morfeusz_1 09.03.06, 12:48 Niedźwiedź powiada : -jak zaryczę w lesie to wszystkie zwierzęta drżą ze strachu, Lew mówi : -jak zaryczę na stepie to wszystkie zwierzęta uciekają, Kurczak na to : -a jak ja kichnę to cały świat sra w gacie...)) Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
mmagi mojego poczytaj:-))) 09.03.06, 12:50 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=35293&w=38095232 Odpowiedz Link
morfeusz_1 Re: mojego poczytaj:-))) 09.03.06, 12:51 ojejajakietojestnaprawdę bardzo śmieszne! Odpowiedz Link
morfeusz_1 Wiesiek :-))) 16.03.06, 18:02 Wiesław mieszkał w spokojnej wsi Zdrożewo. Jako, ze był wielkim miłośnikiem literatury codziennie kupował "Fakt" w miejscowym spożywczo-przemysłowym i zawsze czytał pierwsza i ostatnia stronę... Wiesław był też miłośnikiem krzyżówek, wiec zawsze rozwiązywał tez "panoramiczną" w tymże dzienniku. Przyfarcilo mu się pewnego razu i wygrał wycieczkę (jednoosobowa) do Krynicy Morskiej. Pojechał wiec Wiesław nad morze i wylegiwał się godzinami na plaży. Jednego z tych leniwych dni podeszła do niego pani, w nieco już zaawansowanym wieku, jednak sposobem bycia i wyglądem utwierdzała Wiesława w przekonaniu, ze była z miasta. Rzekła ta pani do Wiesława: - Czy byłby pan tak uprzemny coby mnie dymnąć? -Ale mi już nie staje... -Ależ to żaden problem - mam na to naprawdę przeuroczy sposób. Zabrała wiec kobitka Wiesława do pensjonatu "Polonia", rozebrała go i nasmarowała mu przyrodzenie śmietaną. Zawołała psa: -Pimpek! Pimpek (francuski pudełek, notabene) przybiegł i tak długo zlizywał śmietanę z przyrodzenia Wiesława, że w końcu mu stanął! Dymnął wiec Wiesław damulkęi sobie poszedł. Po powrocie do Zdrożewa cala wieś chciała usłyszeć od Wiesława opowieści z Krynicy Morskiej, ale ten od razu pobiegł do domu. Żonę swoją - Halinkę, zastał w oborze przy oporządzaniu inwentarza. -Halinka! Idziemy do wyra! -Ale Wiesiu, przecież tobie już nie staje... -Mam na to sposób, Halinka. Miastowy! Idziemy! Poszli wiec do sypialni. Wiesław po drodze zabrał ze sobą słoik ze śmietaną, która nasmarował sobie członka i zawołał psa: -Cygan! Cygan podleciał, popatrzył, powąchał po czym JEB - odgryzł Wiesławowi członka u samej nasady. Wiesław tylko zaklął pod nosem: -No wiocha... kurwa, po prostu wiocha! Odpowiedz Link
morfeusz_1 Kawał którego nie było.... 16.03.06, 18:17 Wychodzą 2 pchły z kina i jedna mówi do drugiej; Ty idziemy na piechotę czy czekamy na psa?... Odpowiedz Link
morfeusz_1 Re: Kawała przynoszę ;))))))) 16.03.06, 21:26 Często zdarza się nam mieć zły dzień. I bardzo chcemy się na kimś wyżyć. Tak, to się naprawdę zdarza. Ale moim zdaniem zbyt często wyżywamy się na bliskich i znajowych, podczas gdy o wiele lepiej jest wyładować stress na kimś zupełnie obcym. Postąpiłem tak pewnego dnia. Przypomniałem sobie w biurze o zaległym telefonie, jaki miałem wykonać. Odnalazłem numer w notesie i wystukałem go na klawiaturze telefonu. Usłyszałem, jak jakiś facet po drugiej stronie mówi "halo!", więc zapytałem grzecznie, czy mogę rozmawiać z Marią Durlik. Facet bez słowa rzucił słuchawką. Byłem kompletnie