frezja26
21.08.06, 12:28
Opiszę Wam pewną historię,która do dziś nie daje mi spokoju.Podczas pobytu w Turcji poznałam cudownego faceta.Pracowaliśmy razem i bardzo się zaprzyjaźniliśmy,nawet więcej.Do tej pory myślałam że takie rzeczy to tylko w filmach się dzieją.Nigdy przedtem nie poznałam nikogo,kto by tak potrafił okazywać uczucia.Były prezenty,wspólne spacery,długie rozmowy i kolacje przy świecach.Najgorsze że czas płynął i musiałam wracać,chociaż wcale nie miałam ochoty.Wtedy pierwszy raz widziałam go takiego smutnego.Odwiózł nas na dworzec (mnie i znajomych z którymi wracałam do Polski)i płakał jak dziecko!Nie chciał żebym wracała.Oczywiście były listy,telefony co trzy dni.Pewnego dnia zadzwonił że ma niespodziankę i wtedy zrobiłam chyba największą głupotę jaką mogłam zrobić.Powiedział,że ma kupiony bilet i za kilka dni przyjedzie do Polski.Byłam w szoku!Powiedziałam że to niemożliwe,że na razie nie może przyjechać (moje sprawy osobiste trochę się w tym czasie skomplikowały).Chyba bardzo go tym uraziłam bo zaraz się rozmowa skończyła.Dodał tylko że i tak mnie kocha i nie zapomni.Zresztą może źle mnie zrozumiał,wiadomo że przez telefon to nie jest rozmowa.Chociaż już minęło trochę czasu nadal mam wyrzuty sumienia,chciałabym go przeprosić ale nie mam zielonego pojęcia gdzie jest.To tak jak szukanie igły w stogu siana.Ale mimo wszystko wspominam go bardzo ciepło.Gorąco.Znam tylko imie,nazwisko i wiem że mieszkał na stałe w Ankarze.No to się wyżaliłam ale jakoś tak mi lżej...Pozdrawiam!