Dodaj do ulubionych

Kochać samemu o tym nie wiedząc, czy to możliwe?

IP: *.net.pl 21.09.03, 12:35
Rok znajomości. Kobieta, która kocha, lecz nie potrafi się przełamać, żeby to
wyznać(jeste tradycjonalistką, czeka aż mężczyzna podejmie inicjatywę).
Kobieta deliktanie podpytuje z ciekawośći i bach! wielki szok i cios - On
mówi Nie kocham. Jak to możliwe skoro zachowanie świadczy inaczej? Czy jeste
możliwe żeby mężczyzna kochał lecz sam o tym nie wiedział? Czy to moje
złudzenie, desperacka próba pocieszenia samej siebie? Co to tym myslicie?
Macie takie doświadczenia?
Obserwuj wątek
    • white.falcon Re: Kochać samemu o tym nie wiedząc, czy to możli 21.09.03, 12:42
      Może poprostu "odczytałaś" w niewłaściwy sposób wyrazy sympatii, przyjacielskie
      gesty i dobre wychowanie? Poprostu nieodpowiednio zinterpretowałaś zachowanie
      drugiej osoby, moim zdaniem. Wyszła Ci nadinterpretacja. Nie warto doszukiwać
      się we wszystkim, co ktoś powie lub zrobi, odrazu "drugiego dna". Ludzie są
      prości i warto ich odbierać w prostszy sposób.

      Pozdrv.:)
      • Gość: ladybug_21 Re: Kochać samemu o tym nie wiedząc, czy to możli IP: *.net.pl 21.09.03, 12:48
        ale namiętne pocałunki, przytulanie, głaskanie, częste spotkania, mnóstwo
        smsów, dużo miłych słowek (oprócz tych dwóch najważniejszych), szczere rozmowy,
        nawet skłonność do poświęceń dla mnie, chęć utrzymania tego związku mimo
        kryzysu, czy takie zachowanie nie sugeruje w pewien sposób miłości? Nie jestem
        naiwną osobą, wydawało mi się, że to miłość a jednak nie:( Co o tym sądzić?
          • Gość: ladybug_21 Re: Kochać samemu o tym nie wiedząc, czy to możli IP: *.net.pl 21.09.03, 13:14
            No właśnie, ale to juz mój chłopak. On twierdzi, że jesteśmy parą. Ale parą
            czego? Przecież para to chyba znaczy, że łączy nas coś więcej niż przyjaźń, bo
            jeśli tak by było to by chyba powiedział, że jesteśmy przyjaciółmi i już. On
            twierdzi, że mnie nie kocha (nie mam odwagi mu wyznać swoich prawdziwych uczuć,
            bo wiem, że to będzie bardzo bolało jak w zamian usłyszę - ja Cie nie kocham:(
            jedynie napomknęłam o tym). Nie rozumiem tego, stąd moje dziwne pytanie czy
            mozna kochać samemu nie zdając sobie z tego sprawy? Ja się czułam przez Niego
            kochana a On twierdzi, że nie kocha. O co tutaj chodzi tak naprawdę?
            • white.falcon Re: Kochać samemu o tym nie wiedząc, czy to możli 21.09.03, 13:28
              Z mojej strony to wyglądałoby tak, że... dałabym sobie z tą osobą spokój,
              stawiając tą kwestię "na ostrzu noża". Skoro on uważa, że jesteście parą, a nie
              ma w tym uczuć, to po co mi takie coś byłoby potrzebne. Nie jestem poczekalnią
              na uczucie, które w pewnym momencie ta osoba może poczuć do kogoś innego.
              Jesteś, Ladybug, człowiekiem, który czuje, myśli i - jak każdy człowiek -
              zasługuje na szacunek, również uczuciowy. Porozmawiaj poważnie ze swoim
              chłopakiem, stawiając sprawę "na ostrzu noża" i... "wóz albo przewóz". Nie
              warto tkwić w czymś, co nie jest deklarowane jako pewnik istnienia czegoś
              (nawet jeżeli komuś to się tylko wydaje), bo się zadręczysz. Podkreślam, to
              jest tylko moje zdanie, a ludzie - ludzie są różni.

              Pozdrv.:)
                • white.falcon Re: Kochać samemu o tym nie wiedząc, czy to możli 21.09.03, 13:38
                  Możesz poprostu nie doczekać się. Czasem, choć to trudne, warto swoje
                  uczucia "schować do kieszeni". Skoro jest, jak jest, to widocznie to nie jest
                  to uczucie. Może warto poczekać na To Prawdziwe Uczucie? Po co "rozdrabniać
                  się" na maleńkie, skarlałe i niepewne? Podkreślam - ja tak to widzę i tak bym
                  zrobiła, ale to Twoje życie i zrobisz tak, jak uważasz.

                  Pozdrv.:)
                  • ja_nek Re: Kochać samemu o tym nie wiedząc, czy to możli 21.09.03, 16:04
                    Dziewczyny, czy Wy nie przesadzacie?
                    Poważny człowiek nie mówi czegoś, czego nie jest pewien. To jest
                    odpowiedzialność.
                    Miłość albo przychodzi od razu albo powoli. Sam znam smak jednego i drugiego.
                    A Wy zaraz deklaracji płomiennej miłości wymagacie. Najlepiej chłopa pod
                    ścianę i przesłuchać. A może coś ziepnie.
                    Tylko słuchajcie uważnie, bo może się zająknie.
                    Co za kobiety...

                    Pozdrawiam
                    janek
                    • white.falcon Re: Kochać samemu o tym nie wiedząc, czy to możli 21.09.03, 16:13
                      Janek, Autorka pisze o rocznej "płomiennej" znajomości. To jak kubeł zimnej
                      wody na głowę - oświadczenie, że kogoś się nie kocha, ale się jest z nim,
                      bo.... nawet najlepiej nie wiadomo - co. Tu zaistniał dysonans, który powinien
                      zostać wyjaśniony, do czego Autorkę namawiam - do szczerej rozmowy. Only. Po co
                      ma się człowiek mordować, budując sobie fatamorganę, jak nie ma to sensu i to
                      najmniejszego. Dla zabawy? Z czyjej strony - Autorki, czy tego Pana? Po co się
                      bawić uczuciami, skoro w ten sposób można kogoś skrzywdzić.

                      Nie wiadomo - Autorka nie pisze - ile lat ma ten Pan, a ile Ona, ale czasem dla
                      ludzi to jest bariera nie do pokonania, bo druga strona może kogoś uznać za
                      osobę niedojrzałą emocjonalnie, albo - odwrotnie - sądzić o zbyt duzym
                      doświadczeniu w emocjonalnych sprawach. Poprostu może dostrzegać różnice,
                      których nie ma, ulegać złudzeniom pod presją ogólnie przyjętych stereotypów.