zaskoczony.. Jak można być tak źle wychowanym! Sprawdziłem jeszcze raz numer do Marii i wykręciłem go (okazało się, że przekręciłem dwie ostatnie cyfry). A po zakończeniu rozmowy postanowiłem znowu zadzwonić pod poprzedni "zły" numer i kiedy tylko tamten facet podniósł słuchawkę rzuciłem krótkim - "ty chu...!", po czym rozłączyłem się. Zapisałem sobie jego numer na zółtej karteczce i przykleiłem na monitorze. Raz na kilka tygodni, kiedy coś wyjątkowo źle mi wychodziło, kiedy płaciłem zaległe rachunki, dostałem mandat za parkowanie albo z innego powodu miałem zły dzień, dzwoniłem do typa i kiedy tylko się zgłosił, serwowałam mu głośne - "ty chu...!" Od razu robiło mi się lepiej... Po pewnym czasie telekomunikacja wprowadziła program identyfikacji numeru dzwoniącego, przez co mój nowy sposób na chandrę i stres okazał się poważnie zagrożony. Zadzwoniłem więc do typa, przedstawiając się jako pracownik telekomunikacji i zapytałem: - "przepraszam, czy słyszał pan może o naszej nowej ofercie w zakresie identyfikacji numeru dzwoniącego?". - "Nie!" - uciął i rzucił słuchawkę. Zadzwoniłem do niego ponownie: - "nie słyszałeś o tym programie dlatego, że jesteś zwyczajnym chu...!". Kilka dni później, kiedy na parkingu przed supermarketem próbowałem zająć ostatnie wolne miejsce, jakiś dresiarz w BMW bezczelnie zajechał mi drogę i wepchnał się na moje miejsce. Wkurzyłem się nielicho. Na beemce była kartka" na sprzedaż" i numer telefonu. Zanotowałem go skrupulatnie. Wieczorem zadzwoniłem. - "Halo, czy to pan ma beemkę do sprzedania?" - "Tak." - "A gdzie można ją obejrzeć?" - "Stoi na podwórzu domu przy Leśnej 23." - "A kiedy pana można złapać w domu?" - "No tak od 17.00 już raczej jestem." Zapisałem numer dresiarza na żóltej karteczce, tuż poniżej numeru faceta, do którego miałem zwyczaj poprzednio dzwonić. Teraz miałem dwóch dupków, na których mogłem się wyżyć. Ale po kilku dniach wydzwaniania do nich poczułem, że nie było to już takie podniecające, jak na początku... Wpadłem na zupełnie inny pomysł... Zadzwoniłem do tego pierwszego faceta. - Halo! - rzucił jak zwykle. - Ty ch...! - krzyknąłem, ale tym razem nie odłożyłem słuchawki. - Jesteś tam jeszcze? - Jestem! - krzyknął. - Jestem, piedo... palancie! Nie wiem, kim jesteś,ale chciałbym cię dostać w swoje ręce! Gnoju pierd...! Powiedz, gdzie mieszkasz, to zaraz pojadę i ci rozje... ten oblany ryj! - Tak? No to mieszkam przy Leśnej 23... Poznasz po czarnej beemie zaparkowanej w podwórzu! Czekam na ciebie, ciemny baranie z lasu! Facet rzucił słuchawką a ja natychmiast wykręciłem numer dresiarza. - Halo, to ty, pedale? Dzwonię do ciebie, bo mam ochotę w końcu ci przypie..ć! Jak masz jaja to wyjdź przed dom, zaraz u ciebie, ku..no, będe! W chwilę potem zadzwoniłem na policję, informując o bójce w okolicach Leśnej 23, oraz do telewizji regionalnej, wspominając coś o porachunkach gangsterów. Na koniec podjechałem samochodem w okolice Leśnej i patrzyłem z dala na dwóch dupków, bijących się w światłach dwóch radiowozów i reflektorów ekipy telewizyjnej... Mówię wam prawdziwa rozkosz!!! Odpowiedz Link