grubaska20
03.04.07, 14:33
pisałam napewno już kiedyś, że sąsiadka mojej mamy ma synka starszego jakieś
2tyg od jaśka. to naprawdę poczciwa dziewczyna, prosta, ale dobra, normalna.
miała tylko pecha, że urodziła się w dziwnej rodzinie. ojciec alkoholik
(umarł kilka lat temu), no i bieda przerażająca. niestety ojeciec chłopca
okazał się niewiele lepszy od niezyjącego juz seniora rodu

los tego małego
tym bardziej mnie przejmuje, bo jest w wieku mojego synka. już ileś razy
dawaliśmy im jakieś rzeczy, całą baterie kosmetyków, kiedy był malutki, potem
jakieś pieluchy czy ubranka, jakieś mleko, czy herbatki dziecięce. wioleta,
matka chłopca, zawsze bardzo sie cieszyła ze wszystkiego, co dostawali.
ostatnio pojechaliśmy do mamy i spotkaliśmy pod domem sąsiadkę, opowiadała
nam straszne rzeczy, że mały był chory, miał 40stopni gorączki, pogotowie nie
chciało przyjechac, a nie było juz rejestracji w przychodni, ta dziewczyna
płakała, nie wiedziała co robić

teraz będzie wielkanoc, chciałabm zrobić
jakiegoś zajączka dla tego małego, ale tu pytanie.. co to właściwie powinno
być? najbardziej to chciałabym, dac jej jakiś pieniążek, żeby miała na
wypadek jakiejś sytuacji awaryjnej. tylko z pieniędzmi to już różnie, nie
chciałabym, żeby źle to odebrała, no i boję się, żeby "tatuś" chłopca nie
przeznaczył awaryjnego zaskórniaka na swoje przyjemnostki

a jeśli coś
kupić, to w zasadzie co..? nie chciałabym jej pytac, bo raz, że nie będę tam
juz pewnie do świąt, a dwa, nie chciałabym jej zakłopotać..
może jakies ubranka?? jakieś witaminki? pieluchy?? co??