Dlaczego?...

13.07.03, 00:17
Dlaczego...
1. Szukamy kogoś, zakładając, że nie znajdziemy lub boimy się znaleźć, a
jednak szukamy?
2. Dzielimy się swoimi myślami z nieznanymi innymi, a nie z bliską nam osobą?
3. Pozwalamy sobie "umierać" w beznadziejnej sytuacji, a nie stawiamy jej
czoła, skacząc nawet na łeb na szyję, by z niej wyjść?
4. Nie ufamy, a mamy na to nadzieję, nie ufając innym, że ktoś nam zaufa?
5. Usprawiedliwiamy własną słabość, egoizm i małostkowość, a jesteśmy czasem
bezwzględni dla innych?
6. Prosimy o uczucia wyższe, nie potrafiąc ich dać i dzielić?
7. Cierpimy, a nie umiemy słuchać tych, którzy nam mogą i chcą pomóc, nie
doceniamy ich?
8. Ograniczamy serce, rozum, myśli, by tylko nam było wygodnie?
9. Traktujemy uczucia jak zabawkę, a życie innych ludzi, jako coś, co nas nie
dotyczy, nad czym można eksperymentować?
10. Brakuje nam dobra?

Chyba dlatego, że jesteśmy aż ludźmi i tylko ludźmi, ale czy jeszcze
ludźmi?... Smutne.:(
A co Wy sądzicie na powyższe tematy?
Pozdrv.:)
    • Gość: cal.....ka Re: Dlaczego?... IP: *.media4.pl / 10.5.14.* 13.07.03, 00:38

      > 2. Dzielimy się swoimi myślami z nieznanymi innymi, a nie z bliską nam osobą?
      I tu zaczyna się problem samotności, powoli, małymi krokami.

      > 3. Pozwalamy sobie "umierać" w beznadziejnej sytuacji, a nie stawiamy jej
      > czoła, skacząc nawet na łeb na szyję, by z niej wyjść?
      Bo w niektóre sytuacje potrzebują tylko pomocy ze strony człowieka, ponieważ
      zrobiliśmy już wszystko co mogliśmy zrobić wg naszego mniemania.
    • jmx Re: Dlaczego?... 13.07.03, 00:50
      "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego" - nie kochamy = nie lubimy siebie i
      podobnie, chcąc nie chcąc, traktujemy innych. Myślę, że za tymi
      wszystkimi "dlaczego" stoi nieumiejętność akceptowania siebie.
      Ale być może to zbytnie uproszczenie...
      • white.falcon Re: Dlaczego?... 13.07.03, 01:00
        jmx napisała:

        > "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego" - nie kochamy = nie lubimy siebie
        i
        > podobnie, chcąc nie chcąc, traktujemy innych. Myślę, że za tymi
        > wszystkimi "dlaczego" stoi nieumiejętność akceptowania siebie.
        > Ale być może to zbytnie uproszczenie...
        >
        Nie nadmieniłam, że nie pisałam z punktu widzenia mojej własnej osoby. To
        pytania, które powstały po lekturze FR. Nie uprościłaś, jmx, tylko uściśliłaś
        moje spostrzeżenia.:)
        Pozdrv.:)
        • jmx Re: Dlaczego?... 2 13.07.03, 01:38

          Ale ja nie pisałam tego o Tobie tylko ogólnie, przynajmniej tak to miało
          wyglądać ;-)
          • Gość: cal.....ka Re: Dlaczego?... 7 IP: *.media4.pl / 10.5.14.* 13.07.03, 02:13
            7. Cierpimy, a nie umiemy słuchać tych, którzy nam mogą i chcą pomóc, nie
            doceniamy ich?

            No właśnie. Nie słuchamy. Otóż po pierwsze, należy spisać listę tzw. sygnałów
            ostrzegawczych. Potem omówić ją z mężem /żoną i z wybranymi, bliskimi osobami,
            po to, aby - gdy zauważą takie objawy - interweniowały. Interwencja taka
            miałaby wyglądać np. tak: żona podchodzi do biednego wkurzonego męża i
            życzliwie mówi: "Kochanie, dałeś mi tę listę i prosiłeś, abym reagowała. Otóż
            widzę, że od tygodnia nie spotykasz się z przyjaciółmi, śpisz trzy godziny na
            dobę... Kochanie, Musisz pójść do terapeuty...". A mąż teoretycznie miałby
            zareagować tak: "Chyba masz rację. No tak, oczywiście. Na pewno wpadam w złość.
            Dziękuję, że mi powiedziałaś. Jutro idę do terapeuty".
          • white.falcon Re: Dlaczego?... 2 13.07.03, 13:15
            jmx napisała:

            >
            > Ale ja nie pisałam tego o Tobie tylko ogólnie, przynajmniej tak to miało
            > wyglądać ;-)

