kocibrzuch
09.06.04, 22:37
Artykuł poniższy pochodzi z "Illustrowanego Kuryera Codziennego" wydawanego w Krakowie. Jestem miłym człowiekiem, nie biorącym udziału w kłótniach, po tej czy innej stronie. Podaję, bo rzecz jest ciekawa.
1924.09.04 Miasto Jaroszów
Współpracownik jednego z paryskich dzienników udał się w odkrywcze podróże. Pierwszymm celem jego wędrówki było miasto "Terre Liberee" (Ziemia Wyzwolona), utworzone przez t. zw. naturystów, czyli wyznawców przyrody.
Po przybyciu do Luyens, dziennikarz zapytał, gdzie ma szukać naturystów. Chłop odpowiedział:
- Ach, pan ma na myśli tych anarchistów, tych, co to jedzą surowe jarzyny i biegają bez butów? Oni mieszkają w pobliżu wsi Pin, na drodze do Clere, o, niech pan popatrzy, właśnie tam jeden taki idzie.
Oczywiście dziennikarz byłby sam zwrócił uwagę na tego oryginała, w rosyjskiej bluzie, tyrolskim kapeluszu, w szkłach na nosie i bez butów.
Dziennikarz zawarł znajomość ze spotkanym naturystą i dowiedział się, że ma przed sobą Polaka, który w ojczyźnie był nauczycielem. Obecnie przybywał z jednej z wielce oddalonych naturystycznych kolonij, w pobliżu granicy Turcyi i wyraził już zamiar szybkiego odjazdu do Ameryki
- Włóczęgoskie życie - rzekł z uśmiechem szczęścia - to najpiękniejsze życie!
Poprzez skalistą ścieżkę, wokół wielkiej pięknej winnicy, dostali się wreszcie do zabudowań "wolnego wegetaryańskiego miasta". Centrum tej osady stanowi wielka chłopska zagroda. Jednakowoż wokół domu nie słychać ryczenia krów, ani beczenia baranów. Nie widać także nigdzie kur, szukających pożywienia. Ta chłopska zagroda jest zarazem szkołą i warsztatem.
Pan Louis Rimbau, twórca kolonii, zjawia się i prezentuje swoje dzieło.
- Stworzyliśmy "Terre Liberee", ażeby być w zgodzie ze swoiem sumieniem. Obecnie mieszka tutaj 10 naszych zwolenników. Pozostaną tutaj przez kilka tygodni, pracująć łopatą i rydlem. Potem jednakowoż pójdą dalej, dalej, odziani w sandały i wsparci na kiju propagandystów, aby w jak najdalsze kraje nieść dobrą nowinę, ewangelię naturystów. To są dobrowolni pionierzy, którzy przybywają po to, ażeby wybudować miasto przyszłości. Pytamy tych, którzy do nas przybywają: Czy chcecie się wyzwolić? Czy chcecie ekonomiczne i społeczne kajdany, które was krępują pozbywać? Dobrze, zrobimy was trzy razy bogatszymi, niż byliście dotychczas, tłumiąc w was wszystkie bezpożyteczne, pasożytnicze, nieludzkie potrzeby. Staniecie się silniejszymi, gdy wam pomożemy do rozwinięcia tych zdolności, które zatraciliście z powodu uprzemysłowienia kultury. Pouczymy was, jak macie lepiej żyć, zrobimy z was prawdziwych ludzi.
Taką oto jest nauka wegetaryańskich naturystów. Są to właściwie rewolucyoniści. Rewolucyoniści ci jednak oświadczają, że byłoby to szaleństwem, z obecnym cywilizowanym człowiekiem próbować zamachu rewolucyjnego.
Przywódca naturystów ma takich ludzi cywilizowanych w pogardzie, mówi o nich: "Ci czerwoni jak miedź pijacy, te dymiące kominy, te wydęte brzuchy, pełne trupów - prawdziwe wędrujące cmentarze. Te umysły oszołomione wyskokowymi napojami, to mają być ludzie?".
Wegetaryańskie to miasto ma się różnić zatem zasadniczo od komunistycznych kolonij, przyjmujących wszelkie jednostki, ze wszystkiemi ich pożądaniami i nałogami dotychczasowego życia. Naturystyczna gmina ma wychować człowieka takiego, któryby zdolny był odmówić swojemu żołądkowi wszystkiego, co pochodzi ze zwierzęcia albo z fabryki. Człowieka, który żywić się będzie tylko roślinnemi produktami, owocami, jarzyną, zbożem. Uczyć się będą bez książek i nauczyciela. Lekarz, burmistrz, fabryka, będą dla nich zbyteczne. Sami będą budować sobie domy i obywać się bez maszyn. I w ten sposób, wracając, do natury, odzyskają wreszcie szósty zmysł: instynkt. który zarazem jest sumieniem.
- Miasto stanie, ono już istnieje. Ci pionierzy, którzy tam od trzech miesięcy pracują, z cywilizacyi, która ich otacza, akceptują tylko sól, mydło i oliwę. Dobór ich potraw przeraziłby każdego mięsożernego gastronoma. Dziesięć hektarów ziemi, dobrej, żyznej ziemi francuskiej, ma ich wyżywić.
- Proszę spojrzeć, to idzie Solange, liczy obecnie 6 lat. To pierwsze wegetaryańskie dziecko.
Mała Solange, której zdrowa i różowa twarzyczka, mogłaby stanowić najlepszą reklamę dla wegetaryańskiego regime'u, wychowana została według zasad gminy naturystycznej, do matki i ojca mówi po imieniu. Będzie ona stopniowo pouczana, jak ma odkryć samą siebie. Starsi obserwują w niej pierwsze uderzające ujawnienia instynktów.
Chłopi z okolicy obserwują z zainteresowaniem życie i pracę tych osobliwych ludzi.