                      Mało to czego ludzie się obawiają?

                      Pozdrv.:)

                      Pozdrv.:)
                    • white.falcon A jednak to ja mam rację, Janku 21.09.03, 19:38
                      Chyba niezbyt uważnie przeczytałeś to, co Ladybug napisała. Ladybug wyjaśniła,
                      że mają po 20 lat (tak też sądziłam ze wpisu, że to są okolice tego wieku) i w
                      tym przypadku nie chodzi o stawianie kogoś "pod ścianą" w celu wyznania, tylko
                      o zrozumienie tego, iż nie "każde złoto się świeci" i czasem nie warto liczyć
                      na coś, jeżeli deklaruje się coś innego - w tym przypadku - brak uczucia.

                      Pozdrv.:)
                      • Gość: ladybug_21 Re: A jednak to ja mam rację, Janku IP: *.net.pl 21.09.03, 21:20
                        Oj white.falcon bardzo pesymistyczne to wszystko co piszesz:( a najgorsze, że
                        prawda:( Tylko strasznie ciężko odejść od osoby, na której nam zależy. Mój
                        chłopak, który de facto jest starszy o 3 lata, wyznał jedynie, że mnie lubi.
                        Jak dla mnie to za mało, to dobre dla przedszkolaków, a ja jestem dorosła
                        kobietą z potrzebami emocjonalnymi. No i też trudno jest mi odejść z tego
                        powodu, że niby dobrze mnie traktował, tak mi się wydawało. Tylko dlaczego nie
                        potwierdza tego słowami? Bardzo to wszystko nielogiczne jak dla mnie. Może
                        powinnam jeszcze dodać, iż jestem jego pierwszą dziewczyną. Może stąd wynikają
                        problemy z pokochaniem mnie:(
                        • white.falcon Re: A jednak to ja mam rację, Janku 21.09.03, 23:50
                          A co mam powiedzieć? Ciesz się złudzeniami? Ja wysnuwam wnioski tylko na
                          podstawie tego, co mówisz. Dla mnie - w moim odczuciu - to wszystko brzmi
                          bardzo pesymistycznie. Sorry, jeżeli się mylę, bo życie ma wiele innego rodzaju
                          aspektów, które nie są przewidywalne.

                          Pozdrv.:)
                        • meduza4 Re: A jednak to ja mam rację, Janku 22.09.03, 11:57
                          Gość portalu: ladybug_21 napisał(a):

                          > Mój
                          > chłopak, który de facto jest starszy o 3 lata, wyznał jedynie, że mnie lubi.
                          > Jak dla mnie to za mało, to dobre dla przedszkolaków, a ja jestem dorosła
                          > kobietą z potrzebami emocjonalnymi.

                          No to juz masz odpowiedz. Ten Pan nie zaspokaja Twoich potrzeb emocjonalnych
                          i jesli nie jestes zadowolona nie musisz tkwic w zwiazku tylko dlatego, ze
                          "dobrze Cie traktuje". Dobre traktowanie winnismy okazywac nawet bezpanskiemu
                          psu -czlowiekowi nalezy sie cos wiecej.
                            • meduza4 Re: A jednak to ja mam rację, Janku 22.09.03, 15:17
                              Wiesz co -miłość to miłość a seks to seks. Nie ma co tego mieszać.
                              I jeśli to "nie kocham cię" to próba ukarania Cię przez twojego chłopaka
                              za to, że nie współżyjecie seksualnie to wybacz, ale pan ten chyba jeszcze do
                              tego współżycia nie dorósł. No i generalnie chyba powinniście usiąść
                              kulturalnie jak ludzie przy kawie i przedyskutować czego od siebie nawzajem
                              chcecie i co sobie nawzajem dać możecie. Jeśli nie możecie nawzajem zaspokoić
                              swoich oczekiwań to jest to tylko bezsensowne użeranie się z sytuacją i drugim
                              człowiekiem. Jeśli brakiem deklaracji miłości ktoś chce wynegocjować seks od
                              Ciebie to nie jest zdrowe. I w drugą stronę też jest prawdziwe -jeśli ktoś
                              odmawia seksu, żeby usłyszeć "kocham" to też nie jest zdrowe.
                              I miłość i seks ludziom dojrzałym przychodzą w sposób naturalny. Wtedy wie się,
                              że czuje się właśnie to i nikogo nie trzeba ani pytać, ani się dopraszać, ani
                              nic robić. Zarówno seks jak i miłość w zdrowym, dojrzałym związku pewnego dnia
                              się s t a j ą i po prostu s ą.
    • bukfa Re: Kochać samemu o tym nie wiedząc, czy to możli 21.09.03, 17:07
      Moze dla Twojego chlopaka slowo "kocham" to cos naprawde wielkiego - moze czeka
      z nim az bedzie naprawde pewien. Mysle ze to dobrze o nim swiadczy - daje Ci
      gwarancje ze jesli juz je uslyszysz, to bedzie przemyslane na 100%. W koncu
      czlowiek to nie maszyna ktorej mozna wlaczyc uczuccia za pomoca ultimatum...
      Jesli jest Wam dobrze, to moim zdaniem powinniscie cieszyc sie tym co macie - i
      czeka. Choc to oczywiscie zalezy od Twojego wieku, cierpliwosci, i tysiaca
      innych czynnikow. Zdecydowac musisz sama.
      • Gość: ladybug_21 Re: Kochać samemu o tym nie wiedząc, czy to możli IP: *.net.pl 21.09.03, 17:49
        Oboje mamy ponad 20 lat, więc juz wcale nie tak mało. Jest to człowiek bardziej
        skryty w sobie, więc może i trudno by mu przyszło takie wyznanie. Ja to wiem i
        dlatego tak delikatnie podpytałam, no a jak w takiej sytuacji nie potrafi się
        przełamać to chyba znaczy, że nie kocha:( Byłam skłonna zaakceptować jego
        skryty charakter do pewnego czasu, lecz teraz bardzo mnie zmartwiły jego słowa -
        Nie kocham Cie:( Czy tak w ogole prosto w twarz można powiedzieć bliskiej
        osobie? Bardzo mnie to zraniło i nie wiem jak dalej postąpić...
        • white.falcon Re: Kochać samemu o tym nie wiedząc, czy to możli 21.09.03, 18:52
          Przykro mi, ale gdyby mi ktoś tak powiedział (ktoś, z kim jestem związana
          emocjonalnie), to poczułabym się koszmarnie i napewno bym nie "była" z tą
          osobą, bo uznałabym, że ten ktoś ... nie zasługuje na mnie. Wiesz, Ladybug,
          takie traktowanie nie jest poważne. Masz tylko 20 lat i przed Tobą całe piękne
          życie. Postaraj się go nie "skopać" i nie walcz o coś, co nie jest tego warte.
          Mam na myśli tego Pana.