            A ja nie sugerowałam, że piszesz o mnie, skądże. Piekny dzis dzień i smutki
            może lepiej zostawić na wieczór, gdy nachodzą nas z ciemnych kątków, gdzie
            siedzą pochowane i czekają na nas.:)
            Pozdrv.:)
    • u7 Re: Dlaczego?... 13.07.03, 02:42
      white.falcon napisała:

      > Dlaczego...
      > > 2. Dzielimy się swoimi myślami z nieznanymi innymi, a nie z bliską nam
      osobą?

      bo ktos bliski nie chce/nie potrafi sluchac lub nie chce/nie potrafi rozmawiac;
      bo za bardzo ufamy ludziom i temu, co mowia

      > 3. Pozwalamy sobie "umierać" w beznadziejnej sytuacji, a nie stawiamy jej
      > czoła, skacząc nawet na łeb na szyję, by z niej wyjść?
      trzeba najpierw wiedziec w ktora strone skakac. czasem trudno to dostrzec

      > 4. Nie ufamy, a mamy na to nadzieję, nie ufając innym, że ktoś nam zaufa?

      nie ufamy, bo juz raz zaufalismy i ktos nas zawiodl


      > 6. Prosimy o uczucia wyższe, nie potrafiąc ich dać i dzielić?
      kazdy dzieli sie tak, jak potrafi.


      > 7. Cierpimy, a nie umiemy słuchać tych, którzy nam mogą i chcą pomóc, nie
      > doceniamy ich?

      kiedy stracilo sie zaufanie prawie do wszystkich, to trudno dojrzec ta osobe,
      ktora chce nam pomoc

      > 8. Ograniczamy serce, rozum, myśli, by tylko nam było wygodnie?

      ograniczamy rozum, bo jestesmy zszokowani, zranieni. trudno wtedy myslec
      racjonalnie

      > 9. Traktujemy uczucia jak zabawkę, a życie innych ludzi, jako coś, co nas nie
      > dotyczy, nad czym można eksperymentować?

      podswiadomie zaczynamy traktowac ludzi tak, jak wydaje nam sie, ze inni
      traktuja nas. czasem moze dojsc do nieporozumienia.
      traktujemy w ten sposob ludzi, bo boimy sie zranienia.
      albo: komus moze sie wydawac, ze tak traktujemy ludzi
    • delicatesca Re: Dlaczego?... 13.07.03, 05:37
      Ufnosc chyba jest zawsze w nas, przeciez chyba latwiej jest ufac niz byc
      podejrzliwym. Ale jak ktos zawiedzie to juz nie ufamy tej osobie. Najwazniejsze
      nie uogolniac i nie przenosci tej nieufnosci na innych.
      • elzbieta28 Re: Dlaczego?... 13.07.03, 10:25
        Przy tych wszystkih "dlaczego" dłużej zatrzymujemy ludzi przy sobie(tak nam się
        wydaje). Nie chcemy być ufni, radośni i szczęśliwi, i dlatego zawsze
        szukamy "dlaczego":)))) Pozdrawiam
        • white.falcon Wejść po raz drugi do tej samej rzeki... 13.07.03, 13:22
          Delicatesco, napisałaś o ufności... Często dzieje sie tak, że pomimo
          najszczerszych zamiarów wprowadzamy ograniczenia, widzimy znaki ostrzegawcze
          tam, gdzie ich nie ma i w konsekwencji - krzywdzimy osobę, której można było
          zaufać, bo nie posługujemy się rozumem, tylko nadal tkwimy w szponach uczuć.
          Trudno się nauczyc od nowa tego, co nas zawiodło. Trudno "wejść drugi raz do
          tej samej rzeki".
          Pozdrv.:)
          • ja_nek Re: Wejść po raz drugi do tej samej rzeki... 14.07.03, 01:13
            Ad1
            Nasze zachowania cechuje nadzieja i obawa, one przenikają się, chcemy czegos i
            boimy się. Z jednej strony wizja czegoś i nadzieja, z drugiej obawy z
            doświadczeń z przeszłości.
            Ad2
            Ludzie obcy są częściej bezinteresowani.
            Nieraz będąc w związku, nagromadzone, tłumione odczucia zamykaja nas na
            najbliższe osoby. Poczucie żalu i niesłuchania / niezrozumienia......
            Ad3
            Użalamy się nad sobą, bo to nas drąży i jakoś musimy dajść temu ujście
            Ad7
            Potrafia zranić i chyba tego wiele osób się boi
            Ad9
            Nie dotyczy mnie
            Ad10
            Nieprawda, jest coś takiego w ludziach jak chora dobroć, zniszczona przez ich
            samych, ale odzyskiwalna.

            Pozdrawiam
            janek
Pełna wersja