"Zagłodziła się na śmierć"

IP: *.elpos.net 11.05.04, 12:10
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2066367.html

Oto do czego może doprowadzić fanatyzm wegetariański lansowany tutaj
zwłaszcza przez brumbaka obsesyjnie nauczającego wegetarian, że same warzywa
i owoce (+ zboże oczywiście) - to samo zdrowie.
NIEDOŻYWIONY MÓZG Z CZASEM ZACZYNA PODEJMOWAĆ CORAZ DRASTYCZNIEJSZE DECYZJE,
a stąd już łatwo wpaść w zaburzenia łaknienia i nawet tego NIE ZAUWAŻYĆ, bo
zauważyć cokolwiek w sposób obiektywny możemy TYLKO ZDROWYM mózgiem.

Krystyna
    • Gość: Krystynaopty1 Re: "Zagłodziła się na śmierć" IP: *.elpos.net 11.05.04, 12:19
      ...Dlatego naszym ludzkim obowiązkiem jest szczególnie dbać o dobre odżywianie
      NASZEGO ludzkiego mózgu, właśnie po to, abyśmy nie dołączyli do ludzi
      podejmujących debilne decyzje i krok po kroku tworzących piekło na ziemi
      dla całej planety.

      Krystyna
    • goblin.girl powodem śmierci była anoreksja, nie wegetarianizm 11.05.04, 12:25
      • Gość: Krystynaopty1 Re: powodem śmierci była anoreksja, nie wegetaria IP: *.elpos.net 11.05.04, 12:46
        Ale anoreksja wynika z niedożywienia, z niedożywienia biorą się wszelkie
        patologie.

        Krystyna
        • goblin.girl Re: powodem śmierci była anoreksja, nie wegetaria 11.05.04, 14:11
          Gość portalu: Krystynaopty1 napisał(a):

          > Ale anoreksja wynika z niedożywienia
          Wybacz, ale totalnie nie wiesz, o czym mówisz.

          z niedożywienia biorą się wszelkie
          > patologie.
          Jupi! Odkryłaś przyczynę całego syfu rozpanoszonego na tym świecie :]
        • tripper Re: powodem śmierci by3a anoreksja, nie wegetaria 11.05.04, 15:32
          anoreksja to choroba psychiczna, z ktorej bierze sie niedozywienie, choroba fizyczna
      • Gość: Tramp Powodem anoreksji był fanatyczny weganizm co... IP: *.p-s-inter.net 18.05.04, 13:57
        w konsekwencji doprowadziło delikwentkę do samobójczej śmierci glodowej
    • Gość: telemasca Re: "Zagłodziła się na śmierć" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.04, 12:43
      Etiopatogeneza jadłowstrętu psychicznego jest procesem złożonym. Do wystąpienia
      tej choroby przyczyniają się zarówno czynniki genetyczne, nieprawidłowości w
      obrębie neurotransmiterów i syntezy leptyn, jak i predyspozycje psychiczne.

      Najnowsze badania prowadzone wśród rodzin pacjentów cierpiących z powodu JP
      wykazały, że choroba ta występuje u 3,5% krewnych pierwszego stopnia. Warty
      zaznaczenia jest fakt, że dane te dotyczyły wyłącznie kobiet w danej rodzinie.
      Zarówno w USA, jak i w Europie prowadzone są badania, których celem jest
      wykrycie pewnej predyspozycji genetycznej warunkującej rozwój JP. Do tej pory
      nie została potwierdzona żadna nieprawidłowość w genomie zarówno jądrowym, jak
      i mitochondrialnym. W ostatnim czasie zwrócono uwagę na związek między genem
      receptorowym 5HT2A i jego różnymi wariantami w danym locus, a wystąpieniem JP.
      Korelacja ta nie została jednak do tej pory udowodniona.

      U pacjentów cierpiących z powodu JP stwierdza się obniżony poziom serotoniny.
      Zmiany w ilości tego neurotransmitera obserwowane są również w depresji i
      zaburzeniach obsesyjno-kompulsyjnych. O związku między depresją i JP może
      świadczyć fakt, że zaburzenia te często występują razem. Najnowsze badania
      wykazały również, że pacjenci z JP dobrze reagowali na antydepresanty hamujące
      zwrotny wychwyt serotoniny, takie jak fluoxetyna. Dalsze badania wykazały, że
      tendencje obsesyjno-kompulsyjne i JP często współistnieją z sobą, czemu
      towarzyszy podwyższony poziom wazopresyny i kortyzolu.

      W ostatnich latach ważne znaczenie w powstawaniu JP przypisuje się
      nieprawidłowej produkcji leptyn. Leptyny są proteinami produkowanymi przez
      białą tkankę tłuszczową. Łącząc się z odpowiednimi receptorami w podwzgórzu
      środkowym kontrolują przyjmowanie kalorii. Leptyny przyspieszają dojrzewanie u
      zwierząt przez zwiększone wydzielanie hormonów podwzgórza. Pacjenci cierpiący z
      powodu JP maja obniżony poziom leptyn w osoczu i płynie mózgowo-rdzeniowym.
      Poziom ten w trakcie leczenie podnosi się, ale normalizuje się przed
      osiągnięciem prawidłowej wagi pacjenta. Dlatego też tak trudno uzyskać
      całkowite wyleczenie. W 1999 roku zidentyfikowano w bocznym podwzgórzu kolejny
      peptyd-oreksynę mający wpływ na patogenezę JP. Jego ilość zmniejsza się w
      czasie głodzenia. Podanie oreksyny do mózgów myszy wpływa na zwiększenie
      przyjmowania przez nie pokarmu. Znane są już dowody wskazujące na krążenie
      impulsów od komórek leptynozależnych podwzgórza środkowego do podwzgórza
      bocznego, a następnie do kory mózgowej.

      Najważniejszą rolę w patogenezie JP odgrywają jednak uwarunkowania psychiczne.
      Osoby cierpiące z powodu tej choroby charakteryzują się niskim poczuciem
      własnej wartości, nieelastycznym myśleniem, chłodem emocjonalnym oraz dążeniem
      do perfekcji. Ten nadmierny perfekcjonizm staje się z czasem obsesją i dlatego
      osoby z JP tak często stają się najlepszymi studentami czy wspaniałymi
      sportowcami. JP rozwija się jako sposób radzenia sobie ze stresem i lękiem.
      Kontrolowanie jedzenia jest substytutem kontroli nad pewnymi, nie dającymi się
      w pełni kontrolować, regionami życia. Osoby z jadłowstrętem nie potrafią radzić
      sobie z problemami związanymi z dorosłością, dojrzałością oraz kształtującą się
      własną seksualnością. Proces odchudzania rozpoczyna się często od banalnej
      uwagi dotyczącej wyglądu chorej. Często taka uwaga po nałożeniu się na inne
      czynniki predysponujące doprowadza do wystąpienia choroby.

      Powodem smierci byla anorexia nervosa a nie wegetarianizm. Krycha zupelnie jak
      brumbak naginasz fakty.
      • Gość: are Re: "Zagłodziła się na śmierć" IP: *.clubnet.pl 11.05.04, 13:33
        Krycha to pielegniarka z wyksztalcenia. nie wymagaj od niej zbyt wiele :)
        co prawda, teraz jest "doradza zywieniowym" i z nikogo dzieki DO stala sie
        kims...
      • Gość: Krystynaopty1 Re: "Zagłodziła się na śmierć" IP: *.elpos.net 11.05.04, 14:37
        telemasca napisała:

        > Etiopatogeneza jadłowstrętu psychicznego jest procesem złożonym. Do
        wystąpienia tej choroby przyczyniają się zarówno czynniki genetyczne,
        nieprawidłowości w obrębie neurotransmiterów i syntezy leptyn, jak i
        > predyspozycje psychiczne.

        Zgadza się. Ale racz zauważyć chronologię zdarzeń, że NAJPIERW kobieta
        zastosowała dietę eliminajcyjną, czyli świadomie z jakichś powodów WYKLUCZYŁA
        z diety MIĘSO, JAJKA, MASŁO itp. - to MUSIAŁO mieć wpływ na jej dalszy stan
        zdrowia, byc może miała pecha mieć również defekt genetyczny, ale dieta
        wegetariańska była u niej WYZWALACZEM dalszych destrukcyjnych zmian w
        organizmie. Nie można wykluczyć, że gdyby z powyższych produktów w odżywianiu
        nie zrezygnowała - to by nie doprowadziła się do takiego stanu. Dobre,
        wartościowe jedzenie po prostu na to nie pozwala.

        > Najnowsze badania prowadzone wśród rodzin pacjentów cierpiących z powodu JP
        wykazały, że choroba ta występuje u 3,5% krewnych pierwszego stopnia. Warty
        > zaznaczenia jest fakt, że dane te dotyczyły wyłącznie kobiet w danej rodzinie.

        A co to mnie obchodzi ile procent występuje u krewnych?
        Mnie interesuje jak taka pacjentka odżywiała się przez dłuższy okres aż do
        wystąpienia jadłowstrętu. Jakoś NIKT z naukowców na to nie zwraca uwagi, badają
        objawy, genotyp, procenty występowania i wiele innych detali, ale dieta jaka
        doprowadza te nieszczęsne kobiety do stanu wycieńczenia - jest pomijana, a
        przecież to pierwszy podstawowy powód zaburzeń - stałe niedożywienie wyzwala
        lawinowo dalsze objawy.
        Ja chcę wiedzieć, JAK SIĘ ŻYWIĄ ANOREKTYCZKI _ZANIM_ NIMI SIĘ STAJĄ.

        > Zarówno w USA, jak i w Europie prowadzone są badania, których celem jest
        wykrycie pewnej predyspozycji genetycznej warunkującej rozwój JP. Do tej pory
        nie została potwierdzona żadna nieprawidłowość w genomie zarówno jądrowym, jak
        i mitochondrialnym. W ostatnim czasie zwrócono uwagę na związek między genem
        receptorowym 5HT2A i jego różnymi wariantami w danym locus, a wystąpieniem JP.
        > Korelacja ta nie została jednak do tej pory udowodniona.

        No widzisz, szukają dziury w całym.

        > U pacjentów cierpiących z powodu JP stwierdza się obniżony poziom serotoniny.
        Zmiany w ilości tego neurotransmitera obserwowane są również w depresji i
        > zaburzeniach obsesyjno-kompulsyjnych. O związku między depresją i JP może
        świadczyć fakt, że zaburzenia te często występują razem. Najnowsze badania
        wykazały również, że pacjenci z JP dobrze reagowali na antydepresanty hamujące
        zwrotny wychwyt serotoniny, takie jak fluoxetyna. Dalsze badania wykazały, że
        tendencje obsesyjno-kompulsyjne i JP często współistnieją z sobą, czemu
        > towarzyszy podwyższony poziom wazopresyny i kortyzolu.

        Ale te podwyższone, czy zaniżone poziomy neurotransmiterów nie biorą się z
        powietrza. Nieprawidłowe odżywianie (zwłaszcza nadmiar cukru w pożywieniu)
        - jest PIERWSZĄ PRZYCZYNĄ, która właśnie może (choć nie musi) wyzwolić takie
        zaburzenia.

        > W ostatnich latach ważne znaczenie w powstawaniu JP przypisuje się
        nieprawidłowej produkcji leptyn. Leptyny są proteinami produkowanymi przez
        > białą tkankę tłuszczową.

        No świetnie, leptyny - następny winowajca, ale pytanie brzmi: DLACZEGO są
        nieprawidłowo budowane? Może myślisz, ze znowu winne są geny?

        > Łącząc się z odpowiednimi receptorami w podwzgórzu środkowym kontrolują
        przyjmowanie kalorii. Leptyny przyspieszają dojrzewanie u zwierząt przez
        > zwiększone wydzielanie hormonów podwzgórza. Pacjenci cierpiący z
        powodu JP maja obniżony poziom leptyn w osoczu i płynie mózgowo-rdzeniowym.
        Poziom ten w trakcie leczenie podnosi się, ale normalizuje się przed
        osiągnięciem prawidłowej wagi pacjenta. Dlatego też tak trudno uzyskać
        > całkowite wyleczenie.

        I to się nigdy nie uda, jeśli nadal nauka nie będzie przywiązywać większej wagi
        do wartościowego odżywiania i nie przestanie propagować "dużo zboża, dużo
        warzyw i owoców" a tłuszcze zwierzęce - tak bardzo potrzebne układowi nerwowemu
        będzie nadal uznawać za szkodliwe.