          Pozdrv.:)
    • Gość: ladybug_21 Re: Kochać samemu o tym nie wiedząc, czy to możli IP: *.net.pl 22.09.03, 13:43
      tzn ja już sama nie wiem jak to wytłumaczyć. Sama sie pogubiłam. Wydawało mi
      się, że zaspokaja takie potrzeby(czynami). Jednak powiedział co innego. Tego
      nie rozumiem. W sumie czyny są chyba ważniejsze niż słowa, ale takie brutalne
      słowa jak Nie kocham, zaprzeczaja czynom. Gdyby mnie nie podkusiło i nie
      spytałabym to chyba byłabym nadal szczęśliwa....tylko czy to nie byłoby
      szczęście oparte na złudzeniach?
      • von-koza Re: Kochać samemu o tym nie wiedząc, czy to możli 22.09.03, 14:00
        Według mnie bardzo dobrze się stało, że się spytałaś, przynajmniej wiesz na
        czym stoisz.
        Tylko jednego nie rozumiem - Czy nie spytałaś go, po co w takim razie jest z
        Tobą tyle czasu. Z przyzwyczajenia? Z braku (przepraszam) lepszego partnera, ze
        strachu przed samotnością?

        Jak by tam nie było Falcon ma rację - odpuść sobie. Przed Tobą całe życie i
        szansa na poznanie takiego, co tak nie powie po roku znajomości.
        Albo też przyda mu się kubeł zimnej wody i dotrze do niego, ze jednak to co
        powiedział, to nie prawda. Ja bym sobie jednak głowy nie zawracał, bo pomyśl co
        zostanie za parę lat z takiego związku, jak już dzisiaj Ci mówi, ze nie kocha.

        Pozdrawiam
        von Koza
        • ja_nek Re: Kochać samemu o tym nie wiedząc, czy to możli 22.09.03, 14:45
          Czasem jest tak, że to co nas ciągnie do drugiego człowieka trudno nazwać.

          White Falcon: wnioskowanie z nicka wieku jest dość karkołomne. Można się łatwo
          pomylić.

          Ladybug wspomniała o „szczerych rozmowach, nawet skłonności do poświęceń, chęci
          utrzymania tego związku mimo kryzysu”.
          To dość ważne składniki i mam wrażenie, że dla SWOISTEJ KATEGORYCZNOŚCI łatwo
          skreślacie faceta. Nie zadeklarował się, mija czas, bach, koniec.

          Rozmowy nie należy pokierować, „czy mnie kochasz”, tylko
          „Kim mam być w Twoim życiu, czego oczekujesz, jakie masz plany wobec mnie. Ja
          to widzę tak, a jak Ty to widzisz. Jeśli nie traktujesz tego tak, że w to ma
          być poważny związek – to zostańmy wyłącznie przyjaciółmi. Ale szukajmy kogoś
          dla siebie, kto spełni nasze emocjonalne oczekiwania.”

          Ja bym to widział w ten sposób.

          Myślę, że sprowadzenie faceta na ziemię w ten sposób więcej da, aniżeli
          dopytywanie się „kochasz mnie czy nie?”

          Pozdrawiam
          janek
          • meduza4 Re: Kochać samemu o tym nie wiedząc, czy to możli 22.09.03, 15:25
            Wiesz Janku, facet gdyby kochał to sam by powiedział. Czym dłuzej żyję tym
            dziwniejsze rzeczy o swoich uczuciach ludzie mi mówią, czasem takie rzeczy,
            które zwykle się pomija -na przykład gdy jest pewne uczucie, ale związek nikomu
            by na dobre nie wyszedł. Bywają takie sytuacje, że ludzie coś do siebie czują
            ale budowanie związku nie ma sensu.
            Niemniej też mi się nie podoba gdy budowanie związku ma sens (nie ma
            zewnętrznych przeszkód) ale jedna lub obie osoby nic nie czują. Bo przepraszam,
            ale co mi po facecie, który choćby dzisiaj gotów się ze mną ożenić (no tak -ma
            przecież poważne i szlachetne wobec mnie zamiary) ale mnie nie kocha?
            Po co tracić swój cenny czas na płodzenie takiego emocjonalnego potworka?
              • meduza4 Re: Kochać samemu o tym nie wiedząc, czy to możli 22.09.03, 16:10
                von-koza napisał:

                > meduza4 napisała:
                >
                >
                > > Po co tracić swój cenny czas na płodzenie takiego emocjonalnego potworka?
                >
                > Uuacha :) Meduza, Ty to potrafisz coś dosadnie ująć :)))
                > Ja tu się silę i silę, a Ty ciach za jednym zdaniem :)))

                Trening czyni mistrza!
                Na tym forum wcześniej czy później każdy sobie wyrabia jasność w wyrażaniu
                myśli :-)
          • von-koza Re: Kochać samemu o tym nie wiedząc, czy to możli 22.09.03, 15:30
            Masz Janek sporo racji, ale powiedz sam - jaką przyszłość ma związek gdzie
            jedna ze stron mówie wprost "nie kocham". To nie jest wahanie(nie
            powiedział "nie wiem"), a raczej deklaracja. Nie skreślam faceta, ale marnie to
            widzę, bo potem przychodzi płacz i zgrzytanie zembami w poczuci straconego
            czasu. Masz rację, ze trzeba go sprowadzic na ziemie, ale znasz inny sposób niż
            rozstanie? Nie wylkucza to przecież powrotu, gdyby się nagle okazało, ze jednak
            mu na niej zależy.

