
                własnego cieżaru i jak wczoraj do roboty trzeba iść. Ile razy padamy na pysk
                ze zmęczenia, ile razy przeklinamy własny zalatany los. A jednak szczęście tak
                naprawdę rodzi się z tego, że pomimo tych wszystkich nieprzyjemności i
                niedogodności dostajemy największy prezent w postaci spokojnego i pogodnego
                snu dziecka, ciepłego własnego kąta w mroźny grudniowy wieczór, niezależności
                od opinii i humorów innych ludzi. I poczucia, że nikt z zewnątrz nie jest nam
                tego wstanie odebrać, bo "męczyliśmy" się na to. Szczęście prawdziwe to ma
                wielkie krople potu na czole. A ta współczesna definicja szczęścia, skrywająca
                pod słowami "samorealizacja", "odskocznia" itp - pospolite hasło: "tylko
                kurwa, JA !!!!", to iluzja, mija szybciej niż jej wyznawcy się spodziewają.
                Przychodzi starość, człowiek trochu się fałduje, zdeptuje, zaokrągla ..... i
                wtedy gro wyznawców samorealizacji laduje na kozetkach psychologów ... panika
                przed kilogramem więcej, histeria na tle tatusiowego brzuszka. "Bo przecież ja
                nie akceptuję, to i nie mogę oczekiwać akceptacji od kogoś innego".
                Dziś własne słabości nazywa się "uczuciami", własne ułomności genomem, a
                pozbycie się samokontroli i samozastanowienia - wyzwoleniem.
                Tak wygląda dziś ten nasz piękny wyzwolony new brave world, tfu.

                pozdr. dobrej nocy
                oak

                "dziecko czy własne szczęście" - tak może zapytać tylko ktoś, kto nigdy w
                zyciu nie widział nawet przez moment szczęśliwej twarzy drugiego człowieka.
                Szczęśliwej przez to, że tobie nogi trzesły się ze zmęczenia.
                • jmx Oaku 05.06.03, 21:40
                  Ech, niewesołe to co napisałeś o 'dzisiejszym świecie'.
                  Na szczęscie każdy, swój wewnetrzny świat, może tak 'umeblować' jak uważa za
                  stosowne i nikomu nic do tego.

                  Pozdrawiam ciepło :-)

                  Szczęście dziecka jest najwiekszą nagrodą za własne, hm, niedogodności.
                  • Gość: oak Re: Oaku IP: iB.rudanet.com:* 05.06.03, 21:47
                    jmx napisała:


                    > Na szczęscie każdy, swój wewnetrzny świat, może tak 'umeblować' jak uważa za
                    > stosowne i nikomu nic do tego.
                    >

                    Zgadzam się. A cena tych "mebli" to właśnie pogodzenie się z
                    faktem /akceptacja/ "że w pocie czoła.......".

                    dobrych snów /jak Ci się zachce oczywiście, raczej sam sobie życzę ))))/
                    oak
                    • jmx Re: :-))))) 05.06.03, 21:55
                      No właśnie bo zapomniałam sama "pożyczyć" ;-)

                      Spokojnej nocy, dobranoc :-))))))
                      jmx

                      Szkoda, ze tak rzadko się tu pojawiasz....
                  • kwasna_cytryna Re: szczęście 05.06.03, 21:53
                    Szczęście dziecka jest uwarunkowane tą atmosferą, która go otacza. Jeśli tatuś
                    i mamusia nie bardzo się kochają, jeśli wzajemnie się unikają, albo uciekają od
                    siebie i z domu, jeśli wypominają codziennie, co złego sobie nawzajem zrobili,
                    jeśli wszystko to odbywa się na oczach dziecka, to jak ono ma być szczęśliwe?
                    Jemu nie wystarczą kolorowe zabawki, spełnianie zachcianek; ono potrzebuje
                    miłości na codzień, a nie okazywanej od święta. Dziecko musi widzieć wzajemną
                    bliskość rodziców ich uczucia względem siebie, wzajemnie okazywany sobie
                    szacunek. Jeśli tego nie ma, dziecko prędzej czy póżniej to wyczuwa i
                    przestaje czuć się bezpiecznie. I pryska jego szczęście...
                    • Gość: oak szczęście czy chwila radości IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.06.03, 11:28
                      kwasna_cytryna napisała:

