Baltyk umiera...

06.08.04, 07:37
Bałtyk umiera - brak tlenu, więcej toksyn


Andrzej Hołdys 05-08-2004, ostatnia aktualizacja 05-08-2004 20:14

Na dnie naszego morza zaczyna brakować tlenu. Panoszy się za to toksyczny
siarkowodór. Dla żyjących tam zwierząt oznacza to wyrok śmierci

czytaj dalej »
r e k l a m a





Na początku sierpnia szwedzki instytut meteorologiczny poinformował:
siarkowodór znów się zbiera. Najwięcej jest go wokół Gotlandii i na wschód od
Bornholmu. Prawdopodobnie truje też w niedalekiej Głębi Gdańskiej. - Powrócił
po dwóch latach. Ostatni raz był tu we wrześniu 2002 r. - mówi dr Elżbieta
Łysiak-Pastuszak z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Gdyni.

One już tu są

Bałtyk jest jednym z najmniej dotlenionych mórz świata. Stężenie tlenu spada
w nim wraz z głębokością - przy dnie jest kilka razy niższe niż na
powierzchni. W głębinach życiodajnego gazu jest tak mało, że często nie
wystarcza go dla żyjących tam zwierząt. Wtedy następuje ich masowe
wymieranie, a na dnie pojawia się zabójczy siarkowodór, który dopełnia dzieła
zagłady. Takie podwodne pustynie naukowcy nazywają strefami śmierci.

- Nasze morze jest zbiornikiem niemal zamkniętym, więc bardzo powoli wymienia
wodę z oceanem. Nigdy nie było tu dużo tlenu. Mimo to bałtycki ekosystem
świetnie funkcjonował. Do niedawna. W kłopoty wpadł kilkadziesiąt lat temu -
mówi dr Elżbieta Łysiak-Pastuszak, która wraz ze współpracownikami analizuje,
jak zmienia się poziom tlenu w południowym Bałtyku. Badania prowadzone od
kilku lat przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej zostały właśnie
podsumowane.

Wynika z nich, że najgroźniej było latem 2002 r. Z powodu wysokich temperatur
nastąpiła wówczas ekspansja toksycznych sinic, które mogą wywoływać
podrażnienie skóry u ludzi. Trzeba więc było zamknąć niektóre kąpieliska
wokół Zatoki Gdańskiej.

Masowy rozwój sinic i innych glonów, a następnie ich masowe obumieranie
doprowadziły do największych od kilkunastu lat deficytów tlenu na dnie
Bałtyku. W wielu miejscach wykryto siarkowodór. Na szczęście w naszych wodach
katastrofa nie była aż tak wielka jak w Danii, gdzie morze wyrzuciło na plaże
mnóstwo śniętych ryb.

Czy sinice pojawią się w tym roku? - One już są, choć na razie daleko od
brzegu. Wystarczy jednak kilka bardzo ciepłych i słonecznych dni, by zaczęły
się gwałtownie rozwijać - twierdzi Łysiak-Pastuszak.

Nie zostało już nic

Większość podwodnych pustyń na Bałtyku nie jest trwała. Znika, gdy do dna
dotrze solidna dawka tlenu. Tyle że na dostawę życiodajnego gazu trzeba
czasem poczekać parę lat. Z taką mniej więcej częstotliwością do Bałtyku
wlewa się nowa porcja świeżej wody z Morza Północnego.

Ostatni raz zdarzyło się to w styczniu 2003 r. Słona i ciężka woda oceaniczna
wędrowała wtedy po bałtyckim dnie stałą trasą: Wielki Bełt - Głębia Arkońska -
Basen Bornholmski - Rynna Słupska - Głębia Gdańska. Do tej ostatniej dotarła
w kwietniu zeszłego roku, podnosząc stężenie tlenu do rekordowego poziomu 3,8
ml/l. Takie "skoki" zdarzają się jednak rzadko. Nasze morze choruje bowiem na
chroniczne niedotlenienie. Najnowsze dane zebrane przez szwedzkich naukowców
na początku sierpnia pokazują, że poniżej 70 m stężenie tlenu nie przekracza
już 2 ml/l. Dla wielu zwierząt morskich to granica życia.

Niżej sytuacja jest jeszcze gorsza. Szwedzi twierdzą, że na dnie środkowego
Bałtyku pozostały tylko śladowe ilości tlenu (0,2-0,5 ml/l). - To
dramatycznie mało. Morskie dno zamienia się w pustynię. Giną wszystkie
zwierzęta, które nie zdołają stamtąd uciec: skorupiaki, pierścienice,
ślimaki, małże. Zagrożona jest ikra ryb. Z transportu natlenionej wody, która
dotarła do Bałtyku na początku 2003 r., nie zostało już niemal nic - mówi
Łysiak-Pastuszak.

Badania prowadzone przez Polaków pokazują, że te dostawy słonej i natlenionej
wody z Morza Północnego wystarczają na coraz krócej: - Na przełomie
października i listopada 2001 r. do Bałtyku wpłynęło ok. 200 km sześc. wody -
opowiada Łysiak-Pastuszak. - W lutym woda ta dotarła do dna Głębi Gdańskiej,
dostarczając największą od 10 lat dawkę tlenu. Ale już po dwóch miesiącach
tlenu było czterokrotnie mniej. W czerwcu pojawił się siarkowodór.

I tylko sinice się zielenią

Czemu z Bałtyku znika tlen, a kolejne transfuzje świeżej wody przynoszą tylko
krótkotrwałą poprawę?

Tragedia zaczęła się w latach 60. i 70., gdy w rzekach pojawiły się
gigantyczne ilości związków azotu i fosforu. Ich źródłem jest rolnictwo
(nawożenie pól, hodowla zwierząt) i pozbawione oczyszczalni miasta. Polska
jest jednym z głównych "dostawców" tych substancji. - Azot i fosfor są
ważnymi substancjami odżywczymi. Ich olbrzymia nadwyżka w Bałtyku prowadzi do
nadmiernego użyźnienia - tłumaczy Łysiak-Pastuszak.

Dostatek obu pierwiastków służy glonom, które wiosną i latem rozmnażają się
na potęgę, a jesienią obumierają i opadają na dno morza. Tam powinny zostać
rozłożone przez organizmy karmiące się tlenem. Ponieważ obumarłych szczątków
wciąż przybywa, zwiększa się też popyt na życiodajny gaz. By zaspokoić te
olbrzymie potrzeby, podaż tlenu musiałaby być wielokrotnie większa. Na to
jednak się nie zanosi. Dlatego letnie strefy śmierci na Bałtyku będą coraz
powszechniejsze. Chyba że nad północną Europą zaczną częściej wiać sztormowe
wiatry zachodnie, które wpychają świeżą wodę z Morza Północnego do Bałtyku.

Jest też inne rozwiązanie. Polega na radykalnym zmniejszeniu ilości azotu i
fosforu w naszych rzekach. Wchodząc do Unii Europejskiej, zobowiązaliśmy się
do tego. Czy dotrzymamy tych zobowiązań?

Na razie w kierunku Bałtyku zmierza fala powodziowa na Wiśle. Niesie ona
mnóstwo azotu i fosforu z naszych pól, obór i łazienek. Glony niewątpliwie
zazielenią się ze szczęścia.

Niestety, tylko one.
    • maroon Re: Baltyk umiera... 06.08.04, 15:48
      Ciekawe, czy na tą katastrofę zareagują władze państw bałtyckich. Jeżeli tak,
      to chyba najprędzej Szwedzi, którzy dbają o środowisko - w Polsce niestety
      ochrona przyrody jest na dalszym planie (wystarczy przypomnieć sprawę
      betonowania rzek, gdy w całym cywilizowanym świecie trwa proces odwrotny -
      przywracania rzek naturze). Mam nadzieję, że w końcu nasze władze dostrzegą
      problem zanieczyszczenia środowiska.
Pełna wersja