Ja biedna, a on bogaty..

IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 09.07.03, 19:17
Mam klasyczny, podrecznikowo- romansowy problem. Znamy sie ze studiow.
Normalna znajomosc, bo jakze mozna sie poznac, widzac sie dwa razy w tygodniu
na zajeciach. Przez kilka miesiecy nic nie wskazywalo na to, ze jedna randka,
jeden pocalunek, zmieni te znajomosc w to, co teraz mnie przeraza.
Zaiskrzylo, i to bardzo, jest nam ze soba bardzo dobrze, ale.. Jestesmy z
roznych srodowisk. On, z zamoznej, inteligentnej, rodziny, gdzie jego dziadek
mial limuzyne i szofera;gdzie obiady jada sie w restauracji, bo nie oplaca
sie gotowac w domu; natomiast ja, z przecietnej,niezamoznej rodziny, jako
jedyna studuiuje, z ambicjami, znajaca swoja wartosc. Nie znamy osobiscie
swoich rodzin. Mowi, ze u niego w rodzinie dziewczyne przedstawia sie dopiero
jako przyszla narzeczona. Zaakceptowalam to. On ma swoje mieszkanie, swoje
zycie, rodzine widzi raz w tygodniu, resza dni jest dla nas. Sam stara sie od
tego zewnetrznie odciac; przecietny,niedbaly z wygladu, niezmanierowany,
szalenie inteligentny,spokojny, nieco niesmialy.
A moj problem? Moment konfrontacji naszych srodowisk. Jeszcze nie nadszedl, a
ja zaczynam sie wycofywac, pograzac w sobie. Bo mialam juz taka sytuacje: moj
niedoszly narzeczony doprowadzil mnie do zalamania, naginajac mnie do
wizerunku swojej inteligenckiej, bardzo zamoznej rodziny. Bylam jego idealem,
dopoki nie przedstawil mnie swojej rodzinie. Nie wytrzymalam, wole byc sama,
niz sztucznym wytworem.
Boje sie,ze i tym razem moze byc podobnie. Bo jakze moge to przewidziec? Nie
potrafie sie wycofac bez bolu, bo raniac go, glebiej ranie siebie. On nie
rozumie moich watpliwosci,nie ma zamiaru rozstac sie ze mna z powodu
pieniedzy. Ostatnio celowo mu docinam, to jest swoisty test na to, czy sie
odegra, czy sie zezlosci i powie mi cos bolesngo. Bo wtedy bede miala powod
zeby sie wycofac. Dotad nie mam powodu..
Dlaczego o tym pisze? Poszukuje rady, podobnych doswiadczen, czegokolwiek, co
uspokoiloby mnie.. Bo nie mysle racjonalnie..
    • jmx 'Mezalians'...? 09.07.03, 19:51
      Nie rań go, nie testuj, nie sprawdzaj ale rozmawiajcie na ten temat. Wspólnie,
      powiedz mu o swoich obawach, wątpliwościach. Jesteś zraniona i ostrożna po tym
      co Cię spotkało ale przecież nie wszyscy ludzie wyżsi statusem zachowują się w
      podobny sposób. Powinniście dużo o tym rozmawiać, przedstaw mu swój punkt
      widzenia, może opowiedz co Cie spotkało, zeby on lepiej mógł zrozumieć Twoje
      obawy, moze spytaj wprost co i czy w ogóle rozmawiał o Tobie z rodziną.

      Z drugiej strony - to nie z jego rodziną się chcesz związać ale z nim. Wiem,
      akceptacja rodziny jest bardzo ważna, nie lekceważę tego. Ale to wy wspólnie
      tworzycie związek a nie wasi krewni. Z akceptacją czy bez - najważniejsze jest
      żebyście sami wzajemnie sie akceptowali i kochali.

      Pozdrawiam :-)
      • Gość: Meskalina Re: 'Mezalians'...? IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 09.07.03, 20:40

        >
        Jmx, madrze piszesz, tak, mezalians..? Powiedzialam mu, ze kiedys bylam w
        podobnej sytuacji i strasznie cierpialam, ale on nie widzi u nas takiego
        problemu. On mnie akceptuje,widze, ze bardzo sie stara, natomiast ja mam obawy,
        patrze podejrzliwie, jestem sploszona.. Masz racje,powinnam z nim porozmawiac,
        mimo, iz jest bardzo skryty. Nie wiem, czy jego rodzina wie o mnie, rzadko o
        niej mowi. Chcialabym zaryzykowac, ale jednak potrzebuje na to jeszcze czasu.
        Moze kiedys zaufam, chcialabym.
        Pozdrawiam :-)
    • white.falcon Re: Ja biedna, a on bogaty.. 09.07.03, 20:17
      Nie przekreślałabym wszystkiego na starcie. To, iż za pierwszym
      razem "sparzyłaś się", nie oznacza, że całe środowisko, jak piszesz, zamożnej
      inteligencji z tradycjami, jest jednakie. Zresztą, jak pisze jmx, wybierasz
      konkretną osobę na bycie z nią blisko, a nie jego rodzinę. Musisz pod
      odpowiednim kątem przyjrzeć się swojej sympatii: czy będzie stanowił wsparcie
      dla Ciebie, czy będzie chciał pomóc "aklimatyzować" się w jego rodzinie i ...
      czy akceptuję Ciebie jako Ciebie. Powinnaś przede wszystkim porozmawiać
      szczerze, powiedzieć o swoich wątpliwościach, a nie zrażać niezasłużenie osoby,
      która okazuje Ci uczucia i serce. Możesz głęboko zranić człowieka, a potem
      okaże się, że popełniłaś błąd i tak naprawdę, nie było czego się bać. Strach ma
      wielkie oczy, póki z nim się nie zmierzysz. Polecam odwagę w rozmowie i
      optymizm w spojrzeniu na sprawę.:)
      Pozdrv.:)
      • ja_nek Re: Ja biedna, a on bogaty.. 09.07.03, 20:58
        Jeśli trudno Ci przychodzi powiedzenie mu o wszystkich swych obawach napisz
        list, w którym precyzyjnie i w sposób pełny opiszesz swoje obecne obawy i ich
        powody. Wspomnij w nim też o swej przyszłości, aby pełniej to zrozumiał.