        > W 1999 roku zidentyfikowano w bocznym podwzgórzu kolejny
        peptyd-oreksynę mający wpływ na patogenezę JP. Jego ilość zmniejsza się w
        > czasie głodzenia. Podanie oreksyny do mózgów myszy wpływa na zwiększenie
        przyjmowania przez nie pokarmu. Znane są już dowody wskazujące na krążenie
        impulsów od komórek leptynozależnych podwzgórza środkowego do podwzgórza
        > bocznego, a następnie do kory mózgowej.

        No i co z tego wynika, że są znane?

        > Najważniejszą rolę w patogenezie JP odgrywają jednak uwarunkowania
        psychiczne. Osoby cierpiące z powodu tej choroby charakteryzują się niskim
        poczuciem własnej wartości, nieelastycznym myśleniem, chłodem emocjonalnym
        > oraz dążeniem do perfekcji.

        Zapewniam Cię, że miałam okazję doświadczyć negatywnego stanu psychicznego,
        czyli nerwicy, a nawet depresji. I zapewniam Cię, ze radykalna zmiana mojej
        diety z niskotłuszczowej opartej na warzywach, zbożach i owocach, która
        doprowadziła mnie do takiego fatalnego stany psychicznego - na dietę dokładnie
        ODWROTNĄ radykalnie zmieniła mój stan psychiczny i fizyczny na bardzo pozytywny.

        > Ten nadmierny perfekcjonizm staje się z czasem obsesją i dlatego osoby z JP
        tak często stają się najlepszymi studentami czy wspaniałymi sportowcami.

        Kto wie, może też dlatego wielu sławnych ludzi, którymi tak szczycą się
        wegetarianie, swoje osiagnięcia zawdzięczają takiej, lub podobnej cenie?

        > JP rozwija się jako sposób radzenia sobie ze stresem i lękiem.
        Kontrolowanie jedzenia jest substytutem kontroli nad pewnymi, nie dającymi się
        w pełni kontrolować, regionami życia. Osoby z jadłowstrętem nie potrafią radzić
        > sobie z problemami związanymi z dorosłością, dojrzałością oraz kształtującą
        się własną seksualnością. Proces odchudzania rozpoczyna się często od banalnej
        uwagi dotyczącej wyglądu chorej. Często taka uwaga po nałożeniu się na inne
        > czynniki predysponujące doprowadza do wystąpienia choroby.

        Zauważ, że propaganda powszechnego odchudzania głosi że TŁUSZCZE w diecie
        SĄ ZŁE. A więc proces odchudzania zaczyna się od WYELIMINOWANIA tłuszczów
        z diety. A dalej - to już jak po równi pochyłej, łańcuch przyczyn i skutków.

        > Powodem smierci byla anorexia nervosa a nie wegetarianizm.

        NIE. Powodem śmierci była ELIMINACJA TŁUSZCZÓW z diety, przeczytaj jeszcze raz
        artykuł.

        > Krycha zupelnie jak brumbak naginasz fakty.

        Denerwujesz się? Przecież Ty też tutaj naginasz fakty, pomijając znaczenie
        jedzenia tłuszczów. A przecież z tłuszczów powstaje cholesterol, i przecież
        cholesterol jest bardzo potrzebny do prawidłowego funkcjonowania organizmu,
        zwłaszcza w powstawaniu hormonów sterydowych (kory nadnerczy i płciowych).
        Tłuszcz również jest potrzebny choćby do regeneracji układu nerwowego. Nie
        zwraca się uwagi, że sporą część włókien nerwowych pokrywa tkanka izolacyjna
        tzw. mielina, że mielina zbudowana jest z wysokooporowej elektrycznie
        substancji białkowo-tłuszczowej i że do prawidłowego przepływu impulsów
        elektrycznych niezbędna jest owa SZCZELNA izolacja. A jak wiemy, obecnie coraz
        częściej spotyka się choroby demielinizacyjne. Jeśli więc ktoś eliminuje z
        diety tłuszcze, to skutki mogą być zupełnie niezamierzone, czyli zaburzenia
        w neuroprzekaźnikach mogą mieć przyczynę w postępujących defektach podczas
        procesów naprawczych tkanki mielinowej z BRAKU lub NIEDOBORU budulca
        tłuszczowo-białkowego na bieżące naprawy, co może objawiać się właśnie
        zaburzeniami w przewodzeniu neurotransmiterów i objawami neurologicznymi.
        Z pustego i Salomon nie naleje.

        Krystyna
        • Gość: Elizabteh Re: "Zagłodziła się na śmierć" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.04, 14:55
          >A co to mnie obchodzi ile procent występuje u krewnych?
          >Mnie interesuje jak taka pacjentka odżywiała się przez dłuższy okres
          Krystyno!
          To może wytłumaczysz dlaczego dr Kwaśniewski poprzez stosowanie długotrwałej DO
          stracił włosy i nosi perukę? Od dawna mnie to bardzo nurtuje.I nie jest to
          ciekawostka wyssana z palca tylko autentyczna prawda. Wyczytałam to niedawno na
          stronie optymalnych.....Jakiś czas temu byłam zainteresowana DO, ale gdy
          dowiedziałam się o tym to zaprzestałam dalszych dociekań.... Pzdr
        • Gość: telemasca Re: "Zagłodziła się na śmierć" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.04, 22:51
          Nie no kolejny opentany lol. Ja nie bede z toba Krycha dyskutowala bo za glupia
          jestes. Tluszcze sa niezbedne w diecie ale nie musza byc zwierzece pusta glowo.
          Przeczytaj lepiej ten artykul bo ja tam nic o eliminacji tluszczow nie
          zauwazylam. Czy nie jestes przypadkiem zona brumbaka?
      • Gość: brumbak Re: telemasca znów sie głupio czepiasz IP: *.crowley.pl 11.05.04, 19:18
        Gość portalu: telemasca napisał(a): zupelnie jak
        > brumbak naginasz fakty.

        czy masz kompleks wiedzy brumbaka ?

        czep się tramwaja
        albo się ucz
        ( masę materiałow szkoleniowych i lektury podałem na forum)

        • irokezik Re: telemasca znów sie głupio czepiasz 11.05.04, 19:32
          Tylko umiesz Brumbaku atakować bezpodstawnie rzeczowe posty, tylko za to że ich
          autorzy nie padają przed Twoją rzekomą erudycją na klęczki.
          A post Telemaski jest rzeczowy i fachowy.
        • Gość: telemasca Re: brumbak nasza Miss Blyskotliwosci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.05.04, 01:12
          Jak widac brumbak popiera nawet optymalnych tak naprawde. Jego prawdziwy cel na
          forum: zrobic z niego chlew, wprowadzic dyktature brumburacza i obrazac
          wszystkich po kolei. Zalosny to ty jestes brumbak. Chyba dawno kupy nie robiles.
    • irokezik Re: "Zagłodziła się na śmierć" 11.05.04, 19:10
      Niestety tutaj Krystyna racji nie ma. Fanatyzm "optyma;ny' jest niebezpieczny
      podobnie jak wegański.
      Przyczyną śmierci była anoreksja. Dieta wegańska jedynie przyspieszyła zgon.
      Kobieta jedząc nawet "optymalnie" a mając anoreksję też by umarła.
      Gdyby kobieta nie miała anoreksji a stosowała tę drastyczną dietę na pewno by
      żyła mając jedynie niedobory.
      • Gość: brumbak Re: znów spam fanatyka IP: *.crowley.pl 11.05.04, 19:21
        irokezik napisał:

        > . Fanatyzm "optymalny' jest niebezpieczny
        > podobnie jak wegański.
        > . Dieta wegańska jedynie przyspieszyła zgon.
        > ....
        ucz sie głabie a nie pieprz głupio
        • irokezik Re: znów spam fanatyka 11.05.04, 19:30
          Gość portalu: brumbak napisał(a):

          > ucz sie głabie a nie pieprz głupio
          To odpowiedź na mój rzeczowy post.
          A najzdrowsza jest dieta śródziemnomorska.
          Teraz czekam na atak Krystyny.
          • Gość: Krystynaopty1 Re: znów spam fanatyka IP: *.elpos.net 12.05.04, 01:55
            irokezik napisał:

            > Gość portalu: brumbak napisał(a):
            >
            > > ucz sie głabie a nie pieprz głupio
            > To odpowiedź na mój rzeczowy post.
            > A najzdrowsza jest dieta śródziemnomorska.
            > Teraz czekam na atak Krystyny.

            Czekasz może, że też Cię wyzwę od głąba, czy może rzucę uwagę w stylu telemaski?
            :) Po prostu - jak widać na tym forum uznajemy dla siebie za najlepsze RÓŻNE
            diety - i wobec tego mamy różne, bardzo odmienne (fanatyczne;)) poglądy.
            Zgadza się? Taka jest prawda podobna dieta ludzi zbliża, odmienna -
            antagonizuje. Nic na to nie poradzimy, możemy dyskutować, kłócić się, poniżać,
            obrażać, gardzić sobą wzajemnie, ale nadal pozostanie otwarta kwestia - jaka
            dieta jest najlepsza dla człowieka.

            Krystyna

            Każdy stosuje taką dietę, na jaką mu jego rozum pozwala.
            • Gość: are Re: znów spam fanatyka IP: *.clubnet.pl 12.05.04, 03:03
              > Krystyna
              >
              > Każdy stosuje taką dietę, na jaką mu jego rozum pozwala.

              ...powiedziala pielegniarka :D
        • Gość: mięsojadka Re: znów spam fanatyka IP: *.sie.vectranet.pl / 81.15.181.* 11.05.04, 19:54
          I z tego powodu pewnie 1/3 Amerykanów to ludzie otyli a 1/3 z nadwagą :(
          Pogratulować wyboru.

          Lubie mięsko
      • Gość: Krystynaopty1 Re: "Zagłodziła się na śmierć" IP: *.elpos.net 12.05.04, 01:36
        irokezik napisał:

        > Niestety tutaj Krystyna racji nie ma. Fanatyzm "optyma;ny' jest niebezpieczny
        > podobnie jak wegański.

        No cóż... Każdy ma swój fanatyzm.

        > Przyczyną śmierci była anoreksja.

        Dieta wegańska jedynie przyspieszyła zgon.
        > Kobieta jedząc nawet "optymalnie" a mając anoreksję też by umarła.

        Niestety tutaj irokezik racji nie ma.
        Przeczytaj post z forum Zdrowie optymalnej Kotki, ma za sobą chorobę zbliżoną
        do anoreksji - bulimię:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=22&w=12536886&a=12574221

        No niestety, niewiele można się dowiedzieć o anoreksji i przyczynach, mówi się
        bardzo ogólnikowo, że stres, że kłopoty w środowisku, że marzenia o figurze
        modelki - a co za tym idzie - radykalne zredukowanie jedzenia i tak dochodzi
        się do zaburzeń neurohormonalnych podwzgórza i przysadki itd.

        > Gdyby kobieta nie miała anoreksji a stosowała tę drastyczną dietę na pewno by
        > żyła mając jedynie niedobory.

        A co to jest według Ciebie anoreksja?
        Encyklopedia PWN:
        JADŁOWSTRĘT PSYCHICZNY, choroba polegająca na znacznym obniżeniu łaknienia
        (anoreksja) i ograniczeniu przyjmowania pokarmów; dążenie do obniżenia masy
        ciała czasem jest wspomagane różnymi środkami farmakol. (np. leki czyszczące),
        prowokowaniem wymiotów, b. typowa jest koncentracja całej aktywności życiowej
        na problemie własnej wagi; prowadzi do znacznego spadku masy ciała, czasem do
        zupełnego wyniszczenia z następstwami w postaci zaburzeń hormonalnych, spadku
        wydolności i odporności organizmu; najczęściej występuje u dorastających
        dziewcząt i młodych kobiet, b. rzadko u chłopców. Dominują przyczyny natury
        psychogennej (konflikty wokół własnej tożsamości oraz roli i pozycji w
        rodzinie); u części chorych następuje w ciągu kilku lat poprawa, u innych
        choroba trwa przewlekle lub kończy się zgonem z powodu powikłań; w leczeniu
        ważne jest współdziałanie farmakoterapii i psychoterapii.

        Mama nadzieję, że widzisz kolejność następstw. Pierwotną przyczyną jest durny
        pomysł na radykalnie ograniczenie wartościowego jedzenia czyli tłuszczów przede
        wszystkim. Zresztą powszechnie znany jest pielęgnowany na przykład na tym forum
        wstręt do tłuszczów, wzajemne obrzydzanie sobie, a nawet wiele razy czytam że
        na samą myśl o tłustym posiłku ktoś dostaje mdłości. To najlepsza droga do
        unikania tłuszczu na codzień i resztę łatwo przewidzieć. Oczywiście nie każdemu
        fanatykowi chudego jedzenia musi przytrafić się anoreksja.

