onlyju
14.09.06, 11:38
Tytuł wątku - bo macie tu wejść i przeczytać. Sam fakt średnio trzech ofert
pracy miesięcznie to prawda - dzwonią do mnie headhunterzy, od dwóch miesięcy
odbieram również telefony od headhunterów spoza Polski. Miłe to, ale ja
trochę o tym, acz nie do końca o tym. Pracowałam w firmach różnych -
koncernach zagranicznych, kilkuosobowych i dużych polskich spółkach z o.o.,
spółkach akcyjnych i nauczyłam się (oczywiście wiele, ale przede
wszystkim...) jednego: jeśli pracodawca nie traktuje cię tak, jak chcesz być
traktowany - możesz na niego nasikać i iść dalej.
Mamy nareszcie rynek, który należy do pracownika, nie do pracodawcy. I chcę
tu wszystkim tym, którzy tego potrzebują lub będą potrzebowali - pokrzepić
serca.
Nie ma we mnie zgody na pracę dla firm, w których pracodawcy mamią, oszukują,
kłamią, a tym bardziej - nie dotrzymują danego słowa, zwlekają z umowami, z
wypłatą należnego wynagrodzenia, upierdalają premię, itd. Jeśli pracodawca
nie traktuje pracownika z należnym mu szacunkiem, poszanowaniem jego praw
oraz z zachowaniem kodeksu pracy - należy go po prostu puszczać z torbami.
Wielokrotnie byłam po drugiej stronie - jako osoba uczestnicząca w
rekrutacji - decydowałam o tym, czy osoba, która dwoi się i troi, wije przed
nami - Wielką Komisją Śledczą ds. Zatrudnienia (w firmach nazywa się to HR-
em) - zostanie zatrudniona. I słyszałam, jak przed rozmową kwalifikacyjną moi
współpracownicy i szefowie oceniają CV: "świetny! no idealny! patrz, kurde!
ma ten certyfikat! ja cie pieprze! ale nam się trafił rodzyn! trzeba go
będzie znegocjować, bo pewnie drogi. kurwa, nie damy mu więcej, niż (...),
moze nam się uda zatrudnić takiego pistoleta za pół kasy!"
I później negocjacje i oferowanie fachowcowi psich pieniędzy z uporem, że alo
tyle albo cześć. A tymczasem zatrudniliby go za trzykrotność tego, co
proponują, ale próbują się schytrzyć.
Nie ma tak. Nie dajcie się chujom. Rynek należy do Was.
Napoleon.