                      > Szczęście dziecka jest uwarunkowane tą atmosferą, która go otacza. Jeśli
                      tatuś i mamusia nie bardzo się kochają, jeśli wzajemnie się unikają, albo
                      uciekają od siebie i z domu, jeśli wypominają codziennie, co złego sobie
                      nawzajem zrobili, jeśli wszystko to odbywa się na oczach dziecka, to jak ono ma
                      być szczęśliwe? Jemu nie wystarczą kolorowe zabawki, spełnianie zachcianek; ono
                      potrzebuje miłości na codzień, a nie okazywanej od święta. Dziecko musi widzieć
                      wzajemną bliskość rodziców ich uczucia względem siebie, wzajemnie okazywany
                      sobie szacunek. Jeśli tego nie ma, dziecko prędzej czy póżniej to wyczuwa i
                      przestaje czuć się bezpiecznie. I pryska jego szczęście... <

                      racja, racja, racja tylko taka gładka, okrągła i ogólnikowa. Piekne i szczytne
                      teoretyczne założenia, a jednoczesnie to wszystko brzmi jak ten nick -
                      kwaśna_cytryna...... widziałaś niekwaśną ?
                      Każdy człowiek jest inny, każde dziecko jest inne i nie ma takiej samej pary
                      rodziców. I ważniejsza jest umiejętnośc obserwacji własnego dziecka znajomość
                      jego uczuć niż teoretyczne rozważania w stylu czy lepiej dwie godziny nosić na
                      rekach i tulić od kupna nowej zabawki, czy lepszy "24 godzinny kontakt z
                      rodzicem", od kontaktu z rówieśnikami w przedszkolu, czy lepsze skrywanie
                      kłopotów i gra, czy lepiej pokazać, że problemy i róznice są ale się je
                      rozwiązuje i rozmawia o tym.

                      "dziecku nalezy dać miłość na codzień" - piękne zdanie, teraz poproszę o
                      definicję co jest miłością rodzicielską, a co nie. Czy łzy żalu w oczach
                      dzieciątka mogą być spowodowane miłością rodziców, ja zaryzykuję i
                      powiem "tak". Tak samo usmiech i chwila szczęścia dziecka, może wystapić na
                      podłożu głupiej egoistycznej małpiej miłości tatusia czy mamusi.

                      Rolą rodziców nie jest dawanie szczęścia teraz już w jakichś oderwanych
                      kawałkach i gestach. Podsumowanie nie następuje z chwilą osiągniecia przez
                      dziecko 18, 20, 25 lat. Szczęście jest sumą nieskończenie wielu małych
                      składników dodatnich i ujemnych jakie są odbierane przez to "dziecko" do
                      ostatniego tchnienia /nawet jeśli będzie już miało 90 lat/. Cała trudnośc
                      polega na tym, by nie zamienić własnego zadowolenia na widok radości szkraba,
                      bo właśnie spełniliśmy jego kolejne pragnienie, lecz by widzieć skutki
                      spełnienia tego pragnienia.

                      "rodzice, to nie ktoś kto ma być oparciem w życiu, to ktoś kto ma wiele czasu
                      by nauczyć jak żyć bez oparcia".


                • white.falcon Re: Do Jmx 05.06.03, 22:11
                  Gość portalu: oak napisał(a):

                  Jeżeli nie zakłócę Waszej rozmowy, to chciałabym dodać kilka zdań od siebie na
                  temat postrzegania szczęścia. Sądzę, że człowiek nigdy do końca nie potrafi być
                  szczęśliwy, nawet jeżeli, a może pomimo wszystko, nie stosuje w swoim życiu
                  definicji, określonej przez "oak", "new brave world". Człowiek zawsze pragnie
                  jeszcze jakiejś odrobiny, jak mu się wydaje, brakującej do pełni szczęścia.
                  Takiego niby nic nie znaczącego ogniwka, bez którego, jak mu się wydaje, nie
                  można być szczęśliwym. Owszem, docenia to, co zostało osiągnięte w zyciu ciężką
                  pracą, zmęczeniem, dołożeniem ogromnych wysiłków, ale... brakuje mu jeszcze
                  tego czegoś malutkiego. Najwyżej, oglądając się wstecz, czuje zadowolenie z
                  tego, co juz osiągnął. Mimo to, uczucie zadowolenia jest uczuciem dobrym, a
                  dążenie do osiągnięcia jeszcze tego małego brakującego ogniwka jest drogą do
                  przodu, rozwojem.