        Krystyna
        • goblin.girl Re: srutu tutu pęczek drutu 12.05.04, 08:24
          > Przeczytaj post z forum Zdrowie optymalnej Kotki, ma za sobą chorobę zbliżoną
          > do anoreksji - bulimię.
          Te choroby są zbliżone ze względu na wywołujące je uwarunkowania psychiczne
          (często wychodząc z jednej wpada sie w drugą), natomiast nie są zbliżone, jesli
          chodzi o objawy i fizyczne konsekwencje. Osoba z bulimią albo utrzymuje
          prawidłową lub nieznacznie obniżoną wagę ciała (jeśli prowokuje wymioty) albo
          tyje, jeśli ogranicza sie tylko do objadania się. Przepisując z encyklopedii
          hasło anoreksja udowodniłaś, że wiesz co to encyklopedia i do czego służy, zadaj
          sobie wiec jeszcze trochę trudu i wyszukaj hasło bulimia. Zapewniam Cię, ze na
          temat anoreksji i innych zaburzeń łaknienia mówi sie bardzo dużo i wcale nie
          ogólnikowo, i można sie na temat dowiedzieć wiele, dużo więcej niz mówi
          encyklopedyczna definicja. DO może, owszem, wyleczyć bulimię, może i wyleczyc
          anoreksję, jeżeli chora osoba CHCE się wyleczyć. Tutaj chodzi o psychikę. Równie
          dobrze wyleczyc z zaburzeń łaknienia moze dieta wegańska; jeżeli chora osoba
          jest do tego przekonana i uświadomi sobie choćby, ze nie warto zabijać zwierząt
          po to, żeby ona mogła napchać sobie żołądek. Chodzi o to, zeby znaleźć w sobie
          jakąś motywację do zmiany.
          Uparcie mieszasz dwie zupełnie różne rzeczy. Zaczęlaś od stwierdzenia, ze
          fanatyczny wegetarianizm dooprowadził do śmierci, chwile potem stwierdzasz, ze
          przyczyną było drastyczne ograniczenie tłuszczów. Jedno z drugim nie ma nic
          wspólnego, ale nie zamierzam Ci tego kłaść łopatą do głowy. Mało mnie obchodzi
          zdanie osoby, która wypowiada się, nie mając pojęcia o problemie. W ogole nie
          mam zamiaru więcej sie wypowiadac na ten temat, bo wycieranie sobie gęby cudza
          tragedią i naginanie jej do potrzeb własnych teorii jest... delikatnie mówiąc...
          nieetyczne.
          papa
    • narysuj.mi.baranka Pani Krystyno, wegetarianie sa dozywieni. 12.05.04, 21:50
      Jedzenie wege jest bardzo smakowite, bogate w witaminy i pochlania sie go
      sporo. Nie ma mowy o niedozywieniu.
      • Gość: slawek Re: Pani Krystyno, wegetarianie sa dozywieni. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.04, 22:39
        narysuj.mi.baranka napisała:

        > Jedzenie wege jest bardzo smakowite, bogate w witaminy i pochlania sie go
        > sporo. Nie ma mowy o niedozywieniu.


        a umiesz policzyć ile i jakich witamin dostarczasz sobie w codziennym
        pożywieniu ???



        Slawek
        • narysuj.mi.baranka Re: Pani Krystyno, wegetarianie sa dozywieni. 13.05.04, 10:16
          Wielokrotnie pisalam tutaj, ze nie zajmuje sie liczeniem. Ale nie choruje na
          nic i mam swietne wyniki badan.
          • Gość: Krystynaopty1 Re: Pani Krystyno, wegetarianie sa dozywieni. IP: *.biaman.pl / *.elpos.net 13.05.04, 11:38
            narysuj.mi.baranka napisała:

            > Wielokrotnie pisalam tutaj, ze nie zajmuje sie liczeniem. Ale nie choruje na
            > nic i mam swietne wyniki badan.

            A ile masz lat?

            Krystyna
          • Gość: slawek Re: Pani Krystyno, wegetarianie sa dozywieni. IP: *.icpnet.pl 13.05.04, 13:01
            narysuj.mi.baranka napisała:

            > Wielokrotnie pisalam tutaj, ze nie zajmuje sie liczeniem. Ale nie choruje na
            > nic i mam swietne wyniki badan.

            no to skad wiesz ze dieta wege jest bogata w witminy itp ;) to ze jeszcze
            jesteś zdrowa o niczym nie swiadczy , na wegetarianizm nie umiera się nagle


            Slawek
            • oladios Re: Pani Krystyno, wegetarianie sa dozywieni. 13.05.04, 14:02
              Gość portalu: slawek napisał(a):


              to ze jeszcze
              jesteś zdrowa o niczym nie swiadczy , na wegetarianizm nie umiera się nagle

              A od kiedy to wegetarianizm jest choroba smiertlena ???
              Z tego co wiem przecietny wegetarian zyje 5-6 lat dluzej
              od osby spozywajacej mieso .
              • jajecznica.na.gazie Re: Pani Krystyno, wegetarianie sa dozywieni. 13.05.04, 14:22
                Artykuł jest przerazajacy. Ja w ogóle nie rozumiem, jak osoby ze skłonnością do
                niedowagi mogą przestawić się na wege??o czym wy tu w ogóle gadacie, co za
                różnica, czy była anorektyczką zanim zaczęła być wege? Ważne jest, ze
                stosowanie tej diety, czy tez udawanie, ze ja stosuje zmylilo rodzine i kobieta
                zmarła. Sorry, ale wydaje mi się, ze stosowanie takiej diety nie jest dla
                kazdego.
              • Gość: misiu Re: Pani Krystyno, wegetarianie sa dozywieni. IP: 5.2.* / *.chello.pl 13.05.04, 14:24
                Cóż to znaczy "przeciętny wegetarianin"? Gdyby policzyć do tej "przecięnej
                średniej" Hindusów dożywających ok.60 lat, nie uzyskałoby się takiego rezultatu.
              • narysuj.mi.baranka Zgadza sie.Wegetarianie sa dlugowieczni. Natomiast 13.05.04, 15:27
                spozywanie miesa, tluszczow zwierzecych prowadzi do zawalu, miazdzycy,
                otluszczenia serca itd.
                • Gość: misiu Re: Zgadza sie.Wegetarianie sa dlugowieczni. Nato IP: 5.2.* / *.chello.pl 13.05.04, 15:53
                  Oczywiście nie. Ściśle rzecz biorąc ISTNIEJĄ długowieczni wegetarianie, tak
                  samo jak istnieją długowieczni wszystkożercy. Spożywanie mięsa i tłuszczów
                  zwierzęcych nie prowadzi samo przez się do żadnych chorób. Dopiero NADMIERNE
                  spożywanie i to rónież produktów roślinnych bywa szkodliwe.
                  • narysuj.mi.baranka Re: Zgadza sie.Wegetarianie sa dlugowieczni. 13.05.04, 16:10
                    Nie moge sie przyczepic do tej wypowiedzi.
            • Gość: livett Re: Pani Krystyno, wegetarianie sa dozywieni. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.04, 14:28
              > to ze jeszcze
              > jesteś zdrowa o niczym nie świadczy , na wegetarianizm nie umiera się nagle
              >
              Właściwie to te zdanie bardziej pasuje do DO.
              A wegetarianizm jest przecież sprawdzony.Wiele wybitnych osobób (i nie tylko
              wybitnych) stosowało dietę vege na przełomie wieków z niezłymi efektami. I
              nikt tego nie podwarzy, szczególnie zwolennicy opty. DO to przecież
              eksperyment. Twórca diety optymalnej jeszcze żyje.Czy on wygląda na wybitnie
              zdrowego?- szczególnie brak włosów i jego peruka jest dla mnie odpychającym
              faktem.! Najfajniej czyta się korespondencję osób stosujących DO na stronach
              OPTY.:wypadanie włosów,depresje, problemy skórne,otłuszczenie wątroby,bóle
              trzustki,nerwowość, osłabienie wzroku,alergie,itd....Najciekawszy list jaki
              przeczytałam dotyczył ZMIANY OSOBOWOŚCI :))))ale się uśmiałam. Optymalni mają
              ogromnie wybujałe mniemanie na swój temat.Pzdr
              • narysuj.mi.baranka Skutki fanatycznego spozywania miesa 13.05.04, 15:31
                Gość portalu: livett napisał(a):
                > Najfajniej czyta się korespondencję osób stosujących DO na stronach
                > OPTY.: wypadanie włosów, depresje, problemy skórne, otłuszczenie wątroby,
                > bóle, trzustki, nerwowość itd....

                Zgadza sie. To sa wlasnie skutki spozywania miesa.
            • narysuj.mi.baranka Re: Pani Krystyno, wegetarianie sa dozywieni. 13.05.04, 15:22
              Stad wiem, ze warzywa sa uznanym zrodlem witamin. A nawet gdyby nie byly to co
              z tego?
              • Gość: misiu Re: Pani Krystyno, wegetarianie sa dozywieni. IP: 5.2.* / *.chello.pl 13.05.04, 15:59
                Oczywiście nie. Witamina A nie występuje w roślinach. Można tam znaleźć tylko
                prowitaminy (karoteny). Witamina A dopiero może powstać w organizmie z
                prowitamin, ale proces ten jest mało wydajny. Pełnowartościowa witamina A
                znajduje się tylko w produktach zwierzęcych - zwłaszcza mleku, jajach, wątrobie
                czy tranie.


                • narysuj.mi.baranka Re: Pani Krystyno, wegetarianie sa dozywieni. 13.05.04, 16:15
                  Coz, nie moge sie do tej wypowiedzi przyczepic.
    • narysuj.mi.baranka Kobieta o ktorej mowa w artykule byla chora na... 13.05.04, 15:25
      ...anoreksje. Lub po prostu zywila sie wysoce nieracjonalnie. Nie dostarczala
      organizmowi zadnego paliwa.
      • Gość: telemasca Re: Kobieta o ktorej mowa w artykule byla chora n IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.04, 16:20
        Nie warto nawet sobie zawracac glowy baranku. Ja podziwiam jak ty ze swoja
        wrazliwoscia probojesz walczysz tutaj z glupota, ale to nie ma sensu. Kiedys
        czytalam ze to dlatego ze ludzie sa anonimowi w internecie, moga glosic dosc
        radykalne poglady nawet nie byc do nich przekonanym. Mam nadzieje ze tak jest,
        bo jezeli sie myla to znaczy ze swiat jest pelen oszolomow (krycha, brumbak
        etc).
        • narysuj.mi.baranka Re: Kobieta o ktorej mowa w artykule byla chora n 13.05.04, 16:41
          Kochana Telemasco, wiesz, ja widze tutaj, ze nikt nie jest wolny od wad. Ale
          cos mi mowi, ze wegetarianin powinien wykazac sie czasem wiekszym spokojem,
          ustepliwoscia i opanowaniem. Naszej sprawie fanatyzm nie sluzy.

          Pozdro :)
        • Gość: Krystynaopty1 Re: Kobieta o ktorej mowa w artykule byla chora n IP: *.biaman.pl / *.elpos.net 15.05.04, 15:57
          Gość portalu: telemasca napisał(a):

          > Nie warto nawet sobie zawracac glowy baranku. Ja podziwiam jak ty ze swoja
          > wrazliwoscia probojesz walczysz tutaj z glupota, ale to nie ma sensu. Kiedys
          > czytalam ze to dlatego ze ludzie sa anonimowi w internecie, moga glosic dosc
          > radykalne poglady nawet nie byc do nich przekonanym. Mam nadzieje ze tak jest,
          > bo jezeli sie myla to znaczy ze swiat jest pelen oszolomow (krycha, brumbak
          > etc).

          No właśnie. I może dlatego jesteś anonimowa "tele-niewiadomoco z maską"...
          aby móc bez skrępowania pozwalać sobie na wulgaryzmy, pod którymi jednak
          wstydzisz się podpisać nawet własnym imieniem.

          Prawda jest dość smutna i ja, zwykła pielęgniarka, dostrzegam w naszej polskiej
          rzeczywistości także mechanizmy samokopiującej się fikcji naukowych elit.
          Nie chcesz, a może nie potrafisz, dostrzec obiektywnie JAKA JEST FAKTYCZNIE
          ta polska nauka XXI wieku, do której tak się modlisz.
          A to zaledwie tylko jeden z przykładów naszej chorej Nauki:
          kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1162430&KAT=242

          Krystyna

          Obecny stan badań nad ochroną zdrowia cechuje eksplozja informacji
          specjalistycznych, której wbrew oczekiwaniom towarzyszy eksplozja
          ignorancji specjalistycznych i ogólnych. Julian Aleksandrowicz
          • narysuj.mi.baranka Pani Krystyno, wlasnie dlatego, ze wszelkie... 15.05.04, 16:24
            ... badania, w tym badania dietetyczne, wydaja mi sie stronnicze i niepewne (a
            poza tym nie mam do nich glowy), poprzestalam na moralnym uzasadnieniu swego
            wegetarianizmu.