            Pozdrawiam
            von Koza
            • Gość: ladybug_21 Re: Kochać samemu o tym nie wiedząc, czy to możli IP: *.net.pl 22.09.03, 15:46
              To ja wam cos jeszcze napiszę dla jasności. On w kólko powtarzać zaczął, że
              bardzo mnie lubi. Twierdzi, że nie jak zwykłą koleżankę. Mówi,że mu zależy
              niby. Jest skryty ogólnie-nie próbuję go teraz bronić. Powiedział, że bardzo
              lubi, lecz nie czuje wielkiej miłości do mnie (po roku znajmości). Z tym, że
              nie dał jasno do zrozumienia, że jest np na dobrej drodze do tego uczucia, że
              może już niedlugo. Co o tym sądzić? Dać mu jeszcze czasu trochę?
                • messja Re: Kochać samemu o tym nie wiedząc, czy to możli 22.09.03, 15:58
                  Gość portalu: ladybug_21 napisał(a):

                  > aha i jeszcze jedno zachowywał się tak jakby kochał - no jak można namiętnie
                  > całować, obejmować, przytulać osobę, której się nie kocha? jak można
                  rezygnować
                  >
                  > z pewnych przyzwyczajeń dla niej, mówiąc że to tylko lubienie? jak można
                  mówić
                  > komuś, że jest najlepszy i najwspanialszy a potem rzucić prosto w twarz - nie
                  > kocham Cie?

                  witaj na Ziemi - planecie ludzi. wlasnie mozna, chociaz osobie kochajacej
                  czesto sie to w glowie nie miesci. zabierze ci to troche czasu - by uwierzyc.
                  a potem znajdziesz milego chlopaka, i nauczona przykrym doswiadczeniem, nie
                  bedziesz czekac calego roku, by zapytac co do ciebie czuje, nie bedziesz
                  budowac domku z kart.
                  nie przyjdzie ci latwo teraz odejsc, ale posluchaj tylko jednej rady: im mniej
                  bedziesz rostrzasac jego uczucia na forum, a wiecej z nim rozmawiac o nich, tym
                  predzej w koncu znajdziesz odpowiedzi i rozwiejesz watpliwosci.
                  byc moze takie rozmowy beda cie ranic i rozwiewac nadzieje, ale w koncu chyba
                  pragniesz milosci, a nie zludzen.
              • von-koza Re: Kochać samemu o tym nie wiedząc, czy to możli 22.09.03, 15:56
                Gość portalu: ladybug_21 napisał(a):

                >Co o tym sądzić? Dać mu jeszcze czasu trochę?

                Ladybug, na to pytanie sama musisz sobie odpowiedzieć.
                Ja jestem zwolennikiem radykalnych posunięć, takich albo, albo. Nauczyłem się,
                ze na dłuższą metę tylko one dają rozwiązanie.
                Ale ja to ja, a Ty to Ty, a poza tym nie wiem jak dokładnie opisywałabyś tą
                sytuację, to i tak Ty jestes bliżej i sama najlepiej wiesz co czujesz.
                Powodzenia.

                Pozdrawiam
                von Koza
                  • von-koza Re: Kochać samemu o tym nie wiedząc, czy to możli 22.09.03, 16:12
                    Gość portalu: ladybug_21 napisał(a):

                    >Jednak ta sytuacja jest dla mnie niepojęta, że mógł tak powedzieć. Szukam
                    jakiegoś sensownego
                    > wytłumaczenia

                    No to konkretnie:
                    1. Nie kocha i prędzej, czy później chce się salwowac ucieczką, uprzedza Cię o
                    tym, ale na razie z różnych przyczyn chce być razem.
                    2. Kocha, ale nie jest pewien Twojego uczucia i bada twoją reakcję, bo sie boi,
                    ze jest odwrotnie.
                    3. Sam nie wie czego chce.

                    Każda z tych opcji nie wróży najlepiej, choć nr 1. wydaje się najbardziej
                    prawdopodobny.

                    4. Nie jest pewien swojego uczucia i nie chce mówić słów na wiatr.
                    W tym wypadku mozesz liczyć, ze jeszcze będzie dobrze, chociaż skoro minął już
                    rok i nic, to jest to mało prawdopodobne.

                    Pozdrawiam
                    von Koza
                    • meduza4 A ja opowiem wam historyjkę 22.09.03, 16:24
                      Osiem lat temu pewien koleś zaczął tak bardziej lubić swoją koleżankę.
                      Ale nigdy nie powiedział, że kocha, nigdy też nie nazwał jej swoją dziewczyną.
                      W ramach tego lubienia różne rzeczy się działy: mieszkali przez pewien czas
                      razem, potem osobno, potem znowu razem... Tak mniej więcej raz do roku zmienia
                      im się w tej kwestii. I jakieś 10 miesięcy temu ten koleś zaczął mi się
                      zwierzać, że on chciałbu się ożenić no bo przecież niedaleko do trzydziestki.
                      To ja oczy jak pięciozłotówki i pytam w czym problem. A obywatelka X z którą
                      od tak długiego czasu się spotyka to co? Zła kandydatka? Na to właśnie on mi
                      odpowiedział, że to tylko koleżanka... Ja go pytam czy sypiają ze sobą.
                      Potwierdził. Ja go pytam co on do niej czuje. On mówi, że nie wie. Ja go pytam
                      czy jest taka kobieta do której czuje coś więcej niż do niej. Znowu biedak nie
                      wie. Ja go pytam jaka ma być ta jego wymarzona kandydatka na żonę. On znowu
                      nie wie. Przesłuchałam go jak gestapo i jedyne czego jestem pewna to fakt,
                      że on chciałby się ożenić ale nie wie z kim i nie wie po co, nie wie nawet co
                      czuje do obecnej partnerki i nie wie czy jest z tym szczęśliwy.
                      I w ten sposób przeszło osiem lat i pewnie kolejne osiem minie a ja wątpię aby
                      ktokolwiek był w tym związku szczęśliwy.
                      Biorąc pod uwagę wieloletni staż tej pary powinni już chyba wiedzieć czy pasują
                      do siebie i pragną związać się na całe życie czy też nie pasują i tracą tylko
                      czas. Co ich razem trzyma to Bóg tylko raczy wiedzieć -w końcu i tak bez przerwy
                      tylko się kłócą...
                  • jmx namieszam ;-) 22.09.03, 16:19

                    Facet nie mówi, że nie kocha ale zachowuje się tak jakby kochał...
                    Czasem trudno zwerbalizować swoje uczucia do kogoś, nazwać.
                    A zdarza się, że pewność przychodzi za późno - bo kogoś już nie ma.

                    Nie stawiałabym sprawy na ostrzu noża, ale zapytała jakie ma oczekiwania
                    względem Twojej osoby. To powinno wyjaśnić sytuację.
                    • von-koza Re: namieszam ;-) 22.09.03, 16:29
                      jmx napisała:


                      > Nie stawiałabym sprawy na ostrzu noża, ale zapytała jakie ma oczekiwania
                      > względem Twojej osoby. To powinno wyjaśnić sytuację.

                      Jedno drugiego nie wylkucza, ale masz rację z takim pytaniem. Przy okazji
                      odpowiedź dotyczyłaby tez innego - po co jest razem skoro nie kocha?

