Wędkarze zagrażają środowisku

27.08.04, 08:55
Wędkarze grożą środowisku



Wojciech Mikołuszko 26-08-2004, ostatnia aktualizacja 26-08-2004 17:15

Tak twierdzą amerykańscy naukowcy. Zebrane przez nich dane pokazują, że
łowienie dla przyjemności niszczy więcej niektórych gatunków ryb niż połowy
na sprzedaż

Ja szkodzę przyrodzie?! Jakie znaczenie ma tych parę rybek, które złapię na
wędkę? Zajmijcie się lepiej statkami, które dziennie łowią dziesiątki ton
mintajów czy szprotek. To wielkie, komercyjne firmy odpowiadają za niszczenie
mórz i oceanów, nie ja - tak mógłby brzmieć komentarz wędkarza do badań
ogłoszonych dzisiaj w czasopiśmie "Science".

Fakty jednak są nieubłagane. Zespół amerykańskich naukowców kierowany przez
Felicię Coleman z Uniwersytetu Stanowego Florydy w Tallahassee przeanalizował
dokładnie amerykańskie połowy ryb morskich od 1981 do 2002 r. Badacze chcieli
sprawdzić, ile zwierząt trafia do firm żyjących z rybołówstwa, a ile - do
wędkarzy łowiących tylko dla przyjemności. W USA bowiem ostatnimi laty
indywidualne połowy w wodach morskich i oceanicznych stawały się coraz
bardziej popularne. - Straciły też wiele ze swojego uroku - twierdzi
Coleman. - Wielu ludzi wyobraża sobie, że na ryby wypływa pontonem ojciec z
synem, każdy z jedną wędką i jednym haczykiem. Ale wielu "rybaków dla
przyjemności" jest dziś zaopatrzonych w sonary oraz GPS-y, które pozwalają im
namierzyć niemal każdą rybę. Mają też dobre łodzie, które są w stanie
odpłynąć daleko od brzegu. Dzięki temu mogą konkurować z kutrami. Nawet ktoś,
kto zupełnie nie umie łowić ryb, może wynająć łódź i zdać się na wiedzę
doświadczonej załogi.

Widziałam 20 haków w jednym pysku

Pierwszy rzut oka na wyniki nie dostarczył jednak żadnych rewelacji. W 2002
r. rekreacyjne połowy wyłowiły bowiem ledwo 4 proc. wszystkich ryb morskich
złapanych w USA. Gdy jednak naukowcy przyjrzeli się dokładniej tym danym,
procenty zaczęły dziwnie rosnąć. Najpierw badacze usunęli z listy dwie ryby
łowione na skalę przemysłową, ale mimo wszystko utrzymujące stabilne
populacje (mintaja i menhadena). Wśród pozostałych gatunków wędkarze morscy
odpowiedzialni byli już za 10 proc. połowów.

Badacze zdawali sobie jednak sprawę, że podczas rekreacyjnych wypadów na
morze wędkarze polują przede wszystkim na duże, drapieżne ryby (porównując to
do naszych słodkowodnych warunków - przyjemniej jest złapać jednego suma niż
kilkanaście płotek). Ich populacje są zwykle mniej liczne, a przez to
bardziej podatne na wyniszczenie. Kiedy więc naukowcy wzięli pod uwagę
wyłącznie te ryby, których populacje są zagrożone wyginięciem, okazało się,
że rekreacyjne polowania to 23 proc. całości połowów. Najgorzej było w
rejonach "wakacyjnych" - w południowym Atlantyku amatorzy łapią 38 proc.
wszystkich łowionych ryb, wzdłuż wybrzeża Pacyfiku - 59 proc., a w Zatoce
Meksykańskiej aż 64 proc.!

Jeszcze gorzej wygląda to w przypadku konkretnych gatunków. 59 proc. lucjana
czerwonego (Lutjanus campechanus) w Zatoce Meksykańskiej wyławiają amatorzy.
Wzdłuż pacyficznego wybrzeża Ameryki są odpowiedzialni za 87 proc. złowień
karmazyna (Sebastes paucispinus), a w południowym Atlantyku za 93 proc.
połowów korwina czerwonego (Sciaenops ocellatus). W tych przypadkach
indywidualne wyprawy łodzią stały się więc bardziej niebezpieczne dla
środowiska niż komercyjne połowy statkami!

Rzeczywistość jest przy tym jeszcze gorsza, niż pokazują powyższe dane -
dowodzą badacze. Wszystko dlatego, że w zestawieniach nie sposób uwzględnić
ryb łowionych przez wędkarzy, a następnie wyrzucanych z powrotem do morza ze
względu na ich zbyt mały rozmiar. Co najmniej 20 proc. spośród nich wkrótce
potem umiera. Pozostałe cierpią w mniejszym lub większym stopniu. - Widziałam
rybę, która miała 20 wędkarskich haczyków w swoim pysku - opowiada Coleman.

Wprowadźmy licencje na zabijanie

Czy da się więc uratować ryby przed wędkarzami?

- Obecne istnieją limity wielkości ryb, jakie można złowić. Nie ma jednak
żadnych limitów co do liczby aktywnych wędkarzy - twierdzą naukowcy.

Prawie połowa amerykańskich stanów położonych wzdłuż wybrzeża nie wymaga
żadnych licencji na łowienie ryb morskich. - Polowania na lądzie są
ograniczone licznymi przepisami prawnymi. Żeby strzelać do jeleni czy kaczek,
trzeba mieć pozwolenie. Wędkarze morscy takich ograniczeń nie mają - alarmują
badacze.