            Pozdrawiam.
            • Gość: Krystynaopty1 Re: Pani Krystyno, wlasnie dlatego, ze wszelkie.. IP: *.biaman.pl / *.elpos.net 15.05.04, 19:50
              narysuj.mi.baranka napisała:

              > ... badania, w tym badania dietetyczne, wydaja mi sie stronnicze i niepewne
              (a poza tym nie mam do nich glowy), poprzestalam na moralnym uzasadnieniu swego
              > wegetarianizmu.

              Narysuj.mi.baranku, wielu niewegetarian usiłuje wegetarianom uświadomić,
              że moralność nie zawsze jest tak jednoznaczna, że mając wręcz kryształową
              moralność można "zagłaskać kota na śmierć". Historia pokazuje nam wiele
              przykładów, że w imię moralności człowiek zabija drugiego człowieka bez
              poczucia winy (obowiązek żołnierski, obrony słabszego w obliczu zagrożenia
              życia, wojny na tle religijnym itp.). Sama moralność - to za mało.
              WSZYSTKO, cokolwiek w życiu robimy powinno być wypadkową, WSPÓLNYM wynikiem
              rozumu i uczuć JEDNOCZEŚNIE, bo taką cechę przejawia nasz ludzki mózg jako
              całość. A więc kierowanie się tylko samymi uczuciami (w tym wypadku do
              zwierząt) - to w dalszej perspektywie poświęcanie własnego zdrowia, a
              poświęcanie własnego zdrowia ma już niewiele wspólnego z rozumem.
              Aczkolwiek nie wykluczam, że w pewnym stopniu masz prawo do świadomego
              zignorowania własnego zdrowia dla pozornego dobra zwierząt, bo w zasadzie
              każdy ma prawo robić sobie krzywdę. Nikt Cię na przykład nie wsadzi do
              więzienia za usiłowanie popełnienia samobójstwa.
              Jestem nawet skłonna przypuszczać, że u wielu wegetarian motywacją wyboru
              wege diety jest właśnie wystąpienie u nich autoagresji (forma agresji
              skierowana na siebie)- jako wynik uczucia bezsilności. A często protest
              przeciw złemu traktowaniu zwierząt hodowlanych jest tylko pretekstem,
              formą niezgody na zastany "porządek" społeczny, taki rodzaj szantażu
              (niekoniecznie uświadomionego), na zasadzie - "Na złość mamie niech mi
              uszy zmarzną".
              Wegetarianizm, to bardziej zawoalowana, trudniejsza do uświadomienia forma
              autodestrukcji, bo idea jest piękna, a efekty są mało widoczne w krótkim
              czasie. A po 15-stu latach (jak u tragicznej bohaterki owego reportażu,
              to już nawet można "obwinić" wszystko i wszystkich w środowisku ofiary
              autodestrukcji, włącznie z defektami genetycznymi, bo wiadomo - z upływem
              czasu łańcuch "winnych" systematycznie się powiększa, a prawdziwa przyczyna
              inicjująca tę całą lawinę destrukcji ginie w potoku następnych przyczyn.

              Pozdrawiam
              Krystyna
              • narysuj.mi.baranka Re: Pani Krystyno, wlasnie dlatego, ze wszelkie... 15.05.04, 19:58
                Chyba Pania przecenilam... Pani naprawde wierzy, ze jedzac smalec, boczek itd.
                sluzy Pani swojemu zdrowiu.
                A przez moj wybor moralny rozumiem to, ze ja, prywatnie ja, nie mam na talerzu
                trupow zwierzecych. Wole zwierzeta zywe.
              • Gość: BlueBerry 14 lat bycia wegetarianinem IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.05.04, 21:00
                to co jest ponizej (fragment z wypowiedzi Krystybaopty1) jest przykladem
                idealnego belkotu, ktory idealnie mowi o niczym. ale do rzeczy.
                jestem wegetarianka od 14 lat. wprawdzie dopuszczam w swoim zywieniu nabial i
                jajka (mleka nie pije rowniez ze wzgledow alergicznych) ale w bardzo malych
                ilosciach.
                mam 32 lata i jestem:
                - zdrowa (wyniki badac wzorcowe, nie tylko te podstawowe, badania robione 2
                miesiace temu)
                - zdecydowanie nie wygladajaca na swoje lata (bardziej na lat 26-27)
                - wazaca w miare idealnie (wskaznik BMI 22,5)
                - bez zadnych problemow z wlosami, paznokciami i zebami
                - bez zadnych problemow z przemiana materii, zaladkiem, watroba, nerkami
                - prawie nie chorujaca (czasem jakies przeziebienie w sezonie jesiennym)
                - zadowolona z zycia
                - swiadoma swoich wyborow (bez checi do autodestrukcji)

                przez te 14 lat nauczylam sie nie toczyc tego typu dyskusji i staram sie nie
                brac w nich udzialu (dlatego tez nie ma moich wpisow na tym forum) ale pani
                wypowiedz sklonila mnie do odpowiedzi. pewnie dlatego ze jest tendencyjna i
                pelna demagogii (jak i inne). i wlasnie ten watek jest tego przykladem - jak za
                pomoca manipulacji (na szczescie malo skutecznej bo i malo wyrafinowanej)
                usiluje pani podciagnac smierc z powodu anoreksji (bo opis tego zdarzenia jest
                opisem klinicznej anoreksji) pod niszczycielski wplyw diety wegetarianskiej.
                jest to dodatkowo smutne bo zeruje pani na czyjes smierci oraz podpiera sie
                swoja wiedza medyczna (naciagajac dla swojej potrzeby fakty).
                ale nic to. dieta wegetarianska funkcjonuje od wielu lat i przyniosla calej
                masie ludzi wiecej pozytku niz szkod. dieta opty to niedawny "wynalazek" i tak
                naprawde to nie wie pani jak bedzie wygladac pani zdrowie i wyglad po 14 latach
                stosowania tej diety. oby byl jak najlepszy, aczkolwiek bardzo w to watpie.



                >>>Wegetarianizm, to bardziej zawoalowana, trudniejsza do uświadomienia forma
                autodestrukcji, bo idea jest piękna, a efekty są mało widoczne w krótkim
                czasie. A po 15-stu latach (jak u tragicznej bohaterki owego reportażu,
                to już nawet można "obwinić" wszystko i wszystkich w środowisku ofiary
                autodestrukcji, włącznie z defektami genetycznymi, bo wiadomo - z upływem
                czasu łańcuch "winnych" systematycznie się powiększa, a prawdziwa przyczyna
                inicjująca tę całą lawinę destrukcji ginie w potoku następnych przyczyn.<<<<

    • Gość: Krzysiek Re: "Zagłodziła się na śmierć" IP: *.tsclos01.al.comcast.net 15.05.04, 16:54
      Jasne ze tak! Wegetarianizm to powolne samobojstwo!

      Zeby tak _kazdy_ mial kolo siebie Optymalna Kryche,
      ktora potrafi to zauwazyc i wyciagnac ludzi z wegetarianskiego piekla...



      ; -P

    • Gość: Potwór Marchewkowy Mylisz wegetarianizm z anoreksją /nt IP: 62.29.134.* 15.05.04, 18:08
      • Gość: Krystynaopty1 Re: Mylisz wegetarianizm z anoreksją /nt IP: *.biaman.pl / *.elpos.net 15.05.04, 20:29
        Potworze Marchewkowy, ale wspólną charakterystyczną cechą wegetarianizmu
        i anoreksji jest motywacja - odchudzanie: 1. warzywkami i 2. przez unikanie
        tłuszczów (rzekomo tuczących) wynikająca z artykułu:
        "Zmarła od co najmniej 15 lat stosowała drastyczną dietę wegetariańską. Jadła
        wyłącznie owoce, warzywa, ryż, trochę słodyczy. Żadnych tłuszczów, mięsa,
        jajek - jakichkolwiek produktów pochodzenia zwierzęcego."

        "Podczas przesłuchań mąż zmarłej tłumaczył, że gdy namawiał ją, by zjadła coś
        pożywnego, tłumaczyła, że nie może, bo źle się po tym czuje. Gdy próbował
        ukradkiem domieszać jej do jedzenia trochę tłuszczu, zawsze to wyczuła i
        odmawiała przełknięcia. Zauważył też, że gdy czasami przybierała na wadze,
        zaraz ograniczała jedzenie." Koniec cytatów.

        Widziałam kiedyś w TV panią Wielbicielkę Marchewki, była na twarzy pomarańczowa
        i miała dwa pokaźne górne siekacze ;)
        W swej pasji doszła do 5 kg marchwi dziennie, wobec pokaźnej ilości potrzebnej
        marchwi, brała z sobą na zakupy męża z samochodem, który rutynowo na straganie
        brał pełną skrzynkę marchwi. W zamian za tę pomoc w dźwiganiu i wożeniu
        ciężkiej i dużej ilości marchwi, żona uwolniła go od chrupania marchwi w pokoju
        przed telewizorem w jego obecności (nie mógł już znieść dźwięku chrupania).
        Całą skrzynkę marchwi mąż wrzucał do wanny, a ona myła ją hurtowo prysznicem i
        nawet już nie skrobała i tam w łazience chrupała do woli całymi
        godzinami... :) Taka "ludzka królica", niewolnica marchewki... :[
        O stanie zdrowia niestety nic nie mówiono, ale wyglądała tęgowato, jak
        przeciętna polska kobieta po sześćdziesiątce. Mąż był szczupły, nie wiem czym
        się żywił, ale marchewki nie chrupał.
        A Ty, Potworze Marchewkowy, na jakim jesteś etapie?

        Krystyna
        • narysuj.mi.baranka Re: Mylisz wegetarianizm z anoreksją /nt 15.05.04, 20:32
          Gość portalu: Krystynaopty1 napisał(a):

          > Potworze Marchewkowy, ale wspólną charakterystyczną cechą wegetarianizmu
          > i anoreksji jest motywacja - odchudzanie: 1. warzywkami i 2. przez unikanie
          > tłuszczów (rzekomo tuczących)

          Pani Krystyno, to nieprawda. Wegetarianizm nie wynika z checi odchudzania, lecz
          z niecheci do jedzenia miesa.
          Skad Pani ma takie informacje o wegetarianizmie? Z postow brumbaka i Jedrusia?
          Prosze wejsc na jakikolwiek portal wege i poczytac przepisy.
          • Gość: Krystynaopty1 Re: Mylisz wegetarianizm z anoreksją /nt IP: *.biaman.pl / *.elpos.net 16.05.04, 10:43
            narysuj.mi.baranka napisała:

            > Pani Krystyno, to nieprawda. Wegetarianizm nie wynika z checi odchudzania,
            lecz z niecheci do jedzenia miesa.

            No tak, wyraziłam się nieprecyzyjnie. Miałam tu na myśli wegetarian z pobudek
            innej idei, niż niekrzywdzenie/niejedzenie zwierząt. A taką inną ideą jest
            wiara, że dieta roślinna odchudza i że jest zdrowa. Może odchudzać, ale wcale
            nie musi to być regułą, natomiast twierdzenie, że wieloletni wegetarianie są
            całkowicie zdrowi, bo gwarantuje im to wegetarianizm - jest propagandą i
            nadużyciem. Jest kilka chorób charakterystycznych dla wegetarianizmu.

            > Prosze wejsc na jakikolwiek portal wege i poczytac przepisy.

            Istnienie przepisów nie jest dowodem, że wegetarianie skrupulatnie codziennie
            dbają o dostarczenie w swojej diecie komplemetarnych białek. Na codzienne
            przyrządzanie i dbanie o odpowiednie zbilansowanie posiłków musieliby poświęcać
            dużo czasu, a i przydałoby się do tego laboratorium, jakie miał na przykład
            specjalista i zwolennik diety niskokalorycznej dr Walford (niedawno zmarł),
            a i to nie zawsze zapewnia dowóz do organizmu tego, co jest utrzymaniu zdrowia
            potrzebne: www.walford.com/index.html

            Natomiast każdy niedobór aminokwasów organizm sam potrafi sobie uzupełnić:
            albo czerpiąc z własnych tkanek, albo z braku kompletu do syntezy korzysta
            z wybrakowanych niedoróbek, albo je rozkłada i usuwa. Wszystkie trzy wersje
            - przyspieszają zużywanie się organizmu (czyt. starzenie).