                      Pozdrawiam
                      von Koza
                      • Gość: ladybug_21 Re: namieszam ;-) IP: *.net.pl 22.09.03, 16:43
                        po co jest razem? odpowiada, że czuje coś więcej niż tylko lubienie zwykłe, ale
                        nie wie co to jest(na pewno nie miłość, bo to sam przeciez powiedzial ze nie
                        kocha) jest ze mną, bo mnie bardzo lubi. On coś chyba kręci, macie rację z
                        tą 'furtką'. Boi się chyba odpowiedzialności za tak w końcu poważne słowa.
                        Jednym słowem chyba gra nie-fair. Stawiam sprawę na ostrzu noża, nie ma co
                        czekać. To jest chora sytuacja, trzeba ją jak najszybciej wyjaśnić! Sorry, ze
                        tak wylewam swoje uczucia na forum,ale w tej chwili nie mam osoby której
                        mogłabym się zwierzyć:(
                        • jmx Re: namieszam ;-) 2 22.09.03, 16:50

                          A jakie są Twoje uczucia względem niego? Bo ja na razie widzę urażoną ambicję
                          (Twoją) że "nie powiedział". A Ty jesteś pewna swojej miłości do niego? Chcesz
                          z nim, no nie wiem, zamieszkać, związać się na stałe? Oboje jesteście jeszcze
                          bardzo młodzi i jeszcze masę ludzi do poznania przed wami, może i związków.
                          • von-koza Re: namieszam ;-) 2 22.09.03, 16:55
                            jmx napisała:


                            > A jakie są Twoje uczucia względem niego? Bo ja na razie widzę urażoną ambicję
                            > (Twoją) że "nie powiedział". A Ty jesteś pewna swojej miłości do niego?

                            Celna uwaga Jmx, ale nie zmienia to sensu wyjaśninia tej sytuacji.

                            Pozdrawiam
                            von Koza
                            • jmx Re: namieszam ;-) 2 22.09.03, 17:01

                              I tak i nie. Dociskanie do muru tylko dlatego, żeby usłyszeć upragnione słowa
                              i samej powiedzieć "ale teraz ja nie jestem pewna"? Najpierw trzeba wiedzieć
                              czego się chce a potem oczekiwać deklaracji od innych.
                        • von-koza Re: namieszam ;-) 22.09.03, 16:52
                          Gość portalu: ladybug_21 napisał(a):

                          > Stawiam sprawę na ostrzu noża, nie ma co
                          > czekać. To jest chora sytuacja, trzeba ją jak najszybciej wyjaśnić!

                          Uważaj. Może boleć, ale przynajmniej nie będziesz sie dała już zwodzić.
                          Powodzenia :)
                          • Gość: ladybug_21 Re: namieszam ;-) IP: *.net.pl 22.09.03, 17:10
                            No co Wy? Gdyby mi był obojętny to przecież nie robiłabym tyle szumu. Nie
                            chodzi mi może o płomienna deklarację miłości, wiem, że tego trzeba być pewnym
                            żeby powiedzieć. Sama czy jestem pewna? Nie chce kłamać dlatego nic nie
                            odpowiem. Martwi mnie właśnie ta deklaracja - Nie kocham. Sama bym tego Mu nie
                            powiedziała. Jeśli nie jest pewien to się mówi, że potrzebuje czasu np. a nie
                            rzuca słowami brutalnymi - Nie kocham! i koniec kropka. bez podtextu, że może
                            kiedyś. PS jestem rzeczywiście młoda, nie mam zamiaru jeszcze się wiązać na
                            stałe (czyli małżeństwo, czy mieszkanie wspólne), ale to chyba nie wyklucza
                            możliwości kochania kogoś (?)
                            • jmx Re: namieszam ;-) 22.09.03, 17:15
                              Gość portalu: ladybug_21 napisał(a):

                              > No co Wy? Gdyby mi był obojętny to przecież nie robiłabym tyle szumu. Nie
                              > chodzi mi może o płomienna deklarację miłości, wiem, że tego trzeba być
                              pewnym
                              > żeby powiedzieć. Sama czy jestem pewna? Nie chce kłamać dlatego nic nie
                              > odpowiem. Martwi mnie właśnie ta deklaracja - Nie kocham. Sama bym tego Mu
                              nie
                              > powiedziała. Jeśli nie jest pewien to się mówi, że potrzebuje czasu np. a
                              nie
                              > rzuca słowami brutalnymi - Nie kocham! i koniec kropka. bez podtextu, że
                              może
                              > kiedyś. PS jestem rzeczywiście młoda, nie mam zamiaru jeszcze się wiązać na
                              > stałe (czyli małżeństwo, czy mieszkanie wspólne), ale to chyba nie wyklucza
                              > możliwości kochania kogoś (?)

                              Nie, ale naprawdę zastanów się czego od niego oczekujesz. Po co Ci wyznanie
                              miłości od kogoś kogo też nie kochasz? Wydaje mi się, że czujecie do siebie
                              oboje to samo - oboje nie jesteście obojętni względęm siebie ale to za mało
                              by się deklarować (obu stron to dotyczy). Więc zostawiłabym to tak jak jest.
                              No ale zrobisz jak zechcesz :-).
                              • Gość: ladybug_21 Re: namieszam ;-) IP: *.net.pl 22.09.03, 17:22
                                wiesz jmx...nie mam 100% pewnosci swoich uczuc, ale jedno jest pewne, na pewno
                                jestem z nim zwiazana emocjonalnie. A takie trzy slowa, ktore uslyszalam sa
                                bardzo przykre:( Co to za chory zwiazek, w ktorym partnerzy wyznaja sobie nie-
                                milosc. No ale faktycznie muszę to rozpatrzeć sama, porozmawiać z Nim i
                                zdecydować. Cokolwiek zdecyduję i tak chyba będzie bolalo:(
                                • white.falcon Re: namieszam ;-) 22.09.03, 21:56
                                  Ladyburg, naprawdę musisz porozmawiać o swoich i jego oczekiwaniach, o swoim i
                                  jego widzeniu tego, co Was łączy lub dzieli - w tym sensie "postawić sprawę na
                                  ostrzu noża", nie uciekać od otwartej rozmowy i biorąc pod uwagę jej wyniki
                                  końcowe - podjąć odpowiednią decyzję.

