askimagi
30.12.08, 13:01
Moi Drodzy,
Zauwazylam,ze na tym forum czesciej niz gdzies indzej(a moze zbyt
malo czytalam''gdzies indziej'')jest mowa o zazdrosci..I to tej
chorobliwej..Wiele z nas taka wlasnie doswiadczylo w swoich
zwiazkach..Zastanawiam sie w czym tkwi przyczyna.Pewnie najpredzej w
nas samych.Ja wiem dokladnie , ze ja jestem problemem,mam
wspanialego chlopaka,wyrozumialny,wspiera mnie,nie jest zazdrosny,i
ufa mi bardzo mocno,ale zlapalam go kilka razy na zerkaniu na
(blondyny)laski a jego ''nie,nie ,nie'' sprawia tylko, ze moja
wyobraznia funkcjonyje ze zdwojona sila-no bo by powiedzial ''tak''
i po sprawie..Ostatnio sie posunelam do takiego swinstwa,ze nawet
moja mama , która stanowczo mówi''nie'' dla tego
zwiazku,stwierdzila,ze chyba oszlalam..On wybaczyl..ufff..
Ale jaki jest cel tego watku..Wiem,ze wiele z was pokonalo te burze
w glowie,zazdrosc,i przeszlo nad tym do porzadku dziennego..Moze dla
nas wszystkich nadal walczacych jakies rady?''kubel zimnej wody''?bo
wiem , ze jest tu spora gromadka takich jak ja

Ps:czy wam tez sie udaje zlapac waszych partnerów na zerkaniu na
inne?(ja sama chodzac po Stanbule widze jak chlopacy rozbieraja
laski wzrokiem-nawet idac ze swoja dziewczyna!)