kobieta_na_pasach
18.10.06, 09:52
FW: Tekst Agnieszki Chylińskiej o macierzyństwie z "Machiny":
>Macierzyństwo to ściema....
>Ja wiem, że "Machina" to nie jest miesięcznik dla początkujących matek.
>
>Ja wiem, że powinnam o popkulturze, o artystach, o płytach, o przeżyciach
natury wyższej, ale obecnie to niemożliwe. Ni chuja!
Ja jestem w szoku, jestem kontuzjowana i niech mi panowie Metz z Beliną
wybaczą, ale ja z pyskiem wypłowiałym, mózgiem otępionym jedną godziną snu
na dobę, z cyckami zaropiałymi jak po jakiejś supersesji sado maso, z wielką
pieluchą między nogami, ja obecnie nie mogę inaczej i o czym innym.
Muszę to napisać, muszę to z siebie wypluć, muszę to opisać, bo jakoś
wcześniej z takim opisem się nie spotkałam i może gdybym wiedziała...
Macierzyństwo to ściema! Wiem to na pewno! Poradniki, gazetki, reklamy
pieluch nawet: wszyscy kłamią! To pułapka, w którą dałam się złapać i teraz
zdezorientowana i zaszczuta chowam się po kątach, by mnie nie zauważył ssak,
którego powiłam parę tygodni temu, by mnie nie wypatrzył, nie wyczuł, że
jestem w pobliżu. Nawet nie o mnie ssakowi chodzi, ale o dwa nabrzmiałe
balony, które przy delikatnym nawet ruchu sikają strugami mleka.
Zostałam oszukana, uległam propagandzie, poleciałam na tysiaka i teraz mam!
A tak ładnie wszystko szło. Kupowanie koszulki rozmiar 54 z napisem
"Motorhead", wzdychanie i rozmyślanie nad tym, jak ukierunkuję ideowo syna
mojego pierworodnego. Roztkliwianie się nad parą skarpetek, wzdychanie na
widok uśmiechniętych bobasów widzianych przelotnie w centrach handlowych,
zaczytywanie się poradnikami i wiara w to, że się jest uwarunkowaną
genetycznie do bycia matką Polką, że się będzie stosować metody najbardziej
delikatne, nieinwazyjne, naturalne przy pielęgnacji i wychowywaniu cudownego
potomka.
A tymczasem??? Dlaczego nikt mi nie powiedział o tym, że poród będzie
potwornym cierpieniem, i że się będę wstydziła przeć, myśląc cały czas o
tym, by nie narobić dziecku na głowę? Dlaczego darłam się w niebogłosy,
tworząc najbardziej spontaniczny tekst nowej piosenki pod tytułem "ja już
kurwa nie mam siły", naczytawszy się wcześniej o fantastycznych
znieczuleniach, technikach relaksacyjnych i innych takich?
Dlaczego mamiono mnie opisami fantastycznych przeżyć, wręcz erotycznych,
podczas karmienia piersią, gdy tymczasem okazało się, że bezzębny dziamdziak
może zmasakrować suty w try miga i domagać się co godzinę dalszej masakry,
więcej krwi... I dlaczego dopiero pod koniec jednego z poradników małymi
literami było napisane, że jeśli ma się chęć sprzedać swoje dziecko na
allegro to powinno się zwrócić do osoby duchownej z prośbą o poradę lub od
razu zamknąć się w psychiatryku... Ciekawe... I na czym miało polegać
"wzmocnienie i rozkwit związku, gdy pojawia się dziecko", jeśli jedyne co
mam do powiedzenia mojemu chłopakowi od miesiąca to:
przynieś-wynieś-pozamiataj, nie rób tego tak, możesz mi pomóc?, a może ty go
przewiniesz?, nie wkurwiaj mnie, to twoje dziecko, a to se go bierz, nie
rozdwoję się, możesz tu łaskawie przyjść?
Nigdzie nie przeczytałam o tym, że dziecko drze gębę. Znalazłam wzmianki o
tym, że kwili, płacze, marudzi, gaworzy, ale nie ma nic o tym, że ma syndrom
"Blaszanego bębenka", znaczy się, że szyby pękają, gdy zaczyna ryczeć od
16.00 do 23.30, by usnąć z uśmiechem i pozwolić mi zrobić siku, umyć się,
zjeść coś szybko. Koleżanki mi mówiły: Och, wiesz przy dziecku szybko się
chudnie. Teraz wiem dlaczego. Bo nie ma się czasu zjeść.
Teraz też się drze, a ja muszę oddać ten felieton i musi być dobry, z
puentą, na poziomie, a mam oczy na zapałki i piszę tę jedną kartkę jakieś
sześć godzin, gdyż odskakiwać muszę co chwila, bo kupa, bo płacz, bo mleko,
bo coś tam i do tego jeszcze burdel w mieszkaniu i kot zazdrosny porzygał
się właśnie ostentacyjnie na środku pokoju.
Rokendrol, nie ma co...
>