headline
24.08.04, 08:31
Nowa metoda badania drzew
Magda Opoka 23-08-2004 , ostatnia aktualizacja 23-08-2004 22:59
Nie trzeba już robić odwiertów w pniu, by zbadać stan drzewa. Można to
określić za pomocą bardzo czułych przyrządów i mocnej liny.
Na odsłoniętych gałęziach ok. 120-letniego klonu rosnącego przy Pałacu na
Wodzie w Łazienkach lubią siadać pawie. Wczoraj jednak omijały to miejsce z
daleka. Przy starym drzewie stanął bowiem podnośnik. Jerzy Stolarczyk,
obwieszony linkami różnych rozmiarów, jak taternik wzniósł się na wysokość
rozwidlenia konarów. W tym momencie krzyżówki pływające w pobliżu klonu
uznały, że człowiek zanadto się spoufala. Oddaliły się z głośną
dezaprobatą. "Taternik" stalową liną oplótł drzewo. Jej drugi koniec, już na
ziemi, zaczepił do podnośnika i zaczął ciągnąć. Tuż nad korzeniami zostały
umieszczone urządzenia wyglądające jak ładunek wybuchowy. Co to wszystko
znaczy? - To niezbędne narzędzia do badania, które określi wytrzymałość pnia
na złamanie i wywrócenie. Wahadełko (inklinometr) sprawdza stabilność drzewa,
a elastometr możliwości jego rozciągania - wyjaśniał prof. Marek Siewniak z
Politechniki Krakowskiej. Metoda naprężeniowa, którą stosuje, znana jest na
świecie od lat 80. Do tej pory zbadano w ten sposób 16 tys. drzew. W Polsce
tylko 26, w tym słynnego "Bartka". Klon w Łazienkach to pierwsze drzewo w
Warszawie sprawdzone tą metodą. - Siła orkanu, którą czasem musi znieść
drzewo, to 120 km/godz. My wykorzystujemy tylko 15 proc. tej siły. To dla
komputera wystarczające dane, by ocenił wytrzymałość drzewa. Zdrowe ma jej
1700 proc. Do usunięcia kwalifikujemy te, które mają poniżej 500 proc. - mówi
profesor.
Zanim konstruktorzy samolotów wynaleźli tę metodę, dendrolodzy określali stan
drzewa poprzez nawierty. Jednak pień w każdym miejscu jest inny. Aby dobrze
go zbadać, trzeba było kaleczyć drzewo kilka tysięcy razy! Teraz wystarczy
trochę je ponaciągać.
Dane z wczorajszego pomiaru trafiły do Stuttgartu. - Urządzenia do pomiaru
kosztują pięć tysięcy euro. Program jest tak drogi, że dendrolodzy z całego
świata przesyłają swoje dane do jednego komputera, właśnie w Stuttgardzie -
dodaje Siewniak. Stan drzewa będzie znany za dwa dni. Prawdopodobnie trzeba
będzie je wyciąć.