pink - mam prośbę

28.09.07, 11:48
czy możesz powiedzieć, kiedy był ten wywiad z tuskową, w którym
numerze? może masz linka?
    • six_a Re: pink - mam prośbę 28.09.07, 12:07
      pink jak pis, z prawdą rzadko się widuje smile

      to nie był wywiad, tylko "artykuł o" z gatunku "jedna baba drugiej
      babie"
      był na stronach int. wprostu, ale pewnie cudownie zniknął
      a tutaj nareszcie jakieś konkrety (przedostatni i ostatni akapit):
      tiny.pl/1cx5
      • niedzwiedzica_sousie Re: pink - mam prośbę 28.09.07, 12:11
        dzięki sixa, bo jakoś w głowie mi się to nie mieściło i spać po
        nocach nie mogłam smile serio, nie żebym jakoś Tuska wielbiła, ale cała
        ta sytuacja jakaś chora mi się wydała
      • pink.freud Re: pink - mam prośbę 28.09.07, 13:15
        Zdradziłaś ideały feminizmu (jeśli jakieś masmile dla jakiegoś śliskiego typa. Trochę szkoda..
        • six_a Re: pink - mam prośbę 28.09.07, 13:41
          a jarosław powiedział, że jego mama powiedziała, że jakby mu rano
          położyła worek, to by się w niego ubrał.

          konta nie ma i jeszcze mamusia mu ubranie rano podkłada, ciekawe czy
          kąpie go w wanience i kto mu pieluchy zmienia w ciągu dnia, oto jest
          pytanie.
    • pink.freud Re: pink - mam prośbę 28.09.07, 13:13
      Wprost nr 964 z 20 maja 2001
      Link ma istna, jeśli pokryjesz połowę kosztów pewnie Ci udostępniwink
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=35293&w=69559099&a=69658075
      • six_a Re: pink - mam prośbę 28.09.07, 14:00
        To jest gówno, a nie wywiad, pink, w okrasie debilnych domysłów
        autora.


        Ciskają talerzami, marudzą po pijanemu, nie umieją pływać, mają dwie
        lewe ręce - tak przedstawiają naszych polityków ich kochające żony.

        Trudne początki, czyli randka w ciemno
        "Moja siła bierze się chyba z miłości od pierwszego wejrzenia" -
        zwierzyła się Aleksandra Miller. Jeśli wierzyć jej słowom, lider
        socjaldemokratów zachwycił ją niegdyś wyglądem bigbitowca. "Wszedł
        dumny z płytą Beatlesów pod pachą. Z długimi włosami, wysportowany,
        ćwiczył kulturystykę" - chwali swojego męża pani Aleksandra.
        Marię i Józefa Oleksych zbliżyła woda. Wedle wspomnień pani Marii, w
        okresie przedmałżeńskim razem ze znajomymi wybrali się na wycieczkę
        żaglówką. "Józek pływa słabo, boi się wody i już przed eskapadą
        narzekał, że za duży wiatr". I miał rację, bo łódź się
        wywróciła. "Mój przyszły mąż trzymał się łódki i wrzeszczał (...).
        Kiedy wygramoliłam się z wody, miałam bojowe zadanie podtrzymać
        Józka za kapok, a pozostałych na duchu. Krzyczał, że chcę go utopić,
        i wygłaszał inne tego rodzaju teksty". Wypisz, wymaluj - polityk
        Józef Oleksy.
        Równie romantycznie rozpoczęła się znajomość Małgorzaty i Donalda
        Tusków. "Spotkaliśmy się na imprezie u kolegi z roku. Donek świetnie
        się bawił i chyba nie bardzo wiedział, co robi i z kim, bo zaczął
        mnie nagle całować" - zwierza się pani Małgosia.
        Trudne były początki niezwykle wielkiej miłości Jolanty i Aleksandra
        Kwaś-niewskich. Okazuje się, że młody Aleksander odgrywał początkowo
        rolę substytutu. "Był dla mnie antidotum na poprzednią miłość. Moi
        koledzy, którzy widzieli, jak cierpię, mówili: Słuchaj, daj spokój,
        są przecież inni mężczyźni. Ale ja byłam zainteresowana moim
        chłopakiem, z tym że on nie mógł jakoś znaleźć sobie miejsca w
        życiu" - opowiadała pani prezydentowa. No i nie znalazł, w
        przeciwieństwie do Aleksandra, który "był szalenie wytrwały". Potem
        nastąpiły lata 1989-1990, czyli najcięższe, gdyż ataki politycznych
        wrogów doprowadzały rodzinę pani Jolanty do ciężkich chorób.
        Lecz "jakoś przetrwaliśmy, chwalić Pana Boga" - oznajmia żona
        prezydenta.