                  Natomiast chwila uczucia prawdziwego czystego szczęścia zdarza się. Zdarza się
                  n.p., gdy Mama po raz pierwszy przytula swoje nowonarodzone dziecko i to
                  szczęście ta Mama potrafi przekazać wszystkim ją otaczającym. Rzecz
                  niepowtarzalna. Przykładów zapewne jest duzo więcej, ale nie nasuwają mi się na
                  myśl w tej chwili. Natomiast doskonale potrafimy zdać sobie sprawę z szczęścia
                  przegapionego; utraconego w obliczu rzeczy ostatecznej, nieuniknionej;
                  zakończenia się czegoś - bez nadziei na naprawienie sytuacji. Wtedy
                  uświadamiamy sobie, co straciliśmy, co "nie zaczęło się, a się skończyło". Jest
                  to bolesne uczucie, bo pozostają wspomnienia, z którymi trzeba jakoś sobie
                  poradzić, przejść przez uczucie żalu, bólu, czasem - nienawiści, przejść przez
                  błękit. Ktoś mądry kiedyś powiedział: "Kto przeszedł przez ogień, rozumie
                  błękit", bowiem najgorętszą częścią ognia jest część błękitna - spala, nie
                  parzy. Właśnie tego rodzaju ból i tęsknotę za utraconym, kiedyś niedocenianym
                  szczęściem trzeba przejść, by potem wspominać minione szczęście z nostalgią, ze
                  spokojem i dopiero potem dojść do wniosku, że w życiu - w bieżącym momencie -
                  trzeba dostrzec te iskierki szczęścia, które posiadamy i starać się ich nie
                  zgasić, nie stracić.

                  Tak mniej więcej pojmuję szczęście.
                  Dziękuję za uwagę i przepraszam za wtrącenie się do Waszej rozmowy.:)
                  Pozdrv.:)

                  > Zgadzam się z Tobą, że akceptacja drobnych negatywnych elementów, które są
                  > nieodzowną solą szczęścia jest rzeczą jak najzupełniej naturalną. I z brakiem
                  > uczuć nie ma nic wspólnego, co najwyżej z ich gradacją. "Prawdziwa radośc to
                  > rzecz serio" i "Dropgie jest to co rzadzkie". Jak bardzo się nie lubi nocnych
                  > wrzasków niemowlaka, tych powszednich świtów nad kubkiem kawy i papierosem w
                  > ręce, gdy za oknem deszcz, chłod i wiatr, powieki mają urwać się podwpływem
                  > własnego cieżaru i jak wczoraj do roboty trzeba iść. Ile razy padamy na pysk
                  > ze zmęczenia, ile razy przeklinamy własny zalatany los. A jednak szczęście
                  tak
                  > naprawdę rodzi się z tego, że pomimo tych wszystkich nieprzyjemności i
                  > niedogodności dostajemy największy prezent w postaci spokojnego i pogodnego
                  > snu dziecka, ciepłego własnego kąta w mroźny grudniowy wieczór, niezależności
                  > od opinii i humorów innych ludzi. I poczucia, że nikt z zewnątrz nie jest nam
                  > tego wstanie odebrać, bo "męczyliśmy" się na to. Szczęście prawdziwe to ma
                  > wielkie krople potu na czole. A ta współczesna definicja szczęścia,
                  skrywająca
                  > pod słowami "samorealizacja", "odskocznia" itp - pospolite hasło: "tylko
                  > kurwa, JA !!!!", to iluzja, mija szybciej niż jej wyznawcy się spodziewają.
                  > Przychodzi starość, człowiek trochu się fałduje, zdeptuje, zaokrągla ..... i
                  > wtedy gro wyznawców samorealizacji laduje na kozetkach psychologów ... panika
                  > przed kilogramem więcej, histeria na tle tatusiowego brzuszka. "Bo przecież
                  ja
                  > nie akceptuję, to i nie mogę oczekiwać akceptacji od kogoś innego".
                  > Dziś własne słabości nazywa się "uczuciami", własne ułomności genomem, a
                  > pozbycie się samokontroli i samozastanowienia - wyzwoleniem.
                  > Tak wygląda dziś ten nasz piękny wyzwolony new brave world, tfu.
                  >
                  > pozdr. dobrej nocy
                  > oak
                  >
                  > "dziecko czy własne szczęście" - tak może zapytać tylko ktoś, kto nigdy w
                  > zyciu nie widział nawet przez moment szczęśliwej twarzy drugiego człowieka.
                  > Szczęśliwej przez to, że tobie nogi trzesły się ze zmęczenia.
            • white.falcon Re: Natura zycia a reakcja czlowieka 05.06.03, 18:49
              vazniak napisał:

