mis_podkarpacki
17.07.10, 17:42
Ostatnie upały przywodzą mi na myśl czerwiec 2008 roku, kiedy to
odbywały się w Warszawie szkolenia z Alnovy dla pracowników PKO.
Upał był wtedy nie do wytrzymania, a sale szkoleniowe pozbawione
klimatyzacji. Mimo to miło wspominam te szkolenia. Na szkoleniu
ogólnym musieliśmy dojeżdżać autobusem z hotelu do miejsca zajęć -
masakra :) Wstać rano, zjeść śniadanie - kolejka po jedzenie
wyglądała jako kolejka klientów do kasy w dniu wypłaty emerytur. To
cud, że nikt nie został oblany gorącą kawą czy herbatą. Potem jazda
autobusem, w którym staliśmy stłoczeni jak sardynki. Cały dzień
szkolenia w 30 stopniach z przerwą na kawę i ciasteczko (a raczej
połówkę ciasteczka, albo takie małe ciasteczko z wielką dziurą w
środku). Nie dla wszystkich starczało tej kawy i tych ciasteczek. Na
szkoleniu profilowanym byliśmy już na miejscu, nie trzeba było
dojeżdżać. Ale upał jeszcze większy! Wiem, że niektórzy mieli
niezłego stresa na tym szkoleniu, były nawet przypadki oblanych
egzaminów. Dla mnie te szkolenia jednak upłynęły w miłej atmosferze.
Wtedy jeszcze było inaczej, nie cisnęli tak z planami i nie
straszyli aż tak jak teraz. Wiadomo było, że wchodzi Alnova i trzeba
się sprężyć. Sprzedaż na jakiś czas odeszła trochę na boczny tor.
Niestety, za niedługo już wszystko wróciło do "normy". Po drodze
były jeszcze niebotyczne awantury klientów przy kasach zanim
kasjerzy nabrali biegłości i dostosowali się do zwolnionego tempa
pracy w porównaniu z Zorbą. A teraz to już tylko PPI, PAS... i zero
szans na zmiany na lepsze.