mamba30
03.07.07, 11:58
Tak sobie czytam wątek Miśki i od razu moja sucz mi stanęła przed oczyma.
Jazdy zaczęły się dużo wcześniej, ale apogeum nastąpiło w marcu 2006 roku na
imininach teścia, a właściwie na następny dzień po, bo zostalismy na noc.
Generalnie miałam w pewnej kwestii inne zdanie, niz Pyton, więc teściowa
zaczęła się na mnie drzeć, zjebała mnie, jak bura sukę przy dzieciach, po
czym się obraziła, nawet na dowidzenia nie odpowiedziała. Wqrwiła się na maxa
i postanowiłam ją zlać totalnie i na zawsze. W pon. ochłonęłam i po
konsultacji z Pytonem zadzwoniłam do baby. Chciałam jej delikatnie
powiedzieć, że robi tym krzywdę swojemu syneczkowi. Po 2 zdaniach
wypowiedzianych przeze mnie, gdy doszłam do zdania, że już z 1 synową sie
pokłóciła na 3 lata i Pyton cierpiał, usłyszałam, że nie mam prawa do niej
mówic mamo i że mnie wyklucza z kręgu rodziny, po czym jebła słuchawką.
Swięta wielkanocne spędziliśmy sami, bo ja nie mam rodziny. Dopiero w
sierpniu zadzwoniła, żebyśmy porozmawiały i sie pogodziły. Pyton przez te 5 m-
cy była tam może ze 3 razy na obiad tylko, a i to dlatego, że tata wydzwaniał
i nas zapraszał.
Ta rozmowa z teściową była burzliwa, chciałam wracać do domu, ale jakoś Pyton
z ojcem uspokoili tę babę i jakoś się "dogadałyśmy". Do kolejnych imienin
ojca - marzec 2007 - byłam tam może 2 razy, w tym na Boże Narodzenie.
Ale do brzegu - tegoroczne imieniny wypadły fajnie, poznałam kolejną część
rodziny Pytona, bardzo sympatycznych ludzi. Fajnie nam się gadalo, nie
zabrakło tematów do rozmów i potem od Pytona się dowiedziałam, że powiedzieli
o mnie "fajna sobie tę żonę wybrałeś, i ładna i sympatyczna, taka wygadana"/
Miło mi się zrobiło, ale tylko do późnego wieczora. Jak już goście poszli, to
teściowa zaczęła mieć fochy. Walnęła kolejny tekst, że powinniśmy się
rozwieść, skoro się nie potrafimy dogadać - wyraziłam swoją opinię na jakis
temat, oczywiście inna, niż Pyton. Gdyby nie on, to pewnie byłoby ostre
spięcie już wieczorem.
Rano o 7 w niedzielę schodze na dół, teściowa już wstała, mówię Dzień Dobry,
a ona do mnie z pretensją, że ładnie sobie dałam wczoraj z ojcem. Hmmm, miała
na mysli alkohol oczywiście. Jeszcze w ciągu dnia to wywlekła. Piliśmy
WSZYSCY dokładnie tyle samo, było po równo polewane. Nie upiłam się
absolutnie, moża gorzały nie było.
Potem się mnie czepnęła przy stole, że wczoraj gadałam i gadałam, że zepsułam
imieniny, że nikomu nie dałam dojść do słowa. Kolejna akcja - Pyton odebrał w
niedzielę o 13 godz. swoją PRYWATNĄ komórkę od klienta i gadał pół godz.
Zwróciłam mu uwagę, że powinien dać facetowi znać, że to niedziela i nie czas
na biznesy - porada techniczna to była. Od długiego trzymania telefonu dostał
przy uchu czerwonych plam, ten typ tak akurat ma. Teściowa walnęła tekst, że
to przeze mnie, że go denerwuję, że się go czepiam. Kolejny tekst to taki, że
ją zdenerwowałam i całą rodzinę, bo zadzwoniłam do syna z pytaniem, o której
go ewx przywiezie, bo bu;liśmy z larwiątkiem u teściów i tradycyjnie larwa
nie odbierała tel., więc nie wiedziałam, o której z kolei my wrócimy. Nikt
się oczywiście nie zdenerwował, to tylko teściowa miała fazę. Na moje próby
dyskusji stwierdziła, że ona ma prawo zwracać mi uwagę, że mnie nic nie można
powiedzieć, bo się obrażam, czepiam itd... W końcu ojciec ja opierdolił, ale
to nic nie dało.
Wyszłam od nich z poczuciem niesmaku. Na świętya nas nie zaprosiła, dzień
przed teść zadzwonił, żebyśmy przyjechali. Pojechałam tam wbrew sobie, bo
miałam zresztą wszystko już w domu naszykowane. Bylismy tylko 2 godz. Od
tamtej pory tam nie jeżdżę.
Pierdolę moją teściową, chooj w doopę burej suce. Nie zamierzam być wiecznie
na cenzurowanym, bojąc się odezwać, odetchnąć czy cokolwiek.
Miska, polecam to samo. Srał pies wredne teściowe.