        Nie testuj go, ani nie szukaj pretekstu do rozstania, bo chyba nie o to Ci
        chodzi.

        Pozdrawiam
        janek
    • Gość: colette Re: Ja biedna, a on bogaty.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.07.03, 21:12
      mam nadzieje że ten chłopak nie zmyśla z tym szoferem jego dziadka itd., raz
      słyszałam o pewnym kolesiu który twierdził, że pracuje na jakimś wysokim
      stanowisku w Mariocie, parę razy umówił się ze swoją dziewczyną w mariocie,
      specjalnie na tę okazję ubierał się w garnitur zjeżdzał windą twierdząc że
      właśnie wraca z pracy, wymyślał jeszcze inne historie w które ona uwierzyła, a
      potem przed ślubem wszystko wyszło na jaw.
      Jeśli dobrze się ze sobą czujecie macie wspólne tematy itd. to to z jakiej Ty
      pochodzisz rodziny a z jakiej on nie powinno mieć znaczenia, w końcu miłość nie
      zna granic :-)
      • Gość: meskalina Re: Ja biedna, a on bogaty.. IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 09.07.03, 21:38
        Colette, on nie zmysla. To jest rodzina o gleboko komunistycznych korzeniach,a
        w tamtych czasach wszystko bylo mozliwe. Nie dziwie sie,ze nie chce o tym
        mowic, teraz to raczej wstyd.
        Ja-nek, list juz napisalam dawno, w pierwszych tygodniach naszej znajomosci.
        Wtedy obawialismy sie tego oboje, mam na mysli uczucie.
        Moze jednak mu o tym powiem.. Bo przeciez jak dlugo mozna sie z tym gryzc,
        oszalec mozna. A ranic go juz nie chce,macie racje, na wlasne zyczenie go
        odrzucam. Ech..
        • von-koza Re: Ja biedna, a on bogaty.. 10.07.03, 09:10
          Przepraszam, ale czy nie jest tak że trochę sama komplikujesz sprawę. Po co
          robić problem na zapas. Przecież sama piszesz, że jesteście szczęśliwi.
          Piszesz, że partner wie o Twoich obawach. Skoro on nie robi z tego problemu, to
          może nie ma się czym zamartwiać.
          Pozdrawiam.
          • krawatko Re: Ja biedna, a on bogaty.. 10.07.03, 13:15
            von-koza napisał:

            > Przepraszam, ale czy nie jest tak że trochę sama komplikujesz sprawę. Po co
            > robić problem na zapas. Przecież sama piszesz, że jesteście szczęśliwi.
            > Piszesz, że partner wie o Twoich obawach. Skoro on nie robi z tego problemu,
            to
            >
            > może nie ma się czym zamartwiać.
            > Pozdrawiam.

            I Ty masz kompleks na punkcie komuchow, ktore skradly pieniadze polskiemu
            narodowi??? I za nie taki komuch jezdzil limuzyna z szoferem??? Wstydzilabys
            sie! POchodzenie - inteligencja? No tak mieli chody i kupili sobie dyplomy.
            • Gość: meskalina Re: Ja biedna, a on bogaty.. IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 10.07.03, 21:09
              >
              > I Ty masz kompleks na punkcie komuchow, ktore skradly pieniadze polskiemu
              > narodowi??? I za nie taki komuch jezdzil limuzyna z szoferem??? Wstydzilabys
              > sie! POchodzenie - inteligencja? No tak mieli chody i kupili sobie dyplomy.

              Hm, tamten okres pamietam przez mgle, ale prawdopodobnie tak bylo. Nawet moj
              mezczyzna nie chce o tym mowic, a jak wspomina o przeszlosci swoich rodzicow,
              to wysuwaja sie opowiesci o patii i dziwnych pobytach w Zwiazku Radzieckim.
              Nia mam na ich punkcie kompleksow, nie znam ich.Ale czy ich przeszlosc ma
              rzutowac na moje uczucia do ich syna? Mam nim przez to pogardzac? Ja tylko
              obawiam sie konfrontacji i Jego zachowania w stosunku do mnie.Nie sadze, zeby
              miala na to wplyw polityka. To nie to pokolenie.
Pełna wersja