wodniczka78
07.04.08, 01:02
Jestesmy razem 6 lat, wychowujemy wspólnie moje 8-letnie dziecko.On
nie ma własnych dzieci, ale moje dziecię traktuje jak własne, są
bardzo żzyci ze sobą. Zaczęło sie od wielkiej, szalonej, miłości...
Potem plany, marzenia, zamieszkalismy razem...I na tym bajka się
kończy... Mija dzień za dniem, są lepsze dni i gorsze jak w kazdym
związku. A ja czekam na pudełko z pierścionkiem, białą suknię,marzę
o własnej rodzine. Czuję że kolejne lata mijają,a moje zycie stoi w
miejscu. Moi rodzice nie żyją, nie mam rodzeństwa, ani innej
bliskiej rodziny, jest ON... Potrzebuję stabilizacji,
bezpieczeństwa, mam dośc mieszkania na kocia łapę, w wynajetym
mieszkaniu!!!! Przeciez oboje nieźle zarabiamy i powinnismy pomyslec
o przyszłości.Mówi, że kocha, a kolejna rozmowa na temat slubu
konczy sie kłótnią... Nie mamy planów na przyszłośc, nie staramy sie
o kredyt mieszkaniowy, nie rozmawiamy o tym co będzie...Gdy go
pakuję-awantura, potem przeprosiny i ...obietnice, które nigdy nie
mają spełnienia... Zapewnia, że kocha, że mamy czas na
formalności... Może ja wyolbrzymiam problem, przeciez wiele par zyje
w luźnym zwiazku, ale ja chcę być żoną, chcę być czyjaś, chcę by
moje dziecko miało rodzeństwo.Czekam 6 lat i czuję pustkę... Czy ten
facet mnie kocha? Dlaczego boi sie odpowiedzialności? Dlaczego nie
mysli o tym co będzie z nami za 5, 10 lat??? Myslę o rostaniu, bo
boję się, że kolejne lata czekania przede mną..., nie wytrzymam
chyba dłużej takiej niepewności...