Płacz marchewki.

IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.02, 17:40
Najnowsze badania naukowe wykazały, że rośliny też czują i cierpią jak wyrwać
je z ziemi. Co my teraz jedynie słuszni wegeterianie będziemy jedli?
Najlepszym rozwiązniem wydaje mi się dobrowolny kanibalizm. Jak wiadomo nasza
wegetariańska społeczność nie je mięsa nie dlatego, że nam nie smakuje, ale
dlatego, że zwierzątka cierpią jak się je zabija.
Dlatego też proponuję dobrowolny kanibalizm - polegać to będzie na tym, że
ktoś dobrowolnie, z własnej woli da sobie pod znieczuleniem uciąć rękę czy
nogę, aby potem reszta mogła nią się pożywić.
Należałoby policzyć na ile osób starczą dwie ręce i nogi, a także stworzyć
sektę, która by to wszystko propagowała.
    • Gość: hyde Re: Płacz marchewki. IP: *.acn.waw.pl 14.09.02, 20:54
      Badania uczonych rosyjskich (I. Gumar) i amerykanskich (C. Backster) wskazuja,
      ze rosliny moga "psychicznie" przygotowac sie na zmiane pogody, ze reaguja nie
      tylko na stan zdrowia innych roslin w otoczeniu, ale takze np. na stany
      psychiczne czlowieka. Ponoc potrafia "zapamietac" okreslona osobe i w chwili
      jej wejscia do danego pomieszczenia reaguja w okreslony sposob. Osrodek
      koordynujacy te wrazliwosc znajdowalby sie w narzadach podziemnych (korzeniach,
      bulwach lub cebulach). Choc te badania sa nadzwyczaj ciekawe to jednak nadal
      budza wiele kontrowersji.
      • vegge Re: Płacz marchewki. 15.09.02, 07:51
        u roslin wszelkie "emocje" zwiazane sa z fitohormonami. brak ukladu nerwowego
        to min.: brak pamieci, odczuwania bolu (w przypadku roslin mozna mowic
        o "unikaniu" nieprzyjemnych bodzcow poprzez regulacje wlasnie fitohormonalna).
        uczylam sie 5 lat o roslinach i jakos w zadnym, nawet nowym podreczniku do
        fizjologii nikt nigdy nie napisal o tym ze rosliny cierpia.
        zdecydowanie jestem sceptyczna :-). pozdrow.
        • Gość: hyde Re: Płacz marchewki. IP: *.acn.waw.pl 15.09.02, 17:49
          Prosze bardzo sceptyczna Anno :) - Jacek Danowski "Repetytorium z biologii dla
          kandydatow na akademie medyczne" (oczywiscie informacja o tych badaniach to
          tylko ciekawostka).
          W dodatku radze poczytac (wiecej :), bo moze juz sie zapomnialo ) o
          fitohormonach. Ani auksyny, ani gibereliny, cytokininy, etylen czy kwas
          abscyzynowy nie sa wydzielane pod wplywem wejscia kogokowlwiek do pomieszcznia.
          Fitohormony wplywaja na powstawanie i roznicowanie sie komorek w poszczegolnych
          tkankach.
          Od razu dodam ze nie ufam tym badaniom. Moze sie okazac ze naukowacy mieli
          bujna wyobraznie, ale zapewne nie ma to zwiazku z hormonami roslinnymi.
    • Gość: Syrenka Re: Płacz marchewki. IP: *.dip.t-dialin.net 30.09.02, 18:27
      Prosze znajdz mi marchewke z centralnym ukladem nerwowym chociaz podobnym jak
      ludzie i zwierzeta, dostaniesz Nobla. :-)))
      Kiedy zjadam jablko, gruszke, wisnie - nie zcinam drzewa. Czesto zbieramy
      plony, ktore moznaby porownac do zjawiska, kiedy normalnie zyjaca sobie krowka
      (nie zamknieta w klatce) podzieli sie swoim mlekiem. (ze krowy normalnie
      powinny dawac mleko tylko raz na rok, to chyba wiecie)
      Jedzac rosline, nie unicestwiam ekosystemu, nie robie luki w przyrodzie,
      zbieram tylko plony. Na moim oknie juz od paru miesiecy rosnie szczypiorek -
      urywam sobie co jakis czas jego plony, ale nie zabijam cebulki. Kiedy zabijesz
      swinie, nic z tego nie wyrosnie, unicestwiasz, nie ma dalszego rozwoju, z jej
      kosci nie wyrosnie nowe zwierze, z jej oczu i krwi nie obrodza nowe plony.
      Ja widze roznice i to baaardzo wielka.
      Wiem, ze rosliny sa bogate w percepcje, ale wiem tez, ze zycie czegokolwiek na
      ziemi ponosi zawsze jakies ofiary. Dla mnie, jako istoty humanitarnej, rozumnej
      i socjalnej, jest celem minimalizacja cierpienia istot czujacych i zaborczej
      eksploatacji planety, rezygnujac z tych rzeczy, na ile jet to fizycznie
      wykonalne dla normalnego czlowieka zyjacego w swiecie cywilizowanym, czyli np
      weganski sposob zycia, nie noszenie skor, futer, praca spoleczna na rzecz ludzi
      i zwierzat, ekologii, oszczednosc energii, stosowanie kosmetykow przyjaznych
      zwierzakom - itd, itp...

