vandikia
26.07.07, 11:32
znerwicowana od małego
moja mama malowała sie na specjalne okazje tylko, paznokci przewaznie nie
malowala, ale miala zawsze bardzo zadbane i ladne dlonie (na marginesie wiem
po kim mam niechec do malowania pazurow

)). generalnie sporo wczesniej
chorowala na powazne choroby i potem czesto mowila, ze sie zle czuje, co
owocowalo u mnie koszmarami, ze umiera.
Pamietam, ze jak wychodzila na zakupy, to ja zostawalam z mlodszym
rodzenstwem w domu i jak nie bylo jej dluzej niz godzine to mialam juz
gotowych 5 scenariuszy co sie zlego moglo stac i stalam w oknie i patrzylam
czy nie idzie. Czasem 2 h tak stalam i jak wreszcie widzialam ja wychodzacą
zza rogu drugiego bloku to normalnie pelnia szczescia

I był taki okres gdy mama sie zaczela malowac i wiecie co, ja wtedy myslalam,
ze ona umiera, ze jest nieuleczalnie chora i sie dowiedziala albo cos i chce
ladnie wygladac przed smiercią. Boze ja wtedy chodzilam i plakalam, a ona sie
usmiechala i ja sobie to tlumaczylam tak, ze na pewno ona nie chce zebysmy
my - dzieci wiedzieli o tym, ze nas nie chce martwic. W tym czasie tez
wrocilam do domu z podworka jakoś porą letnią i była nasmażona gora frytek
(nie to, ze normalnie nie dostawalismy

)) ale na frytki to sie jakos
umawialismy zawsze, ze my mame namawialismy na zrobienie), a tu sama wpadla
na to i cala fure usmazyla, jak ja to zobaczylam, to zbladłam i pomysłałm:
nie no dziś to juz bankowo koniec
hehe i tak sobie dzis o iej mysle duzo, jakies wspominki mnie naszly, bo są
jej imieniny i bardzo bardzo ją kocham no i nie wiem co kupic na prezent