                                  Pozdrv.:)
                                  • messja Re: namieszam ;-) 22.09.03, 22:08
                                    white.falcon napisała:

                                    > Ladyburg, naprawdę musisz porozmawiać o swoich i jego oczekiwaniach, o swoim
                                    i
                                    > jego widzeniu tego, co Was łączy lub dzieli - w tym sensie "postawić sprawę
                                    na
                                    > ostrzu noża", nie uciekać od otwartej rozmowy i biorąc pod uwagę jej wyniki
                                    > końcowe - podjąć odpowiednią decyzję.
                                    >
                                    > Pozdrv.:)

                                    i nic nowego nie powiedzialas. jaki sens jest powtarzac to, co juz wielokrotnie
                                    zostalo na tym watku powiedziane?
          • white.falcon Do Janka 22.09.03, 21:49
            ja_nek napisał:

            > Czasem jest tak, że to co nas ciągnie do drugiego człowieka trudno nazwać.
            >
            > White Falcon: wnioskowanie z nicka wieku jest dość karkołomne. Można się
            łatwo pomylić.
            >
            > Ladybug wspomniała o „szczerych rozmowach, nawet skłonności do poświęceń,
            > chęci utrzymania tego związku mimo kryzysu”.
            > To dość ważne składniki i mam wrażenie, że dla SWOISTEJ KATEGORYCZNOŚCI
            łatwo skreślacie faceta. Nie zadeklarował się, mija czas, bach, koniec.
            >
            > Rozmowy nie należy pokierować, „czy mnie kochasz”, tylko
            > „Kim mam być w Twoim życiu, czego oczekujesz, jakie masz plany wobec mnie
            > . Ja to widzę tak, a jak Ty to widzisz. Jeśli nie traktujesz tego tak, że w
            to ma być poważny związek – to zostańmy wyłącznie przyjaciółmi. Ale szukajmy
            kogoś dla siebie, kto spełni nasze emocjonalne oczekiwania.”
            >
            > Ja bym to widział w ten sposób.
            >
            > Myślę, że sprowadzenie faceta na ziemię w ten sposób więcej da, aniżeli
            > dopytywanie się „kochasz mnie czy nie?”
            >
            > Pozdrawiam
            > janek

            Janku, ja nie wyciągam wniosków z nicka lecz z tego, co napisała o sobie sama
            Autorka w jednym z powyższych wpisów.

            Nie twierdzę, że należy kogoś skreślić tylko dlatego, że czegoś nie mówi lub
            n.p. mówi, ale nie to, co chce się usłyszeć. Z opisu Autorki wnioskuję, że jest
            w sytuacji, gdy traktuje się ją raczej jako "czasową poczekalnię" na coś
            prawdziwego, a nie jako obiekt jakichś głębszych uczuć. Jest jej w tej sytuacji
            niedobrze, a - jak widać, Panu taki stan odpowiada, gdyż nie dąży on do
            przeprowadzenia poważniejszej rozmowy i wcale nie chce jej nic wyjaśnić.
            Wystarczyłaby chyba poważna rozmowa o tym, jak kto kogo traktuje, czego
            oczekuje i p.t. i późniejsze podjęcie decyzji, co robić z powstałą sytuacją i
            czy istnieje jakikolwiek sens jej przeciągania. Tyle że do odbycia takiej
            rozmowy jest potrzebna chęć obydwu osób, a nie jednej strony.

            Pozdrv.:)
            • messja do w.f. 22.09.03, 22:00
              white.falcon napisała:

              > ja_nek napisał:
              >
              > > Czasem jest tak, że to co nas ciągnie do drugiego człowieka trudno nazwać.
              > >
              > > White Falcon: wnioskowanie z nicka wieku jest dość karkołomne. Można się
              > łatwo pomylić.
              > >
              > > Ladybug wspomniała o „szczerych rozmowach, nawet skłonności do poświ
              > ęceń,
              > > chęci utrzymania tego związku mimo kryzysu”.
              > > To dość ważne składniki i mam wrażenie, że dla SWOISTEJ KATEGORYCZNOŚCI
              > łatwo skreślacie faceta. Nie zadeklarował się, mija czas, bach, koniec.
              > >
              > > Rozmowy nie należy pokierować, „czy mnie kochasz”, tylko
              > > „Kim mam być w Twoim życiu, czego oczekujesz, jakie masz plany wobec
              > mnie
              > > . Ja to widzę tak, a jak Ty to widzisz. Jeśli nie traktujesz tego tak, że
              > w
              > to ma być poważny związek – to zostańmy wyłącznie przyjaciółmi. Ale szuka
              > jmy
              > kogoś dla siebie, kto spełni nasze emocjonalne oczekiwania.”
              > >
              > > Ja bym to widział w ten sposób.
              > >
              > > Myślę, że sprowadzenie faceta na ziemię w ten sposób więcej da, aniżeli
              > > dopytywanie się „kochasz mnie czy nie?”
              > >
              > > Pozdrawiam
              > > janek
              >
              > Janku, ja nie wyciągam wniosków z nicka lecz z tego, co napisała o sobie sama
              > Autorka w jednym z powyższych wpisów.
              >
              > Nie twierdzę, że należy kogoś skreślić tylko dlatego, że czegoś nie mówi lub
              > n.p. mówi, ale nie to, co chce się usłyszeć. Z opisu Autorki wnioskuję, że
              jest
              >
              > w sytuacji, gdy traktuje się ją raczej jako "czasową poczekalnię" na coś
              > prawdziwego, a nie jako obiekt jakichś głębszych uczuć. Jest jej w tej
              sytuacji
              >
              > niedobrze, a - jak widać, Panu taki stan odpowiada, gdyż nie dąży on do
              > przeprowadzenia poważniejszej rozmowy i wcale nie chce jej nic wyjaśnić.
              > Wystarczyłaby chyba poważna rozmowa o tym, jak kto kogo traktuje, czego
              > oczekuje i p.t. i późniejsze podjęcie decyzji, co robić z powstałą sytuacją i
              > czy istnieje jakikolwiek sens jej przeciągania. Tyle że do odbycia takiej
              > rozmowy jest potrzebna chęć obydwu osób, a nie jednej strony.
              >
              > Pozdrv.:)
              >
              • messja Re: do w.f. w sprawie formalnej 22.09.03, 22:06
                poprzedni list prosze zignorowac - wymsknal sie pomylkowo.

                pragne ci tylko zwrocic uwage i to bez zlosliwosci, ze niepotrzebnie cytujesz
                caly dlugi list adwersarza. jest to nie tylko zbedne ale i nieuprzejme wobec
                ludzi, ktorzy lacza sie przez modem i placa za czas internetowy.
                mne wielokrotnie slusznie zwracano na te kwestie uwage, dlatego staram sie tego
                wiecej nie robic.

                mam nadzieje, ze nie bedziesz wszczynac z tego powodu znowu awantury, czy
                licytowac sie na obrazliwe sformulowania.
                • ja_nek W sprawie meritum 22.09.03, 23:34
                  Rozumiem konieczność odpowiedzialności wobec drugiego człowieka oraz szczerość
                  z nim zwłaszcza gdy chodzi o tak poważne sprawy jak związek.
                  Ale ja chciałbym zwrócić uwagę na to, że autorka wątku sama nie potrafi
                  własnych uczuć określić w sposób, w jaki chce usłyszeć od osoby z którą jest.
                  Tak naprawdę zabolały Cię Ladybug słowa "nie kocham Cię".
                  A czy Ty kochasz? Czy gdyby On zadał to samo pytanie, co byś odpowiedziała?