      Jezeli byloby dla mnie wykonalne fizycznie niespozywanie marchewki, a jej placz
      przeszywalby moje serce tak, jak przeszywa je placz zarzynanych zwierzat, (a
      nawet gdy cierpi milczac) wowczas nie jadlabym warzyw. Gdybym byla w stanie zyc
      niczym duch, nie niszczac niczego - tak bym zyla. Ale teraz jako czlowiek zyje
      na tyle, na ile potrafie w zgodzie i w szacunku dla matki Ziemii, a i nadal sie
      wiele rzeczy ucze. Mysle, ze temat "placz marchewki" jest troche smieszny,
      rownie dobrze moge zalozyc temat "zabieramy sloncu energie- swietokractwo".
      Watpie aby zalozyl go wegetarianin, raczej jakis miesozerca probujacy uspokoic
      swe sumienie.
      pozdrawiam :-)))
      • Gość: hy Re: Płacz marchewki. IP: *.acn.waw.pl 01.10.02, 12:04
        > Watpie aby zalozyl go wegetarianin, raczej jakis miesozerca probujacy
        uspokoic
        > swe sumienie.

        i znowu wredny atak i rownie perfidna dyskryminacja...
      • sanvean Re: Płacz marchewki. 03.10.02, 16:20
        Gość portalu: Syrenka napisał(a):
        > (ze krowy normalnie
        > powinny dawac mleko tylko raz na rok, to chyba wiecie)

        ja nie wiem. Ja wiem, że krowa powinna dawać mleko tylko cielakom.

        > Gdybym byla w stanie zyc niczym duch, nie niszczac niczego - tak bym zyla.

        podobno istnieje cos takiego jak bretharianizm ;-))

        sanvean
        • syrenka23 Re: Płacz marchewki. 03.10.02, 22:30

          >
          > ja nie wiem. Ja wiem, że krowa powinna dawać mleko tylko cielakom.

          No w sumie o to mi chodzilo, zle to ujelam. Dla cielaczkow mleko mamy. :-)))

          >
          >
          >
          > podobno istnieje cos takiego jak bretharianizm ;-))

          WIEM !!! Ale ja tak nie umiem. Kiedys raz w tygodniu zostawialam sobie dzien
          bez jedzenia tzn jadlam w piatek wieczorem i dopiero w niedziele rano nastepny
          posilek. Tak by wiedziec co to jest chociaz namiastka glodu, modlilam sie za te
          dzieci, ktore umieraja bo nie maja co jesc. Kiedys postowalam kilka dni, tylko
          pilam wode. Dzis wiem, ze takim postepowaniem swiata nie zmienie a na glod,
          smierc i cierpienie nie mam takiego wplywu jakbym chciala miec. Takze,
          bretharianem byc nie potrafie, ale widzialam stronke niejedzenie.pl Mi jeszcze
          daleko do takiego rozwoju.. pozdrawiam !! :-)))
          • sanvean Re: Płacz marchewki. 04.10.02, 12:47
            syrenka23 napisała:
            > > podobno istnieje cos takiego jak bretharianizm ;-))
            >
            > WIEM !!! Ale ja tak nie umiem. Kiedys raz w tygodniu zostawialam sobie dzien
            > bez jedzenia tzn jadlam w piatek wieczorem i dopiero w niedziele rano
            > nastepny posilek.

            Takie coś jest niezdrowe. Zwłaszcza, jeśli najesz sie dużo w piątek. Ja robiłem
            sobie juz parę razy tygodniowe głodówki i - uwierz mi - z głodowaniem nie ma to
            nic wspólnego. Przez cały tydzień żyłem tylko na wodzie mineralnej i nawet nie
            czułem głodu.
            A w bretharianizm nie wierzę, bo duchowość duchowością, ale ciało mamy
            materialne i jako takie potrzebuje ono materialnego pożywienia.

            pozdrawiam

            sanvean
Inne wątki na temat:
Pełna wersja