              > Ja twierdzilem ze trudno nie czuc frustracji gdy nasz partner/partnerka woli
              > inna osobe. jmx twierdzila ze nad uczuciami trzeba panowac. Panowac czyli nie
              > czuc??? Zauwaz ze nie bylo mowy o symptomach (dla innych) tych odczuc.
              >
              > A ja na to ze przeciez doswiadczanie uczuc jes ludzkie, jezeli ona nic nie
              > czuje,albo udaje ze nic nie czuje (bo przeciez panowac musi) to jest
              > manekinem. Zgoda, mozna panowac nad symptomami uczuc (szczegolnie jak one
              > groza innym).
              >
              Oj, tego się nie uniknie w żaden sposób. Przez to się przechodzi, jak przez
              ciężką chorobę. Ale gdyby nie było tego rodzaju negatywnych odczuć, nie
              powstałoby wiele rzeczy, które dotychczas są podziwiane przez ludzi. Czyli do
              czegoś nawet taka frustracja jest potrzebna. Mozna walczyć o uczucia, ale nie
              zmuszać do nich, bo i tak tego się nie osiągnie. Dobrze jest widzieć w innym
              człowieku czlowieka. Lecz wielką sztuką jest nauczyć się szanować zdanie i
              uczucia drugiej osoby...
              Pozdrv.:)
              • jmx Re: Natura zycia a reakcja czlowieka 05.06.03, 20:25
                Ale ja podobno nie mam uczuć...
                • white.falcon Re: Natura zycia a reakcja czlowieka 05.06.03, 20:41
                  jmx napisała:

                  > Ale ja podobno nie mam uczuć...
                  >
                  Każdy je ma. Gdybyś nie miała uczuć, to byłabyś robotem lub maszynką do
                  parzenia kawy. Uczucia idą w parze z myśleniem, więc nie ma obaw, masz uczucia.
                  Pozdrv.:)
                  • jmx Re: Natura zycia a reakcja czlowieka 05.06.03, 20:45
                    white.falcon napisała:

                    > jmx napisała:
                    >
                    > > Ale ja podobno nie mam uczuć...
                    > >
                    > Każdy je ma. Gdybyś nie miała uczuć, to byłabyś robotem lub maszynką do
                    > parzenia kawy. Uczucia idą w parze z myśleniem, więc nie ma obaw, masz
                    uczucia.
                    > Pozdrv.:)

                    Ooooo.... <rumieniec>
                    Pewnie zaraz się na Ciebie rzucą ale dziękuję bardzo :-)))))))
                    • vazniak Re: Natura zycia a reakcja czlowieka 06.06.03, 00:45
                      jmx napisała:

                      > white.falcon napisała:
                      >
                      > > jmx napisała:
                      > >
                      > > > Ale ja podobno nie mam uczuć...
                      > > >
                      > > Każdy je ma. Gdybyś nie miała uczuć, to byłabyś robotem lub maszynką do
                      > > parzenia kawy. Uczucia idą w parze z myśleniem, więc nie ma obaw, masz
                      > uczucia.
                      > > Pozdrv.:)
                      >
                      > Ooooo.... <rumieniec>
                      > Pewnie zaraz się na Ciebie rzucą ale dziękuję bardzo :-)))))))


                      NO widzisz a mowilas ze trzeba panowac nad uczuciami, czyli negowac ich
                      istninie. Sama sie zaplatalas.

                      I jeszcze do Twojego komentarza: "zaraz sie na Ciebie rzuca" -
                      po co takie niegrzeczne uwagi??
                      • jmx Re: Natura zycia a reakcja czlowieka 06.06.03, 00:52

                        1. Nie miałam na myśli Ciebie :-)

                        2. Co do uczuć - zależy jakie są to uczucia. Wierzę w to, być może jestem
                        naiwna, że nie każdy mężczyzna kochający się ze swoją żoną myśli o "mięsku".
                        Bo właśnie od tego zaczęła się nasza rozmowa.

                        --
                        :-)))
Pełna wersja