glonik
27.11.08, 11:18
Zaczęła się elementarna nauka Jasia. Ojciec posłał go do szkoły
publicznej.
Po miesiącu nauczycielka wzywa ojca Jasia i mówi mu, że Jasiu jest
diabłem
wcielonym wszyscy się go boją, dziewczynki nie mogą spać po nocach
po jego
wybrykach i w związku z tym usuwa Jasia ze szkoły.
Ojciec więc zapisał Jasia do szkoły prywatnej. Po miesiącu
nauczycielka
wzywa
ojca i opowiada podobną historię jak poprzednia nauczycielka Jasia -
o znerwicowanych kolegach i koleżankach o połamanych meblach w
szkole itp.
Nauczycielka zasugerowała przeniesienie Jasia do innej szkoły.
Ojciec podumał podumał i wymyślił żeby Jasia zapisać do szkoły
Jezuitów
(że Bóg to ostatnia deska ratunku dla Jasia).
Jak wymyślił tak i zrobił. Po miesiącu wzywają jezuici ojca Jasia na
wywiadówkę.
Ojciec przygotowany na najgorsze przychodzi i słyszy, że dawno
takiego
porządnego
ucznia jak Jasiu nie mieli. Pomaga kolegom, zawsze jest
przygotowany, uczy
się pilnie itp.
Ojciec w szoku, że syn takiej przemiany doznał więc postanowił Jasia
zapytać co spowodowało,
że nagle stał się zupełnie innym dzieckiem.
Jaś mu mówi: - ojciec, bo tam jest tak: wchodzisz do szkoły a tam na
korytarzu człowiek
na krzyżu, idziesz na stołówkę - wisi człowiek na krzyżu, u dyrektora
człowiek na krzyżu.
"Ojciec, tam się z ludźmi nie pier...olą"