            Krystyna
        • Gość: Jędruś Re: Mylisz wegetarianizm z anoreksją /nt IP: 128.250.211.* 16.05.04, 01:35
          Krystyna opty
          Mylisz dwa podstawowe pojęcia:
          wegetarianizm a błędy w odżywianiu.
          (ja to napisałem w jednym z listów na forum zdrowie)
          Najzdrowszy moim zdaniem jest wegano-witarianizm.
          Dlaczego?
          polecam artykuł: Koty Pottengera
          www.surawka.republika.pl

          Pozdro.
          Jędruś
        • Gość: Potwór Marchewkowy Re: Mylisz wegetarianizm z anoreksją /nt IP: 62.29.134.* 16.05.04, 13:17
          > Potworze Marchewkowy, ale wspólną charakterystyczną cechą wegetarianizmu
          > i anoreksji jest motywacja - odchudzanie:

          Bzdura. Osobiście nie znam nikogo, kto by został wegetarianinem, żeby się odchudzić. A trochę wegetarian znam. Ja sam się nie odchudzam - lubie dobrze i smacznie zjeść, oczywiście po wegetariańsku.

          > Widziałam kiedyś w TV panią Wielbicielkę Marchewki
          > (...)
          > A Ty, Potworze Marchewkowy, na jakim jesteś etapie?

          Mam duże górne siekacze, długie uszy, czerwone oczy i puszyste futerko.
          • krystynaopty1 Re: Mylisz wegetarianizm z anoreksją /nt 16.05.04, 19:24
            > > A Ty, Potworze Marchewkowy, na jakim jesteś etapie?
            >
            > Mam duże górne siekacze, długie uszy, czerwone oczy i puszyste futerko.

            Chodzi mi o ilość zjadanej dziennie marchewki :)

            Krystyna
            • Gość: Potwór Marchewkowy Re: Mylisz wegetarianizm z anoreksją /nt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.05.04, 18:57
              > Chodzi mi o ilość zjadanej dziennie marchewki :)

              Pewnie się zdziwisz, ale nie jem marchewki codziennie :P
        • Gość: siedem Re: Mylisz wegetarianizm z anoreksją /nt IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.05.04, 12:08
          Potworze Marchewkowy, ale wspólną charakterystyczną cechą wegetarianizmu
          > i anoreksji jest motywacja - odchudzanie:

          kolejna manipulacja smalofatyczki [Bractwo Fanatycznych Słoninek Koło
          Bydgoskie]. 99,6% optymalsów jakich spotkałem na żywo to sapiące tłuściochy i
          takiż sam procent jako motywację do zatykania się boczkiem podaje[!]: O D C H
          U D Z A N I E

          5040
        • tripper Re: Mylisz wegetarianizm z anoreksją /nt 18.05.04, 13:08
          Gość portalu: Krystynaopty1 napisa3(a):

          > ale wspólną charakterystyczną cechą wegetarianizmu
          > i anoreksji jest motywacja - odchudzanie: 1. warzywkami i 2. przez unikanie
          > t3uszczów (rzekomo tuczących)

          to jakas glupota, przeszedlem na wege zeby sie lepiej czuc, a nie, zeby chudnac (nie mam z
          czego, przy 185 cm waze 65 ;))

          a u przyczyn anoreksji nie lezy WEGETARIANIZM tylko ZABURZENIA PSYCHICZNE i BRAK
          AKCEPTACJI WLASNEJ OSOBY
          • Gość: Monika Do Krystyny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.04, 14:43
            Tak się zastanawaim - ile lat stosujesz zachwalaną przez siebie dietę
            optymalną? I na jakiej podstawie sądzisz, że ma ona tak wspaniałe następstwa
            dla zdrowia? A na jakiej z kolei uważasz, że wegetarianizm wprost przeciwnie?
    • Gość: antywege Re: "Zagłodziła się na śmierć" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.05.04, 19:41
      szkoda kobiety...
    • Gość: andzia Re: "Zagłodziła się na śmierć" IP: *.klodzko.sieci / *.internetdsl.tpnet.pl 27.05.04, 19:25
      Wiesz Krystyna, twoje "kosmiczne" teorie na temat wegetarianizmu w moim
      przypadku też się nie sprawdziły. Jestem wege od kilkunastu lat (o wiele dłużej
      niż ty na DO)i wcale nie wyglądam na umierającego na anoreksję kościotrupa.
      Wprost przeciwnie, czuję się świetnie. Ty nie masz pojęcia, co tak naprawdę
      jedzą wegetarianie. Jest niezła książka M.Grodeckiej "Wszystko o
      wegetarianizmie", tam można znaleźć wyczerpujące informacje. To był mój
      pierwszy, podstawowy podręcznik.
      Nigdy nie słyszałam, aby osobę która dostarcza organizmowi 2000 kcal dziennie
      dopadła anoreksja. Czasem odpowiednio wiecej, bo lubię słodycze. I nie zostałam
      wege, aby się odchudzać. Nie musiałam, bo od dziecka byłam szczupła. Ja po
      prostu lubię żywe zwierzaki, a przy okazji zdrowie mi się poprawiło.
      A jeśli chodzi o mózg... Na pewno nie wiesz, że wegetarianami byli Pitagoras,
      Sokrates, Platon, Hipokrates, da Vinci, Newton, Edison, Tołstoj, Einstein...
      Czyżby oni mieli chore mózgi? Ze swoim rozumem do pięt im nie dorastasz.
      • krystynaopty1 Re: "Zagłodziła się na śmierć" 27.05.04, 20:43
        Gość portalu: andzia napisał(a):

        > Wiesz Krystyna, twoje "kosmiczne" teorie na temat wegetarianizmu w moim
        > przypadku też się nie sprawdziły. Jestem wege od kilkunastu lat (o wiele
        dłużej niż ty na DO)i wcale nie wyglądam na umierającego na anoreksję
        kościotrupa.

        To nie moja wina, że anoreksja i śmierć dopadła wegetariankę i że ukazał się
        taki artykuł.

        > Wprost przeciwnie, czuję się świetnie. Ty nie masz pojęcia, co tak naprawdę
        > jedzą wegetarianie.

        A skąd wiesz, że nie mam pojęcia? Mam syna i synową wegetarian i wiem, jak
        bardzo olewają znaczenie prawidłowego odżywiania.
        1. Generalnie nie chcą widzieć związku między jedzeniem a zdrowiem,
        2. Mają "ważniejsze zajęcia" niż przyrządzanie sobie odpowiednio
        zbilansowansowanych posiłków, no i nie mają aż tyle czasu na pichcenie.
        3. Najważniejszą zasadą dla nich jest - nie jeść zwierząt.
        4. Też są uzależnieni od cukru.
        5. Synowa jest bardzo szczuplutka i je jak wróbelek, za to lubi bardzo słodką
        herbatę (3-4 łyzeczki cukru) i m.in. ma alergię na wszelkie kosmetyki,
        truskawki, mleko... unika tłuszcu

        Jest niezła książka M.Grodeckiej "Wszystko o
        > wegetarianizmie", tam można znaleźć wyczerpujące informacje. To był mój
        > pierwszy, podstawowy podręcznik.

        W odróżnieniu od wielu wegetarian, nawet nie próbuję oceniać guru
        wegetarianizmu, bo osobiście jej nie przeczytałam (nie wspomnę o pluciu na nią)
        ale czytałam bardzo różne o niej opinie, a nawet wielu wegetarian od niej się
        odżegnuje, tak przynajmniej wynika z grupy dyskusyjnej pl.misc.wegetarianizm.

        > Nigdy nie słyszałam, aby osobę która dostarcza organizmowi 2000 kcal dziennie
        > dopadła anoreksja.

        No no... sporo :)

        Czasem odpowiednio wiecej, bo lubię słodycze.

        To u wegetarian chyba reguła, aczkolwiek pewnie niektórzy potrafią je omijać
        z daleka :)

        I nie zostałam
        > wege, aby się odchudzać. Nie musiałam, bo od dziecka byłam szczupła.

        A ile teraz masz lat?
        Ja śmiem twierdzić, że dłuuuuugoletni wegetarianie dzielą się na szczupłych
        (i coraz szczuplejszych) oraz na tych ze skłonnością do tycia.
        Natomiast ciekawe jest to, że wegetarianie Z WIEEEELOLETNIM STAŻEM nie
        mają "optymalnej" wagi - tzn. ani za mało, ani za dużo...
        co powinno skłaniać do zastanawiania się dlaczego tak jest... (?)
        I nie kłóć się ze mną, tylko obserwuj swoje wegetariańskie towarzystwo,
        czy tak rzeczywiście jest (?)

        Ja po
        > prostu lubię żywe zwierzaki, a przy okazji zdrowie mi się poprawiło.

        A więc jednak miałaś problem ze zdrowiem? A możesz napisać w czym był
        problem?

        > A jeśli chodzi o mózg... Na pewno nie wiesz, że wegetarianami byli Pitagoras,
        > Sokrates, Platon, Hipokrates, da Vinci, Newton, Edison, Tołstoj, Einstein...

        Ja zwykle machacie tym sztandarem...
        1. Czy oni wszyscy byli wegetarianami od urodzenia? tzn. czy oni i ich
        układ nerwowy ukształtował się na diecie wegetariańskiej? Jeśli tak,
        to przedstaw mi jakieś dowody, że tak było. Ja śmiem się domyślać,
        że w pewnym wieku po wieloletnim jedzeniu wszystkiego na co mieli ochotę,
        zaczęli mieć jakieś dolegliwości ze zdrowiem (zresztą tak jak było u Ciebie),
        no i odstawili mięso uznając je za winne ich dolegliwości, zwykła metoda
        unikania, a dla psychiki mięso spełniło rolę "kozła ofiarnego".
        Typowa psychologiczna automanipulacja. Ot co... :)

        > Czyżby oni mieli chore mózgi? Ze swoim rozumem do pięt im nie dorastasz.

        1. A Ty dorastasz? :)
        2. Poza tym wasza lista sławnych ludzi wege jest nader krótka w porównaniu
        z listą sławnych wszystkojedzących :)

        Krystyna


        • Gość: camus UWAGA!!! Baaaardzo długie !!! - do pani Krysi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.04, 09:22
          Niestety na razie nie udało mi się znaleźć linku do strony z tym tekstem (ale
          jak znajdę to napewno od razu podam dla wiarygodności pochodzenia poniższego
          tekstu), przypadkiem kiedyś sobie skopiowałem ponieważ artykuł wydał mi się
          bardzo interesujący na równi z tym , który tu Pani przytoczyła.
          Życzę miłego czytania i zdrowia.
          Smacznego

          Mięsna wolnoamerykanka
          ---
          czyli, jak w dziś w Polsce produkuje się przetwory mięsne

