Gość: Paulo
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
28.07.08, 17:30
jestem u kresu sił, na krawedzi rozpaczy. Trace kobiete, ktora kocham. Ponad
dwa lata jestesmy razem. Sadzilem,ze po wiecznosc. Zwiazek byl burzliwy, nie
brakowalo sporów.
Dzieje sie cos niepokojacego. Ona twierdzi,ze z całych sił chce byc ze mna,
ale cos pękło, cos sie zmieniło. Pisze sms-y do kolegi.
Nie potrafi wyjasnic, nie rozumie....
Ja chodze i płaczę... Nie ma dla mnie miejsca. Nie wiem jak sie zachowac... W
rozpaczy i desperacji obmyslam strategie. Moze udawac obojetnosc? A moze
starac sie i walczyc z calych sil? Nie wiem... Zawsze narzekala na moja
obojetnosc.