kryzysowa_narzeczona75
24.08.07, 08:49
bedzie dalej motoryzacyjnie, ale z innej banki. Wlasnie nam sie rozje....chalo
stare auto zwane sejczento. I wiecie co? Wiecie co? Lutne chlopa mego. Od
jakis dwoch tygodni capilo z maski zgnilymi jajami. Najpierw szukalismy
zdechnietego zwierzaka. Pozniej poszperalam w sieci i stwierdzilam, ze albo
sprzeglo sie sfajczylo, albo klimatyzator tak zajebiscie dziala, albo
elektryka zaczela szwankowac, bo ciagle nam wypala swiatla. Prawie blagalam
chlopa, zeby sie umowil z mechanikiem, bo cos z autem jest nie tak. No i
wczoraj, w koncu, laskawie umowil sie na sobote. I dupa... auto dzisiaj nie
zapalilo. Akumulator nie ma nawet roku, wiec...? No kuzwa,jak mozna jezdzic w
cuchnacym aucie przez 2 tyg. i sie w ogole nie zainteresowac, ze cos jest nie
tak. No jak???? A wczoraj stwierdzil, ze chyba rzeczywiscie jest cos nie tak,
bo mu przy uruchomieniu radio trzeszczy.
I kuzwa z tej wsi bez auta to wyjezdzac bedziemy dwie godziny.
A wiecie co mnie wkurwia najbardziej? Ze moze i zna sie na milionach rzeczy,
ale na autach ni troche, a grzebie w aucie jak stary mechanik. A pozniej latam
z plastrami... Dupa, dupa, dupa.
A bez starego rzecha, to my nowego nawet nie mamy jak kupic. Aaaaaaaaaaaaa.
Ide, bo zaczne rzucac miechem!