krambambulia
25.09.06, 12:00
Cybalginowo-aspirynowa.
Jesienią zaczynają się dla mnie złe czasy.
Po pierwsze: firma planuje oszczędności. Znaczy współpracownicy, szczególnie
ci, co są mało produktywni, wylatują. Może i lepiej, bo ile można o poczcie
pisać? Ja zgłębiam problemy Treciego Świata, idę na manifestacje Białorusinów,
angażuję się w obronę praw człowieka i piszę o polityce międzynarodowej.
Zdycham w tej redakcji z nudów
Po drugie: przyjaciel pierwszy wyjechał na baaaaaaaardzo długo. Do Rosji. Nie
wie kiedy wróci.
Po trzecie: przyjaciel drugi wyjeżdża w tym tygodniu do domu. Czyli do Mińska.
Jedyne pocieszenie jest takie, że obiecał głosowac na "nie" w najbliższym
referendum w sprawie reformy języka białoruskiego (choć sam po białorusku nie
bardzo, tolko pa ruski)
Po czwarte: facet, który wpadł mi w oko, mnie nie chce.
Po piąte: seksu brak permanentnie.
Po szóste: popsuła mi sie spłuczka w łazience, a osiedlowy hudraulik od
tygodnia nie odbiera telefonu (sama nie umiem, a chłopa w domu brak).
Po siódme: nie ma mi kto pomóc w wyrzuceniu "gabarytów", czyli niepotrzebnych
mebli z piwnicy.
Po ósme: znowu przytyłam, zgodnie z odwiecznym prawem natury, że na zimę
zwierzątka obrastaja w tłuszcz potrzebny do przetrwania.
Po dziewiąte: rozpadła się moja ulubiona koalicja i nie mam się już z czego śmiać.
Niech mnie ktoś przytuliiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii