Pierwsza ksiazka o prawach zwierzat?

15.06.04, 19:41
"Żywoty zwierząt" J. M. Coetzee

Jerzy Jarniewicz 17-05-2004, ostatnia aktualizacja 17-05-2004 20:51

Ta książka to nie tylko dyskusja nad położeniem zwierząt czy nawet nad naszą
gotowością wczucia się w ich doznania. Jego proza to kij z rozmysłem wsadzony
w mrowisko, ewidentna prowokacja, która ma wytrącić nas z równowagi

Bez względu na to, po czyjej stronie barykady się znajdujemy: obrońców praw
zwierząt czy ich ideowych przeciwników.

W tej drażliwej i spornej kwestii sam Coetzee niczego nie przesądza. Ta
książka to także zaproszenie do refleksji nad tym, jak trudno zaakceptować
punkt widzenia drugiego człowieka, a tym samym wejść w jego wewnętrzny świat.

Wykłady Tannera

Nazwisko amerykańskiego filantropa Oberta F. Tannera wiąże się z cyklicznymi
wykładami jego imienia, których celem jest "dyskusja nad naukami
humanistycznymi i przyrodoznawczymi związana z zagadnieniem wartości
ogólnoludzkich". Do wygłoszenia wykładów zaproszeni zostają wybitni naukowcy
i twórcy, a ich wystąpienia uzupełniają komentarze czterech "respondentów"
reprezentujących różne dziedziny nauki.

Dwa lata temu miałem przyjemność uczestniczyć jako respondent w jednym z
takich wykładów na zaproszenie Seamusa Heaneya. Z tym większym
zainteresowaniem sięgnąłem po polski przekład wykładów Tannera zeszłorocznego
noblisty J.M. Coetzeego i komentarzy zaproszonych do dyskusji naukowców. To
druga taka pozycja na polskim rynku obok tomu Umberto Eco "Interpretacja i
nadinterpretacja" (Znak 1996).

Costello radykalna

W wypadku Coetzeego słowo "wykłady" nie jest jednak najszczęśliwszym
określeniem. Południowoafrykański noblista nadał im fabularną strukturę,
zbliżając tekst swoich wystąpień do opowiadań czy noweli (weszły one zresztą
do najnowszej jego powieści, o której pisaliśmy w "Gazecie" w październiku
2003). Ich bohaterką jest Elizabeth Costello, sędziwa już powieściopisarka
zaproszona przez pewien fikcyjny uniwersytet amerykański do wygłoszenia
wykładów, których formuła jako żywo przypomina wykłady Tannera.

Ku zaskoczeniu organizatorów Costello postanawia mówić nie o literaturze, ale
o prawach zwierząt. Costello okazuje się bezkompromisowym radykałem: w jednym
z fragmentów porównuje los, jaki spotyka zwierzęta w ubojniach, do losu Żydów
w czasie Zagłady, a obojętność ludzi wobec tego nieprzerwanego zwierzęcego
holocaustu do obojętności mieszkańców okolic Oświęcimia. Obraz wielkiej rzezi
dokonywanej codziennie w majestacie prawa najwyraźniej ją prześladuje - kiedy
odwiedza przyjaciół, boi się powiedzieć kilka miłych słów na temat ich nowej
lampy, gdyż w odpowiedzi mogłaby usłyszeć, że to "piękny abażur ze skóry
polskich Żydów".

Występując tak kategorycznie w obronie zwierząt, Costello nie odwołuje się do
argumentów rozumowych, gdyż w filozofii nie znajduje solidnego sojusznika.
Filozofom przeciwstawia poetów, a za podstawę naszego nowego stosunku do
zwierząt uznaje wyobraźnię i uczucie. Dlatego w najważniejszym chyba zdaniu
swoich wykładów Costello stwierdza, że "nie istnieją granice wysiłku, jaki
możemy i powinniśmy wkładać we wchodzenie w położenie innych, nie ma granic
dla współczującej wyobraźni".

Za plecami Costello

Coetzee, przemawiając w obronie zwierząt ustami fikcyjnej pisarki, mocno
skomplikował sprawę. Nie wiadomo bowiem, do jakiego stopnia poglądy Costello
zgadzają się z poglądami autora. By rzecz powikłać jeszcze bardziej
perfidnie, Coetzee wprowadził do swoich fabularyzowanych wykładów postaci
syna pisarki i jego żony. Stosunki między matką a synem nie układają się
najlepiej, zaś między synową a teściową toczy się ukryta rywalizacja.
Emocjonalne wystąpienia samotnej, nieco zdziwaczałej pisarki można więc
odczytywać jako nieuświadomioną grę z rodziną, co oczywiście rzuca cień
niepewności na bezinteresowność jej wystąpień, sprowadzając wygłaszane przez
nią sądy do psychologicznych uwarunkowań.

Bezwzględność poglądów Costello jest dodatkowo moderowana przez uczestników
seminarium, zarówno tych fikcyjnych, istniejących jedynie w świecie
wykreowanym przez Coetzeego, jak i tych rzeczywistych, którzy sześć lat temu
wzięli udział w wykładach Tannera, a byli wśród nich profesorowie
religioznawstwa, historii literatury, filozofii, bioetyki i antropologii. Ich
komentarze do wykładów uzupełniające w omawianej książce tekst Coetzeego
tworzą ciekawy wielogłos, którego zróżnicowanie wynika nie tylko z faktu, że
dyskutanci reprezentują różne dyscypliny nauki, ale także z ich odmiennych
światopoglądów i osobowości.

Żaden z uczestników dyskusji nie polemizuje z Coetzeem, tylko z fikcyjną
Costello, za która autor tak znakomicie się ukrył. Padają rozmaite argumenty.
Jeden z rozmówców wprowadza rozróżnienie między zadawaniem zwierzętom bólu a
pozbawianiem ich życia, uważając, że zwierzęta nie rozumieją śmierci, bo w
ich świecie śmierć jest wpisana w naturalny tok życia. Inny dyskutant
przypomina o niebezpieczeństwach odwoływania się tylko do emocji, przywołując
ku przestrodze słowa Hermana Göringa: "Myślę moją krwią". Jak widać,
polemista ten przewrotnie posłużył się bronią Costello - jego komentarz można
uznać za odpowiedź na jej porównanie rzeźni do Auschwitz, a tym samym za
przestrogę przed posługiwaniem się podobnymi analogiami.

Większość argumentów w dyskusji odwołuje się do sporów filozoficznych,
naukowych i religijnych. Najciekawszy jednak jest chyba komentarz antropologa
Barbary Smuts, która spędziła wiele lat wśród żyjących na wolności pawianów.
Smuts nie odwołuje się do filozofii, ale opisuje swoje przeżycia w małpiej
społeczności, a raczej swoją przyjaźń ze zwierzętami, które uznaje za osoby,
a więc za pełnoprawne, zindywidualizowane podmioty. Wydaje się, że w sporze o
prawa zwierząt ta argumentacja przemawia najskuteczniej.

John Maxwell Coetzee "Żywoty zwierząt", przełożyła Anna Dobrzańska-Gadowska,
Świat Książki, Warszawa
Pełna wersja