Gość: Maksym
IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl
14.11.03, 15:52
podjeciem decyzji o malzenstwie, przez kobiete? Dodam 27 kobiete, a wiec juz
nie dziecko, przynajmniej w fizycznym sensie.
Czy kobieta bojac sie podjac wspomniana decyzje, wobec faceta, ktorego zna
dluzszy okres czasu, potrafi wyjechac za granice, i tam bedac 1000 km, od
niego pracujac, nie wiadomo w zasadzie po co (biorac po uwage jej
wyksztalcenie i mozliwosci) rozmyslac o tej decyzji? Czy to jest normalne? Czy
to jest kobiece.
Pytam poniewaz, pokochalem ta kobiete, spotykajac ja za granica w Hamburgu. Od
ponad 2 lat jej moje zycie, zwiazane jest z tym miastem. Dla niej z ta sama
marnie platna posada w tym miescie, dla mnie jako osoba, ktora spedzila dluszy
czas obok niej, jako stazysta/praktykant w roznych firmach i instytucji.
Zakochalem sie w tej kobiecie, myslalem, ze cos rozkwitnie miedzy nami, by
wczoraj uslyszec, iz nie chce o tamtej osobie w Polsce zapomniec, iz ma lek
przed angazowaniem sie w zwiazek z kim innych, i ze proponuje mi przyjazn.
Jednoczesnie dodaje, iz nadal nie wie, czy wyjdzie za maz.
Wczoraj stwierdzilem, iz tak naprawde nie znam jej. Odnioslem wrazenie, ze
najlepiej czuje sie we wlasnym towarzystwie, sama.
Czuje to niej duzy, zal iz wczesniej bala sie zebrac na szczerosc. Czuje sie
wykorzystany. Czuje, ze mam do czynienia z osoba niedorosla, dzieckiem.
Tutpiaca noga, kiedy nie spelnia sie jej zachciewajek, a milczaca, kiedy
drugiej strony zalezy wreszcie na porzucenie pozorow dziecka, i powazna
rozmowe, tracaca czas na rozmowy o 2,3 rzednym znaczeniu.
Bylo mi z nia bardzo ciezko. Brakowalo normalnej empatii z jej strony. Dlugo
bedac daleko od niej, czulem sie z nia, bardzo samotny.
Mimo tego nadal ludzilem sie, ze okolicznosci zewnetrzne, beda dla niej i
mnie, dla nas bardziej laskawe. Nie byly, czy beda nie wiem.
Pozostala nadal samotnosc i poczucie, ze bylem jednym z kilku epizodow, w jej
zyciu. Cholerna duma nie pozwala mi jednak o tym, zapomniec, w cos takiego jak
przyjazn z nia watpie.
Zbyt luzne i przypadkowe potrzymuje kontakty z innymi osobami, traktujac je
czesto jak zlo konieczne.
Obawiam sie, ze dlugo nie zrozumie, jak mnie zranila.
P.S. Dla milosnikow zodiakalnych bzdurek, powiem, ze oboje jestesmy spod znaku
Koziorozca.