zwierz_futerkowy
20.02.08, 18:23
noce stawały się coraz dłuższe.
zagadywały mnie myślami,
trzymając bezsennie, półprzytomnie,
choć chciałem usnąć, tuląc się
do kołdry, zatapiając rozgrzane czoło
w zimnej poduszce, nic...
dlatego w wielkiej tajemnicy
nic nikomu nie mówiąc
milcząc nawet przed samym sobą,
postanowiłem znaleść hobby.
przymknąłem oczy próbując resztkami,
postrzępionej zmeczeniem wyobraźni,
poszukać odpowiedniego dla siebie zajęcia.
pomysły pojawiły się szybko.
Tak, pod osloną nocy, skonstruowałem
teleskop. ale nie do patrzenia na
gwiazdy lecz na ludzi. pozbierałem
kolorowe szkiełka z porozbijanych
co roku butelek po szampanach,
posklejane łezkami okazały się
wyśmienicie spełniać swą rolę.
Teraz moegłem podglądać ile dusza
zapragnie. Okazalo się jednak że
nie tak łatwo pośród tylu gwiazd
wabiących oko wypatrzeć Wenus.
Zrezygnowany postanowiłem się napić
napędziłem więc bimbru. Zaprawiony
gorzkim słowem wzmocniony słowami rzuconymi
na wiatr oraz kilkoma przeklenstwami
kapał swymi łazami napełniając czarę.
stałem się złośliwy i sarkastyczny
profanowalem literaturę piękną,
pisząc tą brzydką
Upity choć jednym sukcesem tej nocy
postrzelałem uśmiechami sam do siebie.
Stałem dość daleko od lustra aby
nie daj Boże nie widzieć zbyt dużo.
Potem udalem się na spacer w mgle
pod latarnią księżyca w pełni
swego posępnego uroku.
Ze zdumieniem odkryłem iż potrafię mterlizować
swe myśli.
Ledwo poczułem chłód, już trzymałem
już czułem ciepło ciała pachnącego
tęsknotą.
ledwo chciałem coś zatęsknić, już pędziłem
niesiony jakąś siłą do góry, mknąc
przez czas jak autostradę
z każdym biciem serca powracając do
wspomnień choć odległych, teraz
stojących przede mną jakby dopiero
co miały się wydarzyć.
Grzeszyłem, kochałem, walczyłem z wymyślonymi
przez siebie smokami...
w tajemnicy przed światem...
Wtem, gdzieś około szóstej,
Poranek niczym policja
zerwał mnie z łóżka.
- Pan pójdźie z nami! -
powiedziała spokojnie, choć stanowczo
stojąca posępnie tuż nad moją głową
Szara rzeczywistość.