          Kupując szynkę w sklepie, nikt z nas nie wie, czy woda z wielofosforanami i
          pochodnymi azotu zajmuje w niej 30, 50 czy 70 procent
          Na środku peklowni stoi głośno pracująca trzęsąca się maszyna wielkości dużej
          pralki. To główna bohaterka tej historii - nastrzykiwarka. Obok niej w
          plastikowym kuble pływa bladoszara maź pokryta gęstym kożuchem, który dopiero
          po kilkakrotnym zamieszaniu palcem ukazuje powierzchnię płynu. Nastrzykiwarka
          za pomocą specjalnych igieł wlewa, ile się tylko da, tej szarej cieczy do
          wysokogatunkowych wędlin. "Szyneczka prezesa", "baleron babuni", polędwice i
          wędzonki, które każdego tygodnia kupujemy w sklepie, po opuszczeniu
          nastrzykiwarki zwiększają swoją wagę od kilkudziesięciu do stu procent.
          - Mam ten zakład od 18 lat. Kiedy jeszcze była to prowincjonalna masarnia,
          włożyłem w nią wszystkie oszczędności. Swoje, żony i właściwie całej rodziny -
          mówi mi ostatniego dnia Zygmunt, właściciel tego zakładu, gdy przy wódce
          próbujemy wszystkiego, co nastrzykiwarka wypluła w ciągu tygodnia. Ma 50 lat,
          chodzi po zakładzie w garniturze, wypachniony perfumami i, jak twierdzi, zjadł
          własne zęby na produkcji wędlin. Zgodził się, żebym przez tydzień na własne
          oczy oglądał, jak w dziś w Polsce produkuje się przetwory mięsne. Warunek -
          nikt z branży nie rozpozna go w tym tekście.
          Jego masarnia, zatrudniająca 20 pracowników, od pół roku jest na krawędzi
          bankructwa, podobnie jak wiele innych firm w branży. - Do niedawna
          zaopatrywałem ponad setkę punktów w województwie, otworzyłem sieć własnych
          sklepów, eksperymentowałem z nowymi produktami. Katastrofa przyszła w lecie
          zeszłego roku. W ciągu kilku miesięcy sprzedaż spadła o kilkadziesiąt procent.
          W okolicy gwałtownie zaczęło rosnąć bezrobocie, ludzie przestali kupować mięso
          albo robili to znacznie rzadziej. Nawet w stanie wojennym, gdy mięso było na
          kartki, jedli go znacznie więcej.
          Nie wiadomo ile zakładów zbankrutowało w ciągu ostatnich 12 miesięcy. W
          porównaniu z połową lat 90. Liczba przetwórni jest dziś mniejsza o połowę.
          Reszta rozpoczęła walkę o przetrwanie. Walkę na ceny. Począwszy od małych,
          chałupniczych zakładów po giełdowych potentatów wszyscy redukują koszty. Firmy
          się łączą, zwalniają ludzi, ograniczają zużycie energii.
          80 procent kosztów produkcji stanowił do niedawna surowiec. Wrzucanie coraz
          większych ilości ścięgien, skór i tłuszczów do kutrów (młynów) mielących mięso
          na parówki i kiełbasy nie było już rozwiązaniem na miarę tych czasów.
          Producenci zdecydowali się na krok bardziej radykalny - uzupełniać na masową
          skalę najdroższe gatunki wędlin najtańszym surowcem - wodą
          Bladoszara ciecz, która donoszona jest w plastikowych kubłach do
          nastrzykiwarni, to rozrzedzone dużą ilością wody roztwory stosowanych m.in. do
          produkcji coca-coli wielofosforanów, azotynów i azotanów, które wykorzystuje
          się także przy wytwarzaniu materiałów wybuchowych i nawozów rolniczych. Fachowa
          nazwa tej cieczy to solanka. Litr solanki kosztuje złotówkę. Dziesiątki igieł
          pracujących wewnątrz maszyny pompują tą solanką płaty mięsa na szynki,
          polędwice, balerony. Ich waga musi wzrosnąć o kilkadziesiąt procent. To jest
          już żelazny zwyczaj, do którego - chcąc nie chcąc - musieli się dostosować
          niemal wszyscy producenci w kraju. Żeby wstrzyknięte preparaty za szybko się
          nie wylały z mięsa, jego płaty wrzucane są następnie do masownicy. Maszyna
          przypominająca w konstrukcji betoniarkę rozgniata połacie mięsa, tak by ciecz w
          środku została równomiernie rozprowadzona. Pan Bogdan obsługujący
          nastrzykiwarkę, jest jednym z najważniejszych pracowników w firmie. Od jego
          umiejętności zależy wydajność całej masarni.
          - Wydajność to dziś kluczowe słowo w przetwórstwie mięsnym - mówi mi Bogdan,
          nie odrywając wzroku od pracującej maszyny. - Dziś 90 procent wysokogatunkowych
          wędlin, które kupujemy w sklepach, to produkty wysoko wydajne. W skrócie
          oznacza to tyle, że kiedy szynka czy polędwica poleży parę dni w lodówce,
          zacznie się z niej wylewać woda. A dokładniej - ten szary płyn, który pod
          kożuchem syntetycznej piany pływa w kuble.
          - Do większości zakładów mięsnych w kraju te maszyny weszły w latach 90. -
          opowiada Zygmunt. - Używane nastrzykiwarki i masownice z Niemiec wędrowały do
          Polski stadami. To był taki najnowszy krzyk techniki, którym ze zrozumiałych
          względów nikt nie chciał się chwalić. Ja sam w 1993 roku pojechałem z trzema
          tysiącami marek w kieszeni po agregat prądotwórczy, ale kiedy zobaczyłem, jakie
          cuda taka maszyna potrafi zrobić z kawałem mięsa, za wszystkie pieniądze
          kupiłem na pniu wysłużony egzemplarz. Tydzień zajęła mi nauka właściwego
          kłucia - wędlinki od razu zyskały na wadze 20 procent, nie mówiąc już o
          apetycznej soczystości...Nawet nie wiedziałem, jak szybko i po cichu
          konkurencja zaopatrzyła się w jeszcze wydajniejsze maszyny.
          Sztuczne zwiększanie soczystości wędlin jeszcze niedawno było tylko wstydliwym
          procederem przyjętym po cichu przez większość producentów. Dostępne urządzenia
          oraz przyjęte w branży zwyczaje pozwalały na zwiększanie w ten sposób wagi
          najlepszych gatunków wędlin do 20 procent.
          Prawdziwy wyścig zaczął się pod koniec lat 90., kiedy znacznie złagodzono
          polskie normy regulujące skład produktów spożywczych, a jednocześnie na rynku
          pojawiły się nowoczesne niemieckie maszyny nastrzykujące kolejnej generacji.
          Pompowanie mięsa w polskich zakładach przyjęło formę wyścigu między
          producentami. Dziś na rynku panuje wolnoamerykanka - ilość wody w wędlinie
          ogranicza jedynie jakość sprzętu oraz wytrzymałość mięsa. Ostatnio krzykiem
          mody są maszyny, które dzięki elastycznym igłom omijającym kości
          potrafią "napompować" zwierzaka po uboju jeszcze przed rozebraniem go na
          kawałki.
          - Do czego lejecie najwięcej wody? - pytam Zygmunta, gdy przerwa w dostawie
          solanki wstrzymała niemal całą produkcję w zakładzie.
          - Przede wszystkim do wędzonki, a także do baleronów, szynki, polędwicy -
          produktów o największej wartości handlowej. Kiedyś z dziesięciu kilogramów
          surowej szynki robiło się około 8 kg wędliny. Dziś z tych samych dziesięciu
          kilo najbardziej pazerni potrafią zrobić do 20 kg. Decyduje wyłącznie
          technologia. Ja jestem ograniczony kilkuletnią niemiecką maszyną, dzięki której
          mogę rozpędzić się do 50 procent - w 100 kg surowca mogę wstrzyknąć maksimum 50
          kg solanki.
          - Ludziom nie przestały smakować coraz bardziej rozrzedzane wędliny?
          - Przede wszystkim robili to wszyscy i stopniowo, więc udało się ludzi
          przyzwyczaić do nowej jakości. Poza tym, żeby za bardzo nie było czuć, że mięsa
          w mięsie jest coraz mniej, nauczyliśmy się dodawać więcej przypraw. - Nikt nie
          wpadł na pomysł zdobycia rynku wędlinami robionymi według tradycyjnych
          receptur - tylko mięso i zioła? Znałem gościa, który chciał taką szansę
          wykorzystać. Oryginalne receptury, przemyślana dystrybucja, reklama w dużych
          miastach. Zbankrutował po sześciu miesiącach. Wykończyły go napompowane
          szyneczki i polędwice; nie był w stanie choćby zbliżyć się do nich ceną. Wiem,
          że było takich odważnych więcej, ale w większości skończyli podobnie.
          Producenci zdążyli nauczyć ludzi, jakie wędliny mają jeść.
          Kupując szynkę w sklepie, nikt z nas nie jest w stanie stwierdzić czy woda z
          wielofosforanami i pochodnymi azotu zajmuje w niej 30, 50 czy 70 procent.
          Solanka wreszcie przyjechała, jak zwykle w postaci sproszkowanej. Żeby było
          szybciej, Bogdan wsypuje proszek do kilku wiader naraz, a ja idę do garażu po
          gumowy wąż, który zaraz p
          • Gość: c.d. artykułu Re: UWAGA!!! Baaaardzo długie !!! - do pani Krysi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.04, 09:27
            Kupując szynkę w sklepie, nikt z nas nie jest w stanie stwierdzić czy woda z
            wielofosforanami i pochodnymi azotu zajmuje w niej 30, 50 czy 70 procent.
            Solanka wreszcie przyjechała, jak zwykle w postaci sproszkowanej. Żeby było
            szybciej, Bogdan wsypuje proszek do kilku wiader naraz, a ja idę do garażu po
            gumowy wąż, który zaraz połączy peklownię z toaletą.
            - Czasem jak ktoś przesadzi z pompowaniem, widać takie szare nacieki
            przypominające naturalne żyłki czy ścięgna - tłumaczy mi pan Bogdan, wrzucając
            na taśmę płaty mięsa (czekają już na nie opakowania z napisem "Staropolska" -
            plastikowe, żeby lepiej przytrzymywały wodę, która zawsze zaczyna wyciekać
            dopiero po pewnym czasie). Jak potrzymasz trochę szyneczkę w plastikowym
            opakowaniu, po kilku dniach zacznie się w nim zbierać to samo, co wlewam z tego
            kubła - syntetyczny koktajl, który większość ludzi bierze za naturalne soki.
            Bywa jednak, że mięso zachowuje się nietypowo. Wygląda normalnie, ale nie chce
            przyjmować wody, wylewa się jak z gąbki. - Często zdarza się, że mięso
            nieoczekiwanie "leje się" już w zakładzie, choćbym nie wiem, jak starannie
            przygotował je do nastrzyknięcia - mówi Bogdan. - Oznacza to, że przed śmiercią
            i w jej czasie zwierzę tak bardzo się nacierpiało, że zdegenerowane stresem
            mięso, jakby mszcząc się na człowieku, nie chce także przyjmować zwyczajowej
            porcji wody. Jeżeli zwierzę przed śmiercią poddane jest stresowi albo
            cierpieniu, mięso na skutek gwałtownych zaburzeń metabolizmu traci sporo
            walorów, także smakowych.
            Wiejskie ubojnie często nie mają specjalnych urządzeń regulujących np. ruch
            świni w drodze do uboju. W rezultacie świnie są ogłuszane po kilka na raz wśród
            dzikich kwików. Oprócz samego stresu zwierzęta często muszą przejść drakońskie
            męki, zanim pozwoli się im zdechnąć. Częstym błędem, zwłaszcza w niewielkich
            ubojniach, jest za niskie napięcie chałupniczych urządzeń do ogłuszania
            zwierząt - w rezultacie porażone zbyt małą dawką prądu świnie budzą się, wisząc
            już na łańcuchach rzeźniczych. Umierają wtedy w męczarniach, a w mięsie
            pozostaje niebezpiecznie duża ilość krwi, w której błyskawicznie rozmnażają się
            bakterie, co dodatkowo pogarsza jego jakość i - ku utrapieniu przedsiębiorców -
            zdolność chłonięcia wody.
            Trzeci dzień mojej pracy w masarni. Jadę z Zygmuntem rozwieźć kilkudniową
            produkcję do kilkudziesięciu sklepów w okolicy. - Dziś kierownik sklepu to
            stanowisko o większym prestiżu niż w czasie stanu wojennego - Zygmunt w
            samochodzie przypomina mi, żebym powiedział "dzień dobry", "do widzenia" i
            najlepiej nic ponadto - w ciężkiej sytuacji całej branży to kierownicy
            decydują, jakie mięso będą jedli ludzie, kto i czym będzie je szprycował. A
            kierownicy sklepów mają przede wszystkim dwa życzenia - żeby wędlina była tania
            i żeby się dobrze kroiła na cienkie plasterki, bo tylko tak teraz ludzie chcą
            brać. Mówiąc w skrócie, przynajmniej w sklepie wędlina musi się trzymać w
            kupie. A same wielofosforany z solanki do tego nie wystarczą. Trzeba dolać
            sporo "kleju", żeby wytrzymała w zdrowiu parę dni i puściła soki dopiero w
            domowej lodówce. Jak doda się mocnego "kleju" , to nawet nieźle napompowana
            szyneczka potrafi trzymać się jak guma.
            Klej to oczywiście nazwa umowna. Chodzi o związki chemiczne, które są w stanie
            związać nadwyżkę wody wewnątrz wędliny, dzięki czemu zapewniają jej jędrność
            Jeszcze do niedawna producenci lali do środka zwyczajny krochmal, ewentualnie
            wsypywali worki mąki. Jednak nawet mąka, zwłaszcza że sypana w coraz większych
            ilościach , stała się kolejną pozycją na liście oszczędności. Rodzimi
            przedsiębiorcy z branży zaskakująco szybko przyswoili sobie najnowsze
            osiągnięcia światowej nauki. Preparaty białek soi, skrobi, wyciągi z alg
            morskich i preparaty roślin tropikalnych - okazy światowej flory na tyle mocno
            wiążą wodę wstrzykniętą do mięsa, że w rezultacie są tańsze od surowców
            stosowanych od dziesięcioleci w polskich masarniach. Zdolności do wiązania
            mięsa tropikalnych preparatów i tradycyjnej mąki Zygmunt porównał do różnicy
            między klejem do papieru i Super Glue.
            W ostatnich latach wiele firm zaczęło sprowadzać do kraju coraz tańsze
            sproszkowane substancje, które skutecznie zapobiegają przedwczesnemu wyciekowi
            z trudem wpompowanej wody. Najtańsze (i co za tym idzie najpopularniejsze wśród
            producentów) są niestety, preparaty nietrwałe, podatne na przedwczesną
            fermentację, która przyspiesza procesy gnilne w mięsie. Importerzy zaopatrują
            wszystkich - nielegalne masarnie w oborach i wielkie fabryki.
            Wracamy do zakładu, trzeba wyładować to, czego nie udało się sprzedać w żadnym
            z 40 sklepów. - Niestety, dziś pijemy z Zygmuntem przy pasztetowej i
            wątrobianej, wyniki sprzedaży nie upoważniają do lepszych gatunków. -
            Konkurencją, oprócz dużych zakładów, są nielegalne przetwórnie w oborach i
            chlewniach. Tam chłopi po cichu biją inwentarz i w warunkach urągających
            jakiejkolwiek higienie preparują "tradycyjne" wędliny. Wiem o co najmniej
            kilkunastu takich "przetwórniach" w samej tylko najbliższej okolicy. Sprzedają
            na lewo, także sklepom w miastach. Widziałem, jak oni to mięso zagniatają
            dosłownie czarnymi rękami. Taki rolnik, jak ubije świnię, łaskę zrobi, jak w
            ogóle zbada mięso. Przeważnie jednak nie bada. Zwłaszcza że higieniczne zdjęcie
            skóry w takim małym zakładzie jest praktycznie niemożliwe. Najgorszą rzeczą
            jest podciąganie skóry do góry - powoduje, że kawałki błota i kału spadają,
            przyczepiając się do płatów mięsa, które idą prosto do peklowania. W takich
            wypadkach nawet wymycie pod strumieniem wody niewiele pomoże - grudki brudu
            błyskawicznie przywierają między sztywniejącymi mięśniami.
            Następnego dnia dowiaduję się, że w ramach oszczędności prawdopodobnie w ciągu
            miesiąca zlikwidowana zostanie wędzarnia należąca do Zygmunta.
            - Jeżeli chodzi o wędzenie, pozostałem wierny tradycji tylko dlatego, że
            kupno "lakierni" po prostu mnie nie stać - mówi Zygmunt, kiedy wchodzimy do
            pomieszczenia, w którym od aromatu mięsa uwędzonego w specjalnie dobranej
            mieszaninie liściastego drewna aż zakręciło mi się w głowie. Zygmunt wyjmuje z
            beczki garść grubo zmielonych, pachnących żywicą trocin - to buk i olcha.
            Zamocowane na wędzarniczych hakach połacie mięsa przez kilka godzin muszą się
            nawdychać dymu, żeby nabrały odpowiedniego smaku, zapachu i wyglądu.
            Ten aromat naukowcy zdążyli skomponować za pomocą kilkudziesięciu chemikaliów.
            Nowoczesna "lakiernia", czyli sztuczna wędzarnia, spryskuje mieszanką
            chemikaliów wiszące płaty mięsa. Najpierw jednak mięso musi być spreparowane i
            przygotowane na kąpiel w tablicy Mendelejewa, tak żeby warstwa "lakieru" ładnie
            przylegała i nadawała mu apetyczny, lśniący wygląd. Oficjalna nazwa takiej
            substancji to preparat dymu wędzarniczego. - Policzyć opłacalność takiego
            wynalazku jest stosunkowo łatwo - mówi Zygmunt. - Jednowózkowa "lakiernia"
            kosztuje około miliona. Na wózek wejdzie 100 kg wędlin, czyli o 10 procent
            więcej niż w tradycyjnej wędzarni. To daje na 100 kg wędzonki 10 kg dodatkowo.
            Średnia cena surowej wędliny to 8 zł, więc z jednego wózka wychodzi już 80 zł
            ekstra minus koszty surowca - sto wózków daje już prawie osiem tysięcy. A sto
            wózków można "nasmarować" nawet w tydzień, bo opryskiwanie zajmuje mniej czasu
            od tradycyjnego wędzenia.
            Kiedy odjeżdżam do domu z wielką torbą tradycyjnych wędzonek, Zygmunt przyznaje
            się na pożegnanie, że zamierza zwinąć interes najdalej za trzy miesiące. -
            Jeżeli sytuacja na rynku się nie poprawi - zastrzega - ale coraz mniej w to
            wierzę.
            Po powrocie do Warszawy rozmawiałem ze specjalistami. Na nikim moje opowieści
            nie zrobiły większego wrażenia.
            - Nie ma normy, która by regulowała ilość solanki w wędlinach - mówi prof. Jan
            Mroczek, kierownik zakładu technologii mięsa z warszawskiej Szkoły Głównej
            Gospodarstwa Wiejskiego. - Jedyne ograniczenie to tzw. dobra praktyka
            pro
            • Gość: c.d. artykułu Re: UWAGA!!! Baaaardzo długie !!! - do pani Krysi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.04, 09:31
              - Nie ma normy, która by regulowała ilość solanki w wędlinach - mówi prof. Jan
              Mroczek, kierownik zakładu technologii mięsa z warszawskiej Szkoły Głównej
              Gospodarstwa Wiejskiego. - Jedyne ograniczenie to tzw. dobra praktyka
              produkcyjna, która w polskich warunkach jest wolnoamerykanką. Zresztą to i tak
              bez znaczenia, bo nie ma systemu kontroli przestrzegania tych norm. Nawet jak
              inspekcja handlowa raz na jakiś czas pobierze z jakichś zakładów próbki
              produktów do analizy, to są to kontrole wyrywkowe, zaś wysokość kar, jeżeli są
              w ogóle wymierzane, nie stanowi dla producenta żadnego zagrożenia. W Polsce nie
              ma systemu, który by eliminował producentów oszustów.
              Prof. Mroczek przyznaje, że jedynym oznaczeniem wskazującym, że kupowane przez
              nas mięso zostało napompowane wodą, jest napis "produkt wysoko wydajny", który
              też nie wszyscy producenci umieszczają na opakowaniach. Cała zaś gama
              dodatkowych preparatów białkowych, zmodyfikowanej soi, środków żelujących
              ukrywa się pod symbolami "E" z trzycyfrową liczbą.
              Okazuje się jednak, że inspektorzy Państwowej Inspekcji Handlowej po wielokroć
              alarmowali o niebezpiecznie wysokim stężeniu w mięsie wiążących wodę
              wielofosforanów (nadmiar wielofosforanów powoduje u dzieci niedorozwój kości, u
              starszych ludzi osteoporozę). Jeszcze bardziej niebezpieczne jest nadmierne
              szprycowanie wędlin związkami azotu, które powyżej pewnego poziomu stają się
              trucizną.
              Już ponad rok temu PIH pisała: "Niepokojącym zjawiskiem w branży przetwórstwa
              mięsnego stał się powszechny udział różnych substancji dodatkowych stosowanych
              w celu zwiększenia wydajności produktu" (cytat z raportu po kontrolach w
              największych supermarketach w Polsce). Oprócz faszerowania mięsa chemią
              inspektorzy wykrywali w szynce rozwarstwianie się mięśni na skutek zbyt dużego
              pompowania wodą, w wędlinach znaleźli "fragmenty osłonek pochodzących z
              przerobu innych wędlin oraz kwaśny i piekący smak świadczący o zapoczątkowanym
              procesie zepsucia". W zależności od gatunku wędlin inspekcje zakwestionowały
              jakość od kilku do kilkudziesięciu procent badanego towaru. Wśród konserw
              mięsnych ponad połowa skontrolowanych produktów została uznana za wadliwe, a
              wśród paczkowanych wędlin drobiowych - prawie dwie trzecie. Kontrola ujawniła
              jednocześnie masowe oszukiwanie klientów - na opakowaniach większości
              przetworów mięsnych brak informacji o zastosowanych środkach uzupełniających.
              Poza tym potwierdzono istnienie szarej strefy - nielegalnych zakładów
              przetwarzających mięso bez żadnej kontroli weterynaryjnej czy higienicznej.
              Doktor Adam Jarecki z Głównego Inspektoratu Weterynarii mówi, że nielegalne
              przetwórnie to problem w całym kraju. - Niestety jesteśmy bezbronni. W momencie
              kiedy składamy w prokuraturze doniesienie o nielegalnym wytwarzaniu wędlin na
              sprzedaż gdzieś na wsi, zawalona sprawami prokuratura z reguły umarza śledztwo
              z powodu niskiej społecznej szkodliwości czynu.
              - Co gorsza, inspektorzy i kontrolerzy kontrolują przede wszystkim duże
              zakłady, gdzie mogą liczyć na dużą karę, ewentualnie łapówkę - dodaje jeden z
              moich rozmówców - zakłady mniejsze, bardziej prymitywne, skutecznie unikają
              kontroli.
              W 1999 r. Inspekcja Weterynaryjna dokonała przeglądu wszystkich zakładów -
              tylko 1 procent ubojni i 4 procent przetwórni spełniało wymagania Unii
              Europejskiej.