        Owsianka i koala, czyli czar par
        Religijne elementy w wypowiedziach towarzyszek życia polityków
        pojawiają się częściej. Pani prezydentowa nadmieniła skromnie
        w "Kropce nad i", że jej mąż jest pomazańcem Bożym, dlatego
        zasługuje na szacunek hierarchów Kościoła, którzy pomazańcami wszak
        nie są. Zasługuje na szacunek także dlatego, że w prezydenckim
        pałacu wisi krzyż, notabene przywieziony z rodzinnego domu
        Kwaśniewskiego. Wątek religijny pojawia się również we wspomnieniach
        Marii Oleksy: "traktował mnie jak konfesjonał". Któraż Polka
        katoliczka nie zachwyci się takim wyznaniem?
        Ciepłym człowiekiem jest Jan Olszewski. Wedle jego żony Marty
        Miklaszewskiej, "misie koala, które dostaje od przyjaciół, wszystkie
        usadza w fotelu. Może jest w tym jakaś tęsknota za dzieciństwem,
        które miał wspaniałe. Był bardzo kochanym dzieckiem. Mieszkał z
        rodzicami do końca ich życia. Zawsze wracał na noc, choćby to była
        czwarta nad ranem". Ponadto pan Jan bardzo lubi "kręcić pasztet albo
        mak (...) czasem coś przyszyć, na przykład guzik. Wśród jego
        przodków musi być jakiś krawiec. Jest to trochę śmieszne, bo ma
        takie niesprawne ręce". Rzeczywiście - jest to trochę śmieszne.
        Donald Tusk "lubi gry komputerowe, ale z synem zawsze przegrywa".
        Nie dorównuje też Leszkowi Millerowi, gdyż "w kinie zasypia". No i
        pasjonuje się piłką nożną. "Kiedyś postawiłam ultimatum: piłka albo
        ja. I on wyraźnie się zawahał" - przyznaje pani Małgorzata.
        Cudowne chwile przeżywa za to Jolanta Kwaśniewska. "Lubimy rano
        potańczyć w łazience. Tańczymy na bosaka. Niestety, nie codziennie,
        bo mąż wstaje wcześniej". Zanim jednak wstanie, kończy pracę. "Mąż
        ma bardzo silną osobowość i nie konsultuje ze mną żadnych decyzji.
        Nie wyobrażam sobie, żeby wieczorem przychodził do mnie i w łóżku
        dyskutował na przykład o obsadzie stanowisk państwowych". Co prawda
        niepokoi opinia pani prezydentowej, że "mąż, który ma wielki
        temperament, wyraźnie złagodniał", ale na szczęście chodzi o to, że
        niegdyś na przykład "jechał samochodem tak szaleńczo, że aż się
        bałam, że zrobi nam krzywdę". Z prędkością dwóch siwców? - mogą
        zapytać wyborcy. Za to teraz jest tak, jakby chciała każda kobieta.
        Poza tańczeniem "rano mąż mnie rozpieszcza, przynosząc mi owsiankę
        na mleku, przy której kładzie jakiś kwiatuszek. Na ostatnie
        walentynki wyciął z rzodkiewki dwa serduszka". Dodajmy, że pan
        prezydent "był bardzo dumny, gdy udało mu się złożyć karmnik dla
        ptaków. Ułatwiłam mu trochę zadanie, zdobywając dopasowane części,
        więc sam nie musiał heblować deseczek". I czy można się dziwić, że
        każda Polka kocha Olka?