- Rekreacyjne połowy ryb są ważne dla wielu osób - dodaje Felicia Coleman. -
Dla niektórych to sposób na zjednoczenie się z przyrodą, inni w ten sposób
zaspokajają pierwotną potrzebę polowania. Ale jeśli ludzie chcą dalej łowić
ryby, musimy nauczyć się tak zarządzać ich zasobami, by populacje mogły
odbudowywać się i pełnić swoją funkcję w morskim ekosystemie.

Wędkarze szczególnie chętnie polują na duże ryby drapieżne, które często
zagrożone są wyginięciem, takie jak terpuga (Ophiodon elongatus)




W USA rekreacyjne połowy ryb morskich są coraz bardziej popularne. Na
zdjęciu: wędkarze na pomoście w Kitty Hawk w stanie Północna Karolina

    • maroon Re: Wędkarze zagrażają środowisku 28.08.04, 17:59
      "Rekreacyjne połowy ryb" - straszne. Niedługo ludzie będą chodzić na spacer do
      rzeźni...
      • headline Re: Wędkarze zagrażają środowisku 28.08.04, 18:04
        maroon napisał:

        > "Rekreacyjne połowy ryb" - straszne. Niedługo ludzie będą chodzić na spacer
        do
        > rzeźni...

        Swiete slowa :( No, ale nie trzeba siegac tak daleko. Czymze bowiem jest
        mysliwstwo? Mezczyzni jada sobie zabijac w ramach odpoczynku przeciez :(
        • balbinia Re: Wędkarze zagrażają środowisku 28.08.04, 18:39
          Duzo rybakow lubi jechac na ryby, bo kontakt z natura ich wycisza, czuja ta
          harmonie i piekno otaczajacego ich swiata. Szkoda, ze nie potrafia lub nie chca
          robic tego bezinwazyjnie. Jest przeciez tyle mozliwosci. Fotografowanie,
          obserwowanie przyrody, pikniki, plywanie lodzia. To takie chamskie i
          prostackie; wejsc do domu zwierzat, zrabowac, zabic i odjechac. Kiedys takie
          dzialania beda karalne i nie tylko na terenach rezerwatow.
      • sermina Re: Wędkarze zagrażają środowisku 01.09.04, 16:42
        coz, mysle ze w duzym stopniu to kwestia wychowania i przyzwyczajenia. ja np.
        jak bylam mala, to chodzilam z dziadkiem lowic ryby nad wisle. co prawda zawsze
        bylo mi ich zal jak umieraly, ale samo lowienie wydawalo mi sie przyjemne (i
        moglam odpoczac od awantur w domu). moze dlatego ze wtedy dziadek byl ze mnie
        taki dumny...rzeczywiscie mialam niezle wyczucie i bylam w wedkarskiej czolowce.
        pozniej tylko mialam z tego powodu wyrzuty sumienia, no ale co tu zalowac,
        bylam mala i rozumiem teraz pewne schematy w ktorych tkwilam wtedy. kazde
        dziecko chce byc akceptowane i w imie tego czesto pozwala innym i sobie na
        falszowanie swojego swiata. niektorym pewne przyzwyczajenia sie utrwalaja i
        zostaja do smierci, a niektorzy potrafia sie wyrwac. ja ciesze sie, ze sie
        wyrwalam i teraz zyje w mniejszym zaklamaniu i zgodnie z wlasnym sumieniem :) i
        np. nie zrywam juz stokrotek na wianki z moja babcia. zawsze wolalam jak rosly
        a nie umieraly na mojej glowie. co prawda dziadkowie nie bardzo rozumieja o co
        mi chodzi, i uwazaja ze w jakiejs sekcie jestem, no ale coz, i tak sie
        kochamy ;)
        • balbinia Re: Wędkarze zagrażają środowisku 02.09.04, 15:45
          sermino, jestes mi pokrewna dusza. Dwa dni temu na innym forum sklecilam pare
          bardzo podobnych zdan, ktore teraz przeczytalam od Ciebie. I tez nie zrywam
          kwiatow, nawet nie lubie dostac cietego bukietu, moj luby gdy kupuje mi kwiaty,
          to tylko jakies male urocze roslinki w doniczce. :))
          • sermina Re: Wędkarze zagrażają środowisku 02.09.04, 17:04
            :)))
            tez uwazam ze mamy sporo ze soba wspolnego :) juz pisalam kiedys, ze mimo iz
            cie nie znam osobiscie, bardzo cie lubie :)
            co do kwiatkow, mam tak samo :) od wielu lat kazdego mojego nowego chlopaka
            uprzedzalam o preferencjach roslinnych, zeby nie popelnil jakiejs gafy hihi :)
            naprawde, nie daje mi wielkiej przyjemnosci patrzenie na powolne umieranie.
            nawet jesli jest to 'tylko' roslinka. kurcze, roslinka tez zyje, i bez potrzeby
            nie bede jej krzywdzic ani pozwalac zeby ktos robil to dla mnie.
            kwiaty o wiele piekniej wygladaja w swoim naturalnym srodowisku, a
            najpiekniejsze sa te delikatne, lakowe, pachnace przestrzenia i wiatrem :)

            milosc jest jak rozkwitajacy piekny kwiat, coz to za zwyczaj, by w imie piekna
            zabijac piekno?
Pełna wersja