              Tomasz Lipko
              Gazeta Wyborcza, 26-27.10.2002 r.


              *****


              Rozmowa z Bogusławą Pawlaczyk, głównym kontrolerem jakości w Zakładach
              Mięsnych "Krotoszyn"

              KRYSTYNA NASZKOWSKA: W 1997 r. zmieniła się norma do produkcji wędlin - z
              branżowej na polską. Na czym polega różnica?
              BOGUSŁAWA PAWLACZYK: Norma branżowa stawiała precyzyjne wymagania każdemu
              producentowi co do surowca, przypraw, ilości wody i tłuszczu, rodzaju użytych
              osłonek oraz wydajności. Nowa norma jest bardzo ogólna i stawia wymagania nie
              poszczególnym gatunkom wędlin, tylko grupom, a w grupie "wędzonki" jest i
              podgardle, i szynka. Wielu producentów, wykorzystując zaufanie do nazw, np.
              kiełbasa krakowska czy wędzonka krotoszyńska, z dużą dowolnością odstępuje od
              zapisanego w dawnej normie branżowej wzorca. Instytucje kontrolujące są
              bezradne.
              Mamy więc uśrednienie jakości między podgardlem a szynką.
              - Przede wszystkim mamy do czynienia z nadużywaniem zaufania konsumentów, żeby
              nie powiedzieć oszustwem. Bo dzisiaj normalne jest, że pod nazwą krakowska czy
              śląska jest coś trudnego do określenia.
              Musiało tak się stać?
              - Pewnie nie. Wolny rynek to nie jest wolnoamerykanka, gdzie każdy chwyt jest
              dozwolony.
              Co to znaczy wysoko wydajna szynka?
              - Szynka ze składnikiem zwiększającym wodochłonność, dzięki czemu z 1 kg mięsa
              można zrobić nawet 1,5 kg szynki. To dopuszczają przepisy, jednak moim zdaniem
              nieuczciwością jest, jeżeli ten wyrób sprzedawany jest jako szynka i nie jest
              oznakowany jako szynka wysoko wydajna.
              Dodajemy więc tłuszcz, bo tańszy, wodę, środki chemiczne, by to wszystko nam
              się nie rozpadło i długo mogło poleżeć na półce w sklepie. A co z naszym
              zdrowiem?
              - O zdrowie musimy zadbać sami. Uznane przez ministra zdrowia dodatki są
              bezpieczne. Problemem są te dodatki, które funkcjonują na rynku bez stosownych
              zezwoleń, a także niemożność kontroli blisko 4500 zakładów przetwarzających
              mięso, z których wiele nigdy nie prowadziło gospodarki materiałowej -
              dokumentowania zużywanych w procesie produkcji surowców, przypraw i dodatków.
              - Pamiętajmy, iż zły producent nie napisze na etykiecie, że zastosował
              niedozwolony środek albo barwił wędlinę, co jest zabronione. Przy zakupach
              trzeba wykazywać pewną dozę nieufności. Zastanowić się, z czego np. produkowane
              są parówki cielęce, kiedy w Polsce od kilku lat prawie nie ubija się cieląt,
              albo z czego można wyprodukować szynkę lub śląską za 4 zł. Rozporządzenie o
              oznakowaniu mówi np. iż nazwa nie powinna wprowadzać w błąd, ale tak się często
              dzieje.