        Rosół na gołąbku, czyli usta i gusta
        Nie każda ma tyle szczęścia, by podziwiać wyrżnięte dla niej w
        warzywach serca. Bo chociaż, jak wspomina Elżbieta Płażyńska,
        marszałek Sejmu przynosi często kwiaty, to jednak jest "oszczędny w
        słowach, ostrożny, nie nadużywa pieszczotliwych zwrotów. Czułość
        poznaję po tonie głosu, po spojrzeniu, geście". Poza tym marszałek
        nie jest typem człowieka upierającego się przy swoim. Choćby sprawa
        kupna deskorolki. Maciej Płażyński jest najpierw zdecydowanie
        przeciwny. "Uruchamiam własne argumenty (...). Drugiego dnia mąż
        słabnie, trzeciego, po kolejnej porcji argumentów, poddaje się. W
        końcu kupujemy tę deskorolkę" - ujawnia sztukę uprawiania polityki
        pani Elżbieta.
        Jeszcze lapidarniej porozumiewają się państwo Wierchowiczowie. Pani
        Joanna, podobnie jak mąż, przewodniczący Klubu Parlamentarnego Unii
        Wolności, jest prawnikiem. "Dogadujemy się jak prawnik z prawnikiem.
        Rozumiemy się w pół słowa. Ale jesteśmy monotematyczni" - mówi
        Joanna Wierchowicz. Podkreśla też, że w domu sama wszystko robi - od
        półek po bramę wejściową, ponieważ gdyby liczyła na męża, mogłaby
        się przeliczyć.
        Także Anna Niesiołowska ma cały dom na głowie. Stefan Niesiołowski,
        poseł AWS, "jest abnegatem pod wieloma względami. Gdy wróciłam po
        rocznym pobycie na stypendium zagranicznym, w całym mieszkaniu
        wisiały girlandy pajęczyn. Stefanowi zupełnie one nie przeszkadzały.
        Zwyczajnie ich nie zauważył. Zawsze twierdzi, że gdyby był sam, nie
        miałby niczego poza stołem".
        Za to Józef Oleksy ma drugą, mało znaną naturę. "Otoczenie pań
        sprawia, że mój mąż rozkwita, rozwija pawi ogon i dobrze się czuje,
        tryska dowcipem, erudycją. I chyba tyle tymczasem jego" - mówi z
        nadzieją pani Maria. Poza tym "woli kuchnię chińską od normalnej" -
        czyli kuchnię nienormalną: "takie jedzonka z ryżem".
        Kuchnia jest ważna również dla Maryli Krzaklewskiej, i to nawet w
        doniosłych momentach. Wspominając jednodaniowy obiad z Ojcem
        Świętym, pani Maryla tak sobie pomyślała: "Mój Boże, jaki bym Ojcu
        Świętemu dobry rosołek zrobiła. Taki na gołąbku albo na lekkiej
        kurce". Pani Maryla musiała głośno wyrazić swe pragnienie, gdyż
        siedzący obok niej jeden z dostojników Kościoła powiedział, że -
        niestety - we Włoszech zup się nie je. Któraż jednak Polka nie
        chciałaby ugotować papieżowi rosołku na gołąbku?
        Mniej kłopotów z zupą i jej konsumentem miała Joanna Onyszkiewicz,
        żona polityka UW: "Kiedyś Janusz delikatnie mi wypomniał, iż
        przesoliłam zupę. Odparłam, że to oznaka miłości, niech je i nie
        narzeka". Po takiej zaprawie wojskowa grochówka musiała się wydawać
        ministrowi obrony ambrozją.

        Nerwobóle, czyli kochaj albo rzuć
        Zupy i naczynia do ich konsumowania odgrywają czasem rolę
        stresometru. Jak wspomina Jolanta Kwaśniewska, jej mężowi zdarzyło
        się, że "rozbił talerz o ścianę". Na szczęście powodem rzutu było
        poirytowanie przebiegiem debaty sejmowej.
        W stadle państwa Tusków zdarzyło się, że latały jajka. Przyczyna
        była jednak bardziej prozaiczna: "Kiedyś przygotowałam jajka w sosie
        musztardowym - wspomina pani Małgorzata. - Kładę więc na talerzu te
        jajka i chcę polewać
        • istna Re: pink - mam prośbę 28.09.07, 14:53
          six_a napisała:

          > To jest gówno, a nie wywiad, pink, w okrasie debilnych domysłów
          > autora.
          O, to, to. Równie dobrze można powoływać się na superekspres, albo "nie"smile
    • widokzmarsa o tusku słyszałem 28.09.07, 18:27
      że to był luzak, leń. Lubił się zabawić i nie zmęczyć. Ale żeby żonę bił? Inna
      sprawa że ryj ma taki że wszystkiego można się spodziewać. To co się robi często
      zostaje na twarzy.
      (i nie tylko mam na myśli oralsmile
Pełna wersja