                  White Falcon: to Ty określiłaś wiek Ladybug 21-ego o 21.38. Wcześniej autorka
                  wątku nic o tym nie pisze. Co więcej sama we wczesniejszym mailu to
                  przyznajesz, po czym coś Ci się odwidziło...

                  Jeśli zaś chodzi o meritum wątku: szczęśliwi Ci, który wiedzą od razu, że
                  kochają. Tylko nie zawsze tak się zdarza. Czasem ludzie sobie to uświadamiają
                  jak mówi Jmx, kiedy tą osobę stracą.
                  Nie wiem, jaką osobą jest człowiek przedstawiony przez Ladybug. Z pewnością są
                  i tacy, o jakich mówi Meduza. Wiecznie niewiedzący, chcący czegoś, ale czego?

                  Von Koza: może ten facet po prostu niefortunnie wyraził się w delikatnej
                  materii? Moze mamy do czynienia po prostu z nieporozumieniem obydwojga ludzi?

                  Ja mam inne pytanie do Ladybug: czy On szuka innej? Jak zachowujecie się w
                  towarzystwie? Jesteś jego dziewczyną, czy koleżanką? Flirtuje na potęgę z
                  innymi kobietami? i wreszcie: nie sypia z Tobą a jest jednocześnie na poście i
                  nie szuka przygód gdzie indziej? Przecież to kupy się nie trzyma.
                  Moim zdaniem, gdyby nie był zainteresowany, to by nie tkwił w związku, gdzie
                  nie ma spełnienia w sypialni. Spojrzenie brutalnie męskie, ot co.

                  Pozdrawiam
                  janek
                  • jmx Re: W sprawie meritum 22.09.03, 23:40

                    Ja bym to nazwała realizmem a nie brutalnością.
                    Dopóki autorka sama sobie nie odpowie czego oczekuje, przede wszystkim od
                    siebie - daleko nie zajedzie. W tym czy innym związku - to już sprawa
                    drugorzędna.
                    • white.falcon Re: W sprawie meritum 23.09.03, 00:06
                      jmx napisała:

                      >
                      > Ja bym to nazwała realizmem a nie brutalnością.
                      > Dopóki autorka sama sobie nie odpowie czego oczekuje, przede wszystkim od
                      > siebie - daleko nie zajedzie. W tym czy innym związku - to już sprawa
                      > drugorzędna.
                      >
                      Obydwoma łapkami się podpisuję pod tym, co powiedziałaś, Jmx. Trafiłaś w
                      sedno.:)

                      Pozdrv.:)
                  • white.falcon Re: W sprawie meritum 23.09.03, 00:04
                    Janek - gdzie Ty znalazłeś mój wpis o 21.38 - 21-ego? Ja patrzę i... chyba
                    zaślepłam. Faktem jest, że wcześniej przeczytałam we wpisie Autorki, po ile
                    maja pi razy oko lat. Inaczej bym się nie sugerowała, a już tym bardziej -
                    nickiem.

                    Jak mi się znudzi bycie falconem, to nazwę się gorzej niż idiotycznie. Tyle, że
                    mi się nie chce póki co wymyślać nic nowego, tym bardziej, że i tak będzie
                    wiadomo, kto zacz pisze.

                    Moim zdaniem - tak widzę - to Autorka i Jej Przyjaciel albo są zbyt młodzi, by
                    mysleć poważnie o czymkolwiek poważnym, albo nie potrafią porozumieć się, bo
                    jedna strona nie sądzi, by było to potrzebne, a druga - nie umie zacząć
                    normalnej ludzkiej rozmowy. Zbyt dużo nieporozumień, dysonans oczekiwań i w
                    końcu brak kompromisu doprowadzi do tego, że ten Pan poszuka sobie innej.
                    Niekoniecznie takiej "grzecznej", jak Ladybug. Broń Boże, nie namawiam jej do
                    niczego, tylko i tak to może się skończyć. A ponadto, jeżeli już zaczną
                    rozmowę, to, tak sądzę, powinni spróbować zacząć rozmawiać w pewnym sensie od
                    nowa i inaczej. Bez zarzutów z rodzaju: "Tak powinno być, bo ja tak widzę", "Ja
                    uważam tak, i tak ma być.", tylko na zasadzie: "Moim zdaniem, powinno być tak,
                    a tak, a co Ty sądzisz na ten temat". Mozna przez normalna dyskusję dojść do
                    kompromisu, zaakceptować argumenty drugiej strony i przedstawić swoje. Chyba na
                    tym rzecz polega. A jeżeli nie dojdzie do kompromisu - to poprostu nie męczyć
                    się w czymś, co jest bez żadnych szans.

                    Wiem, łatwo powiedzieć, gorzej z realizacją, ale można i taką "żabę połknąć".

                    Pozdrv.:)
                    • Gość: ladybug_21 Re: W sprawie meritum IP: *.net.pl 23.09.03, 01:15
                      no troszke sobie porozmawiałam już niestety na razie tylko wirtualnie, bo nie
                      było okazji. Odpowiadam na pytania janka - jestem Jego dziewczyna, twierdzi, że
                      nie szuka innej(bo podobno ja jestem najwspanialsza), wie tez o tym, ze z sexu
                      nici. I wlasnie o to mi chodzi. Wszystko to świadczy chyba o głebszym uczuciu
                      nie? A On mowi inaczej. A co ja oczekuje? - chyba powaznego zwiazku a nie
                      przelotnej sympatii, czy 'lubienia' sie. Wlasnie Janku chodzi mi o to, ze ja
                      nigdy w zyciu bym mu tak nie odpowiedziala na takie pytanie o moje uczucia- Nie
                      kocham Cie i kropka. Owszem przyznaje sie do tego,ze moje uczucie jest tez
                      chyba troszke niedojrzale jeszcze, ale rzecz najwazniejsza w tym wszystkim -ono
                      JEST. I tutaj tkwi moj bol!
                      • meduza4 Jedyna rada 23.09.03, 10:02
                        W takim razie potrzebujesz kogoś, kto będzie pragnął tego samego co Ty i nawet
                        jeśli jego uczucie nie będzie do końca dojrzałe to jednak jakieś tam BĘDZIE.
                        Wnioski wyciągnij sama :-)
                        • ja_nek White Falcon 23.09.03, 12:03
                          Chodzi o Twój wpis oczywicie z 19.38 tamtego dnia. Zrobiłaś skrót myślowy
                          mówiąc, że autorka wątku wyjaśniła, że mają po 20 lat, co nie jest literalnie
                          zgodne z rzeczywistością. To tyle uścisleń.

