fanka.turystyki
15.01.08, 09:48
Poszłam w niedzielę wypróbowywać magiczne właściwości nowego aparatu. No więc
gdzie by tu się te właściwości mogły wyeksponować? Najlepiej nad wodą. To
pojechałam nad wodę...
No to teraz z którego brzegu by tu fotpgrafować... Wybrałam odpowiedni
brzeg... Fotografuję sobie wodę, drzewka, trawki, niebo. Nagle na
przeciwległym brzegu słyszę wściekły galop. Patrzę -całe stado dzików pędzi
wzdłuż rzeki. Szczena mi opadła, oczy zrobiły się wielkie jak spodki i zamiast
fotografować to ja liczę te dziki: jeden, drugi, trzeci... Aż do osiemnastu
doliczyłam...
W pewnym momencie pierwszy dzik rozpędził się i rzucił ze stromego brzegu do
wody, za jego przykładem poszła reszta stada i przebierając zgrabnie
raciczkami -przepłynęły na mój brzeg... A ja tak dalej stałam z rozdziawioną
gębą i aparatem w opuszczonych dłoniach...
I tym sposobem mam tylko (dosyć udane zresztą) landszafciki jako pamiątkę z
wycieczki...