              *****


              KONSUMENTÓW CZEKA TRUDNY CZAS

              Rozmowa z prof. Andrzejem Pisulą z Zakładu Technologii Mięsa na SGGW, polskim i
              międzynarodowym ekspertem do spraw żywności, przewodniczącym Komitetu Mięsa i
              Wędlin w Polskim Komitecie Normalizacji


              Krystyna Naszkowska: Co mają robić Ci, którzy nie chcą zjadać w szynce babuni
              środków chemicznych?
              Prof. Andrzej Pisula: Ja jako średnio zamożny obywatel po prostu od pewnego
              czasu nie kupuję wędzonek, bo są one zbyt napompowane różnymi dodatkami. Wolę
              tego nie jeść.
              Teraz nasze zakłady nie mogą konkurować między sobą jakością?
              - Mogą, ale wyższa jakość oznacza wyższą cenę, a nasze społeczeństwo w
              ostatnich latach bardzo zubożało.
              Czyli wyższa cena jest gwarancją jakości?
              - Niestety tak. Na wyprodukowanie 70 dag dobrej szynki zakład musi zużyć
              kilogram szynkowego mięsa. Nie da się z kilograma zrobić 1,3 kg szynki, a tak
              teraz się robi, bo to jest po prostu bardziej opłacalne. Kilogram tkanki
              mięsnej kosztuje około 10 zł, a kilogram tłuszczu poniżej 2 zł. W dobre gatunki
              mięsa wmasowywany jest tłuszcz, by obniżyć koszty produkcji. Natryskuje się je
              wodą, by zwiększyć ciężar i objętość oraz dodać soczystości itd.
              Czy w Unii Europejskiej jest lepiej? Co się zmieni na polskim rynku mięsnym po
              naszym wejściu do Unii?
              - Przede wszystkim sytuacja zmieni się od nowego roku. Do końca grudnia 2002
              obecna polska norma jest obligatoryjna. Ale od 1 stycznia będzie dobrowolna. Do
              kontrolowania jakości wędlin ma zostać powołana od 1 stycznia Inspekcja Jakości
              Handlowej Artykułów Rolnych, chociaż ja nie bardzo rozumiem na jakiej zasadzie
              ta inspekcja będzie kontrolować produkty, skoro nie będzie obowiązku
              przestrzegania norm.
              Dlaczego nasze normy nie mogą być już obowiązkowe?
              - Wymaga tego Unia. Tam normy są dobrowolne, a my musimy dostosować się do
              przepisów unijnych. W Unii są dyrektywy ogólne dotyczące norm i rozporządzenia
              wewnętrzne w poszczególnych krajach - np. w parówkach duńskich jest 40%
              tłuszczu, a w holen
              • ali55 Re: UWAGA!!! Baaaardzo długie !!! - do pani Krysi 28.05.04, 10:19
                no pięknie - dlatego ja nie kupuje w oszołomach a bezpośrednio z rzeżni całą
                półtuszę która napewno nie była jeszcze poddana jakiejkolwiek obróbce i radzę
                to robić kwszystkim
                • Gość: krycha rozwalicha Re: UWAGA!!! Baaaardzo długie !!! - do pani Krysi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.04, 11:25
                  Wez półtuszę Krychy,zrobisz z niej mnóstwo,pysznego cieknącego smalcu.Mniam
                  mniam.Ona jest taka apetyczna...i te tłuste włosy...Nie poddawaj jej obróbce
                  tylko od razu na ruszt.
                • Gość: andzia Re: UWAGA!!! Baaaardzo długie !!! - do pani Krysi IP: *.klodzko.sieci / *.internetdsl.tpnet.pl 28.05.04, 14:51
                  Proponuję założyć własną hodowlę. Skąd masz pewność, że krowy nie żarły zboża?
          • emka_waw Re: UWAGA!!! Baaaardzo długie !!! - do pani Krysi 28.05.04, 13:54
            Problem w tym, że większość wegetarian myśli jednotorowo: jak je mięso, to MUSI
            ono być ze sklepu.

            A żadnen zdrowo odżywiający się człowiek na sklepowej ŻYWNOŚCI (powtarzam:
            ŻYWNOŚCI. Nie: mięsie) się jeszcze nie wychował. I nie wiem, co
            gorsze, "dmuchane" wędliny z odpadów czy marchewka na pestycydach (dobrze,
            jeśli się taka w nocy nie świeci, bo i takie przypadki się zdarzały). Dla mnie
            to jedno świństwo.

            Dlatego powinno się zadbać o żywność jak najmniej strutą, jak najmniej
            przetworzoną, trudne to, ale możliwe. Warzywka z działki, z ogródka, owoce też,
            mięso z rzeźni, albo jeśli ktoś ma moralne opory, to z bardziej humanitarnego
            uboju w gospodarstwie, przetwory mięsne i warzywne, i tak dalej. Znacznie
            zdrowiej odżywiać się będzie osoba, która żywi się sezonowo, latem zdecydowanie
            więcej warzyw i owoców, zimą zdecydowanie więcej mięsa, (byle z pewnych
            sprawdzonych źródeł), niż wegetarianin, który może latem i je zdrowo, ale zimą
            kupuje spryskane, szklarniowe warzywa, jabłka konserwowane w chłodniach, bądź
            banany, które parę tygodni płyną z innego kontynentu i konserwantami przeżarte
            są na wylot, tudzież erzatz mięsa pt. kotlet sojowy, którego nawet mój pies
            kiedyś nie chciał tknąć.

            Wypłyń na szersze wody i przestań grzebać w kałuży własnych ograniczej
            myślowych. Wegetarianizm w naszej szerokości geograficznej skazany jest na
            konserwanty i jakością się nie umywa do zdrowego, racjonalnego odżywiania
            sezonowego.
            • Gość: andzia Re: UWAGA!!! Baaaardzo długie !!! - do pani Krysi IP: *.klodzko.sieci / *.internetdsl.tpnet.pl 28.05.04, 14:38
              Nie wciskaj kitu. Wcale nie kupuję zimą szklarniowych warzyw. To importowane
              okazy o smaku trocin. Zapewne nie wiesz, że rolnicy przechowują warzywa
              (zebrane jesienią) w podziemnych kopcach (np. marchew, buraki, seler, rzepa). I
              wcale nie są tak mocno nafaszerowane chemią. Czy myślisz, że rolnika, który
              posiada małe gospodarstwo na to stać? Dodatkowo mam warzywka i owoce ze swojej
              działki.
              Wiesz jak się robi kotlet sojowy? Kupuje się ziarno soi (w sklepie ze zdrową
              żywnością - ma znak ekoland), gotuje się ją, mieli przez maszynkę, dodaje
              przypraw, formuje kotlet i smaży na oleju roślinnym.
              A od kiedy psy są sojożerne?
              • emka_waw Re: UWAGA!!! Baaaardzo długie !!! - do pani Krysi 28.05.04, 15:04
                > Nie wciskaj kitu. Wcale nie kupuję zimą szklarniowych warzyw.

                Czy ja gdzieś napisałam, że każdy wegetarianin kupuje szklarniowe warzywa?

                To importowane
                > okazy o smaku trocin.

                Of course

                Zapewne nie wiesz, że rolnicy przechowują warzywa
                > (zebrane jesienią) w podziemnych kopcach (np. marchew, buraki, seler, rzepa).

                Zaopatruję się w warzywa na wsi, więc wiem. Wiem również, że pod koniec zimy i
                przez całą wczesną wiosnę, aż do nowalijek, takie warzywa są niewiele warte,
                stare, zleżałe, sparciałe, przemarźnięte itepe. Oczywiście robię też przetwory,
                np pikle warzywne (kocham pikle), aż do grudnia leżały u mnie dynie i kabaczki,
                kompotów, dżemów i konfitur domowej roboty mam tyle, że rozdaję znajomym. I
                dobrze wiem, że niewiele osób w sumie umie zrobić przetwory warzywne i owocowe,
                a jeszcze mniej ma na to chęć i czas. Tak więc logiczne jest założenie, że
                spora część wegetarian, jeśli nie większość, również nie. Część, nie wszyscy,
                podkreślam.

                I
                >
                > wcale nie są tak mocno nafaszerowane chemią. Czy myślisz, że rolnika, który
                > posiada małe gospodarstwo na to stać?

                Dokładnie o tym wiem. Od lat się żywię na wsi, od warzyw do mięsa.

                Dodatkowo mam warzywka i owoce ze swojej
                > działki.

                To się właśnie zdrowo odżywiasz. A wegetariańsko może znaczyć zdrowo, ale nie
                musi, i tylko o to mi chodzi.

                > Wiesz jak się robi kotlet sojowy? Kupuje się ziarno soi (w sklepie ze zdrową
                > żywnością - ma znak ekoland), gotuje się ją, mieli przez maszynkę, dodaje
                > przypraw, formuje kotlet i smaży na oleju roślinnym.
                > A od kiedy psy są sojożerne?

                Mój pies (a w zasadzie psica) uwielbiał gotowaną marchew, głąby z kapusty,
                ziemniaki, fasolkę... Miała wyczucie, jeśli ona czegoś nie jadła, to znaczyło,
                że jeść tego nie należy, bo zaszkodzi. Nie pomyliła się ani razu, nie
                tolerowała żywności nawet leciutko nadpsutej (takiej, że człowiek jeszcze tego
                nie czuł), a chemię w jedzeniu czuła na kilometr, lepsza niż wszystkie talbice
                E-coś tam razem wzięte.

                No i kotletów sojowych nie jeść nie chciała...

                Pomijając fakt, że sama nazwa "kotlet sojowy" brzmi żałośnie, jakby ktoś
                próbował zostać wege i mu się udało połowicznie. Przecież tyle jest dań
                wegetariańskich w polskiej kuchni, że chyba nie trzeba oszukiwać swojego
                żołądka i sumienia?
    • Gość: andzia A ja pluję na strony optymalnych... IP: *.klodzko.sieci / *.internetdsl.tpnet.pl 28.05.04, 15:58
      Krystyna, pozostaję przy swoim, Ty naprawdę nie masz pojęcia o wegetarianizmie.
      Nie porównuj wszystkich ze swoją synową. To, że ona też nie zna zasad, nie
      znaczy, że inni ich nie znają.
      Ja akurat nie jestem uzależniona od słodyczy. Jem tylko dla przyjemności i
      okazyjnie. Czasem przez parę miesięcy zdarza mi się nie jeść, bo ochoty nie
      mam. Herbaty nie słodzę w ogóle, gdyż słodzona nie przeleci mi przez gardło.
      Brrrrr... Nie jem jak wróbelek, co świadczy o dziennej liczbie 2000 kcal. Lubię
      zjeść porządnie, ale po wegetariańsku. Nie mam alergii na pokarmy (z wyjątkiem
      smalcu, boczku itp.), truskawki zjadam na kilogramy (oczywiście w sezonie, bo
      tych sztucznych z importu nie ruszę). W przypadku kosmetyków przyznam się, mam,
      ale tylko na dezodoranty w spray'u. Na te w sztyfcie nie.
      Doskonale wiem, ile powinna ważyć osoba przy moim wzroście. Od wielu lat moja
      waga utrzymuje się na stałym poziomie i jest jak najbardziej prawidłowa. Nie
      mam skłonności ani do tycia, ani do chudnięcia. A nie powiem, jak jest u
      innych, bo w moim środowisku jestem rodzynkiem.
      Powtarzam, nie stałam się wege dla zdrowia, ale dla zwierząt. A że przy okazji
      pozbyłam się np. zaparć i częstych przeziębień, to bardzo dobrze. Wielka ulga.

      Na koniec parę cytatów.
      "Dla małego kawałaka mięsa pozbawiamy stworzenie światła, odbieramy część
      czasu, który był mu dany, by mogło radować się słońcem."
      "Zwierzęta są moimi przyjaciółmi, a ja nie zjadam przyjaciół."
      "Pomyślcie o straszliwej energii nagromadzonej w każdym produkcie roślinnym, na
      przykład w żołędzi. Zakopujecie żołądź do ziemi i oto następuje ekspolozja tak
      silna, że wynikiem jej jest dąb. Zakopcie natomiast martwego barana, a nie
      otrzymacie nic prócz rozkładu i zgnilizny."
      "Nie zabijaj nie odnosi się wyłącznie do zabójstwa człowieka, lecz do
      wszystkiego, co żyje."

      To słowa wielkich tego świata. Łatwo się domyśleć, dlaczego byli wege.



      • emka_waw taaaak... 28.05.04, 16:01
        Ładna i sensowna wypowiedź, niestety zaczęta i skończona tandetną demagogią.
        Szkoda.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja