widokzmarsa
04.06.06, 12:51
byłem na weselu. Wytrzymałem wszystko i nie narzekałem. Grali wiejską muzykę,
jebany koszmar dla moich uszu które na szczęście głuchną i wszystkie fałsze
już mi nie przeszkadzają. Moja była narzeczona wychodziła ochłonąć zawsze jak
ja wychodziłem a pełen wyrzutu wzrok i zacięty wyraz twarzy miał mnie
przekonać że jej nieudane małżeństwo to moja wina. Pijany skórwiel co mnie
kiedyś okradł, małe gówno, śmierdzące i brudne, cały czas dowcipkował pod moim
adresem i nie zajebałem mu ani razu, za co rodzice pani młodej mi podziękowali
kilkukrotnie. Ach, ile bym dał by walnąć mu chociaż blaszkę w czoło i
powiedzieć zamknij się już oszuście. Nie upiłem się, najczęściej powtarzanym
zdaniem było nie dolewaj mi już. Wino było ok, wypiłem moze z pół butelki.
Wyszedłem nie za późno. Były fajne towary, patrzyły się prosto w oczy ale
pilnowane. Ech, gdzie te czasy gdy na wiejskich weselach, wypuszczone i
podpite dzieczęta gziły się do rana po krzakach i podczas weselnej trzydniówki
można było puknąć sobie parę razy.
A głowa i tak mnie boli - moze od tej aureoli