khaki3
26.10.06, 13:59
Zacytuję fragment podręcznika dla gimnazjów:
(...)Jestem kobietą szczęśliwą. Rano wstaję razem z moim mężem i gdy on goli
się w łazience,
przygotowuję mu pożywne kanapki do pracy. Potem, gdy całuje mnie w czoło i
wychodzi, budzę
naszą piątkę dzieciaczków, jedno po drugim, robię im zdrowe śniadanie i
głaszcząc po główkach
żegnam w progu, gdy idą do szkoły. Zaczynam sprzątanie. Odkurzam, podlewam
kwiatki, nucąc
wesołe piosenki. Piorę skarpetki i gatki mojego męża w najlepszym proszku, na
który stać nas dzięki
pracy Mojego męża, i rozwieszam je na sznurku na balkonie. W międzyczasie
dzwoni często
mamusia mojego męża i pyta o zdrowie Swojego dziubdziusia. Teściowa jest
kobietą pobożną i
katoliczką, znalazłyśmy wiec wspólny punkt widzenia. Po miłej rozmowie, jeśli
już skończyłam
pranie i sprzątanie, które dają mi tyle radości i poczucie spełnienia się w
obowiązkach, idę do kuchni
i przygotowuję smaczny obiad dla naszego pracującego męża i ojca, który jest
podporą naszej
rodziny i dla naszych pięciu pociech. Kiedy już garnki wesoło pyrkoczą na
gazie, a mieszkanie jest
czyste, pozwalam sobie na chwilę relaksu przy płycie z Ojcem Świętym i robię na
drutach sweterki i
śpioszki dla naszej szóstej pociechy, która jest już w drodze, a którą Pan Bóg
pobłogosławił nas
mimo przestrzeganego kalendarzyka, co jest jawnym znakiem Jego woli. Nie
włączam telewizji,
ponieważ płynący z niej jad i bezeceństwo mogłyby zatruć wspaniałą atmosferę
naszej katolickiej
rodziny. Czasami haftuję tak, jak nauczyłam się z kolorowego pisma dla
katolickich pań domu,
albowiem kobieta nie umiejąca haftować nie może się w pełni spełnić życiowo.
Kiedy moje dzieci
wracają ze szkoły radośnie świergocząc, wysłuchuję z uśmiechem, czego dziś
nauczyły się w szkole.
Opowiadają mi o lekcjach przygotowania do życia w rodzinie, których udziela im
bardzo miła pani z
przykościelnego kółka różańcowego.
Córeczki proszą, abym nauczyła je szyć, ponieważ chcą być prawdziwymi
kobietami, nie zaś
wynaturzonymi grzesznicami z okładek magazynów, chłopcy natomiast szepczą na
ucho, że na
pewno nigdy nie popełnią tego strasznego grzechu, który polega na dotykaniu
samych siebie, ani nie
będą oglądać zdjęć podsuniętych przez samego Szatana. Karcę ich lekko za
wspominanie o rzeczach
obrzydliwych, lecz jestem szczęśliwa, że wczesne ostrzeżenie uchroni moich
dzielnych chłopców
przed zboczeniem i abominacją. Mój maż wraca z pracy po południu. Witamy go
wszyscy w progu,
poczym myje on ręce i zasiada do posiłku, a ja podsuwam mu najlepsze kąski, aby
zachował siłę do
pracy. Potem mój mąż włącza telewizor i zasiada przed nim w poszukiwaniu
relaksu, a ja zmywam
talerze i garnki i zabieram jego skarpetki do cerowania, słuchając z uśmiechem
odgłosów meczu
sportowego w telewizji. Wieczorem kąpię nasze pociechy i kładę je spać. Kiedy
wykąpiemy się
wszyscy, mój mąż szybko spełnia swój obowiązek małżeński, ja zaś przeczekuję to
w milczeniu, ze
spokojem i godnością prawdziwej katoliczki, modląc się w myśli o zbawienie tych
nieszczęsnych
istot, które urodziły się kobietami, ale którym lubieżność Szatana rzuciła się
na mózgi, które w
obowiązku szukają wstrętnych i grzesznych przyjemności. Zasypiam po długiej
modlitwie i tak mija
kolejny szczęśliwy dzień mojego życia.(...)
To fragment z "Przygotowanie do życia w rodzinie" - autor Maria Ryś -
podręcznik dla gimnazjum i
szkoły ponadgimnazjalnej o miłości, małżeństwie i rodzinie - zaaprobowany przez
MEN i opłacony z
Twoich podatków.www.edukacyjna.pl/ksiazka.php?id=4897
Na f Moda znalazlam, wiem,ze nie kazdy tam chodzi wiec przynioslam
tutaj,zebysmy wiedzieli jak mamy zyc w rodzinie!