                          Pozdrawiam
                          janek
                          • ja_nek Re: White Falcon 23.09.03, 12:14
                            A może ten facet nie mówi, że cos jest, skoro nie ma czegoś co można nazwać
                            miłością? No bo jak powiedzieć: "wiesz kocham Cię, ale tak trochę". Bez sensu,
                            czyż nie? Ty sobie ukułaś Ladybug powiedzenie: moje uczucie jest niedojrzałe,
                            ale jest. Co to znaczy?
                            Chodzi mi o to, że tak samo można nazwać ten stan: albo że czegos nie ma (w
                            pełnym znaczeniu tego słowa), albo, że jest, tyle że niedojrzałe.

                            Do Meduzy: pokaż mi człowieka, który zakochuje się w takim samym stopniu co
                            jego partner/ka.

                            Nie uważam bynajmniej, że autorka wątku powinna wskoczyć do łóżka swemu
                            chłopakowi, tylko, że skoro nadal z Nią jest, to znaczy, że coś jest na rzeczy.

                            Pozdrawiam
                            janek
                            • meduza4 Do Janka 23.09.03, 12:53
                              Janek -ja nie mówię o stopniowaniu tylko o zgodności oczekiwań. Albo dwie osoby
                              pragną tego samego i do tego dążą, albo pragną różnych rzeczy i nie ma co sobie
                              głowy zawracać, bo gdy nie ma zgodności oczekiwań każdy będzie próbował
                              zmieniać partnera skazując się na ciągłą frustrację i ból.
                              I stopniując uczucie (mówiąc że można zakochać się w innym stopniu niż
                              partnerka) sam sobie zaprzeczasz. Bo wcześniej napisałeś, że nie można
                              kochać "tak trochę".
                              Więc jeśli mówisz, że można zakochać się w innym stopniu to dlaczego niby
                              to "tak trochę" nie jest tym "innym stopniem" miłości ;-)

                              A tak poważnie -moim zdaniem jeśli ten facet nie kocha a ona oczekuje miłości
                              lub takiej deklaracji to po prostu ich oczekiwania są rozbieżne. Trudno
                              przymuszać kogoś żeby oczekiwał mniej, a moim zdaniem -nic nadzwyczajnego ani
                              wygórowanego nie ma w takim pragnieniu Autorki. Autorka pragnie tego samego co
                              większość ludzi -być kochaną i mieć co do tego uczucia pewność.
                              Moim zdaniem -nie ma sensu tkwić w związku który jej tej pewności nie daje.
                              Jak ten problem rozwiąże -jej sprawa, ale nie każ tkwić dziewczynie w
                              niesatysfakcjonującym jej układzie tłumacząc, że "coś jest na rzeczy" bo facet
                              wciąż z nią jest. Ze mną też ktoś był... a potem się okazało, że nie było w tym
                              z jego strony miłości tylko wyrachowanie, lęk przed samotnością i parę tym
                              podobnych spraw. I szkoda, że to wyszło na jaw dopiero po kilku latach .
                              • von-koza Re: do optymistów 23.09.03, 13:26
                                Zgadzam się z Meduzą. Rozbieżność potrzeb i oczekiwań.
                                Powiedzcie drodzy optymiści - jaki jest sens bycia w takim związku, gdzie Wasz
                                partner po roku bycia razem mówi wprost "nie kocham, ale za to lubię" i to bez
                                deklaracji "że może kiedyś" i powiedzcie szczerze - co Wy byście zrobili
                                słysząc takie słowa. Pewnie, że "miłość niejedno ma imię" i że dużo w tym całym
                                żalu urażonej dumy, ale jak ja bym po roku znajomości coś takiego usłuszł też
                                by mi się wszystkiego odechciało.
                                A tak na marginesie myślę, że nie jest wykluczone, ze w tym seksie właśnie pies
                                jest pogrzebany, tylko facet nie chce się przyznać. Wcale bym się nie zdziwił
                                jakby z seksem przyszło i jego kochanie.

                                Pozdrawiam
                                von Koza
                                • meduza4 Re: do optymistów 23.09.03, 14:49
                                  Żeby kózka nie skakała... ;-)))
                                  Ale tak czy owak nie jest zdrową taka postawa gdy ktoś ucieka się do fory
                                  szantażu nawet zakamuflowanego: powiem, że kocham jak się ze mną prześpisz.
                                  Dorosły facet inaczej powinien to rozegrać. Dojrzali partnerzy dyskutują ze sobą
                                  o takich potrzebach i oczekiwaniach. No i także nie ma sensu kogoś do seksu
                                  przymuszać -może druga osoba nie jest do tego gotowa, może związek jeszcze do
                                  tego nie dojrzał, może tysiąc innych rzeczy sprawia, że lepiej się wstrzymać.
                                  I obrażanie się na dziewczynę, mamrotanie pod nosem "nie kocham" tylko pogarsza
                                  sprawę, bo i która wrażliwa kobieta będzie sypiać z facetem, który deklaruje
                                  brak miłości?
                                  • von-koza Re: do optymistów 23.09.03, 15:31
                                    meduza4 napisała:

                                    > Żeby kózka nie skakała... ;-)))

                                    Oj Meduza, Meduza litości. Weź pod uwagę jak głupio wyglądam rechocząc się sam
                                    do siebie w pracy :)))

                                    Pozdrawiam
                                          • white.falcon Re: do optymistów 23.09.03, 19:45
                                            Śmiech - to zdrowie. Ja w pracy do śmiechu (choć przede wszystkim - pracujemy)
                                            mam w pokoju trzy osoby. Inni współpracownicy musieli przyzwyczaić się do
                                            chóralnych - co jakiś czas - wybuchów śmiechu, dobiegających z
                                            naszej "pakamerki".:)

                                            Pozdrv.:)
                                          • ja_nek Re: do optymistów 24.09.03, 14:13
                                            meduza4 napisała:

                                            > A najlepiej porechotać z co niektórych optymistów, którzy życie widzą przez
                                            > różowe okulary ;-)

                                            Dziękuję bardzo, inne zdanie - można się pośmiać.

                                            Pozdrawiam
                                            janek
                                          • jmx Pesymizm 24.09.03, 18:57

                                            Definicja pesymisty - osoba, która nie wie czego oczekuje od siebie i innych.
                                            Nie, nie jestem pesymistką ;-)
                            • messja Re: White janek:P 23.09.03, 13:28
                              > Nie uważam bynajmniej, że autorka wątku powinna wskoczyć do łóżka swemu
                              > chłopakowi, tylko, że skoro nadal z Nią jest, to znaczy, że coś jest na
                              rzeczy.
                              >
                              np.:"wyrachowanie", "wygodnictwo"?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka